10 sierpnia 2013

Eid Mubaruk!

Koniec Ramadanu

Nie, żebym miała coś przeciwko poszczącym muzułmanom (chylę czoła!), ale czajenie się z wodą, jedzeniem i noszenie długich spodni na dłuższą metę robi się meczące

Ten miesiąc zdawał się trwać wieki! Już zapomniałam jak wygląda to miasto w zwykły nie-ramadanowy dzień. Od czwartku wszyscy świętują, biura są pozamykane, organizowanych jest wiele atrakcji, pokazy sztucznych ogni, koncerty i miasto w końcu tętni życiem, a moje muzułmańskie znajome nareszcie mogą dołączyć do nas na wspólne posiłki w ciągu dnia.

Islam jest oficjalną religią Zjednoczonych Emiratów Arabskich (UAE – United Arab Emirates). Muzułmanie są zobowiązani do wyznawania swojej wiary w oparciu o pięć filarów:




  • Shahadah (wiara) – Allah jest jedynym Bogiem, a Mohammed jego posłańcem. Wierzący nie negują oczywiście istnienia bogów w innych religiach świata.

    Kierunek Kaaba

  • Salat (modlitwa) – powinna być odmawiana pięć razy dziennie: rano, w południe, po południu, o zachodzie słońca i w nocy. Modlący się zawsze zwróceni są w kierunku Kaaba, w Mekce. Na pokładach naszych samolotów istnieje mądry system, wskazujący co trzy minuty odpowiedni kierunek. Pasażerowie pragnący się modlić, mogą wykorzystać każde możliwe miejsce na pokładzie – głównie w okolicach drzwi, gdyż znajdą tam więcej przestrzeni. 
  • Sawm (post) – odbywany podczas dziewiątego miesiąca islamskiego kalendarza (10 dni krótszy od kalendarza gregoriańskiego), którym jest Ramadan. Muzułmanie wstrzymują się od jedzenia, picia i wszelkich przyjemności od wschodu słońca do jego zachodu. Publiczne spożywanie posiłków czy napojów przez nie-muzułmanów jest traktowane jako łamanie prawa i niesie za sobą konsekwencje. Post przerywany zostaje o zachodzie słońca szklanką wody i daktylami, po czym rozpoczyna się Iftar, prawdziwa uczta dla duszy i podniebienia. Restauracje organizują bufety, ludzie przygotowują w domach stoły pełne jedzenia. Kęs każdej kolejnej potrawy wzbudzał mój apetyt jeszcze bardziej. Mało tego, żałowaliście kiedyś, że Wasz żołądek nie jest bez dna, bo chcielibyście wszystkiego spróbować? Dokładnie! Podczas Ramadanu na pokładzie kapitan podaje czas zakończenia postu, wówczas pasażerowie dostają posiłek jak wszyscy pozostali. Jeżeli natomiast lądują wcześniej, otrzymują Iftar Box, pakunek z wodą i daktylami na drogę.

  • Zakat (ofiara) – ustalona suma w zależności od indywidualnych dochodów, przeznaczana na dobro wspólnoty, a zwłaszcza tych najbiedniejszych.

  • Hajj (pielgrzymka) – przynajmniej raz w życiu każdy zdrowy muzułmanin powinien odbyć pielgrzymkę do najświętszego miejsca, którym jest wspomniana już Mekka. Tam znajduje się meczet Al-Masjid-Al-Haraam, a w jego samym centrum Kaaba, sześcian pokryty wersetami koranu. Według wierzeń, został on zbudowany 4000 lat temu przez Abrahama i jego syna Ishmaela na żądanie Allaha. Pielgrzymka ta odbywa się w dwunastym miesiącu islamskiego kalendarza, Dhu Al Hajja. Pielgrzymi z całego świata udają się do miasta Jeddah w Arabii Saudyjskiej, skąd później drogą przemieszczają się do Mekki. W pewnej odległości od świętego miejsca, znajdują się punkty Miqat, których pielgrzym nie może przekroczyć, jeśli nie jest w stanie uświęconym Ihram. Mężczyźni zakładają specjalne szaty, kobiety noszą te, w których podróżują. Składają przysięgi odbycia pielgrzymki i unikania wszelkich kłótni oraz zwad. Na pokładzie robione są dwa ogłoszenia – godzinę i pół godziny przed przekroczeniem punktu Miqat, aby pasażerowie mieli czas na przygotowanie.

Al-Masjid-Al-Haraam i Kaaba w centrum


Mimo, że nigdy mnie islam nie interesował i raczej interesować nie będzie, muszę przyznać, że jest całkiem fascynujący, kiedy obserwuje się z zewnątrz. Odkładam tu na bok wszelkie mylne wyobrażenia zabarwione nietolerancją, agresją i nienawiścią. Pozostawiam to fanatykom


Ha! I żeby nie było tak łatwo w życiu... wczoraj się dowiedziałam, że jednak naukę arabskiego będziemy mieli. Po wstępnej analizie budowy zdania, stwierdziłam, że basen będzie musiał długo poczekać.

08 sierpnia 2013

999

Pełna satysfakcja z minionego tygodnia, mimo koszmarów nocnych, skaczącego budzika o piątej nad ranem, dyskusji o zawałach i odbierania porodu.

Pierwszego dnia kursu pierwszej pomocy Stephanie (instruktorka) kazała każdemu napisać na kartce numer od 1 do 10, określający stopień naszej wiedzy i gotowości działania w  sytuacjach medycznych. Obiecała także, że po całym tygodniu nasze numerki zdecydowanie skoczą w górę. Kolejna stówka z egzaminu

To było intensywne pięć dni wykładów i sesji praktycznych:
  • wyposażenie apteczek, znajdujących się na pokładach, ich zwartość i przeznaczenie,
  • symptomy i zapobieganie: zawał serca, wylew, hiperwentylacja, wstrząs, poparzenia, krwotoki zewnętrzne i wewnętrzne, szok anafilaktyczny, złamania otwarte i zamknięte, hipo- i hyperglikemia, udar słoneczny, hipotermia, zakrzepica żył, astma, 
    (widzę jak mama zaciera ręce, haha!)
  • wykonanie resuscytacji,
  • zakładanie opatrunków na złamania otwarte, zamknięte i zwichnięcia,
  • pomaganie duszącej się osobie,
  • podstawowe techniki ratowania życia bobaskom, które zdecydowanie różnią się od tych wykonywanych na dorosłych,
  • zastosowanie pozycji bocznej ustalonej,
  • asystowanie osobom niepełnosprawnym,
  • postępowanie w przypadku chorób zakaźnych.
Potrafimy też podać adrenalinę i odebrać poród!
 
Muszę przyznać, że to szkolenie zdecydowanie wzbogaciło moją wiedzę i jak patrzę wstecz, włosy mi się jeżą na skórze – nie miałam tej pewności siebie wcześniej. Być może też dlatego, że najgorszym przypadkiem medycznym, jaki kiedykolwiek miałam, był pasażer z mdłościami. Tutaj historia jest inna. Częste i pełne loty głównie do Indii mają opinie dość szokujących i wymagających... hm, spieszy mi się ciągle do tego latania? Ważne, że wiem, czego się spodziewać i jak reagować. Dzięki Stephanie!!! Mój numerek skoczył na solidne 9 i dotyka stópek 10

Cała idea pierwszej pomocy na pokładzie też nabrała dla mnie nowego znaczenia. Nasza rola ogranicza się jedynie do pomocy, asystowania w razie jakichkolwiek chorób czy kontuzji. Żaden z nas nie ma kwalifikacji doktora, by ocenić dokładny stan pasażera i podać diagnozę. Dlatego też Med Link, z bazą w Phoenix, daje nam ogromne wsparcie. To zespół medyczny, operujący przez całą dobę, który udziela pomocy i rad, dzwoniącym z pokładów samolotów pasażerskich i prywatnych, statków, a także kopalń i pól naftowych, położonych gdzieś na odludziu. Kontakt z nimi może się odbyć poprzez telefon pokładowy lub z kokpitu, albo urządzenie zwane Tempus IC, na którym szkoleni są wyłącznie starsi rangą wśród załogi. Ta ostatnia opcja jest o tyle pomocna, że pozwala na uzyskanie i przesłanie wszelkich parametrów zdrowotnych pasażera służbom medycznym, w celu uzyskania wstępnej diagnozy i etapów postępowania. Tempus IC przesyła zdjęcie pasażera, jego elektrokardiogram, pomiar tętna, stopień nasycenia krwi tlenem, pomiar temperatury w uchu, analizę powietrza wydychanego i całkowitego oddechu oraz pomiar glukozy we krwi. Transmisja danych odbywa się w czasie rzeczywistym. Ja osobiście jestem pod wielkim wrażeniem. Poniżej zamieszczam filmik z kursu, niestety w języku angielskim, ale w prosty sposób przedstawia na czym zastosowanie Tempus IC polega. 


03 sierpnia 2013

Licencja na ewakuowanie

Właśnie mnie poniosło i przeskoczyłam już o parę miesięcy do uroczystości wręczenia dyplomów Po szkoleniu musimy odbyć dwa loty próbne jeden turnaround i jeden layover. Później mamy 6-miesięczny okres próbny, który kończy się wyżej wspomnianą uroczystością – Graduate Day. Znalazłam na internecie kilka filmików moich starszych kolegów z tego dnia i już nie mogę się doczekać mojego!

Dobra, schodzę na ziemię. W czwartek zakończyliśmy w końcu SEP (trzy stówki dla mnie! ). Te dwa tygodnie były naprawdę dość intensywne, ale też wzbogaciły nas o cenne doświadczenie. Symulatory, na których odbywaliśmy ćwiczenia, są jedne z lepszych, o ile nie najlepsze w tej firmie. Każdy pozorowany wypadek był jak prawdziwy – turbulencje, awaryjne lądowanie tuż po starcie, czy dekompresja – zapnijcie pasy, bo inaczej wyjdziecie z siniakami! Nawet przy samym startowaniu wciskało nas w siedzenia. Świetna sprawa!

Ostatniego dnia mieliśmy także zaliczenie ze zjeżdżalni i ditchingu. Pierwszy raz w życiu skakałam z górnego pokładu A380. W japońskiej linii mieliśmy Boeinga 747, na szkoleniu nie pozwolili nam jednak zjeżdżać (?!). Jedna kruszyna miała problemy z zaliczeniem, ale w końcu się przełamała. Brawo dla Catariny! Także podczas ditchingu mimo, że ćwiczenie było jednym z łatwiejszych, jakie do tej pory musiałam przechodzić na basenie, znalazło się parę osób, dla których świadomość pływania w pełnym ubraniu z małą kamizelką wokół szyji było dość niekomfortowe. Zaczęliśmy od odmontowania zjeżdżalni od pokładu samolotu, która również pełni rolę tratwy – na co też jest specjalna procedura. Następnie musieliśmy wyłowić worek ze sprzętem potrzebnym do przetrwania i zainstalowalować baldachim, który ochrania przed deszczem lub słońcem i jest koloru pomarańczowego, by przyciągnąć uwagę ekipy ratunkowej. Później każdy musiał wskoczyć do wody, żeby zademonstrować pozycję, pozwalającą zatrzymać ciepło organizmu (objęcię kolan przy klatce piersiowej) indywidualną i w grupie... zaliczone





Po zajęciach w czwartek każdy miał spotkanie z jedną z instruktorek, która zapoznawała nas z wynikami i ogólną oceną naszej postawy podczas tych dwóch tygodni – wszystko zostaje wysłane do naszego menadżera i umieszczone w aktach. Usatysfakcjonowana korzystam z wolnego weekendu i regeneruję siły na przyszły tydzień Pierwszej Pomocy. Słyszałam, że po tym tygodniu wielu ludzi ma wątpliwości co do tego zawodu, hahaha! No przecież to nie tylko czerwona szminka i podawanie kawy


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...