08 sierpnia 2013

999

Pełna satysfakcja z minionego tygodnia, mimo koszmarów nocnych, skaczącego budzika o piątej nad ranem, dyskusji o zawałach i odbierania porodu.

Pierwszego dnia kursu pierwszej pomocy Stephanie (instruktorka) kazała każdemu napisać na kartce numer od 1 do 10, określający stopień naszej wiedzy i gotowości działania w  sytuacjach medycznych. Obiecała także, że po całym tygodniu nasze numerki zdecydowanie skoczą w górę. Kolejna stówka z egzaminu

To było intensywne pięć dni wykładów i sesji praktycznych:
  • wyposażenie apteczek, znajdujących się na pokładach, ich zwartość i przeznaczenie,
  • symptomy i zapobieganie: zawał serca, wylew, hiperwentylacja, wstrząs, poparzenia, krwotoki zewnętrzne i wewnętrzne, szok anafilaktyczny, złamania otwarte i zamknięte, hipo- i hyperglikemia, udar słoneczny, hipotermia, zakrzepica żył, astma, 
    (widzę jak mama zaciera ręce, haha!)
  • wykonanie resuscytacji,
  • zakładanie opatrunków na złamania otwarte, zamknięte i zwichnięcia,
  • pomaganie duszącej się osobie,
  • podstawowe techniki ratowania życia bobaskom, które zdecydowanie różnią się od tych wykonywanych na dorosłych,
  • zastosowanie pozycji bocznej ustalonej,
  • asystowanie osobom niepełnosprawnym,
  • postępowanie w przypadku chorób zakaźnych.
Potrafimy też podać adrenalinę i odebrać poród!
 
Muszę przyznać, że to szkolenie zdecydowanie wzbogaciło moją wiedzę i jak patrzę wstecz, włosy mi się jeżą na skórze – nie miałam tej pewności siebie wcześniej. Być może też dlatego, że najgorszym przypadkiem medycznym, jaki kiedykolwiek miałam, był pasażer z mdłościami. Tutaj historia jest inna. Częste i pełne loty głównie do Indii mają opinie dość szokujących i wymagających... hm, spieszy mi się ciągle do tego latania? Ważne, że wiem, czego się spodziewać i jak reagować. Dzięki Stephanie!!! Mój numerek skoczył na solidne 9 i dotyka stópek 10

Cała idea pierwszej pomocy na pokładzie też nabrała dla mnie nowego znaczenia. Nasza rola ogranicza się jedynie do pomocy, asystowania w razie jakichkolwiek chorób czy kontuzji. Żaden z nas nie ma kwalifikacji doktora, by ocenić dokładny stan pasażera i podać diagnozę. Dlatego też Med Link, z bazą w Phoenix, daje nam ogromne wsparcie. To zespół medyczny, operujący przez całą dobę, który udziela pomocy i rad, dzwoniącym z pokładów samolotów pasażerskich i prywatnych, statków, a także kopalń i pól naftowych, położonych gdzieś na odludziu. Kontakt z nimi może się odbyć poprzez telefon pokładowy lub z kokpitu, albo urządzenie zwane Tempus IC, na którym szkoleni są wyłącznie starsi rangą wśród załogi. Ta ostatnia opcja jest o tyle pomocna, że pozwala na uzyskanie i przesłanie wszelkich parametrów zdrowotnych pasażera służbom medycznym, w celu uzyskania wstępnej diagnozy i etapów postępowania. Tempus IC przesyła zdjęcie pasażera, jego elektrokardiogram, pomiar tętna, stopień nasycenia krwi tlenem, pomiar temperatury w uchu, analizę powietrza wydychanego i całkowitego oddechu oraz pomiar glukozy we krwi. Transmisja danych odbywa się w czasie rzeczywistym. Ja osobiście jestem pod wielkim wrażeniem. Poniżej zamieszczam filmik z kursu, niestety w języku angielskim, ale w prosty sposób przedstawia na czym zastosowanie Tempus IC polega. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...