Czas na kolosa!

września 23, 2014

Jestem zrozpaczona! Nie wiedziałam, że można się tak bardzo przywiązać do kogoś, kogo nie traktowało się poważnie...

Ponad miesiąc latałam na Airbusie z trzema paniusiami zmizerniałą Greczynką, podstrzeloną Rumunką i Czeszką z ADHD. Z tą ostatnią zżyłam się najbardziej. Mimo jej infantylnie dziewczęcego usposobienia i braku osobistego ogarnięcia (stąd moje „niepoważne” jej traktowanie), uwielbiam w niej żywotność i chęć robienia rzeczy. To ona mnie targała po ulicach Dżedda, kazała pozować do zdjęć na Brooklynie i wkręciła w tajniki firmy. Dzięki niej o lotach wiedziałam dużo wcześniej przed otrzymaniem oficjalnego e-maila, bo jako jedna z nielicznych ma wgląd w system. Kiedy mnie poinformowała, że zaczyna się jej wolne, a ja prawdopodobnie zostanę w końcu przerzucona na inny samolot, byłam dość podekscytowana. Ta odmiana, na którą tyle czekałam!

„Będę za Tobą tęsknić” - palnęła przy naszym ostatnim spotkaniu. Powiało telenowelą 🙈

Z Paryża do Arabii Saudyjskiej wracałam zatem na Boeingu 777. To największy samolot w bazie i należy do naszego księcia. Najstarszy Airbus był jego pierwszym samolotem, teraz służy na krótkie loty, dla członków rodziny, albo loty czarterowe. Zatem nadszedł dzień, kiedy przyszło mi postawić stopę na tym nowoczesnym olbrzymie z najnowszą pokładową technologią i wystrojem niczym z pałacu. Nowa Główna przypisała mnie na stanowisko R1, gdzie priorytetowym zadaniem jest czuwanie nad kokpitem. W liniach lotniczych istnieje zasada sprawdzania pilotów co 20-30 minut. Zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i humanitarnych. To w końcu też część załogi, która ma swoje potrzeby, a sama obsłużyć się nie może 😉Poza tym R1 przygotowuje wszelkie drinki potrzebne w kabinie VIP. Espresso, Latte, Cappuccino, Ristretto, Macchiato? Się robi... z zamkniętymi oczami 😉 W końcu mieliśmy 20 gości! Nie było źle, jak na pierwszy lot.

Podczas okresu próbnego mamy do wypełnienia trzy zestawy dokumentów. W każdym znajduje się lista kontrolna z danego typu samolotu. Musimy odhaczyć wszystkie punkty dotyczące sprzętu ratowniczego, systemów pokładowych, lokalizacji przedmiotów potrzebnych do serwisu, od kokpitu po ostatnią toaletę. Drugi formularz, wypełniany przez seniorów, to komentarz odnośnie naszej postawy na pokładzie, zarówno w stosunku do gości, jak i reszty załogi. Na ostatnim locie, mimo, iż dryfowaliśmy przez pięć godzin, było za dużo pracy, aby Główna mogła ze mną wszystko przerobić. Zaproponowała mi jednak, żebym poszła z nią w dzień wolny odwiedzić samolot. Miała do zrobienia kilka rzeczy, ale po ich skończeniu, mogłaby mi wszystko na spokojnie pokazać. Bez dwóch zdań zgodziłam się.



Boeing 777


Na pokładzie, zaczynając od kokpitu:

  • mała galley, skąd serwujemy napoje dla VIP
  • biuro, z którego przechodzi się do sypialni i łazienki VIP
  • majlis, rodzaj arabskiego salonu, gdzie przyjmuje się gości, dodatkowe fotele i sofy
  • jadalnia na dwanaście osób
  • cztery małe pokoje, każdy z rogową kanapą i łazienką, miejsce relaksacji i odpoczynku gości
  • środkowa galley, w której przygotowuje się jedzenie dla VIP
  • kabina biznesowa z dwunastoma siedzeniami, wyglądem i rozmieszczeniem przypomina klasę biznes w liniach komercyjnych
  • kabina ekonomiczna na pięćdziesiąt ludzi (na szczęście nigdy nie jest pełna! 😉)
  • tylna galley, skąd serwuje się jedzenie dla reszty gości

Narazie wiem tylko czym się zajmuje R1. Mam nadzieję, że niebawem obcykam również pozostałe stanowiska. Tym samym wierzę, że polubię ten samolot. W końcu B777 był zawsze moim maleństwem, odkąd zaczęłam latać w japońskich liniach. Później w arabskich uwielbiałam go bardziej niż superjumbo A380. A teraz? Zdradzić go mam dla małego A320? Ha! Pomyślicie, że jestem podstrzelona, ale nie mam ani dziecka, ani kota, na które mogłabym przelać moją miłość 😂😂😂😂Z każdym lotem za pewne będzie coraz lepiej. Kwestia zaparcia i czasu. Poza tym nowym elementem na B777 jest obecność kucharza...???? NO, wiem, też zrobiłam oczy. Zwłaszcza, że jego rola ogranicza się do tego samego, co my robimy, kiedy dostajemy pozycję galley. Może kiedyś w przyszłości, jak firma pomyśli nad innym serwisem, jego obecność będzie bardziej cenna, a kulinarne zdolności w pełni zostaną wykorzystane.

A może powinnam pomyśleć o pracy na czymś takim??... 😉




Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga