31 marca 2013

Wielkanocnie


Wielka Sobota... rodzinka przygotowuje się do świąt, dzieci u sąsiadów malują jajka, na Facebooku wymiana życzeń, dokoła roznosi się zapach pieczonych ciast, moje kochane psiapsióły wybyły w ciepłe klimaty, a ja pakuję walizkę do pracy... po raz milionowy!

Gigantyczny minus tej pracy. W momencie, kiedy najbardziej chcesz być z rodziną i przyjaciółmi, służba Cię wzywa! Może i przesadzam, bo w końcu zawsze jest opcja złożenia podania o wakacje na okres świąt, a później trzymanie kciuków przez parę miesięcy, żeby odpowiedź była pozytywna. Niestety przyznanie wolnego często odbywa się w oparciu o wyniki w pracy, stopień zaangażowania, sytuację rodzinną, czy po prostu „widzimisie” osoby odbierającej aplikację Przychodzi jednak moment, że przestajesz walczyć z systemem, godzisz się na wszelką odpowiedź, a w wyjeździe dostrzegasz opcję ucieczki od obowiązków i całej presji świąt oraz możliwość przeżycia tego okresu w całkiem innych okolicznościach, nawet z perspektywy innej kultury. Jakby nie było, ktoś musi podać kawę tym spóźnionym, zagubionym, niezainteresowanym, anty tradycyjnym czy nieświadomym

Tym razem nie mogę narzekać!!!! Zaczynam 9-dniowy trip i od początku do samiutkiego końca będę go robić z Asiulą, z którą mieszkam
Z tego całego szczęścia, aż wymyśliłyśmy motto na tripa: Wyłącz Motorek
Że niby co? No właśnie... Na każdym locie jest trzech pilotów i czternaście członków załogi, wliczając dwóch/trzech przedstawicieli naszej bazy londyńskiej. Bez względu na to w jakiej klasie pracujemy (my, Europejczycy!), serwis po naszej stronie kabiny trwa zawsze krócej. Zasuwamy jak mały samochodzik, tylko po to, by sprostać wszelkim potrzebom pasażerów i obsłużyć wszystkich według przyjętych standardów, mając na uwadze ich zmęczenie, czy konieczność pracy nad własnym projektem. Tym samym, kończąc własne obowiązki, jesteśmy zmuszeni pomóc japońskim koleżankom i w efekcie pracujemy za dwóch, co odbija się zarówno na naszej psychice, jak i zdrowiu fizycznym. Każdy z moich znajomych miał życiowy moment, kiedy zaczynał lot z wielkim postanowieniem pracowania w tempie koleżanek, ale już po kilkunastu minutach wszystko niestety przekreślił. Być może łatwiej jest mobilizować się nawzajem, jeszcze w języku, którego nikt na pokładzie nie rozumie. Wyłączyłam dziś motorek na cały lot, było jak na wakacjach  




No więc z Asiulą w duchu polskiej tradycji wielkanocnej, ku wielkiemu zdziwieniu Japonek, stuknęłyśmy się jajem

 RADOSNEGO ALLELUJA !!!





26 marca 2013

DeadHead

Znowu do pracy... nie, wręcz przeciwnie, chce mi się

Przede mną tylko trzydniowy trip. Zanim jetlag mnie dorwie, będę już z powrotem w domu. Wylatuję z Londynu jako pasażer, tzw. deadhead, wracam pracując. Od czasu do czasu mamy też i takie loty. Z jednej strony fantastycznie, oglądanie filmów i popijanie winka, powolne nastawianie się na zapracowany lot powrotny. Z drugiej strony, lecieć do Japonii tylko na jedną noc?! Come on!

Ok, skupiam się na pozytywach! 

Najpierw idę odebrać bilet. Scenariusz łatwy do przewidzenia... jest komplet na pokładzie, dlatego dostaję środkowe siedzenie między pasażerami z jakimiś fobiami, za ryczącym dzieckiem, między uczniami, z niedziałającym ekranem, albo zepsutym siedzeniem, którego nie będzie można rozłożyć... to właśnie nami firma wypełnia luki na pokładzie. No oczywiście! Nie ma najmniejszego problemu, jutro mega zrelaksowana, przylepię uśmiech na dwanaście godzin i nie będę narzekać  Dzięki Firmo za respekt.
56C... dwa siedzenia dla mnie, żadnych dzieci dookoła. Hmmm... nie odetchnę, dopóki nie wyląduję. Pewnie w trakcie lotu komuś się zepsuje telewizorek, poczuje się źle, albo po prostu zacznie narzekać, że jego siedzenie jest niewygodne – wtedy mnie zaatakują.
A miałam się skupić na pozytywach!

Briefing w biurze. Mam przynajmniej fajna załogę na locie, będą pewnie testować na mnie wszystkie drinki z baru

Szybka odprawa bezpieczeństwa na lotnisku. Byłaby szybka, gdyby tych kilku ludzi przede mną dostosowało się do zasad. Pamiętajcie, że zanim dojdziecie do bramki kontrolnej, dobrze jest pościągać kurtki, paski i wszelkie metalowe ozdoby, opróżnić kieszenie, wyciągnąć z futerałów laptopy i e-booki, a wszelkie kosmetyki w 100 ml pojemnikach umieścić w przezroczystej torebce. To przyspiesza cały proces i nie podnosi ciśnienia ludziom dookoła. Dla tych mniej cierpliwych mała rada – ustawiajcie się za biznesmenami, oni podróżują dość często, więc znają wszelkie reguły, a poza tym śpieszy im się do saloników biznesowych (executive lounge) przed lotem, albo tak jak mi do duty free.

Dziewczyna przy kasie od razu we mnie rozpoznała załogę, jakim cudem? Wrzuciłam na siebie zwykłą sukienkę, bo ciągle wygląda elegancko, a łatwiej skacze się przez pasażerów (w razie siedzenia E). Mam to wypisane na czole, podobnie jak potężne „i”, bo wszyscy pytają mnie o numery bramek, godziny odlotów, lokalizację toalet. Pffff!! Ściągnij ten identyfikator z szyi, zdradzasz się Agnes!
 

W chmurach...
Zawsze czuję się nieswojo, patrząc jak znajomi pracują i nie będąc w stanie im nawet pomóc. Powstrzymuję się co chwilę, żeby współpodróżnym nie otwierać drzwi do toalety, nie podnosić czyiś śmieci, nie otwierać szafek, których normalny pasażer by nie otworzył. Jestem incognito! Dobrze, że siedzę na samym tyle kabiny. Tego, jak traktują nas podczas serwisu, też nigdy nie zrozumiem. Musimy czekać, aż wszyscy zostaną obsłużeni, aby mieli możliwość wyboru dania. My dostajemy to, co zostanie. Nie jest przyjemnie, kiedy wszystko dookoła pachnie, drażniąc nasze kiszki, a posiłek dostajemy dopiero godzinę po naszym sąsiedzie, bo dziewczyny są super-szybkie, albo w ogóle o nas zapomniały. Kiedyś jedna babinka chciała zaczekać ze swoim jedzeniem, aż ja też otrzymam, a inna wołała załogę, że zapomniały mnie obsłużyć....hahaha, słodkie

… przespałam cały lot. Obudziłam się na śniadanie, dwie godziny przed lądowaniem. Dziewczyna, która mnie obsługiwała zaoferowała mi nawet dwie bułki z posiłkiem (przypada jedna na pasażera, więc komuś zwędziła) i powiedziała, że wyglądam jak aktorka (dla jasności, wiedziała, że jestem z firmy). Hmmm... a przeczuwałam w kościach zły lot. Miałam na prawdę dużo szczęścia dzisiaj, jutro zwrócę to na moim locie w postaci uśmiechu, zaoferuję dodatkową buteleczkę wina niejednemu pasażerowi, pomogę z bagażami, zabawię dzieciaki, posprzątam galley na błysk i podniosę każdy najmniejszy śmieć na mojej drodze. 

Warto być miłym dla siebie nawzajem!

14 marca 2013

Sprite x 100

Właśnie takiego lotu potrzebowałam po trzech dniach wolnego (tylko!) i nawrotach choroby...

Odpowiedzialna za galley w ekonomicznej klasie z setką uczniów. Naprawdę nie mogło być lepiej! Po pustych lotach, które zdarzają się prawie nigdy, lot z japońskimi grupami szkolnymi jest jak marzenie Przeważnie lecą do Europy na wymianę uczniów, podszkolić język przez kilka tygodni, dodatkowo pozwiedzać i liznąć naszej kultury. Są mega nakręceni, więc taki lot to jedna wielka euforia. Okrzyki zachwytu zaczynają się już przy samym wejściu na pokład, zwłaszcza kiedy widzą nasze europejskie twarze, a co się dzieje, kiedy zaczynamy mówić do nich po japońsku? Normalnie reanimacja potrzebna!

Japońscy uczniowie


Serwowanie posiłku zajmuje połowę standardowego czasu. Wszyscy zamawiają Sprite albo sok pomarańczowy, które przygotowuje się dużo szybciej niż gin z tonikiem czy campari z sodą. Nie ma też obrażonych na cały wszechświat pasażerów w ostatnich rzędach, dla których została tylko ryba, bo niestety kurczak się skończył. Cieszą się, że mogą poćwiczyć język angielski, grzecznie proszą i dziękują z wymalowanym uśmiechem na twarzy. Bywa czasem, że jakaś jedna odważna dusza zapyta o zrobienie wspólnego zdjęcia, chwilę z nami pozuje i nagle cała reszta atakuje. Jak ich tu nie kochać?!

Z reguły gdy jedna rzecz działa bez zarzutu, inna musi nawalić, czyż nie? Tak po prostu dla zachowania równowagi w życiu Dwie godziny przed lądowaniem dostaliśmy wiadomość z kokpitu, że warunki pogodowe w Naricie nie są najlepsze. Wieje silny wiatr boczny, a że oba pasy startowe ułożone są w tym samym kierunku, jedyną opcją jest diversion (zmiana kierunku i lądowanie na innym lotnisku). Dodatkowo burza piaskowa z Chin w ciągu ostatnich dni ograniczyła widoczność.

Z kokpitu:
- Haneda przyjmuje tylko małe samoloty, chyba będziemy musieli mierzyć na Kansai, ale spróbuję wylądować w Naricie...

Spróbuję?? Ty lepiej wybierz najbezpieczniejsza opcje! Spróbuję, Spróbuję, Spróbuję...
Nagle straciłam niechęć do tego słowa!


Godzinę przed lądowaniem z kokpitu:
- Za chwilę włączę sygnalizację „zapiąć pasy”. Będziemy krążyć nad Naritą przez jakieś pół godziny. Jak się nie uda wylądować, lecimy do Nagoi

Pięknie! Jeszcze lepiej! Jak my się stamtąd wydostaniemy?


Telefon od szefowej pokładu:
-  Pamiętajcie, żeby przyjąć odpowiednią pozycję w czasie lądowania

Japonka po mojej prawej:
- To prawie jak pozycja awaryjna, hehe...

 Ja Ci zaraz dam! Awaryjną!


Mija 20 minut... krążymy, 30 minut, kolejne 10... ciągle krążymy... pojawiają się zarysy jakiś budynków... faktycznie przywiało piachu z tych Chin... w ogóle nami nie trzęsie, może nie taki diabeł straszny, jak go malują? Pięć minut później domki śmigają coraz szybciej, drzewa są coraz bliżej, zaczyna rzucać nami na wszystkie strony, gdyby nie zabezpieczenia wózki zaczęłyby jeździć po całej kabinie... rzuca nami coraz bardziej... masakra

Ojcze Nasz... o raju, jest Was tam czterech, jak Wy to zmaścicie...............!!!!!!! Nagoja, please....aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Bang! Pisk opon, ryk silnika przy hamowaniu (odwracacz ciągu), zmniejszenie prędkości, rozluźnienie mięśni, łzy, ulga...


Kapitan po opuszczeniu samolotu:
- Nigdy jeszcze nie lądowałem w takich warunkach



Drinka poproszę...


06 marca 2013

Kolejny maraton

Miałam wczoraj ambitny plan napisać coś po wylądowaniu, ale sorrki – łóżko wygrało ;) Każdy organ odmawiał posłuszeństwa. Od momentu założenia uniformu moje ciało krzyczało Nieee, tylko nie to, nie mam już siły! Chyba najwyższy czas zmienić coś, bo każdy kolejny lot staje się wyzwaniem.

Podejrzewam, że kiedy ktoś lata na krótkie i długie dystanse, tzw. short-hauls and long-hauls, całkiem inaczej toleruje swoją pracę. W pierwszej firmie, w której pracowałam, loty po Europie męczyły mnie fizycznie, obecnie trenuję psychikę do granic możliwości. 




Nasz typowy dzień pracy?

Podaję zarys czasowy, żebyście mogli sobie lepiej wszystko wyobrazić

17:00 – UTC czas brytyjski (00:00 – UTC+9 czas japoński) – jako baza londyńska gromadzimy się w biurze na spotkanie przed lotem, gdzie dostajemy wszelkie informacje odnośnie pasażerów, nowinek w firmie i otwieramy nasz kącik psychicznego wsparcia – niektórzy z nas są na nogach od rana, inni być może dopiero dolecieli do Londynu i nie kryją zmęczenia, są też i tacy którzy pracują już od nocy, bo mieli koszmary o problemach z pasażerami, czy o awaryjnym lądowaniu. Obojętnie, co każdy z nas wnosi do biura, ważne, abyśmy wrzucili happy mode i stworzyli odpowiednią atmosferę... nikt nie wie, co na nas czeka przez kolejne dwanaście godzin.

18:00 (01:00) – już na pokładzie poznajemy naszą japońską część załogi. Mamy milion briefingów (krótkie spotkania podczas, których wymieniamy wszelkie informacje), będące nieodłącznym elementem japońskiej kultury – briefing z pilotami, z załogą całego lotu, z załogą poszczególnej klasy i jeszcze indywidualny z naszą in charge (przełożoną klasy). Dobra, już mamy dość, a pasażerów nawet jeszcze nie ma na pokładzie. Przygotowania wszystkich elementów w galley, sprawdzenie sprzętu potrzebnego do ewakuacji i wszelkich medycznych sytuacji oraz dokładne przeszukanie samolotu w celu znalezienia podejrzanych obiektów, są obowiązkami przed każdym lotem.

18:40 (01:40) – ukochany boarding i pierwszy kontakt z ponad dwustoma pasażerami. Od razu można zauważyć, kto będzie sprawiał problemy, a kto nawet słówkiem nie piśnie, kto ewentualnie pomoże w razie jakiś problemów, a kto umili nam lot ciekawą rozmową
Briefing!

19:20 (02:20) – startujemy! Znowu po czasie, bo ktoś jak zwykle utknął na duty free.

19:35 (02:35) – sygnalizacja zapiąć pasy wyłączona, zaczynamy na całego. Pierwszy posiłek. W zależności od tego, kto w jakiej klasie pracuje, ma inny system i plan serwisu. Nasza baza obsługuje jedynie klasę ekonomiczną (na samym tyle), premium ekonomiczną (lepsza wersja tej taniej) i biznes (w części przedniej pokładu). Pierwszą klasą (na samym przodzie) nie bawimy się, wymagana jest idealna znajomość japońskiego, ale zawsze fajnie tam zobaczyć Hugh Granta czy Sarę Jessicę Parker Po serwisie Briefing!


Z racji, że na pokładzie przestawiam zegarek na czas lokalny Japonii, odwracam godziny poniżej...

08:40 (23:40) – pierwszy serwis z reguły trwa do trzech godzin, przy mega zdolnej załodze nawet dłużej – współczucia dla pasażerów! Następnie mamy swój posiłek i później się dzielimy na dwie grupy, z których jedna idzie na odpoczynek, a druga pilnuje pokładu. Przy odrobinie szczęścia możemy dostać do 2 godzin i 40 minut. Niestety ostatnio często bywa, że przysługuje nam mniej niż 2 godziny

Wyobraźcie sobie teraz sytuację....budzicie się zwykłego dnia przed południem, jesteście aktywni cały czas, zasypiacie o północy na jakąś godzinę, po czym znowu działacie do południa następnego dnia. Czy to niewystarczająco osłabia organizm? W ogóle mnie nie dziwią w tym momencie komentarze pasażerów... Załoga wygląda na zmęczoną czy Dziewczyny mało się uśmiechają. Koniec odpoczynku. Briefing!

12:30 (03:30) – dzień dobry! Śniadanko! Serwis trwa niecałą godzinę. Mimo, że jedziemy na oparach, nagle wkracza w nas niesamowita energia. Może to desperacja, żeby dotrwać do końca, a może przekroczenie magicznej granicy wytrwałości, poza którą kryje się jakaś super moc, hahaha! Ostatnie minuty przed lądowaniem to męczarnia dla wszystkich. Każda żywa dusza na pokładzie chce już odetchnąć świeżym powietrzem, a do tego jet lag powoli daje się we znaki. Ze łzami w oczach oczekujemy na informację z kokpitu, że wkrótce lądujemy

15:15 (06:15) – podwozie dotyka ziemi, witamy w Japonii, dziękujemy za wybranie naszej linii, do zobaczenia ponownie. Ostatnie sprawdzenie pokładu, czy ktoś nie zostawił czegoś po sobie. Zdarzyło mi się raz, że po wyjściu wszystkich z samolotu, kolejne pół godziny spędziliśmy na szukaniu... zatyczki do kolczyka, którą zgubiła jedna pasażerka. Dlaczego takie rzeczy się przytrafiają w momencie kiedy już jadę językiem po ziemi?

15:45 (06:45) – po przejściu punktu imigracyjnego, Japonki śmigają do biura na Briefing!, a my w kierunku hotelu, żeby oddać się błogiemu lenistwu przez kolejne parę dni - chyba, że ktoś musi odwiedzić rodzinę/znajomych, napisać esej na studia, rozwiązać osobiste problemy... Po wylądowaniu włącza się hypoxia - niedotlenienie, radość z wylądowania, przemęczenie, jet lag, odzwierciedlają się w śmiechu, żartowaniu - ogólnie głupiejemy!

19:00 (10:00) – to już tylko dla tych bardziej wytrwałych... spotkanie towarzyskie w crew room – ajjj, dzieje się dzieje (Pewnie wczoraj przegapiłam wszystkie plotki!).


Good morning Japan!


04 marca 2013

Taniec z maską tlenową



















Czyż to nie jest urocze?!!!!! Wielkie brawa dla Thomson Airways i Cebu Pacific Air za pomysł na przyciągającą uwagę demonstrację zasad bezpieczeństwa - tak powszechnie niestety lekceważoną przez podróżujących!

Przyznajcie szczerze, czy za każdym razem poświęcacie uwagę załodze lub oglądacie w skupieniu safety demo? Tak? - genialnie, buziak ode mnie! Nie? - to jak sobie poradzicie w czasie ewakuacji, kiedy na przykład część załogi jest nieprzytomna, a Wasi współtowarzysze w panice tracą głowę?

Postaram się zatem przedstawić Wam każdy element. Może następnym razem ten „taniec”, który odstawiamy, będzie łatwiejszy do zrozumienia?

Pas bezpieczeństwa (seatbelt)

Powinien być zapięty zawsze, gdy sygnalizacja jest włączona. Warto go także użyć za każdym razem, kiedy wracacie na miejsce, ponieważ poza turbulencjami, które piloci potrafią przewidzieć, są też i te niespodziewane. Wierzcie mi, były wypadki śmiertelne. Poćwiczcie trochę jego odpinanie i zapinanie, mając na uwadze fakt, iż w momencie paniki nie myślimy i robimy rzeczy mechanicznie.

Wyjścia bezpieczeństwa (emergency exits)

Pamiętajcie, aby upewnić się, gdzie są najbliższe drzwi. W panice, człowiek przeważnie naśladuje tych dookoła... jaki jest sens w ucieczce za kimś, kto nie wie, gdzie biegnie? Natomiast w sytuacji, kiedy kabina wypełniona jest dymem, podążajcie za podświetloną ścieżką, która prowadzi do wyjścia. Zasłońcie usta jakimś materiałem i postarajcie się przemieszczać w miarę nisko, gdzie powietrze jest mniej toksyczne.

Kamizelka ratunkowa (life vest)

Przeważnie umieszczona jest pod siedzeniem, ale jej lokalizacja zależy od typu fotela - na przykład w klasie biznes. Warto więc upewnić się przed startem, gdzie ewentualnie jej szukać. Nakładacie ją zgodnie z instrukcją i napełniacie dopiero przy drzwiach lub po opuszczeniu samolotu – według wskazań załogi. Dlaczego? Wyobraźcie sobie, że każdy w kabinie zwiększa „swoją objętość”, potem biegnie do drzwi, których nie można otworzyć, więc poszukuje kolejnych. Takie przemieszczanie w tłumie musi być bardzo utrudnione. Innym powodem jest to, że kiedy samolot ląduje na wodzie, a ta wypełnia po chwili całą kabinę, unosząc Was gdzieś pod sufit, ucieczka staje się niemożliwą. Oczywiście istnieją też dodatkowe dla dzieci i bobasków Kamizelki sprawdzane są przez załogę przed każdym lotem podczas specjalnej kontroli, więc jeśli ktoś chce sobie ją zabrać na pamiątkę (nie wskazane!), opóźnia lub przyczynia się do odwołania następnego lotu.

Maska tlenowa (oxygen mask)

Wypada z panelu nad Waszymi głowami w momencie dekompresji, wówczas całe powietrze zostaje wyssane z samolotu (i Waszych płuc). Stąd też zapomnijcie o altruiźmie i załóżcie najpierw swoją maskę! Bardziej pomożecie dziecku czy sąsiadowi, kiedy sami się podłączycie do tlenu. Na 11000 metrów macie około 40 sekund, żeby założyć maskę, po tym czasie zemdlejecie. System tlenowy na pokładzie działa tylko przez określony czas (znowu w zależności od typu samolotu), dlatego piloci sprowadzają maszynę do bezpiecznego poziomu, gdzie tlen już dłużej nie jest wymagany. Nie liczcie jednak na załogę w momencie dekompresji, oni martwią się o siebie, bo potrzebni są później w udzielaniu pomocy i przy ewakuacji.

Co jeszcze mówi instrukcja?

  • pozycja awaryjna/ochronna (brace position) przyjmowana jest podczas awaryjnego lądowania na komendę załogi. Każda firma ma swoją wersję, więc zawsze potwierdźcie z kartą informacyjną w kieszeni siedzenia. Ważne punkty, które zawiera, to przede wszystkim położenie rąk na oparciu przed nami i umieszczenie na nich głowy, by zminimalizować siłę uderzenia. Warto jest skrzyżować dłonie w taki sposób, by słabsza chroniła silniejszą – ta będzie potrzebna w odpięciu pasa i dalszej ewakuacji. Kiedy nie ma siedzenia przed nami, pochylamy się i obejmujemy kostki. Nie obserwujcie załogi, ponieważ oni z racji typu i kierunku siedzenia przyjmują całkowicie inną pozycję,
  • każde drzwi wyposażone są w nadmuchiwane trapy (zjeżdżalnie), które służą także jako tratwa w momencie wodowania (lądowanie na wodzie). Ważne jest podczas ewakuacji usunięcie wszelkich ostrych obiektów jak biżuteria, długopisy czy buty na szpilkach, dla bezpieczeństwa własnego i stanu technicznego trapu.
  • podczas ewakuacji zapomnijcie o swoim bagażu podręcznym. Popłoch, wywołany szukaniem własnej torby nie ułatwia ucieczki, a puste ręce przydają się, na przykład, do skakania przez siedzenia. Dlatego zawsze mam telefon przy sobie (oczywiście wyłączony!)
  • wyjścia ewakuacyjne powinny być wolne od wszelkich bagaży. Następnym razem, jak uda Wam się usiąść w rzędzie z wiekszą przestrzenią na nogi, pamiętajcie, że każda osobista rzecz powinna być bezpiecznie schowana. Dodatkowo załoga może Was poprosić o pomoc przy ewakuacji. Z tego względu wspomniane rzędy nie mogą być zajmowane przez niepełnoletnich, pasażerów niepełnosprawnych, kobiet ciężarnych czy osób, które nie rozumieją języka w jakim komunikuje się załoga.

Przygotowanie kabiny

80% wypadków ma miejsce podczas startu lub w czasie lądowania, dlatego podczas tych faz lotu ważne jest:
  • zapięcie pasa bezpieczeństwa,
  • złożenie stolików, podnóżków i wyprostowanie oparcia siedzenia, które mogłyby być przeszkodą w czasie ewakuacji,
  • odpowiednie ulokowanie bagażu, w schowku nad głowami najbardziej polecane, a jeśli pod siedzeniem przed nami to tak, aby nie odstawał i blokował drogę sąsiadom podczas ucieczki,
  • otworzenie zasłon w oknach, ponieważ to Wy możecie być pierwszymi, którzy zauważą pożar silnika – z jumpseat niestety mało widać,
  • wszelki sprzęt elektroniczny powinien być wyłączony, aby ewentualnie emitowane fale elektromagnetyczne nie wpływały na działanie systemów pokładowych. W samolotach, gdzie telefony można używać, zainstalowane są już odpowiednie mechanizmy, ograniczające moc sygnału - dlatego zawsze stosujcie się do poleceń załogi,
  • niektóre firmy wymagają również, aby pasażerowie na czas startu i lądowania usunęli słuchawki z uszu w celu usłyszenia komend wydawanych przez załogę podczas niespodziewanej akcji.

Pamiętajcie również, że zakaz palenia istnieje z jakiegoś powodu. Mimo, że mamy szkolenie w gaszeniu pożarów, zapewne każdy na pokładzie chciałby uniknąć chwil grozy i awaryjnego lądowania w kraju, do którego nie zmierzamy. Światła gaszone przy starcie i lądowaniu w warunkach nocnych, też mają na celu bezpieczeństwo – oczy przyzwyczajają się do ciemności, co pomaga przy opuszczaniu samolotu w czasie ewakuacji.


Ufff... mam nadzieję, że to Wam pomoże w chociaż trochę lepszym zrozumieniu dlaczego demonstracja bezpieczeństwa odbywa się na każdym locie, i że jest szalenie ważna. Może następnym razem odłożycie tą gazetę, przestaniecie rozmawiać i poświęcicie nam dziesięć minut uwagi... to w końcu tylko i wyłącznie dla Waszego dobra

Stay safe!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...