Babiniec

września 17, 2014

Po tygodniach przemieszczania się pomiędzy Francją, Arabią Saudyjską i Hiszpanią, z minimum odpoczynku, wylądowałam w końcu na oparach w Rijadzie. Prosiłam wcześniej w duchu o jakieś miejsce, gdzie będę mogła odpocząć i oto zesłano mnie na kilka dni do saudyjskiej stolicy. To miasto nie ma kompletnie nic wspólnego z Dżedda, w którym spędziliśmy już layover i które też zdążyłam lepiej poznać. Rijad jest bardziej rygorystyczny. Podczas śniadania w hotelu nie możemy nawet siadać przy tym samym stole, co piloci. Sauna, basen i siłownia są tylko i wyłącznie dla mężczyzn. OK, my też mamy taką małą, chociaż jest to raczej pokój hotelowy, w którym wstawiono bieżnię i rowerek. Lepszy rydz, niż nic! Zatem przymusowe czytanie książki, na którą nie miałam nigdy czasu, sesje Skype ze znajomymi i rodziną, która też już straciła świadomość tego, gdzie obecnie przebywam, plus niezliczone godziny snu. Nie mam nic przeciwko, aby zostać tu nawet przez tydzień! 😉 Tym bardziej, że przeniesiono nas dziś z typowo arabskiego hotelu do Marriotta, gdzie trochę powiewa światem zachodnim. SPA i basen niestety ciągle są tylko dla przeciwnej płci, co ustalone jest przez lokalne prawo. Pomyśleć, że na zachodzie Arabii Saudyjskiej zasady są bardziej człowiekowi przychylne. Nawet lokalni mówią o Dżedda jak o innym kraju. Trafiłam zatem w miejsce, o którym tyle mi mówiono 😳 Nie wychodzę z pokoju...


Dziecinada

W drodze do nowego hotelu zabraliśmy kolejną dziewczynę z załogi. Jupi!! Jestem w fimie już ponad miesiąc, a poznałam ich dopiero pięć (z trzydziestu). Barbie będzie zastępować Rumunkę, która wczoraj skończyła swój 90-dniowy okres próbny i pojechała do domu na cztery tygodnie wolnego, przysługujące nam po rotacji. Jedno co mogę powiedzieć........CHWAŁA CI PANIE!!!!! Bo ta mieszkanka kraju Drakuli miała ostro poryte pod sufitem! Z doświadczenia wiem, że nie warto się wdawać w żadne dyskusje, które dają okazję do niefortunnego ujawnienia powierzonych w tajemnicy informacji, zwłaszcza w babskim środowisku. Kiedyś raz palnęłam coś w dobrej wierze i straciłam przyjaźń na kilka lat. Dostałam tym sposobem lekcję, którą zapamiętałam do końca życia. Nauczyłam się zachowywać wiadomości dla siebie i szanować fakt, że ludzie mi ufają. 

Rumunka podpadła mi od pierwszego wejrzenia. Nie ukrywam, że początkowo w jakiś sposób czułam do niej sympatię (a może wymuszałam ją w sobie), zwłaszcza po tym, jak drugiego dnia pobytu w Paryżu, zaprosiła mnie do swojego pokoju na pogaduchy. Opowiedziała dużo o firmie i życiu w liniach prywatnych. Ostrzegła przed kilkoma osobami (tu mi podpadła bardziej, wręcz ją prosiłam, żeby zachowała imiona dla siebie). Poza tym pracowała kiedyś dla firmy Szejk I, której ofertę pracy początkowo przyjęłam. Tak, świat jest mały! Przekonałam się tylko, że dokonałam dobrego wyboru, bo dziewczyny u Szejka I dużo więcej latają za mniejsze wynagrodzenie. Ale wracając do Rumunki... Ma specyficzny sposób bycia. Co chwilę zmienia zdanie, ma humory, a wyraz twarzy i ton przyjmuje taki, jakby wieczne wszystkich winiła za coś. Dawno w życiu nie poznałam tak NIEPRZYJEMNEJ osoby. 

Dramat się zaczął, kiedy zapytałam główną, czy Rumunka taka jest z natury, czy może ma jakiś problem, albo jest na mnie o coś zła. Później na locie podbiega do mnie z rykiem: „ Co ja ci takiego zrobiłam???!! Czemu mówisz, że jestem złą osobą?!!”. Miała rozmowę z główną w sprawie swojego wyglądu i nastawienia do ludzi, które praktycznie było obserwacją nas wszystkich, a ten niski iloraz inteligencji zamiast przyjąć opinię na swój temat i zastanowić się nad własnym zachowaniem, zaczął obwiniać wszystkich dookoła. Tym sposobem wpadłam w jej sidła już na samym początku. Później było tylko gorzej. Przełykałam spokojnie każdą zniewagę z jej strony, zmianę humoru, fochy, miny i ton głosu. Starałam się być miła jak nigdy, mimo iż jej widok i wypowiadane zdania, wzbudzały we mnie nie tylko odruch wymiotny, ale i czystą niechęć. Walczyłam z tym. Miarka się przebrała, kiedy wylądowaliśmy w Anglii... Wiedziała, że czeka na mnie mój mężczyzna, a z racji, że nie czuła się dobrze od dwóch tygodni, postanowiła w końcu to zgłosić i wezwać lekarza. Czekanie na pogotowie, wywiad lekarski na pokładzie. Trzy godziny odjęte z mojego i tak krótkiego spotkania. Następnego dnia pełna energii biegała po pokładzie i śpiewała. Zostawiła otwartą szafkę w galley, w której drzwiczki uderzyłam się przy odwrocie. To nie pierwszy przypadek, kiedy zostawiła szafkę otwartą. Na jednym locie strzaskała całą szufladę szklanek, która wyjechała przy lądowaniu. Poszłam do niej od razu:

- Możesz zamykać za sobą szafki, proszę cię? Uderzyłam się właśnie w te, które zostawiłaś otwarte...
- Co??? Znowu masz do mnie problem???!!!! Skończ już z tym nastawieniem!!!
- ?????
- No patrz na nią, znowu się czepia - rzuciła do naszej głównej
- Poprosiłam cię tylko, żebyś za sobą zamykała drzwi, bo się uderzyłam w głowę. Gdybyś ty była w mojej sytuacji, to już byś wszystkich skrytykowała
Od tego zdarzenia wymieniamy między sobą tylko konieczne informacje, związane z pracą. Odcinam się od tej osoby w każdy możliwy sposób. Zatem rumuński tobołek został wczoraj wysłany, a ja w końcu mogę odetchnąć pełną piersią. 

Ty, Karmo... mam nadzieję, że będziesz działać 😏

A to widok z okna na naszym saudyjskim odludziu...



Przeczytaj również

2 komentarze

  1. Super blog, przczytałam wiecej niz połowę, bardzo przydatne informacje, szczególnie dla kogos kto stara się o pracę w arabskich liniach :) będę śledzic na bieżąco:)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum

Obserwuj bloga