31 października 2014

Świeża krew


Wróciłam do bazy i zaczęłam się rozkoszować życiem na naszym małym osiedlu. Włoszka utknęła w Rijadzie, więc znowu mam całą willę dla siebie. Praktycznie odkąd zaczęłam latać, nie zdarzyło się jeszcze, żebyśmy były tutaj razem. Zawsze jedna lata gdzieś po świecie, a druga walczy z karaluchami (ok, przesadzam trochę, ja już dawno żadnego nie widziałam ). Wracam zatem do mojej rutyny – siłownia, śniadanie i basen do znudzenia. Od czasu do czasu wyprawa do centrum handlowego, tak po prostu żeby popatrzeć na ludzi, a przy okazji kupić coś do jedzenia.

Jednego dnia po powrocie do domu...
Rzuciłam torby w kąt kuchni i usiadłam na schodach, żeby złapać lepszy zasięg wi-fi. Ostatnimi dniami wiadomości od znajomych są jak zbawienie „Heloł?” - usłyszałam głos dobiegający z góry i skoczyłam na równe nogi. To pewnie zwariowana Czeszka się mną bawi. Wróciła z wolnego i jak to z nią bywa, nie może sama wysiedzieć w swojej willi! Dopiero jak weszłam na piętro zrozumiałam, że bieganie na golasa po domu skończyło się. Hmmmm... Czyżby nam władowano nową lokatorkę?

Greczynka. Mózg. Poczucie humoru. Koński śmiech. Doświadczenie. Anioł. Czego więcej mi trzeba w naszej willi? Poza faktem, że muszę się przestawić znowu na dzielenie mieszkania z kimś, wszystko gra Im dłużej przebywamy razem, tym bardziej się czuję, jakbym rozmawiała ze swoim odbiciem lustrzanym. To jest aż przerażające momentami, kiedy ktoś myśli podobnie do ciebie! Przeszło mi nawet przez myśl, że anielska Greczynka została podstawiona przez firmę, żeby wyciągnąć ze mnie jakiekolwiek info i prędzej czy później zwolnić mnie za bycie szczerą! (Wiem, za dużo filmów sensacyjnych). Tak czy inaczej, wzbudziła we mnie zaufanie od razu, zarąbiście nam się rozmawia i mam nadzieję, że tak zostanie na długo! To pewnie karma zwraca mi za stargane nerwy z pierwszego miesiąca

Poza Greczynką mamy też nową Czeszkę kujonkę (w końcu jakiś powiew mądrości!) i kolejną rumuńską lalę (odpuszczam sobie na starcie). Dodatkowo dwa samoloty są obecnie w bazie, więc osiedle w końcu tętni życiem Przy basenie się roi od dziewczyn w bikini, jest z kim wypić niestety tylko herbatę, a wieczorami zawsze się znajdzie ktoś na grę w tenisa, czy jogging dookoła osiedla. Jest czadowo! Udało nam się nawet raz pojechać na lokalną plażę. Zwariowanej Czeszki znajomy wynajął samochód, więc skorzystałyśmy z okazji. Załoga zasnęła, a ja z wlepionym nosem w szybę podziwiam... pustynię Kilka godzin jeżdżenia w ślepo (typowa Arabia Saudyjska bez znaków i nawigacji) w końcu trafiliśmy na jakąś publiczną plażę...




                                                                                                             ...nie tam planowaliśmy


Zatem po kolejnych kilkunastu kilometrach znowu gdzieś całkiem przypadkowo, gdzie zakazano nam kąpieli w bikini, ten widok natomiast wynagrodził wszystko...





A Ty, anielska Greczynko... masz mega szczęście pojawiając się w tym miejscu i czasie. Bo tak, jak sobie obiecałam na początku rotacji – przy mnie każda nowa dziewczyna będzie się czuć jak w domu


29 października 2014

Pracownicze wdzianko


Zanim jeszcze wyjechałam do Arabii Saudyjskiej, firma poprosiła mnie o przesłanie moich wymiarów. Miałam to załatwić jak najszybciej, bowiem uszycie nowego uniformu zajmuje około miesiąca. W międzyczasie pozwolono mi nosić prywatną, czarną sukienkę (pewnie żeby nie odstawać tak bardzo od reszty!). Prawie trzy miesiące później otrzymuję mój kolejny, już czwarty w całej karierze latania, uniform

Musiałam się tyle naczekać, z racji, że firma postanowiła wnieść inny styl. I jest super. Podoba mi się. Nowy uniform jest zdecydowanie bardziej elegancki od tego, który dziewczyny do tej pory nosiły i atrakcyjniejszy od mojej czarnej sukienki Niestety jeśli chodzi o funkcjonalność, tutaj firma się grubo pomyliła. Materiał jest dość sztuczny i sztywny. Bluzka się szybko gniecie, spodnie są niewygodne, a po jakimś czasie noszenia żakietu będziemy miały wszystkie zadrapania na szyi, hahaha. Mam nadzieję, że już niebawem będę się mogła przekonać, czy rzeczywiście jest tak źle. Mimo, iż powinniśmy nosić nowy uniform najszybciej jak to możliwe, ja osobiście będę musiała poczekać do kolejnej rotacji. Mam zamiar go trochę zmienić w domu. Biodra sukienki mam w talii, rękawy żakietu mogłabym wypchać workami mąki dla lepszego efektu, spódnice mam tak nisko, że tylko dzięki biodrom nie widać koloru mojej bielizny, a do spodni spokojnie ktoś jeszcze by ze mną wszedł. Pytam się zatem... Jaki był sens podawania moich wymiarów??


Nowy uniform - jak na razie tylko apaszka pasuje jak ulał!



25 października 2014

Z życia wzięte 3

  • Poznałaś już tą nową dziewczynę? - pyta Barbie swoim piskliwo-zalotnym głosem
  • Nie, a skąd jest? - podskakuje na jumpseat zaintrygowana Bułgarka
  • Z Au-stra-lii...
  • Oł, z A-U...
  • Australii.
  • Z Austrii?
  • Nie, Australii.
  • To koło Niemiec?
  • Nie wiem, to daleko jest.
  • Nie z Austrii?
  • Nie, z Australii
  • AAAAAAA...to jest Amerykanką?
  • Nie, to inny kontynent – niepewnym głosem wyjaśnia wciąż Barbie
  • Aha! Koło Kanady?

?!

Zdumiewał mnie stoicki spokój dziewczyn podczas tej konwersacji



23 października 2014

Nostalgicznie


79 dni później, zaczyna mnie dopadać tęsknota, ehhhh.
Jest OK! Nie ma dramatu! Nie użalam się! To tylko takie lekkie ściskanie serducha, jak się dłużej zamyślę. Jest OK! Przeżyję W ogóle to chyba dlatego, że jestem coraz bliżej wolnego i powoli zaczynam organizować moje cztery tygodnie... Wszelkie plany wkrótce staną się bardzo realne!

Tymczasem doleciałam w końcu do bazy. Niby jutro w nocy znowu gdzieś śmigamy, ale jak na razie nic potwierdzonego. Nastawiam się, że już tu nie wrócę przed moim wolnym, dlatego pakuję wszystko co potrzebne!

A tak w ogóle obczajcie ten filmik. Demonstracja bezpieczeństwa w Air New Zealand. Zarąbista! Buuuuuu... znowu ścisnęło. Jak ja tęsknię za tym krajem!


 


 

18 października 2014

Polska mafia

Nie powiem, że umieram z nudów, bo w moim słowniku takie pojęcie nie istnieje. Zawsze jest coś do zrobienia Ale przyznam, że umieram z rutyny. Ostatnie prawie dwa tygodnie spędzam w najnudniejszym mieście Arabii Saudyjskiej. Pobudka, śniadanie, siłownia, basen, kolacja... i tak w kółko. Próbowałam zmienić nawet kolejność tych czynności – nic z tego, każdy dzień wygląda tak samo jak poprzedni. Jeszcze ta jęcząca załoga Każdy chce wiedzieć, kiedy opuścimy Rijad i co dalej...

Całe szczęście, że mam teraz w załodze Małą (hahaha! Bardziej do Ciebie pasuje, jajcaro!). Zatem rządzimy Każdy na wiadomość o naszym pochodzeniu, reaguje tak samo „Polska mafia!” z bananem na gębie (bo niby lepsza od rumuńskiej! Buahaha!!!). Cieszę się, że w końcu udało nam się poznać. Dziewczyny mówiły mi już wcześniej, że jest jeszcze jedna Polka w bazie, ale jakoś wiecznie się mijałyśmy. No i w końcu mega zbieg okoliczności. Wysłali kilka z nas z Bazylei do Londynu, żeby dołączyć do Małej na Airbusa. Od tego czasu spędziłyśmy razem kilka ekscytujących dni w Nowym Jorku – zwiedzanie, zakupy (już nic mi nie wejdzie do walizki!), po czym wylądowałyśmy tu, na pustyni, gdzie w sumie razem też nie jest źle Każda z nas odlicza dni do wolnego. Mała ma niewiele ponad tydzień (szczęściara!), ja powinnam kończyć tą rotację i jednocześnie mój okres próbny na początku listopada. Zastanawiam się jednak, czy nie przedłużyć o tydzień. Firma potrzebuje dziewczyny na loty, a mnie byłoby na rękę wracać do Londynu w połowie miesiąca, prosto na spotkanie wizowe w ambasadzie USA (muszę wyrobić wizę pracowniczą, zawsze krzywo na mnie patrzą, jak wjeżdżam na turystycznej) i tym samym mieć więcej wolnego w grudniu. Sprawa w toku

Tymczasem czuję się jak nowo narodzona przy obecnej załodze. Udało mi się już poznać trochę więcej dziewczyn i na szczęście wyglądają na jak najbardziej normalne Ostatnie kilka dni przesiedziałam z Małą na basenie. Całe szczęście, że małe osiedle obok udostępnia nam swój razem z siłownią, bo w hotelu wstęp tylko dla płci przeciwnej. Śmiałyśmy się, że to tak jakby wakacje, tylko do diaska przypadkowo wcisnął nam się Rijad przy robieniu rezerwacji Myślimy też nad zorganizowaniem jakiegoś wspólnego wypadu w przyszłym roku... takich pozytywnych ludzi każdy chce mieć w swoim otoczeniu. Dziękuję

Dajemy na basen


Widziałam się też z moją współlokatorką. Biedna, za każdym razem jak wraca do naszej willi, znajduje jakiś niespodziewanych gości. Podobno zasilikonowała wszystkie możliwe otwory w domu, hahahahhahahahha!!! Jak ma jej to pomóc w znalezieniu wewnętrznego spokoju... czemu nie Ja osobiście mam nadzieję, że wrócę niebawem do bazy, bo muszę opróżnić walizkę. Zdarza się, że jak kończy nam się rotacja, wysyłają nas do domu z miasta, gdzie akurat jesteśmy. Wtedy trzeba trzymać kciuki, żeby nadbagaż nie był za drogi! Zatem pracuję nad nowym systemem pakowania – dorobek życia w 23 kilogramach! Z Bazylei do Londynu jedna z nas miała 39kg, na szczęście odprawiała nas kobieta anioł, która przymknęła na to oko

Ok, to by było tyle na temat. Treściwie, bo trzyma mnie dziś jakiś leń. Nie znam gościa, spróbuję się go pozbyć na dniach...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...