26 marca 2013

DeadHead

Znowu do pracy... nie, wręcz przeciwnie, chce mi się

Przede mną tylko trzydniowy trip. Zanim jetlag mnie dorwie, będę już z powrotem w domu. Wylatuję z Londynu jako pasażer, tzw. deadhead, wracam pracując. Od czasu do czasu mamy też i takie loty. Z jednej strony fantastycznie, oglądanie filmów i popijanie winka, powolne nastawianie się na zapracowany lot powrotny. Z drugiej strony, lecieć do Japonii tylko na jedną noc?! Come on!

Ok, skupiam się na pozytywach! 

Najpierw idę odebrać bilet. Scenariusz łatwy do przewidzenia... jest komplet na pokładzie, dlatego dostaję środkowe siedzenie między pasażerami z jakimiś fobiami, za ryczącym dzieckiem, między uczniami, z niedziałającym ekranem, albo zepsutym siedzeniem, którego nie będzie można rozłożyć... to właśnie nami firma wypełnia luki na pokładzie. No oczywiście! Nie ma najmniejszego problemu, jutro mega zrelaksowana, przylepię uśmiech na dwanaście godzin i nie będę narzekać  Dzięki Firmo za respekt.
56C... dwa siedzenia dla mnie, żadnych dzieci dookoła. Hmmm... nie odetchnę, dopóki nie wyląduję. Pewnie w trakcie lotu komuś się zepsuje telewizorek, poczuje się źle, albo po prostu zacznie narzekać, że jego siedzenie jest niewygodne – wtedy mnie zaatakują.
A miałam się skupić na pozytywach!

Briefing w biurze. Mam przynajmniej fajna załogę na locie, będą pewnie testować na mnie wszystkie drinki z baru

Szybka odprawa bezpieczeństwa na lotnisku. Byłaby szybka, gdyby tych kilku ludzi przede mną dostosowało się do zasad. Pamiętajcie, że zanim dojdziecie do bramki kontrolnej, dobrze jest pościągać kurtki, paski i wszelkie metalowe ozdoby, opróżnić kieszenie, wyciągnąć z futerałów laptopy i e-booki, a wszelkie kosmetyki w 100 ml pojemnikach umieścić w przezroczystej torebce. To przyspiesza cały proces i nie podnosi ciśnienia ludziom dookoła. Dla tych mniej cierpliwych mała rada – ustawiajcie się za biznesmenami, oni podróżują dość często, więc znają wszelkie reguły, a poza tym śpieszy im się do saloników biznesowych (executive lounge) przed lotem, albo tak jak mi do duty free.

Dziewczyna przy kasie od razu we mnie rozpoznała załogę, jakim cudem? Wrzuciłam na siebie zwykłą sukienkę, bo ciągle wygląda elegancko, a łatwiej skacze się przez pasażerów (w razie siedzenia E). Mam to wypisane na czole, podobnie jak potężne „i”, bo wszyscy pytają mnie o numery bramek, godziny odlotów, lokalizację toalet. Pffff!! Ściągnij ten identyfikator z szyi, zdradzasz się Agnes!
 

W chmurach...
Zawsze czuję się nieswojo, patrząc jak znajomi pracują i nie będąc w stanie im nawet pomóc. Powstrzymuję się co chwilę, żeby współpodróżnym nie otwierać drzwi do toalety, nie podnosić czyiś śmieci, nie otwierać szafek, których normalny pasażer by nie otworzył. Jestem incognito! Dobrze, że siedzę na samym tyle kabiny. Tego, jak traktują nas podczas serwisu, też nigdy nie zrozumiem. Musimy czekać, aż wszyscy zostaną obsłużeni, aby mieli możliwość wyboru dania. My dostajemy to, co zostanie. Nie jest przyjemnie, kiedy wszystko dookoła pachnie, drażniąc nasze kiszki, a posiłek dostajemy dopiero godzinę po naszym sąsiedzie, bo dziewczyny są super-szybkie, albo w ogóle o nas zapomniały. Kiedyś jedna babinka chciała zaczekać ze swoim jedzeniem, aż ja też otrzymam, a inna wołała załogę, że zapomniały mnie obsłużyć....hahaha, słodkie

… przespałam cały lot. Obudziłam się na śniadanie, dwie godziny przed lądowaniem. Dziewczyna, która mnie obsługiwała zaoferowała mi nawet dwie bułki z posiłkiem (przypada jedna na pasażera, więc komuś zwędziła) i powiedziała, że wyglądam jak aktorka (dla jasności, wiedziała, że jestem z firmy). Hmmm... a przeczuwałam w kościach zły lot. Miałam na prawdę dużo szczęścia dzisiaj, jutro zwrócę to na moim locie w postaci uśmiechu, zaoferuję dodatkową buteleczkę wina niejednemu pasażerowi, pomogę z bagażami, zabawię dzieciaki, posprzątam galley na błysk i podniosę każdy najmniejszy śmieć na mojej drodze. 

Warto być miłym dla siebie nawzajem!

4 komentarze:

  1. doszłam do wniosku, że obsługując Was jako ostatnich, firma może nie do końca zyskiwać to, co chce - uznanie klientów, którzy są dobrze obsłużeni. Bo jeśli sąsiedzi obok dziwią się, czy wręcz współczują, jak pisałaś, to w ich oczach firma może w tym momencie 'nawalać'. na zasadzie: niemożliwe! wszyscy już zjedli, a ta miła dziewczyna dopiero dostała posiłek!...
    ;)
    buźki Aguś! mimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest wlasnie ta roznica miedzy rozumowaniem europejskim i azjatyckim ;) nie chce sie dolowac, myslac, ze to tylko nasza firma tak dziala :D kusiole Mimi :*

      Usuń
  2. Raz jeszcze musze sie przyznac ze jestem pelen podziwu ze od tylu lat tym sie zajmujesz i jeszcze nie oszalalas! Wrecz przeciwnie, nadal jestes soba... To jest jak dzien swistaka! Toje najnowsze opowiesci i te z przed lat sa tak do siebie podobne. Inni ludzie, rozne sytuacje ale ciagle ta sama sceneria. 3mam kciuki za to co przed Toba XXX.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widac kazdy jest do czegos stworzony :D kusiol i dzieki :) xxx

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...