06 marca 2013

Kolejny maraton

Miałam wczoraj ambitny plan napisać coś po wylądowaniu, ale sorrki – łóżko wygrało ;) Każdy organ odmawiał posłuszeństwa. Od momentu założenia uniformu moje ciało krzyczało Nieee, tylko nie to, nie mam już siły! Chyba najwyższy czas zmienić coś, bo każdy kolejny lot staje się wyzwaniem.

Podejrzewam, że kiedy ktoś lata na krótkie i długie dystanse, tzw. short-hauls and long-hauls, całkiem inaczej toleruje swoją pracę. W pierwszej firmie, w której pracowałam, loty po Europie męczyły mnie fizycznie, obecnie trenuję psychikę do granic możliwości. 




Nasz typowy dzień pracy?

Podaję zarys czasowy, żebyście mogli sobie lepiej wszystko wyobrazić

17:00 – UTC czas brytyjski (00:00 – UTC+9 czas japoński) – jako baza londyńska gromadzimy się w biurze na spotkanie przed lotem, gdzie dostajemy wszelkie informacje odnośnie pasażerów, nowinek w firmie i otwieramy nasz kącik psychicznego wsparcia – niektórzy z nas są na nogach od rana, inni być może dopiero dolecieli do Londynu i nie kryją zmęczenia, są też i tacy którzy pracują już od nocy, bo mieli koszmary o problemach z pasażerami, czy o awaryjnym lądowaniu. Obojętnie, co każdy z nas wnosi do biura, ważne, abyśmy wrzucili happy mode i stworzyli odpowiednią atmosferę... nikt nie wie, co na nas czeka przez kolejne dwanaście godzin.

18:00 (01:00) – już na pokładzie poznajemy naszą japońską część załogi. Mamy milion briefingów (krótkie spotkania podczas, których wymieniamy wszelkie informacje), będące nieodłącznym elementem japońskiej kultury – briefing z pilotami, z załogą całego lotu, z załogą poszczególnej klasy i jeszcze indywidualny z naszą in charge (przełożoną klasy). Dobra, już mamy dość, a pasażerów nawet jeszcze nie ma na pokładzie. Przygotowania wszystkich elementów w galley, sprawdzenie sprzętu potrzebnego do ewakuacji i wszelkich medycznych sytuacji oraz dokładne przeszukanie samolotu w celu znalezienia podejrzanych obiektów, są obowiązkami przed każdym lotem.

18:40 (01:40) – ukochany boarding i pierwszy kontakt z ponad dwustoma pasażerami. Od razu można zauważyć, kto będzie sprawiał problemy, a kto nawet słówkiem nie piśnie, kto ewentualnie pomoże w razie jakiś problemów, a kto umili nam lot ciekawą rozmową
Briefing!

19:20 (02:20) – startujemy! Znowu po czasie, bo ktoś jak zwykle utknął na duty free.

19:35 (02:35) – sygnalizacja zapiąć pasy wyłączona, zaczynamy na całego. Pierwszy posiłek. W zależności od tego, kto w jakiej klasie pracuje, ma inny system i plan serwisu. Nasza baza obsługuje jedynie klasę ekonomiczną (na samym tyle), premium ekonomiczną (lepsza wersja tej taniej) i biznes (w części przedniej pokładu). Pierwszą klasą (na samym przodzie) nie bawimy się, wymagana jest idealna znajomość japońskiego, ale zawsze fajnie tam zobaczyć Hugh Granta czy Sarę Jessicę Parker Po serwisie Briefing!


Z racji, że na pokładzie przestawiam zegarek na czas lokalny Japonii, odwracam godziny poniżej...

08:40 (23:40) – pierwszy serwis z reguły trwa do trzech godzin, przy mega zdolnej załodze nawet dłużej – współczucia dla pasażerów! Następnie mamy swój posiłek i później się dzielimy na dwie grupy, z których jedna idzie na odpoczynek, a druga pilnuje pokładu. Przy odrobinie szczęścia możemy dostać do 2 godzin i 40 minut. Niestety ostatnio często bywa, że przysługuje nam mniej niż 2 godziny

Wyobraźcie sobie teraz sytuację....budzicie się zwykłego dnia przed południem, jesteście aktywni cały czas, zasypiacie o północy na jakąś godzinę, po czym znowu działacie do południa następnego dnia. Czy to niewystarczająco osłabia organizm? W ogóle mnie nie dziwią w tym momencie komentarze pasażerów... Załoga wygląda na zmęczoną czy Dziewczyny mało się uśmiechają. Koniec odpoczynku. Briefing!

12:30 (03:30) – dzień dobry! Śniadanko! Serwis trwa niecałą godzinę. Mimo, że jedziemy na oparach, nagle wkracza w nas niesamowita energia. Może to desperacja, żeby dotrwać do końca, a może przekroczenie magicznej granicy wytrwałości, poza którą kryje się jakaś super moc, hahaha! Ostatnie minuty przed lądowaniem to męczarnia dla wszystkich. Każda żywa dusza na pokładzie chce już odetchnąć świeżym powietrzem, a do tego jet lag powoli daje się we znaki. Ze łzami w oczach oczekujemy na informację z kokpitu, że wkrótce lądujemy

15:15 (06:15) – podwozie dotyka ziemi, witamy w Japonii, dziękujemy za wybranie naszej linii, do zobaczenia ponownie. Ostatnie sprawdzenie pokładu, czy ktoś nie zostawił czegoś po sobie. Zdarzyło mi się raz, że po wyjściu wszystkich z samolotu, kolejne pół godziny spędziliśmy na szukaniu... zatyczki do kolczyka, którą zgubiła jedna pasażerka. Dlaczego takie rzeczy się przytrafiają w momencie kiedy już jadę językiem po ziemi?

15:45 (06:45) – po przejściu punktu imigracyjnego, Japonki śmigają do biura na Briefing!, a my w kierunku hotelu, żeby oddać się błogiemu lenistwu przez kolejne parę dni - chyba, że ktoś musi odwiedzić rodzinę/znajomych, napisać esej na studia, rozwiązać osobiste problemy... Po wylądowaniu włącza się hypoxia - niedotlenienie, radość z wylądowania, przemęczenie, jet lag, odzwierciedlają się w śmiechu, żartowaniu - ogólnie głupiejemy!

19:00 (10:00) – to już tylko dla tych bardziej wytrwałych... spotkanie towarzyskie w crew room – ajjj, dzieje się dzieje (Pewnie wczoraj przegapiłam wszystkie plotki!).


Good morning Japan!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...