07 sierpnia 2014

Głęboki wdech...


Myślałam, że nic mnie już nie złamie na tym świecie! A jednak kilka minut temu siedziałam w kącie i ryczałam jak małe dziecko. To zapewne efekt mieszanki emocjonalnej z ostatnich kilku dni, połączonej ze zmęczeniem i stresem, bo poza tym wszystko gra, ciągle jestem fizycznie sprawna

Weekend, poprzedzający wyjazd, spędziłam w gronie najlepszych londyńskich znajomych, kolejne kilka dni już tylko w domu, w towarzystwie mojego mężczyzny (ach, gdybym tak mogła się teraz przenieść w czasie, pozwoliłabym mu zabrudzić tą kuchnię smarem do roweru!). Rozstanie na lotnisku nie było przyjemne. Przede wszystkim dlatego, że miałam za ciężki bagaż i musiałam zostawić większość butów i bransoletek No tak, i też dlatego, że praktycznie nie lubię pożegnań. Choć tak naprawdę staram się je ignorować. Każdy jest we mnie obecny od momentu poznania, a przy współczesnej technologii, niewybaczalnym jest zapomnienie.

Lot przez Dubaj do Bahrajnu moją ex-firmą. Wygląda na to, że to najlepsza trasa z północnej Anglii, a że będzie przeze mnie dość często uczęszczaną, postanowiłam zostać członkiem programu Skywards! Hahahahha, kto by pomyślał! Fajnie jest czasem stanąć po drugiej stronie, czyż nie? W Bahrajnie wszystko było już dla mnie zorganizowane, od transportu z lotniska, poprzez rezerwację hotelu do spotkania w sprawie saudyjskiej wizy.

Przyjdź odebrać swój paszport w niedzielę”. Zdębiałam na tą wiadomość, bo to znaczy, że zostanę tu cztery dni dłużej, niż powinnam. Rezerwację mam tylko na jeszcze jedną noc. Hmmmm... po wymianie kilku e-maili z firmą, mój pobyt został przedłożony. W niedzielę przyjedzie po mnie kierowca, odbiorę paszport, po czym wyruszymy prosto do Arabii Saudyjskiej. Super! Mam tutaj znajomego, z którym dawno się nie widziałam. Organizujemy spotkanie na piątek. Też pracuje dla prywatnych linii, więc wyciągnę z niego ile się da na temat tego środowiska, a przy okazji może zaliczymy jakiś bar, bo mam ochotę na drina jak nigdy!

Manama nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Kolejne arabskie miasto z milionem meczetów, piaskiem, niewiarygodnym upałem i ubogim angielskim. Z tego, co zaobserwowałam, jest całkiem otwarte na turystów i kulturę wschodnią. Podobnie jak Dubaj, w którym spędziłam cały zeszły rok. Zdecydowanie mogłabym sobie wyobrazić mieszkanie tutaj, choć po Emiratach, Bliski Wschód będę przyjmować teraz tylko w minimalnych dawkach System ośmiu tygodni pracy i czterech wolnego, który mi zaoferowano, brzmi bardzo zachęcająco. Już w krótce się przekonam, czy w praktyce też jest tak atrakcyjny.

Jakoś ciężko jest mi się zebrać z łóżka następnego dnia. Zmuszam się do zejścia na śniadanie, ale zasypiam zaraz po powrocie do pokoju. Ostatecznie udaje mi się wyjść z hotelu kilka godzin później, żeby zwiedzić przynajmniej najsłynniejszy w kraju meczet. Taksówkarz wyrzuca mnie pod samymi drzwiami. „Mam poczekać?”, pyta. „Nie, dziękuję”, zbywam go, przecież zajmie mi to trochę czasu, poza tym później chciałabym pojechać zobaczyć starą twierdzę obronną. On odjeżdża, a w torbie dzwoni telefon, moja nowa firma? „ Dzień dobry, chcę tylko panią poinformować, że pani kierowca jest w drodze do hotelu. Pojedzie on z panią odebrać paszport, który jest już gotowy, a później przywiezie do naszej bazy. Proszę zabrać ze sobą wszystkie rzeczy”...

Do diaska!!!! Zrobiłam dosłownie jedno zdjęcie, jestem na totalnym odludziu, mam do spakowania bagaż i koleś jest w drodze???!!! Złapałam taksówkę za bramami meczetu. O dziwo było łatwiej, niż się spodziewałam. Obserwowałam wcześniej ulice i nigdzie ich nie widziałam. To nie to, co Dubaj, gdzie walczą o klientów. Ktoś zesłał mi ten samochód... dziękuję! Tak sobie potem myślę, że może to próba? W końcu na tym polegają prywatne. Wszystko jest niespodziewane i dzieje się w ostatniej chwili. Jakby nie było, zdałam ją. Za to kierowca dał ciała, bo czekałam na recepcji hotelu prawie dwie godziny. Dobrze, że był z Indii i mało mówił po angielsku, nie opłacało się wdawać w dyskusję Trasa z Bahrajnu do Arabii Saudyjskiej prowadzi przez 25-kilometrowy most, który jest jednym z najdłuższych, łączących dwa kraje. Został oddany do użytku w listopadzie 1986 roku. Hej Brat, kilka dni przed Twoim urodzeniem

Ale jazda! Między granicami mega korki, samochody wręcz się o siebie ocierają, mój kierowca manewruje jak się da, ja się pocę pod abają (choć zaczynam lubić ten czarny kawał materiału), a w radio zapodaje reggae. Co ja mam myśleć? Jadę z nieznanym w nieznane...

Dom jest pusty, dziewczyny podobno jutro wracają. Rano mam transport do supermarketu. Muszę zakładać abaję?


Jedyne zdjęcie z Bahrajnu



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...