W końcu opuszczam mury

sierpnia 13, 2014

Minął równy tydzień odkąd jestem w Arabii Saudyjskiej. Co się działo przez ten tydzień? Duże, wyrzeźbione w drewnie z kwiecistymi ozdobami NIC 😜

Dziś rano, w końcu, dostałam wiadomość, na którą czekałam od dłuższego czasu... moja włoska znajoma z rozmowy kwalifikacyjnej dojechała. Jupi!


Whatsapp...

Ja: Gdzie jesteś?

Ona: Willa 7

Ja: Szitens! Już wpadam, nie ruszaj się...


Dali ją do domku, na którego ogarnięcie czekałam od tygodnia. Dobra, pomijam fakt, że zajęła mój pokój, ale miejsce wciąż nie nadaje się do życia. Zdechłe ciałka poprzednich lokatorów nie tylko we mnie wzbudzały odruch wymiotny, Bambina przeżyła szok, haha! Dobra. Trzeba wziąć sprawy w takim razie w swoje ręce, skoro na nikogo w okolicy nie można liczyć.

Zanim jednak wzięłyśmy się za odkurzanie każdej dziury w domu i szorowanie każdej podejrzanej plamy, miałam krótkie spotkanie z członkiem firmy. W końcu podpisałam kontrakt i dostałam służbowy telefon. Menu ustawione w języku arabskim i bateria siada - pobawię się nim potem. Przede mną właśnie akcja składania życia w całość, nareszcie wiem, gdzie będę mieszkać.

W trakcie doprowadzania domu do stanu jakiegoś prowizorycznego porządku, lista rzeczy niezbędnych, znacznie się wydłużyła. Stwierdziłyśmy, że wycieczka do szwedzkiego sklepu ze stołkami, będzie dla nas prawdziwym wybawieniem. Fajnie było spędzić razem te kilka godzin. Dla mnie to mega ulga, po tygodniu samotni i rozmawiania z własnym odbiciem w lustrze, szybie, telewizorze, kubku herbaty, itp. Poza tym nie jestem jedyna, która próbuje opanować sztukę chodzenia w czarnej sukience 😉Wyglądałyśmy przekomicznie poprawiając wiecznie okrycie głowy i potykając się o własna szmatkę. Bambina stwierdziła, że w tym można jedynie wyjść na kawę, gdzie kobieta siada i rusza tylko ręką, hahaha! Dobra, dajcie nam trochę czasu i przestaniemy się rzucać w oczy 🙈 Obładowane nowymi zdobyczami, bez których oczywiście egzystencja jest niemożliwa, dołączyłyśmy do kolejki przy kasie. Po dwudziestu minutach czekania stanowiska zostały zamknięte... czas wieczornej modlitwy. Zmęczone, głodne.... no dobra, szacunek dla wiernych 🙊  Sprawdzam odruchowo mój telefon...

„ Jeśli mogłabym cię prosić tylko o sprawdzenie maila i potwierdzenie, że jesteś świadoma nocnego lotu do Paryża. Próbowałam dzwonić na twój telefon, chyba jest wyłączony" - wiadomość od menadżerki. Myślę, że można się śmiać podczas gdy reszta kraju się modli. Hmmm... raczej można, skoro mnie nie zgarnęli za ten paniczny ryk. Do diaska! Bahrajn mnie niczego nie nauczył! Cztery godziny na powrót, przeprowadzkę, spakowanie i przygotowanie do wyjazdu (na czas bliżej nieokreślony). Ja nie dałabym rady? 😝

Zostałam zatem wysłana do Paryża (przez Turcję), gdzie mam dołączyć do załogi na A320. Nowy samolot, zdecydowanie inny serwis, nowa przygoda, nowe wyzwania. Z jakiejś przyczyny czuję się, jakbym wyjeżdżała po całym roku siedzenia tutaj! Już z góry pozdrawiam paryskich znajomych. Nie wiem, na jak długo tam będę i czy w ogóle będę mieć czas dla siebie, więc od razu przepraszam za brak kontaktu.

Ok, kończę, bo siedzę na lotnisku w Dammam i załamuję ręce nad ich angielskim. Chyba mi zmienili bramkę............... 

Nocna podróż przez Arabię Saudyjską (o 2:00 lot do Istambułu)



Zwyczajnie na lotnisku w Dammam

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga