03 sierpnia 2013

Licencja na ewakuowanie

Właśnie mnie poniosło i przeskoczyłam już o parę miesięcy do uroczystości wręczenia dyplomów Po szkoleniu musimy odbyć dwa loty próbne jeden turnaround i jeden layover. Później mamy 6-miesięczny okres próbny, który kończy się wyżej wspomnianą uroczystością – Graduate Day. Znalazłam na internecie kilka filmików moich starszych kolegów z tego dnia i już nie mogę się doczekać mojego!

Dobra, schodzę na ziemię. W czwartek zakończyliśmy w końcu SEP (trzy stówki dla mnie! ). Te dwa tygodnie były naprawdę dość intensywne, ale też wzbogaciły nas o cenne doświadczenie. Symulatory, na których odbywaliśmy ćwiczenia, są jedne z lepszych, o ile nie najlepsze w tej firmie. Każdy pozorowany wypadek był jak prawdziwy – turbulencje, awaryjne lądowanie tuż po starcie, czy dekompresja – zapnijcie pasy, bo inaczej wyjdziecie z siniakami! Nawet przy samym startowaniu wciskało nas w siedzenia. Świetna sprawa!

Ostatniego dnia mieliśmy także zaliczenie ze zjeżdżalni i ditchingu. Pierwszy raz w życiu skakałam z górnego pokładu A380. W japońskiej linii mieliśmy Boeinga 747, na szkoleniu nie pozwolili nam jednak zjeżdżać (?!). Jedna kruszyna miała problemy z zaliczeniem, ale w końcu się przełamała. Brawo dla Catariny! Także podczas ditchingu mimo, że ćwiczenie było jednym z łatwiejszych, jakie do tej pory musiałam przechodzić na basenie, znalazło się parę osób, dla których świadomość pływania w pełnym ubraniu z małą kamizelką wokół szyji było dość niekomfortowe. Zaczęliśmy od odmontowania zjeżdżalni od pokładu samolotu, która również pełni rolę tratwy – na co też jest specjalna procedura. Następnie musieliśmy wyłowić worek ze sprzętem potrzebnym do przetrwania i zainstalowalować baldachim, który ochrania przed deszczem lub słońcem i jest koloru pomarańczowego, by przyciągnąć uwagę ekipy ratunkowej. Później każdy musiał wskoczyć do wody, żeby zademonstrować pozycję, pozwalającą zatrzymać ciepło organizmu (objęcię kolan przy klatce piersiowej) indywidualną i w grupie... zaliczone





Po zajęciach w czwartek każdy miał spotkanie z jedną z instruktorek, która zapoznawała nas z wynikami i ogólną oceną naszej postawy podczas tych dwóch tygodni – wszystko zostaje wysłane do naszego menadżera i umieszczone w aktach. Usatysfakcjonowana korzystam z wolnego weekendu i regeneruję siły na przyszły tydzień Pierwszej Pomocy. Słyszałam, że po tym tygodniu wielu ludzi ma wątpliwości co do tego zawodu, hahaha! No przecież to nie tylko czerwona szminka i podawanie kawy


2 komentarze:

  1. Agnieszko,GRATULUJĘ!!!
    Dzięki za ciekawe opisy. Może przestanę mieć obawy, gdy wchodzę na pokład samolotu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego obawiać! W momencie jak stawiacie stopę na pokładzie, jesteście w dobrych rękach! :D dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...