Świeża krew

października 31, 2014


Wróciłam do bazy i zaczęłam się rozkoszować życiem na naszym małym osiedlu. Włoszka utknęła w Rijadzie, więc znowu mam całą willę dla siebie. Praktycznie odkąd zaczęłam latać, nie zdarzyło się jeszcze, żebyśmy były tutaj razem. Zawsze jedna lata gdzieś po świecie, a druga walczy z karaluchami (ok, przesadzam trochę, ja już dawno żadnego nie widziałam 😉). Wracam zatem do mojej rutyny – siłownia, śniadanie i basen do znudzenia. Od czasu do czasu wyprawa do centrum handlowego, tak po prostu żeby popatrzeć na ludzi, a przy okazji kupić coś do jedzenia.

Jednego dnia po powrocie do domu...
Rzuciłam torby w kąt kuchni i usiadłam na schodach, żeby złapać lepszy zasięg wi-fi. Ostatnimi dniami wiadomości od znajomych są jak zbawienie 😉 „Heloł?” - usłyszałam głos dobiegający z góry i skoczyłam na równe nogi. To pewnie zwariowana Czeszka się mną bawi. Wróciła z wolnego i jak to z nią bywa, nie może sama wysiedzieć w swojej willi! Dopiero jak weszłam na piętro zrozumiałam, że bieganie na golasa po domu skończyło się. Hmmmm... Czyżby nam władowano nową lokatorkę?

Greczynka. Mózg. Poczucie humoru. Koński śmiech. Doświadczenie. Anioł. Czego więcej mi trzeba w naszej willi? Poza faktem, że muszę się przestawić znowu na dzielenie mieszkania z kimś, wszystko gra 😝 Im dłużej przebywamy razem, tym bardziej się czuję, jakbym rozmawiała ze swoim odbiciem lustrzanym. To jest aż przerażające momentami, kiedy ktoś myśli podobnie do ciebie! Przeszło mi nawet przez myśl, że anielska Greczynka została podstawiona przez firmę, żeby wyciągnąć ze mnie jakiekolwiek info i prędzej czy później zwolnić mnie za bycie szczerą! (Wiem, za dużo filmów sensacyjnych). Tak czy inaczej, wzbudziła we mnie zaufanie od razu, zarąbiście nam się rozmawia i mam nadzieję, że tak zostanie na długo! To pewnie karma zwraca mi za stargane nerwy z pierwszego miesiąca 😉

Poza Greczynką mamy też nową Czeszkę kujonkę (w końcu jakiś powiew mądrości!) i kolejną rumuńską lalę (odpuszczam sobie na starcie). Dodatkowo dwa samoloty są obecnie w bazie, więc osiedle w końcu tętni życiem 😄 Przy basenie się roi od dziewczyn w bikini, jest z kim wypić niestety tylko herbatę, a wieczorami zawsze się znajdzie ktoś na grę w tenisa, czy jogging dookoła osiedla. Jest czadowo! Udało nam się nawet raz pojechać na lokalną plażę. Zwariowanej Czeszki znajomy wynajął samochód, więc skorzystałyśmy z okazji. Załoga zasnęła, a ja z wlepionym nosem w szybę podziwiam... pustynię 😜 Kilka godzin jeżdżenia w ślepo (typowa Arabia Saudyjska bez znaków i nawigacji) w końcu trafiliśmy na jakąś publiczną plażę...




                                                                                                             ...nie tam planowaliśmy


Zatem po kolejnych kilkunastu kilometrach znowu gdzieś całkiem przypadkowo, gdzie zakazano nam kąpieli w bikini, ten widok natomiast wynagrodził wszystko...


A Ty, anielska Greczynko... masz mega szczęście pojawiając się w tym miejscu i czasie. Bo tak, jak sobie obiecałam na początku rotacji – przy mnie każda nowa dziewczyna będzie się czuć jak w domu 😍

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga