Fascynatka krótkich lotów

lutego 20, 2014

Dziewczyny o prostych włosach, chcą kręcone, te z kręconymi z kolei chcą proste; osoby wysokie wolałyby nie wyróżniać się w tłumie, te niskie chciałyby dodatkowe parę centymetrów; mieszkańcy mokrej Anglii marzą o domku letniskowym w Hiszpanii, w arabskich krajach modlą się o deszcz. Bywa tak, że chcemy tego, czego nie mamy lub nie doświadczamy, prawda? 😉

W pierwszej linii lotniczej, dla której pracowałam, krótkie tripy po Europie były zdecydowanie dużym wyzwaniem. Dość powszechne 45-minutowe loty, gdzie nieraz zmuszeni byliśmy zakończyć serwis w połowie kabiny, były powodem wielu skarg i niezadowolenia pasażerów, co z czasem zaczęło mi wychodzić bokiem. Chciałam spędzać więcej czasu na pokładzie nie tylko serwując kanapki, ale też poznając ludzi i ich osobiste historie. Zmieniło się to w kolejnej firmie. Przez następne pięć lat pracowałam tylko na długich trasach, gdzie lot nie trwał krócej niż dziesięć godzin. Marzyły mi się wtedy powroty do domu jeszcze tego samego dnia, spanie we własnym łóżku i dni bez jetlaga.

Czy w końcu trafiłam tam, gdzie chciałam? Zdecydowanie tak. Obecna firma wysyła nas zarówno na krótkie jak i długie loty, co daje świetne urozmaicenie. Zdaję sobie sprawę, że przez dłuższy czas robiłam długie loty, kiedy jadę na lotnisko tylko z podręcznym bagażem i ciągle mam uczucie, jakbym czegoś zapomniała😉 Normalnym jest wśród załogi rezygnowanie z turnaroundów pod pretekstem wyimaginowanej choroby. Nie dla mnie! 😜 I tylko dlatego, że chce mi się wychodzić z łóżka na 45-minutowy lot, jestem postrzegana za dziwoląga.


Krótkie loty

Są dość specyficzne. Bywają ciężkie, otwierają oczy na wiele aspektów społecznych, budują charakter, a jednocześnie wzbudzają w nas najgorsze emocje, frustracje i gaszą wiarę w człowieczeństwo. Niektóre loty, jak na przykład Turcja czy Grecja, trwają około pięciu godzin w jedną stronę i niestety ciągle są tylko turnaroundem. Taki trip to bite dziesięć godzin chodzenia. Pracujemy do momentu, aż się skończy całe whisky w barze i wszystkie filiżanki na pokładzie. Zwłaszcza na tureckim locie, 380 ludzi non stop prosi o kawę lub herbatę.

Arabia Saudyjska

To kolejne wyzwanie. Większość pasażerów udaje się na pielgrzymkę do Mekki. Na takim locie poza barierą językową, pojawiają się utrudnienia związane z religijnymi aspektami przygotowań do podróży (na pewnym etapie lotu, mężczyźni przebierają się w uroczyste szaty, nie ma z nimi żadnego kontaktu i nie można ich dotykać) oraz odwieczny problem nadbagażu, którym w drodze powrotnej jest zam zam, woda ze świętego źródła w Mekce.

Indie

Do których lecimy jakieś dwie do czterech godzin, w zależności od destynacji, wyróżniają się zmęczonymi pasażerami, ryczącymi dzieciakami i wiecznymi zażaleniami czy to związanymi z serwisem, czy jakimś ogólnym widzimisię. To są głównie ludzie, którzy mieszkają w USA albo Europie i wracają w odwiedziny do rodziny. Ich przekształcona mentalność nieraz odzwierciedla się w pogardliwym nastawieniu do załogi. Na szczęście istnieją wyjątki!

Pakistan

Z jakiegoś powodu siedzi głęboko w moim sercu. To ponowne wyzwania związane z brakiem czasu na pełny serwis, ciężkie bagaże i ogólnie „syf, kiła i mogiła”. Robię jednak te loty tak często, że zaczynam pojmować system. Większość pasażerów stanowi tanią siłę roboczą w Dubaju. Ich bilety są często kupowane przez jakiegoś szefa, a sami stawiają stopę na pokładzie po raz pierwszy. Są analfabetami i nie wiedzą, gdzie są ich siedzenia, jak umieścić bagaż, więc pomoc przy boardingu jest jak najbardziej od nas wymagana. Długo mi zajęło zanim to pojęłam. Przez kilka miesięcy wkurzałam się, że nikt nie siada na swoim siedzeniu i mam zamieszanie w kabinie, aż w końcu pewnego dnia zaświeciła się ta żarówa nad moją głową. Podczas serwisu przeważnie boją się odezwać, bo nie wiedzą, czy to za darmo, czy trzeba płacić, a poza tym większość produktów jest poza ich zasięgiem w ojczystym kraju. Zespół sprzątaczy, który wchodzi na pokład podczas naszego postoju, zawsze uderza mnie swoją pokorą i skromnością. Starają się doprowadzić cały samolot do porządku w jakieś pięć minut, nie wchodząc nam przy tym w drogę. Entuzjastycznie nas witają, ale też ze spuszczonymi głowami, unikając często kontaktu wzrokowego (ta nasza czerwona szminka musi ich onieśmielać! 😀). Zawsze staram się położyć gdzieś w widocznym miejscu, w galley jakieś batony, czy kanapki, które są dla załogi, ale niestety wyrzucane po locie, bo nikt ich nie chce tknąć nawet palcem. Aż mnie serducho ściska, kiedy widzę, jak w pośpiechu i stresie zgarniają wafelki dla swoich pociech.

Bangladesz

Ma podobny profil pasażerów. Nie wiedzą gdzie usiąść, jak schować bagaż, jak poprosić o wodę, czy nawet jak skorzystać z toalety zamiast załatwiać swój biznes w kabinie (naprawdę się zdarza!), ale są przy tym pokorni i pełni uznania dla naszej pracy. Na tych lotach zawsze coś się dzieje. Moja psiapsióła zasługuje na „Star of the month” („Gwiazda miesiąca”, przyznawana załodze za wybitne zasługi). Na jednym z jej lotów do Bangladeszu, podczas przygotowania kabiny do lotu, zauważyła rzewnie płaczącą kobietę. Dzięki pomocy jednego z członków załogi, który rozmawiał w lokalnym języku, dowiedziała się, że owa kobieta jest właśnie deportowana. Jeszcze będąc w swoim kraju wysłała wszystkie oszczędności firmie, która miała zadbać o jej wizę, nową pracę i mieszkanie w Dubaju. Po przylocie okazało się, że to była jedna wielka ściema. Nie ma niczego, włącznie z pieniędzmi. Uderzona sytuacją psiapsióła zaproponowała swoje sto dirhamów, aby pomóc kobiecie przeżyć przynajmniej kilka dni po powrocie do Bangladeszu. W ślad za nią poszła reszta załogi i nawet kilku pasażerów. Ostatecznie uzbierali prawie dwa tysiące dirhamów, co podobno bez problemu wystarczy jej na kilka miesięcy!!! Płakałam, jak mi opowiadała tą historię...


List, uzbierane pieniądze i czekoladki na osłodzenie życia

I dlatego właśnie kocham krótkie loty! Mamy tylko kilka godzin, aby odmienić czyjeś życie 😍

Przeczytaj również

4 komentarze

  1. Życzę sukcesów,dużo sił.Masz tak Wielkie Serce,że na pewno odmienisz jeszcze nie jedno ludzkie serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo :) więcej sił na pewno mi potrzeba w marcu, coś czuję, żę zapłacę za kochaną Australię milionem turnaroundów, haha :D pozdrawiam!

      Usuń
  2. Agnieszko, zmieniasz świat przez każde spojrzenie, uśmiech, gest i słowo ...
    Życzę Ci, aby to Twoje 'inwestowanie' w poszanowania każdego człowieka, przynosiło Ci doświadczenie wzajemności .
    Dzięki za bloga.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum

Obserwuj bloga