Wracam na stare śmieci

października 06, 2014

Od tygodnia jestem w Bazylei. Przeszłam to miasteczko już sto razy wzdłuż i wszerz, biegałam od granicy z Niemcami do granicy z Francją, w każdym sklepie już mnie znają, knajpki i bary odnajdę z zamkniętymi oczami, spenetrowałam nawet pobliskie tereny wschodniego sąsiada... Ileż można tu siedzieć?

Kiedy dowiedziałam się o locie do Szwajcarii na przegląd B777, który miał zająć dwa tygodnie, byłam jedyna optymistycznie nastawiona wśród załogi: „Nie nakręcaj się, to mała wiocha i bardzo droga. Dwa tygodnie to zdecydowanie za dużo!”. Ja widziałam coś zupełnie innego – czternaście dni bez latania, tylko spanie, relaks, normalne odżywianie się, zwiedzanie i nabijanie kilometrów w bieganiu 😉 Czego mi więcej do szczęścia potrzeba?

Przez pierwsze dni czułam się jak w domu. Może to kwestia niewielkiego dystansu (odkąd pracuję w tej firmie nigdy nie byłam tak blisko Polski), podobnego charakteru miasta do naszych, miejscowej mentalności, a może po prostu klimat jesieni, której już dawno nie miałam okazji doświadczyć, bo od jakiegoś czasu ląduję głównie w krajach z dwoma porami roku – suchą i tragicznie suchą 😏Zapomniałam już jak wiele przyjemności daje spacer w słoneczny i chłodny dzień, zakończony smacznym obiadkiem z kuflem zimnego piwa... achhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh. Z czasem jednak zaczęli mi przeszkadzać turyści, miasto faktycznie jest drogie, a sytuacja z miejscowymi, których zdenerwowałam, robiąc niewinne zdjęcia podczas ich gry, spowodowała, że moja bańka szybko pękła...

Katedra

Most Centralny

 

Dreilaendereck - styk trzech granic

Dziś rano otrzymałam z firmy e-mail, inny niż zwykle. Mam podać moje pełne imię i nazwisko, bo są w trakcie rezerwacji biletu do Londynu. O kurcze, ale fajnie 😍 Zbiórka o 5 rano na lot British Airways do angielskiej stolicy, potem transfer na prywatne lotnisko i kolejne sześć godzin lotu za Wielką Wodę. To będzie długi dzień! Okazało się, na szczęście, że nie jestem sama. Razem ze mną leci też zarąbista Główna z RPA, wyluzowana Chorwatka, a na miejscu dołączamy do Polki. No nie może być lepiej! W końcu się poznamy! 😍 I żadnych dramatów (odpukać w niemalowane!). Poza tym wracam na mój ukochany A320, z ulubionym mechanikiem Filipińczykiem i pilotami, którzy mnie musieli znosić cały zeszły miesiąc. Juhhuuuuuuuuuuuuuu 😜

Zatem New York City baby! 😎

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga