Duty Free nie takie stress free

lutego 09, 2014

Już wiecie, że byłam na długim, sześciodniowym tripie z Sydney i Auckland. Przed każdym lotem Purser wysyła maila do operującej załogi z ważnymi tematami dotyczącymi bezpieczeństwa i serwisu. Dodatkowo na Airbusie 380 dostajemy informacje odnośnie naszych pozycji na pokładzie. Przy 24-osobowej załodze podczas 15 minut briefingu ciężko jest ustalić kto, gdzie siedzi i za co jest odpowiedzialny.

Otworzyłam maila i zdębiałam – ML4, znienawidzone Duty Free. Do diaska! Dopadło i mnie w końcu. Odkąd zaczęłam latać dla tej firmy, nie byłam jeszcze odpowiedzialna za sprzedaż na pokładzie. W końcu na A380 byłam tylko dwa razy! Latam głownie na Boeingu 777, a tam duty free robi tylko załoga z biznes klasy. Żeby było ciekawiej, bawię się perfumami na wszystkich czterech sektorach. Jest to nienormalne, bo pozycje przeważnie się zamienia na każdym locie, po to, żeby podział obowiązków był sprawiedliwy. Decyzja Purserki pewnie opierała się o fakt, że ja i Julia jesteśmy najbardziej doświadczone w ekonomicznej klasie na tym tripie. Co znowu, do diaska, jest pojęciem względnym! Mimo, że latam dłużej od pozostałych, z A380 mam mało wspólnego.

Teoretyczna wiedza dotycząca duty free, którą nam przekazano na szkoleniu niewiele mi dała, szczerze powiedziawszy. Człowiek łatwiej pojmuje rzeczy, kiedy sam doświadcza ich w rzeczywistości. Tak więc miałam milion pytań do Julii i pozostałych, którzy byli bardziej obeznani z procedurą sprzedaży na pokładzie. Co mnie przerażało, to przede wszystkim duża odpowiedzialność za pieniądze, do tego zgubione, albo zniszczone produkty i przeliczenia walutowe, plus cała konieczna dokumentacja przed, w czasie i po locie, posługiwanie się podręcznym komputerem i znajomość towaru (czym nigdy wcześniej się nie interesowałam z jakiegoś powodu). Sprzedaż kosmetyków i interakcja z pasażerami to z kolei czysta przyjemność 😉

Po wejściu na pokład, sprawdzamy czy produkty są dostępne i czy poza nimi nie ma w wózku niczego innego, niepożądanego... 😉 Po serwisie, otwieramy sprzedaż. Trzeba się upewnić, że zawartość wózków zgadza się z inwentarzem. Wszelkie braki należy zgłosić, by uniknąć nieprzyjemności związanych z mniejszą wypłatą. Przed lądowaniem, zamykamy wózki, drukujemy podsumowanie sprzedaży, inwentarz końcowy – dokumentacja potrzebna dla kasjera w bazie. 



Dubaj – Sydney Prawie łatwizna. Po sprawdzeniu dostępności wózków z artykułami, okazało się, że nie mamy podręcznych komputerów i wszystko trzeba będzie przeliczać manualnie. Spoko, jakoś damy radę. Słyszałam, że jest to bardzo czasochłonne, ale skoro opanuję to teraz na długim locie, wszystko inne będzie łatwizną. Przez trzynaście godzin sprzedałam tylko jeden długopis. Jest lepiej niż myslałam! Zaczynam przynajmniej łapać na czym to wszystko polega 😜


Sydney – Auckland Niemiła niespodzianka. Lot trwał 2 godziny i 45 minut, pasażerów było 390. W połowie serwisu zostałam zwolniona, żeby sprawdzić inwentarz. Z każdą kolejną wyciągniętą szufladką odkrywam, że produktów mam mniej, niż powinnam. Grr!!! Teraz muszę sprawdzić jeden po drugim, żeby zgłosić brakujące kody i uniknąć kary finansowej. Stres wziął górę. Już później sama nie wiedziałam, czy to zbieg okoliczności, że tyle rzeczy brakuje, czy robię coś niestety źle, a do lądowania zostają minuty. Nie dałam rady nawet wyjść do kabiny ze sprzedażą. Gdyby każdy z nas robił swoją pracę w sposób, w który powinna być wykonana, wszystko byłoby łatwiejsze dla kolejnej osoby. Szkoda, że wcześniejsza załoga nie przyłożyła się porządniej do swojego zadania. Choć z drugiej strony, może osoba, która ostatnia miała do czynienia z tym wózkiem też była nowa (i do tego mniej kumata). Nabieram zrozumienia.

Auckland – Sydney Tragedia. Julia poparzyła się przed serwisem i nie pracuje na locie. W ekonomicznej i biznes klasie mamy po dwie osoby odpowiedzialne za sprzedaż. Każda z nich pracuje na jednej stronie pokładu. Julia wraca jako pasażer, więc muszę zrobić sprzedaż w całej klasie ekonomicznej. Otwieram wózek... jest podręczny komputer. Do diaska!! Teraz?? Kiedy mentalnie jestem przygotowana na manualną sprzedaż? Znowu milion pytań przy otwieraniu systemu, inwentarzu, drukowaniu, itd. A jak na złość wszystkim się podoba nowy magazyn. Nowy magazyn??!! To znaczy nowe produkty, o których już w ogóle nie mam pojęcia. No nieeee!!! I znowu tylko trzy godziny lotu... Przepraszam tych, do których nie dotarłam, albo którym obiecałam pokazać produkt, o który pytali i nigdy nie wróciłam, ale fizycznie nie dałam rady być wszędzie. Musiałam wybrać i obsłużyłam tylko tych pasażerów, którzy chcieli kupić więcej niż dwa produkty. Po lądowaniu, kiedy wszyscy opuszczali pokład, byłam jeszcze w kamizelce do serwisu, wypełniając ostatnie dokumenty. Masakra!! W Sydney natomiast szukałam kantoru, żeby wymienić dolary nowozelandzkie na dirhamy. Okazało się, że nie przyjmujemy tej waluty, a nie miałam serca odmówić pasażerce perfum 😉

Sydney – Dubaj Nic mnie już nie ruszy. Na dłuższym locie oczywiście jest mniej stresu związanego ze sprzedażą. Mamy więcej czasu na obsługę pasażerów i papierkową robotę. Razem z Julią zostałyśmy wysłane na pierwszy odpoczynek zaraz po serwisie. Wtedy, kiedy ludzie są obudzeni i można by sprzedać wiele rzeczy. No cóż, nie ja decyduję. Przez cały lot wszyscy spali, godzinę przed lądowaniem sprzedałam tylko jeden długopis... ten sam, który sprzedałam z Dubaju do Sydney. Hmmm...chyba zacznę go polecać na moich przyszłych lotach 😀

W Dubaju po wylądowaniu odpowiedzialni za duty free muszą zwrócić wszystko do kasjera. Kolejne pół godziny wypełniania dokumentów dla mnie i Julii...

Było wiecznie stresująco i zaskakująco, ale co cię nie zabije, to cię wzmocni podobno 😉Chyba nawet zaczęłam lubić to znienawidzone duty free. W końcu bierzemy dla siebie 10% prowizji, to zawsze dodatkowa kasa na waciki 😂

Przeczytaj również

6 komentarze

  1. Próba wysłania komentarza (czy to musi być takie skomplikowane by wysłać komentarz)częściej bym tu coś napisała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję nad tym... chyba to moja wina, bo kiedys coś pozmieniałam w ustawieniach

      Usuń
  2. Gratulacje.Coś czuję że tę sprzedaż pokładową pokochasz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Kwestia opanowania tego całego systemu :) Dzięki

      Usuń
  3. Warto to pokochać, lżej będzie i słoneczko zaświeci.fater

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fater, słoneczko świeci mimo wszystko :D :D :D :D :D

      Usuń

Archiwum

Obserwuj bloga