08 stycznia 2014

100% cabin crew

Drzwi do naszego apartamentu w ogóle się nie zamykają, a na kanapie w salonie ciągle ktoś nocuje. Uwielbiam to! W zeszłym tygodniu miałam znowu gości – podekscytowanych, trochę wystraszonych, mało wymagających, pełnych szacunku dla otoczenia i ciekawych nowej kultury – moich rodziców

Odkąd jestem w Dubaju moja własna mama, nie mając zielonego pojęcia o tym miejscu, wiecznie mnie przed czymś ostrzegała. Nadszedł w końcu kres tym uciążliwym rozmowom, gdyż sama na własne oczy mogła zobaczyć, czym Dubaj tak naprawdę jest. Spędziliśmy bardzo intensywny tydzień poświęcony na odkrywanie, rozmowy i małą rozrywkę. Choć tak naprawdę głównym powodem, dla którego przyjechali była nasza uroczystość wręczenia dyplomów. Po męczących sześciu miesiącach okresu próbnego, w końcu staliśmy się „częścią rodziny”.

Opinii o tej uroczystości jest tak wiele, jak wielu z nas w niej brało udział. Już o siódmej rano musieliśmy się zebrać w auli na oficjalne przywitanie i grupową sesję zdjęciową. Była nas ponad setka. Cztery grupy, które dołączyły na początku lipca, tak jak ja i trzy grupy, które podpisały kontrakt tydzień przed nami. Co tydzień zostaje przyjętych 50-100 nowych członków. Moja znajoma z japońskiej linii, która poszła w ślad za mną i naszym kumplem, rozmowę kwalifikacyjną miała trzy miesiące temu, a oficjalną datę rozpoczęcia kursu wyznaczyli jej na koniec marca. Podobno wszystkie terminy są już zajęte. Jak to ktoś kiedyś skomentował – jesteśmy produktem masywnej arabskiej fabryki. Tym samym wielu ludzi odchodzi na samym początku, bo zdają sobie sprawę, że ta praca, to nie tylko podróżowanie...

Po sesji zdjęciowej mieliśmy kilka wykładów z pierwszej pomocy, bezpieczeństwa, obsługi klienta. Wszystkie oparte o najnowsze statystyki, zmiany w przepisach i historie, które miały miejsce na lotach w ostatnim czasie. Kilka informacji, które na pewno nam się przydają w przyszłości, albo po prostu dobrze mieć świadomość ich istnienia, ale nie sądzę, że było koniecznym ściąganie nas na aule o 7 nad ranem. Przed przerwą na lunch mieliśmy szybką sesję z uniformu. W jednym kącie nas ważono, w drugim sprawdzano nasz wygląd. Podejrzewam, że sprzedaż sałatek podczas lunchu zdecydowanie wzrosła, sama się do tego niestety przyczyniłam Wróciliśmy na aule, żeby przećwiczyć całą ceremonię – ze wstawaniem, ustawianiem się w rzędach, wchodzeniem na scenę i schodzeniem. Teraz dopiero wszyscy się odprężyli i zaczęli cieszyć chwilą, za kilka godzin zmieni nam się życie

Moi zdolni rodzice, ze znajomością języka angielskiego równym 0,5 jakimś cudem dojechali na ceremonię, która oficjalnie zaczęła się o 14:30. Zarówno mama jak i tata skakali po sali jak Japończyki z aparatami, aby nas uchwycić w każdej pozie. Mama Caroliny niestety nie miała wolnego, żeby przyjechać, więc Carola musi jej zdać raport w postaci zdjęć. Gorące powitanie ze strony prowadzącego Richarda – ex crew z British Airways i każdy po kolei wchodzi na scenę, żeby odebrać dyplom z rąk swojego menadżera. Każda grupa ma innego. Razem z nami kończyli okres próbny przyszli Purserzy, ci stojący najwyżej w załodze pokładowej. Pamiętałam jednego z nich – lecieliśmy razem do Zurychu. Gratulacje dla Was wszystkich!

Po wręczeniu dyplomów przyszła kolej na wyróżnienia. Główny menadżer departamentu cabin crew przeczytał pięć krótkich historii i czym dana osoba sobie zasłużyła na nagrodę. W tym momencie urok całego dnia minął, bo nagrody, które zostały przyznane, powinny trafić również do moich znajomych. W końcu przeżyli podobne historie na pokładzie. Nie wiem, na jakiej podstawie selekcja była dokonywana, ale jedno jest pewne – jest nas więcej w tej firmie Na koniec filmik złożony ze zdjęć z całego szkolenia – kolejny brak satysfakcji. Pojawiało się bardzo mało zdjęć naszej grupy, a jak już były to głównie przedstawiające znajoma, która odeszła w zeszłym miesiącu. Dobra, mamy już wszystko za sobą! Ludziska imprezują, bo są „absolwentami”, a ja śmigam zamieniać loty.

To jeden z naszych benefitów, przysługujący po okresie próbnym. W końcu system do zamiany lotów jest i dla nas aktywny. Mój plan na przyszłe miesiące – zamieniać wszystkie destynacje, w których już byłam głownie na coś nowego, Londyn, albo Newcastle, może i Warszawę, jak zacznie na trasie latać Boeing 777. Dzięki temu możemy mieć pełną kontrolę nad tym, ile pracujemy i gdzie pracujemy, czyli jednym słowem, to na czym nasze życie tutaj się opiera  Innym benefitem jest możliwość opuszczania Dubaju w dni wolne. Może inaczej... jeśli chcemy pojechać poza Dubaj, musimy poinformować o tym departament od grafiku. Aplikacja ta jest dostępna dla nas dopiero po okresie próbnym. Wprowadzono to nie po to, żeby firma miała nad nami kontrolę (co jest powszechnie uważane), ale po to, żeby widzieli, że nas nie ma w razie, jakby chcieli nam nagle coś zmienić w grafiku. Poza technicznymi aspektami, istnieją też te związane z karierą w firmie. Złożyłam podanie na tzw. business promotions. To dział, który zajmuje się promowaniem firmy na rożnych wydarzeniach sportowych i kulturowych. Dziewczyny (bo tylko one są brane pod uwagę) śmigają wtedy na sesje zdjęciowe, wręczenia pucharów, czy otwieranie konkursów gdziekolwiek w świecie. Przyjęcia do business promotions odbywają się z polecenia menadżera, przy dobrych ogólnych wynikach i osiągnięciach na lotach. Zostałam polecona, fajnie, jakby coś z tego niebawem wyszło


W skrócie podsumowanie sześciu miesięcy:
  • 68 lotów
  • 1 airport standby
  • 1 deadhead
  • odwiedzenie wielu starych znajomych przy okazji lotów
  • turonarounds: Indie, Liban, Pakistan, Turcja, Grecja, Kuwejt
  • layovers: Singapur, Szwajcaria, Australia, Niemcy, Włochy, Tajlandia, Anglia, Hong Kong, Ghana, Wybrzeże Kości Słoniowej, Indonezja, RPA
  • około 440 nowo poznanych członków załogi
  • list uznania do menadżera od jednego seniora
  • kilka pozytywnych komentarzy od pasażerów
  • wstawanie na lot o każdej porze dnia i nocy
  • jedne tygodniowe wakacje w Durham
  • kilka mniejszych wypadków medycznych na lotach – poparzenia, osłabnięcia
  • jednorazowe użycie sił policji do usunięcia pasażera z pokładu
  • mnóstwo turbulencji...

… oby tych było jak najmniej w pracy i życiu osobistym





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...