09 sierpnia 2014

Saudyjskie początki

Wczorajsza, ponad dwugodzinna sesja na Skype z moją menadżerką, która przebywa obecnie poza bazą, totalnie odmieniła moje nastawienie do tego miejsca. Przepraszała za bardzo podstawowe warunki, jakie tu zastałam. Ona zawsze zadba o to, żeby lodówka była pełna, pokój odświeżony i było się czym umyć pod prysznicem. Podobno jak sama nie dopilnuje, to ciężko na coś liczyć ze strony męskiej, zresztą arabskiej, części firmy. Przeprosiny przyjęte!

Możesz iść zobaczyć willę naprzeciwko. Jest otwarta, bo nikt tam nie mieszka. Jak ci się podoba, to się przeprowadź”... No nie wiem. Domek okazał się zajęty i jeśli mieszkaniec się nie wyprowadzi do kilku dni, to jakoś będę musiała go... zabić! Mowa tu o potężnym karaluchu, na którego widok wyleciałam z domku, jak z procy. Dziś chciałam mu stawić czoła, ale trauma nie pozwoliła mi wejść na piętro... Może z czasem się okaże co i jak. W sumie tu, gdzie teraz mieszkam, nie jest tak źle. Mam kontakt ze światem przez internet i w końcu się dowiedziałam z CNN, co w trawie piszczy. Problem jedynie jest w tym, że jest nas tutaj trzy (jeszcze współlokatorek nie widziałam), a tam byłabym tylko ja i dziewczyna, którą właściwie poznałam na rozmowie kwalifikacyjnej, przyjeżdża do KSA (Kingdom of Saudi Arabia) za kilka dni.

I zrobiłam pierwsze zakupy!!! Miałam dylemat, jeśli chodzi o zakładanie abaji, robienie zdjęć i zachowanie w miejscu publicznym. Unikanie kontaktu wzrokowego z męską częścią populacji przychodzi mi z łatwością. Udoskonaliłam to z wiekiem. Zwykle taka akcja ściągała mi na głowę same problemy. Nie twierdzę, że tutaj nie można się patrzeć na mężczyzn. To tak czysto zapobiegawczo z mojej strony  Dostałam też namiary na naszego firmowego kierowcę, który cierpliwie mnie wczoraj znosił. Najpierw krążył, żeby znaleźć dla mnie dogodne wejście do centrum handlowego, później się siłował z ośmioma torbami. Muszę jeszcze popracować nad noszeniem abaji, bo coś mi to nie wychodzi. Chyba jednak kupiłam za długą... widzisz Monia! Przez większość czasu zjeżdżał mi szalik z głowy, mimo, że zbombardowałam go agrafkami, do tego się ślizgałam (dobrze, że wózek mnie wspierał). Najgorzej było, jak mijałam miłego pana. Jednocześnie nadepnęłam na materiał i chciałam się wyprostować. Skończyło się na dziwnym odruchu, akurat jak mnie mijał. Na koniec dnia przejechałam po sobie wózkiem i mam siwy ślad jednokołowy, biegnący jakoś tak wzdłuż prawej łydki. Większość kobiet miała pewnie ze mnie ubaw.

Druga noc już też minęła lepiej. Chyba przede wszystkim dlatego, że byłam przemęczona, ale też znalazłam taktykę na to, jak się nie dusić bez włączonej klimatyzacji. Budziłam się tylko co jakiś czas, kiedy moje sny atakował sąsiad z naprzeciwka, brrrrrrrr

A co jeśli chodzi o pracę? Czekam Mam dostać na dniach mój pakiet startowy z wszystkimi danymi i telefonem służbowym. Być może jutro mnie już wyślą do Paryża, żeby poznać część załogi i obeznać się z samolotem. Jest to jeszcze informacja niepotwierdzona. Pozostało mi nastawić się na telefon w ostatniej chwili i szybkie pakowanie  


Na dobry początkek dnia...


... który spędziłam na studiowaniu przepisów firmy




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...