Sayonara !

maja 20, 2013


Nareszcie mogę zdradzić mój mały sekret 😍

Trzymałam go w tajemnicy, bo spokojnie chciałam dotrwać do ostatniego lotu w tej firmie i w końcu nadszedł czas...

Zeszłego Sylwestra miałam zamiar spędzić w Polsce z moim mężczyzną. Z racji, że wspólne wakacje na ten okres nie zostały przez firmę zaakceptowane, liczyliśmy na podobne dni wolne, które ostatecznie nam spasowały. Wszystko zaczęliśmy zatem organizować: bilety, parking i hotel – z racji, że on miał dolecieć do mnie później, dzień po powrocie z Japonii. Niestety kilka dni przed moim wylotem dostałam wiadomość, która wyprowadziła mnie totalnie z równowagi, jak jeszcze nigdy nic do tej pory. Nasi przekochani przełożeni zmienili mu grafik i zamiast lądować w Europie ustalonego dnia, musiał zostać dłużej w Japonii... To przelało czarę goryczy! Nigdy nie było łatwo, choć staraliśmy się zawsze widzieć we wszystkim pozytywy i czekaliśmy na lepsze czasy. Ostatni rok jednak wydaje się być wyciętym z życiorysu. Stopień do jakiego kontrolowali nasz związek wychodzi poza granice ludzkiego zrozumienia. Porażka sylwestrowa była dla mnie dosłownie kopniakiem w tyłek!
Po powrocie z Polski miałam jeden dzień wolnego, po którym znowu pakowałam walizki do Japonii. Tego dnia właśnie odbywała się rozmowa kwalifikacyjna do arabskich linii lotniczych. Totalnie zrelaksowana po pobycie u rodziny i z całkowitej ciekawości (na ostatniej rozmowie byłam prawie pięć lat wcześniej), postanowiłam wykorzystać okazję.

Assessment Day był podobny do tego w linii australijskiej, o którym niedawno z resztą pisałam. Z wyjątkiem bardziej przyjaznych uczestników i ekskluzywnej atmosfery. Nie dziwi mnie to w ogóle, z racji, że firma jest dość wysokiej klasy, a świat arabski ma swoją specyfikę, jeśli chodzi o obsługę klienta. Cały dzień grupowych zadań, testów z języka angielskiego i mierzenia. Sukces na wszystkich etapach zapewnił mi indywidualną rozmowę następnego dnia, na której rezultaty musiałam czekać przez kolejne sześć tygodni. W międzyczasie zostałam poproszona o przesłanie jak zwykle potrzebnych dokumentów – zdjęcia profesjonalne i zrobione w normalnych okolicznościach, kopie paszportów (teraz również i brytyjski 😉) i mnóstwo innych potrzebnych formularzy. Dodatkowo musiałam przejść test psychometryczny. Kilkadziesiąt krótkich stwierdzeń, na które należy szybko odpowiedzieć, wybierając wartość ze skali od jeden (bardzo nieprawdopodobne) do pięć (bardzo prawdopodobne), pozwala ocenić osobowość i zachowanie kandydata w odniesieniu do przyjętych standardów. Po zaproponowaniu zatrudnienia przez firmę, czekała mnie kolejna masa formalności – ankieta medyczna z załączeniem wszelkich wyników badań w życiu robionych, rentgen zębów, lista wymaganych szczepień, itd. Pamiętacie, jak pisałam, że taki proces trwa czasem miesiącami? Rozmowę miałam na początku stycznia, do Dubaju wyjeżdżam w lipcu...

Powtórzę się... wszystko się dzieje z jakiejś przyczyny 😜 Gdyby nie ten kopniak w grudniu, ta motywacja 3go stycznia – data mojego wyzwolenia, determinacja przez kolejne tygodnie, nie byłoby mnie tu i teraz, pakującej walizkę po raz ostatni z Japonii do Londynu. W dniu rozmowy kwalifikacyjnej coś jeszcze się stało. Poznałam wiele wspaniałych dziewczyn, w których oczach widziałam niezmierną potrzebę latania. Cały dzień odpowiadałam na pytania, którymi mnie zasypywały. Ich entuzjazm i podekscytowanie przypominało mnie wiele lat wstecz. Dlatego też postanowiłam zacząć pisać o tym, co się dzieje tam w górze, by dodać odwagi i wzbudzić motywację w tych, którzy wątpią, że też mogą.

A moim wszystkim kochanym przyjaciołom i kolegom z pracy – I will be there with you  cMMMMMMMok ! 



Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga