Najstarszy w zespole - A320

września 22, 2014

Przyznam, że odkąd zaczęłam pracować w tej firmie, miałam wielkie szczęście, jeśli chodzi o loty. Może nie pod kątem ilości, bo dwadzieścia pięć startów i lądowań w przeciągu ostatnich paru tygodni, daje się jednak we znaki. Nie mogę natomiast narzekać na liczbę pasażerów, która nie sięgała nigdy więcej niż sześć 😉 To jedna z zalet latania na małym Airbusie. Drugą, zdecydowanie, jest mała załoga, licząca tylko cztery dziewczyny, mechanika i dwóch pilotów. Tym sposobem czujemy się bardziej jak rodzina, niż ekipa z pracy. Związałam się z tą maszyną! Miałam raz okazję porozmawiać tak głębiej z naszym mechanikiem. To członek załogi, który wszędzie z nami lata i praktycznie jest od wszystkiego – nadzór cargo, rozwiązywanie problemów w kokpicie, obsługa pokładowego systemu rozrywkowego, czy nawet rozkładanie kanapy dla gości. To człowiek, który pierwszy stawia stopę na pokładzie (jego zbiórka z hotelu jest zwykle długo przed naszą) i zamyka drzwi po naszym wyjściu. Tak więc mój ulubiony mechanik przyznał się, że często rozmawia z A320. Rozumiem go doskonale!


Airbus 320


Nasz A320 ma układ kabin i aranżację typową dla samolotów VIP. Wchodząc na pokład drzwiami L1 – pierwsze po lewej stronie, w kolejności znajdziemy:
  • małą galley, gdzie przygotowujemy przede wszystkim drinki i ciepłe napoje dla naszych gości.
  • kabinę VIP, w której przebywa główny VIP ze swoimi najbliższymi towarzyszami. Przy dużym stole jeden z foteli ma całkiem inny styl. Jest on przeznaczony właśnie dla niego i jak na razie w ten sposób odróżniam naszych gości. Poza tym kilka foteli, sofa i stół jadalniany,
  • sypialnię z łazienką, z której znowu korzysta wyłącznie VIP,
  • kabinę biznes, gdzie przebywają towarzysze niżsi rangą. Tutaj znajdują się dwie kanapy, barek i stół, przy którym goście spożywają posiłek,
  • kabinę ekonomiczną, w której mieści się tylko kilka rzędów siedzeń (jak na pokładzie normalnej linii lotniczej) i zajmowana jest wyłącznie przez służbę głównego VIP. Poza tym to idealne miejsce na ulokowanie wszystkich bagaży wnoszonych na pokład i większych przedmiotów potrzebnych do serwisu. Na lotach z pasażerami tutaj właśnie śpi załoga (na lotach ferry natomiast, każdy się rozkłada, gdzie mu pasuje 😁)
  • toaletę i drugą galley, w której przygotowywana jest większość potraw, wózków z jedzeniem i wszystko to, co jest potrzebne dla gości w kabinie biznes i ekonomicznej.

Dwie dziewczyny z przodu odpowiedzialne są za strefę VIP. Z pozostałych dwóch na tyle jedna zajmuje się kabiną, druga odpowiada za galley. Biorąc pod uwagę szczęście na moich lotach, obojętnie na jakim stanowisku mnie umieszczono, zawsze było fajnie. Z przodu miałam do czynienia z bardzo sympatycznymi gośćmi. Z kolei kiedy byłam na tyle, musiałam obsłużyć tylko jednego pomocnika VIP. Luzik.

Z bananem na gębie wspominam jednak mój pierwszy i jedyny do tej pory pełny lot. Dwudziestu pięciu dorosłych, troje dzieci, siedem skrzynek z sokołami i niezliczona ilość walizek, paczek, pudełek, których nie było gdzie umieścić (cargo też całe zajęte)! Startowałam ze złożonym wózkiem dziecięcym na kolanach, a lądowałam z podkurczonymi nogami na pudełku po lodach. Odstawmy na bok kwestię bezpieczeństwa, ok? 😜Nie wiedziałam czy płakać, czy śmiać się, jak widziałam ten tłok na pokładzie. Patrzcie, kilka tygodni i już zapomniała jak to jest w liniach komercyjnych, hahaha! To jeszcze nie wszystko... Po raz pierwszy dostałam stanowisko tylnej galley. Zatem należało do mnie ulokowanie cateringu dla ponad trzydziestu ludzi, później przygotowanie wszystkiego na talerzach, zmywanie na bieżąco, dodatkowe przygotowywanie drinków i innych widziMiSię. Wszystko na powierzchni 3x1. Przez pięć godzin nie usiadłam ani na chwilę, wyrżnęłam na marchewce, ziemniaki znalazłam nawet w kieszeniach uniformu, rajstopy miałam koloru zupy, na przedramieniu został ślad metalowej wkładki z piekarnika, ale jedzenie zostało podane bez problemu na czas. Każdy zadowolony opuścił pokład, a ja dumna z siebie poklepałam się po ramieniu. Po takim hardcorowym locie, chyba dam radę ze wszystkim, co nie? 😁

Poniżej taki ogólny obraz tego, jak wnętrze samolotu VIP może wyglądać. Filmik jest zbiorem zdjęć z pokładów Comlux (pozdrowienia dla moich znajomych!), który nie różni się tak bardzo od naszego 😉





Przeczytaj również

4 komentarze

  1. Uwielbiam Twojego bloga;) Śledzę go już ponad pół roku i codziennie zaglądam czy są nowe notki;) Sama chcę być cc za rok, może troszkę dłużej, i tylko latanie chyba jest w stanie sprawić mi przyjemność. Zaglądam tu, bo super jest jak piszesz, że chcesz coś zmienić, i nagle przeszłaś rekrutacje i już latasz z Dubaju, potem chcesz latać na prywatnych i parę notek później już piszesz, że masz 1-szy serwis itd. Nie wiedziałam, że kogoś sukcesy i to jak się coś udaje, może mnie tak mobilizować;) Pewnie jesteś z siebie dumna, chociaż trochę! .. a jeśli nie, to powinnaś;) Pozdrawiam z zimnej Norwegii i równie zimnego Oslo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, dzięki wielkie za miłe słowa i pozdrowienia z...Oslo!!! Tam mnie jeszcze nie było, a podobno Emirates zaczęło tam latać! Więc jeśli marzysz o lataniu, warto pomyśleć o nich? :D Szczerze powiedziawszy zaczęłam pisać tego bloga też z tego względu, że czułam w kościach wielkie zmiany (chyba przychodzi taki moment w życiu ;) ) No i sama jestem pod wrażeniem, że tak szybko się wszystko toczy! :)
      Z całego serca życzę sukcesów i Tobie! No i oczywiście zapraszam tutaj :)

      (zmobilizowałaś mnie do pisania, bo ta samotnia w hotelowym pokoju zaczęła otępiać mój umysł)

      pozdrowienia z ciepłego, ale szalenie nudnego Rijadu :D

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź! Może trafi Ci się jakiś lot do Oslo, kto wie? :) Chętnie ,,pobawiłabym" się w mini-przewodnika! Jest wiele pięknych miejsc, ja jestem zawsze chętna:) Tu nie warto siedzieć w hotelu;) Jeśli chodzi o Emirates, trafiłaś w 10-tkę! Tak naprawdę, to myślę tylko o Emirates... ooojj co ja bym dała, żeby założyć słynną czerwoną ,,czapę", aż mi było smutno jak zobaczyłam Twoje zdjęcie kiedy oddawałaś mundurek! hahahah..dziwne.. Faktycznie zaczęli tu latać od 2 września, 7 razy w tygodniu:D Codziennie o 12:10 wypatruję ich na niebie. Obsesja, a czas faktycznie tak szybko leci, mam nadzieję, że też mi się uda jak Tobie a zostało 9 lat na przyjęcie:D Pozdrawiam i zazdroszczę ciepła i słońca, no i latania, ale to już wiadomo :)

      Usuń
    3. Sluchaj, masz pasje i marzenia, a to wiecej niz polowa sukcesu....jak przyjdzie odpowiedni moment, po prostu badz otwarta na opcje, pozniej samo sie wszystko uklada, jesli tkwisz przy swojej pasji i we wszystkim starsz sie widziec pozytywy ;) zatem raz jeszcze POWODZENIA...a kto wie, moze kiedys sie spotkamy. Swiat jest mega maly, a jak sie lata, to juz w ogole wszedzie masz znajomych i czujesz sie jak w domu ;) buziaki!

      Usuń

Archiwum

Obserwuj bloga