25 października 2013

Grunt to pozytywne nastawienie

Odkąd wróciłam z wakacji noszę na zmianę uniform i piżamę. To chyba cena, którą się płaci za fantastycznie spędzony czas z bliskimi! Mimo wszystko od kilku dni biorę się za przelanie na laptopowy ekranik moich niedawnych, głębokich przemyśleń, związanych z lotami do biedniejszych krajów... Może i przyjdzie na to kiedyś czas! Tymczasem polecieliśmy ostro na dzisiejszym locie i tym chcę się z Wami podzielić!!!!

Nie wiem jak to sobie tłumaczyć, ale jakimś cudem wykonuję tą pracę od 2007 roku, a dopiero teraz zaczynam w pełni ją uwielbiać. To nie tylko kwestia przebywania na kilku tysiącach metrów (mam bzika – cokolwiek związane z akcją w powietrzu, piszę się na to!) i podziwiania fantastycznych widoków, podróżowania (praktycznie dopiero teraz) po całym świecie, czy interesujący styl życia. To kontakt z ludźmi, który zaczyna nabierać dla mnie całkowicie innego znaczenia. Pewnie za chwilę stwierdzicie, że jestem nawiedzona, albo totalnie mi mózg wyprali tam, gdzie piaskiem wieje, ale pomyślcie sami – średnio 15 lotów na miesiąc, każdy z około 350 osobami na pokładzie, to jest ponad 5000 twarzy w ciągu 31 dni!!! Zawsze się trafi ktoś interesujący. Może właściwie zamienię słowo tylko z jakimś małym procentem, ale ta cała reszta obserwuje i poprzez samo pozytywne nastawienie, można umilić komuś lot. Do czego dążę?? W japońskich liniach liczył się nudny i wymuszony profesjonalizm, z którym tylko można uderzyć do brytyjskiej królowej, choć pewnie i ona jest bardziej wyluzowana (w końcu skoczyła ze spadochronem na rozpoczęcie Olimpiady ). Tutaj, z kolei, firma narzuca nam jakiś ogólnie przyjęty wzór postępowania, ale tym samym daje tą swobodę wyrażania własnej osobowości. Noż normalnie czuję się jak nowo narodzona.

Pobudka o szóstej rano, trzy godziny później ciągle zaspani stawiamy stopę na pokładzie – kierunek Ateny. Podobno kiedyś załoga zostawała na jedną noc w greckiej stolicy, od pewnego czasu Ateny są traktowane jako turnaround. Ponad cztery godziny w jedną stronę, 30 minut na sprzątanie pokładu (nie przez nas!) i kolejne cztery do Dubaju. Jest to najdłuższy turnaround, który robimy i wbijano mi do głowy od miesięcy, żebym się strzegła tego, jak ognia. Zonk! W październiku dostałam najgorsze loty – cena za wakacje? Hahahahah!! Bring it On!!!

Wracając na pokład - nie możemy narzekać. Mamy tylko stu pasażerów na 320 możliwych, jeden serwis do wykonania (lunch) i wygląda na to, że do końca lotu będzie grało Galley FM – tak jest powszechnie nazywany zwyczaj, kiedy większość załogi gromadzi się w galley i wymienia plotkami. W całej tej euforii zapodaliśmy serwis z serca! Nie jest trudno być miłym i odpowiedzieć na każde żądanie pasażera, a kiedy ma się wystarczająco dużo czasu do dyspozycji, wtedy nie ma wymówek. Chyba nigdy w życiu nie byłam milsza Opłacało się. Przed samym lądowaniem dostałam komentarz od pasażerki: „Chcę podziękować szczególnie Agnes za jej szczery uśmiech i życzliwe nastawienie...” 1-0 dla Agnes

Na locie powrotnym nie można było dosłownie wbić szpilki... o zgrozo! Ale grunt, to pozytywne nastawienie. Galley FM skończyło audycję w drodze do Aten, więc dobrze było w końcu trochę popracować Poza tym wyznaję zasadę, że im więcej jest do zrobienia, tym szybciej mija czas na pokładzie. W końcu każdy chce iść do domu. Nie było pasażera, z którym nie miałabym kontaktu wzrokowego, odwzajemniła uśmiechu, czy nie odpowiedziała na jakąkolwiek prośbę. W jeszcze lepszy nastrój wprawiła mnie grupka starszych Greczynek, udających się na babskie wakacje – ni w ząb angielskiego!
        • Hello Frau, beautiful, photo photo, verstehe?

Hahahahahaha!!! Kochane kobieciny, takie hardcorowe z jajem  

Później z kumpelą dorwałyśmy kamerę Polaroid. Jednym z naszych obowiązków jest cykanie fotek na pamiątkę najmłodszym pasażerom. Nasze podejście nieraz bawi bardziej dorosłych, niż dzieci i to przy nich spędzamy najwięcej czasu Ankita cykała foty, a ja wypisywałam zabawne teksty na ramce, do której później wkładamy zrobione zdjęcie:
        • O, nawet jest coś narysowane!
        • Tak, proszę pana, jesteśmy bardzo utalentowani tutaj!!

2-0 dla Agnes (i Ankity)
        • Woohoo, no to zapodajemy fotencje! Mamy party na pokładzie, kto jeszcze się do nas uśmiechnie?
        • (rozbawione 215 par oczu, reszta spała)


Chwilę później inny pasażer:
      • Przepraszam, w jaki sposób mogę dostać szklankę wody?
      • Pan sobie tu wygodnie siedzi, a ja szybko czmychnę za kurtynkę i zaraz panu przyniosę


Znajomi, bądź rodzina naszych pasażerów ma możliwość zamówienia specjalnego ciasta „Bon Voyage” (Szczęśliwej Podróży) czy nawet ciasta dla nowożeńców, kiedy lecą w podróż poślubną. Coś na zasadzie niespodzianki, czemu nie? Mieliśmy rodzinkę, dla której zamówione zostało takie oto ciasto:
      • Ale super, co za niespodzianka, dziękujemy bardzo...
      • To może ja jeszcze państwu koniaczek przyniosę, jak szaleć to już na całego, nieprawdaż?
      • Dokładnie!

Podczas żegnania pasażerów:
        • A skąd pani jest?
        • Z Polski
        • No też tak pomyśleliśmy!
        • Po czym poznać? Wygląd, czy nastawienie do życia?

3-0 dla Agnes!


Ahhhhhhhhhh... pojutrze Wenecja i spotkanie z moja kochaną kuzyneczką! Ile to już lat Kochana?



Na koniec jeszcze tylko filmik reklamujący Expo 2020, który mi się spodobał po setnym jego wyświetleniu na naszym pokładzie. Dubaj jest jednym z kandydujących miast i szczerze trzymam kciuki. Czuję coraz większy respekt dla każdego ziarenka piasku tutaj







08 października 2013

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Przepraszam, bo...

rozkoszuję się każdą minutą spędzoną w domu i nie mam czasu, ani weny na pisanie o lataniu, ludziach i podawaniu kurczaka... nawet sobie nie zdawałam sprawy z tego, jak bardzo tęskniłam za domem!

Jestem w Durham od kilku dni, jutro jedziemy do Londynu - Scott leci do Japonii, ja zostaję z psiapsiółkami. W weekend wracam na pustynię...

 Do zobaczenia wkrótce
 

Przemoknięta, zabłocona, zgubiona, zmęczona, ale niewierygodnie szczęśliwa



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...