25 kwietnia 2013

Czasem uśmiech to nie wszystko

Chcesz zatem zacząć latać, tak??

Pewnie wielu kolegów z branży zgodzi się ze mną, że żeby dostać się do lotnictwa trzeba tak naprawdę mieć szczęście. Osobiście widziałam jak na jednej rozmowie kwalifikacyjnej została przyjęta kandydatka z podstawowym angielskim i doświadczeniem w sprzątaniu, a odpadła długoletnia pracownica międzynarodowej linii lotniczej (do tego jeszcze wyglądała fenomenalnie!) Tak więc doświadczenie może być wymagane, ale niekoniecznie, bo jeśli pasujesz do profilu firmy, to masz pracę bez dwóch zdań. Nie zwracaj też uwagi na to, co sugerują ludzie dookoła, choć nie ukrywam, że z tego warto czerpać wiedzę. Nigdy bym na przykład nie polecała pierwszej linii, dla której pracowałam, ale też bym nie odradzała, bo tak jak mnie otworzyła drogę do kariery, tak samo może pomoc i Tobie! Każdy z nas ma inne doświadczenia Prawda jest taka, że przy odrobinie cierpliwości i wytrwałości, dopniesz swego!

Parę dni temu z czystej ciekawości sprawdziłam, co obecnie jest wymagane od kandydatów na pozycję cabin crew. Może kryteria nie różnią się tak bardzo od mojej ostatniej rozmowy kwalifikacyjnej, ale z biegiem czasu wiele aspektów się zmienia. Co warto więc rozważyć wysyłając aplikację?


  • Minimalny wiek 18-21 lat – co związane jest między innymi z kwestią serwowania alkoholu na pokładzie. Każdy kraj ma inne prawo, tak więc minimalny wiek będzie się różnić między liniami. Czasami istnieje niepisane prawo górnej granicy, o czym firmy nie mówią z racji klauzuli o dyskryminacji
  • Znajomość języka angielskiego – jest on podstawą w lotnictwie i porozumiewanie się w stopniu komunikatywnym to niestety konieczność. Każdy dodatkowy język jest dużym atutem, a już na pewno język kraju, w którym kandydat chce mieć swoją bazę
  • Wykształcenie – co najmniej szkoła średnia. „Szkoły dla stewardess”, czy jakiekolwiek kursy na cabin crew nie dają gwarancji zatrudnienia. Ich ukończenie to sprawa osobista, choć zdecydowanie dają szersze pojęcie warunków i stylu pracy, zwłaszcza tym bez doświadczenia
  • Wzrost – podobnie jak wiek, różni się w zależności od linii lotniczej. Warto się zatem upewnić jakie wymagania firma stawia, zanim aplikujesz. Niestety w tej kwestii nie ma taryfy ulgowej. Odpowiedni wzrost jest potrzebny, by dosięgnąć sprzętu w sytuacjach awaryjnych, czy schowków na bagaż nad głowami pasażerów. Jest to oczywiście sprawdzane w czasie procesu rekrutacyjnego
  • Wzrok – niewiele firm, ale są takie, które maja swoje wymagania. Noszenie okularów na pokładzie jest nieakceptowane ze względów bezpieczeństwa
  • Doświadczenie – nie zawsze wymagane, ale niestety im lepsza firma, tym wyżej jest stawiana poprzeczka. Jedne linie zwracają uwagę na wcześniejsze doświadczenie w lotnictwie, inne stawiają głównie na obsługę klienta
  • Umiejętność pływania – przydatna w momencie wodowania. W zależności od firmy testowane jest w ubraniu, bez koła ratunkowego, bądź też z nim, około 25 metrów albo powyżej minuty. Informacja dla zaniepokojonych, są i takie firmy, które nie wymagają umiejętności Otylii W każdym razie ogólna sprawność fizyczna jest jak najbardziej brana pod uwagę
  • Brak widocznych tatuaży i piercingu – ze względów czysto estetycznych, higienicznych, a czasem ideologicznych (np. w Japonii są charakterystyką członków grup przestępczych)
  • Dobra osobista prezentacja – bo w końcu będziesz wizytówką firmy
  • Brak konfliktów z prawem – z racji, że miejsce naszej pracy to głównie strefa operacyjna lotniska. Historia kandydata może być sprawdzana od pięciu do dziesięciu lat wstecz
  • Dyspozycyjność – jest konieczna z tego względu, że jeśli z jakiś przyczyn załoga nie pojawi się na lot, wzywana zostaje zastępcza. Dlatego też wiele linii wymaga, żeby pracownicy mieszkali najdalej 90 minut od lotniska. Należy zatem rozważyć fakt ewentualnej przeprowadzki
  • Restrykcje wizowe – nie wszystkie firmy chcą sponsorować wizy dla swoich pracowników, dlatego zatrudniają wyłącznie tych, którzy maja prawo pracy w danym kraju
  • Umiejętność komunikacji interpersonalnej oraz pracy w zespole – podstawowe wymagania w środowisku multinarodowym (i nie tylko! )

Powyższe wymagania są zbiorem informacji z wielu ofert różnych linii lotniczych, niech Cię więc nie zniechęca ta ilość Nie ma firmy, która żądałaby tego wszystkiego od kandydatów. Może z kolei prosić o bardziej specyficzne, jak posiadanie prawa jazdy, konkretne pochodzenie czy język, zainteresowanie potrawami czy winami, osoby nie palące.

Wspomniałam na początku, że potrzebna jest odrobina cierpliwości, prawda? Proces rekrutacyjny może zająć czasem kilka miesięcy, nie wspominając już o tym, że sama odpowiedź na wysłane CV może przyjść z wielkim opóźnieniem – mój rekord to trzy lata, jak zobaczyłam maila ze szczegółami rozmowy kwalifikacyjnej, to pomyślałam, że to spam! Trzeba również poczekać minimum sześć miesięcy, w momencie kiedy rozmowa kończy się fiaskiem, aby aplikować po raz kolejny do tej samej firmy. Ale bądźmy pozytywni!

Jak więc praktycznie do tego podejść?
  1. Aplikuj online, na stronie internetowej danej linii lotniczej – coraz częściej firmy właśnie w taki sposób robią wstępną selekcję. Należy wypełnić kilka sekcji: dane osobiste (przede wszystkim aktualny numer telefonu i adres mailowy, potrzebne w celu kontaktowania się z kandydatem na etapie całego procesu), historia zatrudnienia, edukacja, znajomość języków obcych, dodatkowe kwalifikacje oraz sekcję z pytaniami, dotyczącymi różnych sytuacji w życiu. Odpowiedzi pomagają zespołowi rekrutacyjnemu ocenić jaką osobą jesteś (wiem, dość brutalne!) Wysłanie CV standardowo mailem lub pocztą też jest ciągle akceptowane.
  2. Twoja aplikacja zostaje zweryfikowana i jeśli spełniasz wymagane kryteria, kolejnym krokiem jest rozmowa kwalifikacyjna. Może się odbyć zarówno w wyznaczonym miejscu, jak i telefonicznie. Standardowo czekasz kolejne parę dni na rezultaty.
  3. Jeśli otrzymasz zaproszenie na rozmowę, w Twojej skrzynce mailowej powinien pojawić się załącznik z wszystkimi ważnymi informacjami: miejsce i godzina rozmowy, krótka charakterystyka dnia, jakie należy zabrać ze sobą dokumenty, a czasem nawet sugerują co odpowiedniego ubrać (to tak na wszelki wypadek, jakby ktoś miał dylemat, serio?!)
  4. Assessment Day – to nic innego jak dzień Twojej rozmowy kwalifikacyjnej, wypełniony dużą ilością zadań i testów, potrzebnych do oceny umiejętności i wiedzy branżowej, a przede wszystkim cech osobowości, które ciężko przedstawić w CV.
    O tym już wkrótce! Jutro mój assessment day
  5. Zanim firma zaproponuje Ci umowę, może przeprowadzić wcześniej szereg kontroli dotyczących niekaralności czy stanu zdrowotnego.
Mówiłam, że może to trwać miesiącami! Ale wiesz co.... jak naprawdę chcesz, to warto się postarać i czekać... Powodzenia!

Ciekawe jakie im stawiano wymagania !  





21 kwietnia 2013

Sejsmiczna Japonia

Przyzwyczaiłam się do faktu, że Japończycy nie lubią konfrontacji i będą ściemniać dla dobra ogółu, do upałów i wilgotności wysokiej do tego stopnia, że przy wyłączonej klimatyzacji marszczą się kartki w książce, do ryżu i surowej ryby na śniadanie, a także do tego, że będę najwyższa w każdym pociągu. Nigdy natomiast nie opanuję emocji podczas trzęsienia ziemi...


Zawsze jest tak samo. Zaczyna wolno kołysać, budynek cicho trzeszczy, zanim dojdzie do mnie, że to nie jetlagowe zawroty głowy, ruch się nasila, meble głośniej skrzypią i tak to trwa długie minuty. Po trzęsieniu ziemi, na skutek którego doszło do tsunami w marcu 2011 roku, każde drganie wywołuje obawy, że dojdzie do podobnej katastrofy. Bywa, że jednego dnia nic się nie dzieje, a następnego ziemią zatrzęsie kilka razy, a może inaczej, ona ciągle się rusza, ale nie zawsze ten ruch jest odczuwalny dla regionu, w którym się akurat znajdujemy Według portalu internetowego japońskiej agencji meteorologicznej, którą dość często śledzę, dzisiaj było już dziewięć trzęsień ziemi na całym obszarze, z czego tylko jedno odczuwalne tutaj, gdzie jestem. W odróżnieniu od skali Richtera, gdzie natężenie trzęsienia ziemi przedstawione jest w oparciu o wytworzoną energię, Japończycy używają skali shindo, mierzącej stopień trzęsienia w różnych regionach kraju. Jak człowiek może się przyzwyczaić do nieprzewidywalnego? Na pewno trudniej jest nam Europejczykom. Ja pamiętam jedynie milisekundowe wstrząsy na Górnym Śląsku, bez porównania są z trwającym wieki trzęsieniem ziemi w Japonii. Zawsze są te same pytania Ile to potrwa? Będzie się nasilać? Uciekać, czy zostać?


Ludzie tutaj od małego są uczeni, żeby w razie trzęsienia schować się pod stół, wchodząc pod niego głową, a nie nogami. Wcześniej należy otworzyć drzwi i okna, by ułatwić sobie ucieczkę w razie znacznych zniszczeń budynku po wstrząsach. Rodzice jednej znajomej podobno zawsze mówili jej, żeby chowała się w łazience, idealne pomieszczenie 2x2, gdzie nic na głowę nie spadnie. Przedmiotem najbardziej pomocnym przy ewakuacji jest latarka oraz gwizdek, dzięki któremu można poszkodowanych zlokalizować w gruzach już po zdarzeniu. Ich widok w pokojach hotelowych przestał mnie dziwić.


To nie pokaz mody, ale gwarancja, że podczas nocnej ewakuacji będę w pełni ubrana!


Jeden dzień jednak szczególnie utknął mi w pamięci. Pewnego razu poszłam do lokalnej restauracji słynnej z japońskiego specjału, jakim jest udon (niebo w gębie i brzuszku! ). Wybrałam się sama, z racji, że większość znajomych już się nim przejedła – był okres, że wszyscy chodziliśmy tam jak lunatycy, ja dalej nim jestem! Poza tym też nie każdy jest fanem tego dania. Także bez presji, mnie jak najbardziej odpowiada chwila ciszy i rozkoszowania dobrym jedzeniem. W samej restauracji usiadłam jeszcze plecami do baru, by nikt mnie w żaden sposób nie rozpraszał, a że byłam jedyną klientką, to była idealna atmosfera na relaks. W pewnym momencie zaczęło lekko kołysać, pomyślałam, jak zwykle, że to zmęczenie. Kiedy jest się na ziemi (w odróżnieniu od dziesiątego piętra w hotelu), trzęsienie ziemi w takiej sytuacji, to ostatnia rzecz, która przychodzi na myśl. Niestety drgania zaczęły się nasilać do tego stopnia, że musiałam się złapać stołu. Z zaplecza wyskoczył personel ubrany w kurtkach. Podczas trzęsienia ziemi, jeśli nie wiemy co robić, zawsze obserwujemy lokalnych ludzi. Po ich zachowaniu można się domyśleć, jak poważna jest dana sytuacja i co robić. Pracownicy restauracji byli poubierani, a w ich oczach odczytywałam strach, to nie było normalne! Nigdy w życiu nie pójdę już sama nigdzie w Japonii! Nie chce umierać tu i teraz, wśród ludzi, którzy ni w ząb nie mówią po angielsku! Buuuuuuu – tylko o tym byłam w stanie myśleć. Po kilku dobrych minutach przestało trząść, jedna pracownica zaczęła się kłaniać i przepraszać mnie za tą sytuację (co jak co, ale na to wpływu akurat nie mieliście! ), a ja zdałam sobie sprawę, że pobiłam mój rekord w jedzeniu udonu!

Tego dnia w moim telefonie pojawiła się aplikacja, która wysyła przeraźliwy dźwięk w momencie jak nadchodzi trzęsienie ziemi. Działa... przekonałam się kilka dni później w Anglii w supermarkecie, kiedy nagle zaczęła oznajmiać na cały sklep, że w Japonii trzęsie...


16 kwietnia 2013

Koszmary senne nie takie koszmarne

Śnicie czasem o swojej pracy?
Jasne, pytanie retoryczne! Każdemu się to zdarzyło przynajmniej raz w życiu, prawda? Zwłaszcza wtedy, gdy na oparach docieracie do upragnionego łóżka, a emocje po przepracowanym dniu ciągle dają się we znaki, albo czeka Was coś bardzo ważnego, ekscytującego następnego dnia – szczególna rozmowa z szefem, prezentacja, czy rozwiązanie jakiegoś problemu, najpierw oka nie możecie zmrużyć, a potem cały scenariusz się tworzy, jak mózg się wyłącza

Tutaj to trochę inaczej wygląda...
Sny pojawiają się zwykle kilka dni przed lotem, bez względu na to, czy cieszę się z powrotu do pracy, czy też nie. Są bardzo realne i przedstawiają zawsze jakąś drastyczną sytuację, albo dotyczą poważnego problemu, jego rozwiązanie natomiast jest z reguły dość komiczne, a ja budzę się z bananem na buzi. Tylko kilka z nich:

Loty miedzy Tokio i Paryżem słyną z pasażerów o wyjątkowych potrzebach i wygórowanych prośbach. W jednym ze snów Francuzka przyszła do galley i poprosiła mnie o sok Perfect. Odpowiadam jej, że nie serwujemy takiego na pokładzie. “Ale ja chcę sok Perfect!”. Totalnie zdezorientowana jej prośbą i nie mająca zielonego pojęcia o jaki sok tak naprawdę jej chodzi, stanowczym głosem próbuję zaoferować te, które obecnie mamy – jabłkowy, pomarańczowy, pomidorowy. Pasażerka zaczyna krzyczeć “Chcę Perfect, chcę Perfect”, wtedy do galley wchodzi odpowiedzialna za pokład Japonka, a ja dostrzegam wśród soków biały karton z napisem Perfect. “Do diaska! Co to jest i od kiedy my coś takiego serwujemy?!”. Zakrywam szybko sok szmatką, aby moja koleżanka nie zauważyła, że go mamy, bo znając japońską mentalność, by zaspokoić potrzeby pasażera, zdemaskowałaby mnie przed Francuzką i wyszłabym na totalnie niekompetentną.


Innym razem mieliśmy awaryjne lądowanie i zanim zdążyłam się zorientować w sytuacji, jechaliśmy już przez miasto. Skrzydłami zahaczaliśmy o przechodniów na ulicy, a ja na widok tego wykrzywiłam minę, zmarszczyłam czoło i pomyślałam, że będą o nas źle pisać w gazetach Po zatrzymaniu samolotu, przez kolejne kilka minut kłóciłam się z koleżanką, która z nas otworzy drzwi, żeby ewakuować pasażerów, każda chciała być tą odpowiedzialną!


Nie tak dawno (w kolejnym śnie) sprawdzałam toalety, bo czułam zapach spalenizny. Na widok dymu w jednej z nich podbiegłam do stanowiska z gaśnicami i zastanawiałam się, czy wybrać wodę czy halon. Ta pierwsza stosowana jest tylko w momencie, kiedy pali się papier czy materiał, halon natomiast może być zastosowany zawsze, a zwłaszcza w pożarach urządzeń elektronicznych, paliwa i smaru. Wybrałam halon, zawołałam jakąś koleżankę z załogi i poprosiłam, żeby powiadomiła resztę. Ta jednak zamiast zacząć działać, chciała się najpierw upewnić, czy w toalecie na pewno sie pali i przy okazji kazała mi zamienić halon na wodę, do tego też instruowała jak daleko stać i jak trzymać gaśnicę (wyluzuj! rób swoje!). Otworzyłam drzwi, zaczęłam gasić pożar i nagle w jego miejscu pojawiła się maszyna do gier. Kiedy ją polewałam wodą, dochodziło do spięcia i pojawiały się iskry. „Wiedziałam, że powinnam użyć halon. Jak coś, to będzie jej wina!”.


Wszystkie moje sny, oparte są tylko i wyłącznie na wiedzy teoretycznej jaką posiadam, choć przyznam, że zawsze dają mi dużo do myślenia... czyżby były też w jakimś stopniu inspirujące? Na szczęście żadnej z tych taktyk nie musiałam jeszcze stosować w rzeczywistości, a jeśli już do tego kiedyś dojdzie, to postaram się, żeby pisali o nas w gazetach wyłącznie dobrze  


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...