22 stycznia 2014

Wszystko ma swoją cenę

Nowy system do zamiany lotów jest rewelacyjny! Każdy wystawia swoje propozycje i z łatwością można przebierać w ofertach. Czasem ktoś potrzebuje, na przykład, Rzym zamiast Frankfurtu, bo ma tam rodzinę. Są osoby, które chcą więcej godzin, więc oddają swoje dni wolne za krótkie loty. Niektórzy są tak zdesperowani, ze oferują pieniądze za zamianę. Najdroższy dzień wolny, o którym słyszałam, kosztował dwieście funtów... akurat na waciki

Ja też już mam pierwszą zamianę za sobą – Newcastle bejbi!! Miałam Wenecję, której o dziwo nikt nie chciał. Jedna dziewczyna oferowała mi w zamian Dusseldorf, jak mi przecież zależało na locie do domu (heloł). Udało się ostatecznie. Jutro rano NCL, a w nocy dopiero wróciłam z Istambułu. Dzień wcześniej byłam w Mumbaju. Te dwie nazwy od razu sugerują, że mój organizm jedzie na oparach!! Indie, mimo, że są krótkim lotem, bo zaledwie trzy godziny w jedna stronę, są dość specyficzne. Podobno bilet z Dubaju do Mumbaju jest droższy niż do Londynu, więc wiadomo, że pasażerowie będą bardziej wymagać – klient płaci, klient ma i tym samymnie zwraca uwagi na kurtuazję. Do Mumbaju było spokojnie. Pewnie dlatego, że wypoczęci postawiliśmy stopę na pokładzie, a pasażerowie zwykle mają już za sobą jakiś długi lot ze Stanów Zjednoczonych, czy Europy. Wszystko czego pragną, to spać i znaleźć się w domu. Lot powrotny to zupełnie inna historia! Istny sajgon. Część ludzi podróżuje pierwszy raz – nie nie nie, nie szukajcie usprawiedliwienia! Bo z własnego doświadczenia wiem, że jak ktoś nie ma pojęcia o rzeczy, to siedzi pokornie i czeka na instrukcje albo obserwuje innych. W tym przypadku jest jakoś inaczej. Obsługuję pasażera, a następny w rzędzie za nim już się drze, że kawy jeszcze nie dostał – luz, będę tam za minutę, wytrzymasz Schylam się, wkładam tacę do wózka, ktoś mi do buzi kolejną wkłada – no chwila, przecież zębami niczego nie załatwię Podaję komuś koc, bo dyskretnie poprosił, pięć ludzi dookoła też chce, a po lądowaniu okazuje się, że ich nawet z opakowania nie wyciągnęli – rany, nie potrzebujesz, nie zawracaj głowy … Pełny serwis zajmuje około dwóch godzin, do tego trzeba doliczyć trzydzieści minut na przygotowanie kabiny do lądowania i kolejne tyle na zorganizowanie rzeczy do serwisu. Lot ma niecałe trzy godziny, a w tym trzeba jeszcze zmieścić milion zachcianek (czasem tak bzdurnych jak pytanie o pilnik do paznokci ??????)

Po takim locie człowiek wraca do domu, nie znając swojego imienia. Dobrze, że kierowcy naszych firmowych busików nas w miarę rozróżniają i obudzą tych, którzy powinni wysiąść. Istambuł jest czymś podobnym do Indii za wyjątkiem tego, że lot ma pięć godzin. Nikt nie chce pracować na tej trasie, bo mimo tak długiego lotu w jedną stronę, nie zostajemy na noc. Trzeba wracać drugie tyle do Dubaju. Tak więc doliczając cztery godziny przed odlotem na dojazd do centrali, briefing, przygotowania na pokładzie, godzinę w Istambule na pokładzie i dwie godziny po przylocie, dzień pracy ma więcej niż siedemnaście godzin. Czasem trzeba też wziąć pod uwagę opóźnienia (jak w przypadku Mumbaju), czy krążenie nad Dubajem w oczekiwaniu na miejsce do lądowania (jak w przypadku Istambułu). Wróciłam o trzeciej nad ranem do domu i myślałam, że wyzionę ducha. Jeszcze jakimś sposobem, trafiła mi się wczoraj obsługa galley. Przeważnie pozycję tą dostaje najbardziej doświadczony z ekonomicznej klasy. Wczoraj nikt się na nią nie chciał pisać – oczywiście, bo lot był pełny i szalenie długi. Trafiło się mnie, najmłodszej Był to mój pierwszy raz odkąd zaczęłam latać we wrześniu. Jak widziałam problemy z jakimi borykają się ci, co obsługują galley, stwierdziłam, że wolę być w kabinie z moimi pasażerami. Na wczorajszym locie, odmieniło mi się życie! Odnalazłam swoje miejsce na pokładzie, ha! Było ciężko, mało czasu, dużo przygotowań i pomagania załodze, ale dałam radę i na szczęście nie musiałam stawiać czoła temu, co się działo w kabinie. Sajgon razy tysiąc. Po opuszczeniu pokładu każdy z nas wyglądał jak staranowany przez walec. Seryjnie!

Czasem nie ma siły na szczery, sorrki!


Ale rozumiem, to była cena do zapłacenia za Newcastle, na który muszę wstać za sześć godzin  

W drodze powrotnej zabieram mojego mężczyznę, a parę dni później dolatują nasi znajomi z Londynu. Kanapa już się cieszy


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...