Testing...Testing...

lutego 06, 2013

Jest parę minut po pierwszej w nocy, a tu gdzie jestem 9 godzin do przodu….
Japonia – mój drugi dom. To właśnie dla ich narodowego przewoźnika pracuję od prawie 5 lat i przyznam, że nawet nie wiem kiedy to minęło. Pamiętam wyjazd do Tokio na szkolenie, pierwsze frustracje związane z poznawaniem nowej kultury, tak odmiennej od naszej europejskiej – nie rozdrabniając się już na poszczególne narodowości!

Jak trafiłam tu gdzie jestem? 

Weszłam wczoraj na pokład lotu do Narity, uśmiechałam się przez 11 godzin i 15 minut, nakarmiłam 226 przypadkowych ludzi, połamałam wszystkie paznokcie dłuższe niż 5 mm….Nie no, jasne,  chodzi o to jak trafiłam do firmy 😜
Podobnie jak w każdej innej dziedzinie życia, wszystko zaczynamy od małych kroków (chylę czoła tym, co od razu skaczą!). Zaczęłam od bardzo popularnej, słynącej ze swojego ekscentrycznego szefa, europejskiej, nisko kosztowej linii lotniczej. Firma ta traktuje cabin crew – będę raczej używać tego zwrotu, stewardessa brzmi bardzo prehistorycznie, a załoga pokładowa, jak zgraja robotów z jakiegoś thrillera. Tak więc, według mojego pierwszego pracodawcy cabin crew jest jak cytryna – trzeba wycisnąć i wyrzucić 😏 Odeszłam zanim mnie zdążyli kompletnie pozbawić życia. Później zaczął się proces wysyłania CV do wszystkich linii rekrutujących do londyńskiej bazy. W pewien deszczowy, listopadowy dzień przyszedł list, informujący, że mam rozmowę kwalifikacyjną do japońskiej firmy. Jak? Gdzie? Co? Ja i Japonia? Kiedy ja coś do nich wysyłałam? 

W maju minie pięć lat….

Nie wiem co przyszłość niesie. Obecnie przemysł lotniczy jest bardzo niestabilny. Nasza praca straciła ten popularny image wspaniałego życia, podróży i przygód wiele lat wstecz. Teraz robimy to głównie po to, żeby płacić rachunki i mieć w życiu jakiś fun mimo wszystko. Praca jak każda inna 😉Pisanie tego bloga traktuję jako katharsis – uwolnienie od wszelkich frustracji, których nie mogę zostawić na 11000 metrów. No i rodzice w końcu będą wiedzieć gdzie jestem 😆

Ja uciekam na sushi, a Wam wszystkim spokojnej nocki – gdziekolwiek jesteście!

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga