23 lutego 2013

Patrz, stewardessa...

Miła osobowość, szczerość, uczciwość, bycie przystępnym, skromność, przyjazne usposobienie, zdyscyplinowanie, umiejętność słuchania, wzorowa organizacja, zrozumienie i wyczulenie na różnice kulturowe, asertywność, zdolność przystosowania się, zwracanie uwagi na szczegóły, umiejętność opanowania emocji, swoboda w nawiązywaniu kontaktu i poczucie humoru to tylko niektóre z cech, wymaganych od cabin crew. Tyle zamieszania po to, żeby tylko serwować kawę?

Dla tych, którzy uważają, że stewardessy to kelnerki...
Jesteśmy na pokładzie przede wszystkim dla Waszego bezpieczeństwa (wsłuchajcie się następnym razem w powitalny PA ), pomagamy w ewakuacji na lądzie i wodzie; gasimy pożar - także ten wzniecony od papierosa (!!); udzielamy pierwszej pomocy, od opatrywania ran po odbieranie porodu; ciosami karate załatwiamy niewygodnych typków; bawimy malucha, podczas gdy mama przewija jego brata; sprzątamy kabinę i toaletki, żeby Wam było przyjemniej; próbujemy rozwiązać rodzinne (i nie tylko) sprzeczki; opiekujemy się dzieciaczkami podróżującymi samodzielnie; udzielamy wszelkich informacji odnośnie miejsca docelowego; ułatwiamy lot niepełnosprawnym; wspieramy psychicznie pasażerów z wszelkimi fobiami: od klaustro- przez awiato- do ajchmofobii.

Nie zawsze jest łatwo, ale właśnie z tego względu zespół rekrutacyjny szuka w nas wymienionych cech. Dodatkowo przechodzimy szereg kursów i treningów, by sprostać każdej sytuacji tam w górze


Teraz już całkiem na luzie... lista, na którą niedawno natrafiłam gdzieś w internecie (dodałam też własne nawyki!):

Wiesz, że jesteś cabin crew, kiedy:
  • potrafisz zjeść cztero-daniowy obiad na stojąco,
  • szukasz oddzielnej kolejki dla załogi w sklepie,
  • nigdy nie rozpakowujesz walizki,
  • twoje długopisy pochodzą z różnych hoteli,
  • z 50 metrów potrafisz powiedzieć, czy walizka wejdzie do schowka,
  • nie myślisz w miesiącach, ale w grafikach,
  • stoisz przy drzwiach i grzecznie mówisz Dziękuję, do widzenia, miłego dnia, kiedy ktoś opuszcza twój dom,
  • masz posiniaczone łydki i uda,
  • mówiąc o miastach, używasz kodu lotniska,
  • za każdym razem jak słyszysz dzwonek do drzwi, patrzysz w sufit,
  • kiedy pytasz partnera o której wróci, pytasz o ETA (estimated time of arrival – planowany czas przylotu),
  • patrząc w niebo, rozpoznajesz jakiej linii samolot przelatuje,
  • wiesz dobrze, że z pilotami się nie umawia,
  • podając komuś godzinę, zastanawiasz się nad strefą czasową,
  • pamiętasz numer telefonu z hotelu lepiej od swojego domowego,
  • zamiast podnieść śmieci z podłogi, kopiesz je pod sofę,
  • masz zapisane w telefonie numery ludzi, których w ogóle nie pamiętasz,
  • zwracasz uwagę na rozmieszczenie drzwi w transporcie publicznym i zastanawiasz się jak je otworzyć w czasie awarii,
  • wchodzisz do windy hotelowej i nie pamiętasz na którym piętrze jest twój pokój,
  • nigdy nie możesz być pewny swoich planów na sto procent, bo gwarantowane, że zmieni ci się grafik,
  • witasz gości hotelowych w windzie z wielkim uśmiechem, nawet jak nie jesteś w uniformie,
  • często powtarzasz kocham moją pracę, kocham moją pracę,
  • wycierasz po sobie umywalkę i układasz papier toaletowy w trójkącik,
  • za wszystko przepraszasz,
  • masz portfel z wieloma przegródkami na różne waluty,
  • lecisz jako pasażer, a mimo wszystko otwierasz innym drzwi do toalety i pomagasz umieścić bagaż w schowku,
  • wszystkie swoje kosmetyki nosisz w pojemnikach nie większych niż 100ml,
  • słyszysz dzwoniący telefon, nawet kiedy milczy,
  • cieszysz się bardziej na hotel, w którym będziesz, niż na miejsce, do którego lecisz,
  • często zastajesz spleśniałe jedzenie w lodówce,
  • DOCENIASZ CZAS SPĘDZONY W DOMU BARDZIEJ NIŻ KTOKOLWIEK INNY !

20 lutego 2013

Poskarżę się mamie!

Czyli na co tak naprawdę narzekają pasażerowie...

Wierzcie mi, że na ten temat to można by napisać tomy powieści bawiących do łez, podnoszących ciśnienie, szokujących do granic możliwości, czy wzbudzających współczucie. Każdy z nas ma w zanadrzu ciekawe historyjki, w które czasem naprawdę trudno uwierzyć. Nawet po pięciu latach latania, kiedy myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy... oczy ciągle wychodzą mi z orbit

A że jestem chora, ulżę sobie historyjkami :D

- Mój znajomy został poproszony o przechodzenie na pokładzie tylko jedną stroną (na naszych Boeingach 777 mamy dwie alejki), ponieważ jednemu pasażerowi nie podobała się jego twarz. Wiecie, co było szokujące? Powaga z jaką ta informacja została mu przekazana przez szefową pokładu...

?!


- Pasażer zasugerował nam, abyśmy zmienili treść filmiku wyświetlanego podczas boardingu, bo przedstawia typ samolotu, na którym lata też konkurencja i on się z tym źle czuje... 

Dziękujemy serdecznie, przekażemy departamentowi do spraw śmiertelnie poważnych


- Pax 54J: „Czy mogłaby pani powiedzieć temu pasażerowi z przodu, żeby wyprostował swoje oparcie?”  
Ja: „Niestety nie mogę, ten pan ma prawo do rozłożenia oparcia zwłaszcza w tej fazie lotu, za godzinę będziemy serwować posiłek, wtedy go poproszę”.
Za 5 minut wbiega do galley moja przełożona blada z przerażenia:
„Pasażer 54J jest bardzo zły i chce złożyć skargę, bo podobno nie zrobiłaś tego, co ci kazał”

Powaga? Naskarżyć się to musiało pani? A ile ty masz latek? Same nie może zapytać sąsiada?


- Zdenerwowany pasażer wbiega do galley, rzuca tacą i żąda innego posiłku, bo ten był ohydny: „ w restauracji takiego świństwa by nie podali...” 

Taca jest pusta, czyżby wszystko wylądowało w pańskiej torbie? A tak dla jasności, jesteśmy w ciśnieniowej puszce na 11000 metrów, gdzieś nad Syberią, więc proszę grzecznie zająć miejsce
 

- Kilka dni temu serwowaliśmy śniadanie na pokładzie. Jeden pasażer musiał chwilę poczekać, aż mu doniosę tacę, ponieważ wcześniej był w toalecie. W międzyczasie koleżanka zaserwowała mu kawę. Po powrocie do bazy dostaję list od tegoż pasażera z listą pytań, na które żąda natychmiastowej odpowiedzi: 
1. Dlaczego zostałem pominięty podczas serwisu?
2. Dlaczego pani, która podawała mi kawę nie zapytała, czy chcę jeść?
3. Dlaczego mimo pięciokrotnego wciskania guzika, nikt mnie nie obsłużył?
4. Dlaczego pani, która przyniosła tacę zachowywała się jakby to była normalna procedura i w ogóle mi nie współczuła?

1. Bo poszłam do pierwszej klasy oglądać film
2. Pomyślała, ze kawa ci wystarczy
3. Wszystkie siedem byłysmy głuche
4. No nie mów, że nie zauważyłeś jak padłam przed tobą na kolana i błagałam o wybaczenie

Głupie pytania – głupie odpowiedzi... podpisano AirHostessa


Może tego wystarczy... kaszel mi się nasila z frustracji.


Gorące pozdrowienia dla wszystkich gburasków, którzy nam urozmaicają loty... bez Was nie byłoby o czym opowiadać przy drinku (i tak Was kochamy!) to dla Was:




16 lutego 2013

AAAAAAApsik !

Herbata z cytryną i ciepłe skarpety, mleko z miodem w łóżku, paracetamol, zupa z czosnkiem, syropy, kropelki i w końcu antybiotyk.....

Czyżbym wcześniej wspominała, że szczęściara mam tydzień wolnego? No to właśnie, żeby to życie nie było ciągle takie proste i piękne, zamiast spędzać czas z ludźmi, których uwielbiam, zostałam uziemiona w domu z paskudnym bakcylem. Niestety najważniejszy w tym momencie jest powrót do formy, bo kolejny trip nadchodzi milowymi krokami. Jeśli odmówię lotu, w przyszłym miesiącu nie będzie mnie stać na waciki, grrrr! - tak naprawdę zarabiamy dopiero tam w górze, a zapchane zatoki wcale w tym nie pomagają.

Dlaczego nie powinno się latać jak jesteśmy przeziębieni?

Ciśnienie w zatokach i uchu środkowym musi się wyrównać z ciśnieniem w kabinie, które zmienia się podczas startu i lądowania. Niektóre infekcje mogą wywołać blokadę trąbki Eustachiusza, która zapobiega dostawaniu się powietrza potrzebnego do wyrównania tej różnicy i w efekcie powoduje ból. Innymi skutkami ubocznymi mogą być zawroty głowy, szumy w uchu, czy utrata słuchu. W bardziej ekstremalnych przypadkach może dojść nawet do przebicia błony bębenkowej. Jeżeli ktoś z Was ma podobne problemy na locie, a zwłaszcza przy starcie i lądowaniu, dobrym sposobem na wyrównanie ciśnienia jest żucie gumy, ssanie cukierka, czy po prostu częste przełykanie śliny. Małym dzieciaczkom z kolei warto jest dać butelkę lub smoczek. Widziałam kiedyś nawet mamę, która zasłaniała uszy swojemu synkowi plastikowymi kubkami... i lądujemy w zupełnej ciszy


No to zamiast sobotniej imprezy, kino domowe - Szkoła Stewardes:




13 lutego 2013

Jet Lag zabójca

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej! Przede mną ponad tydzień wolnego, szczęściara! Przy obecnej sytuacji w firmie, dostajemy minimum odpoczynku między tripami, co stanowi jakieś cztery dni. Wierzcie mi, to nie wystarczy, żeby doprowadzić swój organizm do porządku. W dzień powrotu – dętka, dwadzieścia godzin snu; pierwszy dzień po tripie – mózg ciągle jest wyłączony, a ciało leniwe, zazwyczaj w nocy wkrada się bezsenność; drugi dzień – totalny letarg po nieprzespanej nocy; trzeciego coś już zaczyna przechodzić, ale czekajcie... to dzień na załatwienie wszystkich spraw, bo jutro znowu trzeba pakować walizki na kolejne dziewięć dni. No i? Ciągle jest tak fajnie?

Jet lag jest nieodłącznym elementem pracy cabin crew, która operuje na długie dystanse. To zespół objawów związany z przemieszczaniem się przez strefy czasowe. Najgorszy jet lag uderza po locie z półkuli zachodniej na wschodnią, wtedy dodajemy dzień w momencie lądowania. Organizm nie radzi sobie niestety z nowymi warunkami tak łatwo, jak podczas lotu w kierunku przeciwnym, kiedy to podróż odbywa się w jednym dniu. Mimo, że objawy te obejmują szereg niedogodności jak złe samopoczucie – czasem i depresja, bezsenność – lub nadmierne spanie (wiem coś o tym, rekord dwa dni z przebudzeniem na śniadanie), problemy układu pokarmowego, czy totalna dezorientacja i zaburzenia myślenia (oj tak!), każdy z nas inaczej jet lag przeżywa.


Zadbaj o dobry sen

Jak więc sobie z tym radzić? Jest wiele porad, ale ciężko mówić o skuteczności poszczególnych, bo znowu na każdego coś innego działa. Dobrze jest przestawić się na czas lokalny naszego miejsca docelowego na dzień przed wyjazdem – ja zwykle przestawiam zegarek na pokładzie i kieruję się wskazanym czasem. Od tego momentu godzina w domu się nie liczy. Słyszałam kiedyś, jak znajomy mówił, że nie będzie jadł, bo jest noc w Europie. Jak wspomniałam – każdy jest inny. Wskazane jest pić dużo wody nie tylko na locie, ale i w ciągu dnia. Kiedy idziemy spać, należy totalnie wyciszyć nasz pokój i zadbać po sprzyjające drzemce warunki. Znam takich, co zmuszają się, by nie spać lub też spać o wyznaczonych porach. Przez te wszystkie lata nauczyłam się słuchać organizmu – iść do łóżka, kiedy jestem zmęczona. Jak już dolecicie w to upragnione miejsce, korzystajcie ze słońca! Światło dzienne również pomaga w zwalczaniu jet laga. Lekkie ćwiczenia relaksująco – rozciągające (patrz: joga) przyspieszają osiągnięcie balansu wewnętrznego. Polecam. Wskazówka dla tych, którzy wybierają się na drugą półkulę w celu ważnego spotkania... warto przylecieć kilka dni wcześniej, by uniknąć zmęczenia i dezorientacji podczas prezentacji czy rozmowy.


Wspomniałam o zaburzeniach funkcji myślenia?  :D Anegdota z życia:


Po powrocie z tripa, w drodze do domu zatrzymałam się przy bankomacie. Na ekranie wyświetlony napis: „bankomat nie wydaje 20 w bilonie”. Włożyłam więc kartę, wybrałam opcję „10”, wyciągnęłam, włożyłam kartę ponownie, wcisnęłam tą samą opcję... <bleee>

Następnym razem pomyślicie, że ta stewardessa była jakaś taka zaćmiona, może warto zapytać gdzie w świecie była dwa dni wcześniej

Dla zainteresowanych, niestety w wersji oryginalnej: How to beat Jet lag


07 lutego 2013

From Paris with Love

Z kraju kwitnącej wiśni do krainy serów i wina…
Tak, Francja to nasz trzeci dom. Pomimo tego, że nasza firma dociera na każdy kontynent, baza londyńska operuje wyłącznie na trasie Londyn – Tokio i Paryż – Tokio. No widzicie? Wcale się tak nie bujamy po tym świecie, no chyba, że prywatnie :P

Gdzieś nad Syberią




Jak więc wygląda nasz typowy miesiąc? Najdłuższy trip (patrz: I speak no aviation) trwa dziewięć dni, podczas, którego robimy Londyn – Tokio – Paryż – Tokio – Londyn. Dokładnie!… jestem dopiero w połowie <buuu> W każdym miejscu zatrzymujemy się na dwie noce. Krótszy trip trwa cztery dni, to tylko lot do Tokio (właściwie do Narity, gdzie znajduje się drugie lotnisko stolicy) i z powrotem. Istnieje jeszcze trzydniowy, a to dlatego, że w jedną stronę pracujemy, a w drugą lecimy jako pasażerowie (o tym innym razem ;) ).
W miesiącu praktycznie robimy średnio 76 godzin – sześć lotów 12-godzinnych, bo tyle trwa pokonanie ok. 6600km. Niestety średnia godzin waha się miesięcznie od 36 do nawet 98 i na to już nie mamy wpływu, zależy czy jesteś lubiany, czy nie, a rachunki ciągle trzeba płacić :P Poza godzinami w powietrzu mamy jeszcze standby, wtedy spędzamy dzień pod telefonem w pobliżu lotniska i wzywają nas, gdy ktoś się nie może pojawić – a często bywa, że nie chce. Ma to swoje plusy i minusy. Dla tych, co dolatują z innych krajów, to kolejny zmarnowany dzień z dala od domu, dla mnie wymówka, by dłużej poleżeć w łóżku :D Dziesięć dni w miesiącu mamy wolne, ale do końca nigdy nie wiadomo które, bo w ostatniej chwili cały grafik może się zmienić. Jedyne gwarantowane są wakacje, zarezerwowane z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Sorry dziewczyny! Teraz kumacie, dlaczego czasem nawalam z wyjazdem, koncertem, albo zwykłym drinem na mieście? Grrrrrr……

Nie mogę oczywiście pominąć najważniejszej kwestii… jeśli decydujesz się na tą pracę, zapomnij o prawdziwym karpiu w święta; urodziny może Ci zepsuć agresywny pasażer, którego być może trzeba będzie związać; kiedy budzisz się z kacem pierwszego stycznia, Twoi wszyscy znajomi dopiero otwierają szampana – Tobie żal serducho ściska, no i może się okazać, że nie zdążysz na ślub swojego rodzeństwa, bo samolotowi chciało się zepsuć i nie ma szans, że dolecisz na czas ważnego TAK. Gotowy/Gotowa na WSZYSTKO?:)


Oczywiście nie taki diabeł straszny jak go malują! Raz rozkminisz system, będziesz w stanie uniknąć niespodzianek. Nie koniecznie musisz mieszkać przy lotnisku – wielu moich znajomych dolatuje z innych krajów Europy, narażają się tylko na dodatkowy stres. Nie musisz żyć jak pustelnik w swoim własnym świecie, większość z nas jest w stałych związkach, a co niektórzy nawet bardziej zaawansowani wychowują pociechy. Kwestia tego, żeby sobie wszystko porządnie zorganizować.


Samo życie… Bonne Nuit ;)

06 lutego 2013

Testing...Testing...

Jest parę minut po pierwszej w nocy, a tu gdzie jestem 9 godzin do przodu….
Japonia – mój drugi dom. To właśnie dla ich narodowego przewoźnika pracuję od prawie 5 lat i przyznam, że nawet nie wiem kiedy to minęło. Pamiętam wyjazd do Tokio na szkolenie, pierwsze frustracje związane z poznawaniem nowej kultury, tak odmiennej od naszej europejskiej – nie rozdrabniając się już na poszczególne narodowości!

Jak trafiłam tu gdzie jestem? Weszłam wczoraj na pokład lotu do Narity, uśmiechałam się przez 11 godzin i 15 minut, nakarmiłam 226 przypadkowych ludzi, połamałam wszystkie paznokcie dłuższe niż 5 mm….Nie no, jasne chodzi o tą firmę ;) Podobnie jak w każdej innej dziedzinie życia, wszystko zaczynamy od małych kroków (chylę czoła tym, co od razu skaczą!). Zaczęłam od bardzo popularnej, słynącej ze swojego ekscentrycznego szefa, europejskiej, nisko kosztowej linii lotniczej. Firma ta traktuje cabin crew – będę raczej używać tego zwrotu, stewardessa brzmi bardzo pre historycznie, a załoga pokładowa, jak zgraja robotów z jakiegoś thrillera. Tak więc, według mojego pierwszego pracodawcy cabin crew jest jak cytryna – trzeba wycisnąć i wyrzucić :P Odeszłam zanim mnie zdążyli kompletnie pozbawić życia. Później zaczął się proces wysyłania CV do wszystkich linii rekrutujących do londyńskiej bazy. W pewien deszczowy, listopadowy dzień przyszedł list, informujący, że mam rozmowę kwalifikacyjną do japońskiej firmy. Jak? Gdzie? Co? Ja i Japonia? Kiedy ja coś do nich wysyłałam? W maju minie pięć lat….

Nie wiem co przyszłość niesie. Obecnie przemysł lotniczy jest bardzo niestabilny. Nasza praca straciła ten popularny image wspaniałego życia, podróży i przygód wiele lat wstecz. Teraz robimy to głównie po to, żeby płacić rachunki i mieć w życiu jakiś fun mimo wszystko. Praca jak każda :) Pisanie tego bloga traktuję jako katharsis – uwolnienie od wszelkich frustracji, których nie mogę zostawić na 11000 metrów. No i rodzice w końcu będą wiedzieć gdzie jestem :) 

Ja uciekam na sushi, a Wam wszystkim spokojnej nocki – gdziekolwiek jesteście!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...