Wdzięczni pielgrzymi

maja 23, 2014

Loty do Jeddah (po polsku podobno Dżudda, hę???) w Arabii Saudyjskiej mają bardzo złą opinię. Pasażerowie przede wszystkim robią zamieszanie przy wchodzeniu na pokład, siadając na przypadkowych miejscach i taszcząc olbrzymi bagaż, którego umieszczenie w niewielkim schowku graniczy z cudem (ktoś kiedyś stwierdził, że musimy być dobrzy w puzzle 😂). Podczas lotu to z kolei milion próśb o wodę, koc, długopis, wykałaczkę, a do toalety lepiej nie wchodzić.

Miałam okazję zrobić ten lot tylko raz, kilka miesięcy temu i co lepsze na Boeingu, gdzie pasażerów jest około trzystu. Dziś musiałam stawić czoła ponad czterystu na ukochanym Airbusie A380.

- Co powiecie o tym locie? - zapytał purser podczas briefingu doświadczoną część załogi, kilku z nas nie miało niestety jeszcze tej przyjemności
- To piekło - konkretne podsumowanie bez zastanowienia

Zarąbiście! Spałam tylko kilka godzin, bo to kolejny lot o śmiesznej godzinie 3:00 w nocy. Na te loty nigdy nie mam wystarczająco energii. No i przede mną mega wyzwanie. Dobrze, że trasa Dubaj – Jeddah to zaledwie dwie i pół godziny 😉 Poza tym zaczynając od pursera, przez seniorów i załogę w biznes klasie, aż do ekonomicznej, wszyscy byli mega sympatyczni, a to duży plus na lotach. 

Tak często się powtarza przy briefingach – jeśli pierwsze wrażenie będzie dobre, wszystko nam ujdzie na sucho podczas lotu... zimna kawa, zepsuty ekranik, brak kurczaka. Przylepiłam banana, włączyłam pozytywny bieg. Z każdą kolejną osobą przechodząca i oddającą szczery uśmiech, chce mi się coraz więcej. Dom wariatów ktoś by pomyślał. Trzecia rano, a my jedziemy z żartami jak nakręceni. Nawet mnie nie drażni fakt, że kiedy jedna osoba prosi o koc, za nią kolejne pięćdziesiąt pyta o to samo – oczywiście jeden pasażer po drugim, więc chodzę tam i z powrotem. Jak to jest, że z kolei przy serwowaniu drinków z baru, wszyscy do mnie mówią w tym samym czasie (?!)

Większość pasażerów udaje się na pielgrzymkę do Mekki, umrah. Nie wiem, czy to tylko ja jestem jakaś taka uduchowiona wśród załogi, ale na pokładzie panuje pewien rodzaj zadumy. Mimo iż islam jest mi totalnie obcy i w żaden sposób mnie nie interesuje, czuję jakąś jedność z moimi pielgrzymami. Lot powrotny jest zdecydowanie weselszy. Wszyscy dookoła szczerzą zęby – wyobraźcie sobie takie małe, pomarszczone babcinki z Indonezji, bo to stąd głównie gościmy pasażerów na tej trasie. Rozmawiają między sobą piskliwymi głosikami i chichoczą pod nosem, rozkoszując się herbatą z mlekiem. Cała grupa nosi tą samą kamizelkę z logo firmy, ich lokalnego organizatora (ahh, jak słodko!😍) Przy wychodzeniu każdy znowu odwzajemnia uśmiech, a babcinki podchodzą, żeby uścisnąć każdej z nas dłoń.

Lot z piekła rodem???

Tak wyglądają nasi pasażerowie - Indonezyjska grupa w Mekce (źródło: Internet)

A może to po prostu aura nadchodzących wakacji? Tym razem uderzamy na Lazurowe Wybrzeże rozpocząć trzecią dekadę mojego życia. Dziękuję 🙏

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga