26 lipca 2013

SEP

  • Komu należy raportować wszelkie zaistniałe sytuacje na pokładzie?
  • Jak należy sprawdzać sprzęt potrzebny do ewakuacji przed każdym lotem?
  • Z których urządzeń elektronicznych można korzystać podczas lotu, a których absolutnie nie można włączać?
  • Jaka jest dopuszczalna waga bobaska umieszczonego w pokładowym łóżeczku?
  • Co robić w momencie nagłej utraty ciśnienia w kabinie?
  • Jaka jest procedura otwierania drzwi?
  • Jakie warunki powinny zaistnieć w kabinie podczas tankowania samolotu?
  • Jak efektywnie gasić pożar laptopa, czy piekarnika?
  • Co zawiera zestaw ratunkowy?
  • Jak należy postępować z ładunkami niebezpiecznymi, przewożonymi przez pasażerów?
  • Jak przetrwać po awaryjnym lądowaniu na pustyni, w dżungli, na biegunie, czy oceanie?
  • Co robić w momencie kiedy pilot straci przytomność?
  • Jak działają pokładowy telefon, wykrywacz dymu, megafon, gaśnica halonowa, elektryka w kuchni, itd. ?
  • Co należy zrobić w momencie kiedy zjeżdżalnia nie napełni się podczas ewakuacji?


Odpowiedzi na te i wiele innych pytań wałkujemy już od tygodnia. SEP podczas naszego szkolenia trwa dwa tygodnie i obejmuje wszystkie możliwe scenariusze jakie mogą zaistnieć na pokładzie – dekompresja, turbulencje, awaryjne lądowanie na ziemi i wodzie, awaryjne lądowanie przewidywane i nagłe, procedury podczas tankowania samolotu, utrata przytomności pilota, gaszenie pożaru w toalecie, galley, schowku bagażowym, siedzenia lub baterii litowo-jonowej, znajdującej się w telefonach czy laptopach. Do tego dochodzi cała lista sprzętu potrzebnego w sytuacjach awaryjnych, jak z niego korzystać i w jaki sposób sprawdzić jego funkcjonowanie przed każdym lotem; różnica między automatycznym i manualnym otwieraniem drzwi; wszystkie cechy Airbusa A380 – od wyposażenia siedzeń pasażerów, przez systemy przeciwpożarowe w galley, SPA i toaletach, po kombinacje kodów, potrzebnych do komunikowania się między stanowiskami. Mam kontynuować?

Pierwszy egzamin z ogólnego bezpieczeństwa już za nami, kilku z nas dostało certyfikat za uzyskanie 100% (podobno był najłatwiejszym egzaminem jaki kiedykolwiek mogliśmy mieć). Zaliczenie z drzwi i sprzętu też nie sprawiło problemu większości z nas. W niedziele niestety kłania się kolos z Airbusa, na który wszyscy trzęsą portkami. Hmm... ja też, jedną nogawką. Z tym typem samolotu nigdy nie miałam styczności, a ta „big mama” serio ma miliony przycisków, pstryczków, numerów, stanowisk, nazw, urządzeń... Po egzaminie przesiadamy się na Boeinga 777 (moje maleństwo!), później czeka nas kilka zaliczeń z ditchingu (lądowanie na wodzie) na basenie i koniec z ESIPI !!! Odliczamy dni!

Mamy już grafik na sierpień i pierwszy lot! Szkolenie kończy się 28-go, więc góra dała radę mi wcisnąć turnaround do Indii 31-go. W duchu proszę o Polskę albo Anglię we wrześniu...


16 lipca 2013

SuperJumbo

Tydzień organizacyjny za nami! Zakasamy więc rękawy i bierzemy się do konkretnej pracy. Z jednej strony fantastycznie, bo w końcu coś ciekawego zaczyna się dziać, z drugiej strony niestety nie mamy na nic czasu.

Prawdziwe szaleństwo! Pobudka o piątej rano, cały dzień na szkoleniu z półgodzinną przerwą na lunch, powrót do domu przed piątą, zakuwanie, obiad w biegu, ulubiony serial przy myciu zębów i wcześnie do łóżka, żeby następnego dnia znowu mieć siły na mega dawkę informacji i część praktyczną. Ktoś pewnie pomyśli, czemu narzekam, skoro wyprzedzam wszystkich wiedzą w tej dziedzinie... zOOOOnk! Mimo tego, że podstawy awiacji znam, każda linia lotnicza ma niestety swoje przepisy, specyficzną terminologię czy odmienne schematy postępowania w czasie ewakuacji. Zaczynam praktycznie od zera i zasuwam z materiałem jak cała reszta grupy

Przez kolejne dwa tygodnie mamy zajęcia z procedur bezpieczeństwa i szczegółową analizę dwóch typów samolotów, na których będziemy latać – Boeing 777 i Airbus A380. Już nie mogę się doczekać, kiedy postawię stopę na pokładzie tego olbrzyma! Jedna instruktorka fajnie określiła A380, mianowicie wygląda on, jakby leciały dwa samoloty, jeden na drugim.

SuperJumbo

Mieści on około 400 pasażerów, chociaż liczba ta może się różnić w zależności od konfiguracji pokładu – liczby i rozmieszczenia klas (pierwsza, biznes i ekonomiczna). To takie małe, latające miasto. Nasza firma podobno jako pierwsza zamontowała na pokładach swoich samolotów prysznice, tak więc na górnym pokładzie pasażerowie klasy pierwszej i biznes mogą korzystać ze SPA. Poza tym dość ciekawym i robiącym wrażenie miejscem jest bar, przy którym można zamawiać drinki i relaksować się podczas lotu, niekoniecznie w swoim siedzeniu. Pierwsza klasa składa się z indywidualnych pomieszczeń dla klientów – idealne rozwiązanie dla podróżujących samodzielnie, dla których spokój i relaks są w chmurach priorytetem. Zakres wszelkich usług i plan serwisu będziemy pewnie omawiać za parę tygodni na oddzielnej sesji temu poświęconej, tymczasem skupiamy się na otwieraniu drzwi, lokalizacji sprzętu potrzebnego w sytuacjach awaryjnych, sposobie komunikowania z kokpitem i wielu innych ważnych aspektach bezpiecznej obsługi lotu  


Pierwsza klasa






 

SPA

Bar / lounge



Mam nadzieję, że niebawem odzyskamy nasze życie, w weekend zdecydowanie zamieniam książki na leżakowanie przy basenie!  


12 lipca 2013

Pierwsza załamka

Podobno zdarza się nawet najtwardszym!
U mnie przyszła po tygodniu, uniknąć się jej niestety nie udało. Większość ludzi miało swoje momenty w pierwszych dniach pobytu tutaj i to głównie spowodowane tęsknotą za domem, rodzicami i przyjaciółmi. Wielu moich znajomych przyleciało prosto z rodzinnego domu i nigdy wcześniej nie przebywali poza nim tak długo. Z jednej strony fascynuje mnie ich entuzjazm i beztroska, a z drugiej mam ochotę ich uświadomić, że po pewnym czasie przychodzi zderzenie z rzeczywistością i ta mydlana bańka pęka. Patrząc na nich, widzę siebie pięć lat temu w japońskich liniach, ten mega zachwyt ludźmi, otoczeniem i warunkami pracy. Trzymam za nich wszystkich kciuki, jak również za siebie, bo mimo, że znam zasady, mnie deprecha też dopadła...

Wstawanie rano jest moją piętą Achillesową! W zeszłym tygodniu mieliśmy wykłady i zajęcia organizacyjne; otworzenie konta bankowego, rejestracja w klinice, badania rządowe dla uzyskania wizy na pobyt stały, spotkanie z grupą wsparcia, grupą odpowiedzialną za nasze zakwaterowanie, grupą medyczną, wyjaśniającą wszelkie możliwe choroby, na które jesteśmy narażeni podróżując po świecie, załatwianie dokumentów, poznawanie programów komputerowych, potrzebnych teraz do nauki, a w przyszłości do zarządzania grafikami, lotami, urlopami, itp. Codzienne wstawanie o 5:00 dało mi się wczoraj we znaki, a do tego doszły problemy z laptopem, ludźmi w grupie, presja studiów, które też w międzyczasie robię i nawet niedziałająca pralka w domu. Wiecie, jeden z dni, kiedy jak coś się sypnie, to już konkretnie. Przepraszam Mamo za łzy na Skype, ale to tylko przemęczenie i bezsilność

Dziś już jest lepiej. Chyba nie tylko ja się zrelaksowałam, ale cała nasza grupa. Mamy weekend, który tu przypada na piątek i sobotę. Wszyscy w końcu odespaliśmy, a wieczorna kolacja pozwoliła nam na odreagowanie wszelkich stresów w minionym tygodniu i naprawienie stosunków między sobą. Mamy 15-osobową grupę, w której są ludzie z Malezji, Francji, Rumunii, Bułgarii, Anglii, Polski, Irlandii i Portugalii. Wybuchowa mieszanka charakterów, osobowości, nawyków, priorytetów, pomysłów...i tak dAAAlej! Większość z nas to osoby poniżej 25go roku życia, bez doświadczenia – zwłaszcza tego życiowego, które z chęcią przejęłyby kontrolę nad resztą grupy... frustrujące, czyż nie? ale są też i takie, które patrzą na to wszystko z boku i wywracają tylko oczami, hahaha... Carolina spadła mi z nieba, razem się wspieramy w tej wędrówce Jest więc bardzo ciekawie i wierzę, że z czasem wszyscy się dotrzemy. Szkoda, bo pewnie do tego dojdzie pod koniec treningu, później każdy pójdzie w swoją stronę i być może nie będziemy się już tak często widywać. W całej bazie jest nas 17 800, jakie więc są szanse, że trafimy ze sobą na ten sam lot?

Nabieram pokory i dziękuję za to, co mam...




10 lipca 2013

Nowy dom. Kolejny?

Przy tym zasypiam i budzę się

W Paryżu z łóżka patrzyłam na wieżę Eiffla, tutaj na Burj Khalifa – najwyższy budynek na świecie, dokładnie ten sam, po którym skakał Tom Cruise w Mission Impossible 4

Ale zanim zaczęłam doceniać ten widok minęło parę dni....

Na locie z Newcastle do Dubaju poznałam jeszcze jedną nowicjuszkę, bardzo sympatyczną Angielkę. Dobrze, że umieścili nas na tym samym locie, bo jednak stresowe sytuacje łatwiej się przeżywa w towarzystwie. Niestety Samantha mieszka w innym miejscu i nie jest w mojej grupie, więc jeszcze nie miałyśmy za bardzo okazji się poznać. Podobno mam wielkie szczęście, że trafiłam do tego budynku, w którym jestem, zapewnionym z resztą przez firmę. Znajduje się w samym centrum miasta (niektórzy mieszkają przy lotnisku), jest dość nowoczesny z dużymi apartamentami, basenem i siłownią. Po przyjeździe w pokoju zastałam kartony z nowym wyposażeniem kuchennym, suchym prowiantem i nawet deskę do prasowania, a na stole list od firmy, witającej mnie serdecznie w Dubaju. To nie wystarczy, żeby przestać tęsknić za rodziną i znajomymi, ale bardzo dobry początek nowej kariery. Podoba mi się, że firma dba o swoich pracowników. Niestety wcześniej nie mogłam tego powiedzieć

W mieszkaniu jesteśmy trzy, każda ma swój własny pokój z łazienką, dzielimy wyłącznie kuchnię i salon. Dziewczyny (z Filipin) większość czasu spędzają u swoich facetów, więc tak naprawdę mam mieszkanie dla siebie...cisza i spokój! To jest też powód, dla którego nie umiałam się tu odnaleźć przez pierwsze dni. Sam prosty fakt wyrzucania śmieci w tym drapaczu chmur był dla mnie zagadką, nie wspominając już o magicznym dostępie do wi-fi, bez którego przecież człowiek tylko wegetuje. Na szczęście dziewczyny się pojawiły i życie tutaj zaczęło nabierać kształtów.

A sam Dubaj? Nie zrobił na mnie takiego wrażenia trzy lata temu, kiedy tu przyjechałam pierwszy raz. Dziś natomiast pomyślałam, że z całą pewnością odnajdę się. Fascynujące jest to, że jeszcze niedawno, bo przed XIX wiekiem zamiast tego lasu budynków w tym samym miejscu była wyłącznie pustynia (więcej o historii, jak opanuje przewodnik ). Pogoda na przyszły tydzień: 42, 42, 41, 42, 41, 41, 41 !!! co przekracza moje wszelkie wyobrażenia i jakiekolwiek marzenia. Na treningu jestem już uznana za wariatkę, bo jako jedyna czerpię czystą satysfakcję z siedzenia na zewnątrz, zamiast w klimatyzowanych budynkach. Kocham to ciepło otulające moje ciało, tą świadomość promyków słońca na mojej skórze, parujące okulary i wyświetlacz telefonu, kiedy wychodzę na zewnątrz, smak gorącego powietrza – dla mnie bomba. Zawsze chciałam żyć w kraju, w którym jest gorąco, rosną palmy i są drapacze chmur... jeeeeeej! Modernistyczna architektura według mnie bije inne kraje na łeb, na szyję. Nie umiem przestać podziwiać widoków w drodze do centrum szkoleniowego i z wielką niecierpliwością czekam na wolną chwilę, żeby wybyć na miasto z aparatem. Na razie tylko atakuję Khalifę z okna Hej, przecież to nie są tygodniowe wakacje! Ja tu mieszkam

Zaczął się Ramadan. Jak ktoś to ładnie określił „miesięczne święta Bożego Narodzenia dla muzułmanów”. Szanuję i podziwiam miesięczny post od świtu do zmierzchu. Mieliśmy kilkugodzinne szkolenie temu poświęcone. Nie można jeść, pić, czy nawet żuć gumy w miejscu publicznym; restauracje są pozamykane do zachodu słońca, albo zasłonięte roletami, tak, że nie-muzułmanie ciągle mogą jeść w środku, ale nikt z zewnątrz nie widzi; należy nosić ubrania zakrywające nogi i ramiona. Byłam dziś na chwilę w centrum handlowym kupić kartki, cisza i kompletne wyludnienie. Dużo ludzi wyjeżdża w tym okresie na wakacje, nigdzie nie gra muzyka, restauracje są zamknięte, atmosfera przemyśleń i zadumy. Kilka dni temu buntowałam się przeciwko spodniom w 40-stopniowym upale, dziś w centrum handlowym zastanawiałam się nad własną egzystencją. Kto by pomyślał, klimat udziela się wszystkim bez względu na religię

Wierze, że wiele jeszcze przede mną i z niecierpliwością czekam na rozwój wydarzeń; poznanie więcej ludzi, odkrywanie Dubaju, rozpoczęcie prawdziwego treningu, latanie i mogłabym tak w nieskończoność! Mam nadzieję, że tempo życia tutaj sprzyja zapisywaniu wszystkiego i dzielenia się z Wami, bo prawda jest taka, że nigdy nie byłam dalej od rodziny i znajomych niż teraz i czuję, że muszę być tutaj jeszcze bardziej aktywna, żeby osiągnąć wewnętrzny spokój.


Ramadan Kareem moim nowym przyjaciołom!




05 lipca 2013

Jak na szpilkach

Styczeń, przypadkowa rozmowa kwalifikacyjna, robienie na szybko dobrych zdjęć i wysyłanie dokumentów, propozycja zatrudnienia pod warunkiem przejścia badań medycznych, wymiana maili i kolejnych dokumentów, w końcu długo oczekiwana decyzja – sukces...

Zaczęło się odliczanie dni do wyjazdu – baza nowej firmy znajduje się tym razem poza Europą, wkuwanie nowych zwrotów i pojęć – już nie tylko typowych dla Boeinga, ale i Airbusa, zapamiętywanie nowych lotnisk i ich kodów IATA – CDG (Paryz) i NRT (Tokio - Narita) to był pikuś! Wszystko po to, żeby sprawniej przejść trening.

Jest trochę ponad miesiąc odkąd odeszłam z poprzedniej firmy, nawet nie wiem, kiedy ten czas minął! Czuję, że psychicznie i fizycznie jestem jak najbardziej gotowa na nowy rozdział w moim życiu Ta przerwa była mi potrzebna, a tym samym uzmysłowiła mi, jak bardzo tęsknię za lataniem!

Tak, mam cykora... kto nie ma, kiedy życie wywraca mu się do góry nogami? Ale wierzę, że będzie dobrze! Dajcie mi niebo i wszystko gra



 Śmigam pakować dorobek życia, o 13:35.... DUBAJ



02 lipca 2013

Fly Film Festival

„Bo piloci to też artyści, tylko dla nich sceną jest niebo”
                                                                                        - K. Strasburger


Niestety nie bywam tak często w Polsce, żeby zobaczyć jak bardzo popularny jest Międzynarodowy Festiwal Filmów Lotniczych, odbywający się z resztą w Warszawie i przyznam, że nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. Dwa tygodnie temu podczas krótkiej wizyty w ojczyźnie trafiłam na spot reklamowy i krótki reportaż w telewizji z inauguracji tegorocznej, czwartej już edycji tej imprezy. Lubię to!

Podejdę do tego bardzo egoistycznie, bowiem czystą satysfakcję w ramach mojej skromnej egzystencji dostarcza mi mieszanka niczego innego jak dobrego kina i emocjonującego lotnictwa. Nazwijcie mnie maniakiem, ale wymiękam jak widzę samolot na niebie, a jeszcze bardziej jak oglądam historie ludzi, dla których latanie jest prawdziwą pasją. Idea festiwalu jest zatem niezwykle fascynującą. Jak sami organizatorzy wyznają, celem było połączenie świata filmowców, z lotnictwem w roli głównej oraz świata prawdziwych entuzjastów awiacji, a ponadto umożliwienie zainteresowanym dostęp do wszelkich zagadnień związanych z tym tematem. Można zobaczyć produkcje traktujące nie tylko o lotnictwie wojskowym czy cywilnym, ale również te związane z mniej powszechnym paralotniarstwem oraz szybowcowaniem (dziwnie brzmi, czy taki wyraz istnieje?! )

Przyznawane są zarówno nagrody w kategoriach na najlepszy Film Fabularny, Film Dokumentalny lub Reportaż, Film Amatorski, Zdjęcia Lotnicze, jak również Nagroda Publiczności, czy cenne Grand Prix. Udział w nim może wziąć jak najbardziej każdy. Festiwalowy przegląd filmów konkursowych obok ciekawych wystaw i spotkań z wybitnymi postaciami związanymi z lotnictwem odbędzie się w dniach 1-5 października w Centrum Sztuki Współczesnej w warszawskim Zamku Ujazdowskim. Dla tych, którzy nie mają po drodze, organizowanych będzie wiele imprez towarzyszących – pokazy lotnicze, wystawy fotograficzne. Cały program można znaleźć na stronie Fly Film Festival. Mimo, że sama nie będę w stanie wziąć udziału w tym ciekawym wydarzeniu, zachęcam do spróbowania tych, co mogą – tu nie chodzi tylko o filmy, zdjęcia, czy okulary pilota, ale o wyjątkową atmosferę, którą tworzą wyjątkowi ludzie z wyjątkową pasją

A oto przedsmak tego, co Was czeka, jeśli zdecydujecie się na obejrzenie filmu Infinity Himalaya - zdobywcy Grand Prix w 2011 roku... bicie rekordu w paralotniarstwie akrobatycznym gdzieś nad Nepalem w obliczu Himalajów? Ja już cała chodzę, jak to oglądam






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...