13 listopada 2014

Pozdrowienia z pokładu


Inny powód, dla którego wolę linie prywatne od komercyjnych? Nie ma ryczących dzieci. Od razu przepraszam wszystkie niezadowolone moim oburzeniem matki, ale niektóre z nas mają ten instynkt, niektóre niestety nie. Chociaż w tym momencie nie wiem co jest gorsze – ryk dziecka czy rodzic wymachujący grzechotką. Czy mogę wysiąść?!

Wczoraj cały dzień próbowałam zorganizować swój bagaż. Miałam dwie walizki i trzy torby. Na naszym pokładzie możemy mieć nawet sto walizek, ale jak przychodzi do podróżowania liniami komercyjnymi, każdy kilogram się liczy. Dałam radę... częściowo. Mniej bagażu, ale niestety waga ponad normę. W tym momencie męska dominacja w Arabii Saudyjskiej ma swoją zaletę. Pan, który mnie odprawiał bardziej patrzył na moje blond włosy, niż wskaźnik wagi

Siedzę zatem na pokładzie Airbusa A380 mojej poprzedniej firmy. Uspokajam się drinem (ryczące; patrz powyżej). To zresztą jest pierwsza rzecz, którą zamówiłam na locie z Dubaju. Na trasie Dubaj – Arabia Saudyjska nie ma w ogóle alkoholu. No i jakoś ciągle do mnie nie dociera, że za chwilę zobaczę moich znajomych. To będą cztery intensywne tygodnie, ale jakże ekscytujące

Plan na kolejne 28 dni:

  • poprawić uniform u krawca – żeby nie wyglądać jak bufon
  • odwiedzić wszystkich znajomych z nowo narodzonymi potomkami - zapewne część z nich już dawno mówi!
  • zmusić mamę do kupienia smartfona – albo czegokolwiek smart, co umożliwi nam lepszy kontakt
  • wyrobić wizę do USA dla członków załogi – panowie się pienią, jak widzą moją turystyczną, a w końcu wjeżdżam jako pracownik linii lotniczej
  • zaliczyć szwedzki sklep meblowy, przynajmniej raz – najwyższy czas wyprowadzić się z małej szafy mojego mężczyzny
  • odwiedzić plan filmowy mojego ulubionego angielskiego serialu – to praktycznie niespodzianka dla teściowej, z której sama skorzystam
  • być fizycznie obecną na kilku urodzinach, między innymi ojca i brata – w końcu! po tylu latach!
  • zacząć edytować zdjęcia do mojego projektu – czekam na przypływ weny i cierpliwości, już od jakiś trzech lat
  • przygotować kartki świąteczne – mam nadzieję, że dojdą, bo wysyłanie zostawiam mojemu mężczyźnie
  • spędzić przynajmniej jeden wieczór na kanapie przed telewizorem z kubkiem herbaty z prądem w ręce – jak mi tego brakuje!!!
  • zaliczyć przynajmniej jeden angielski niedzielny lunch – zwłaszcza ten u teściowej! Palce lizać!
  • odwiedzić kilku znajomych, z którymi kontakt się urwał wieki temu – super, że jest szansa naprawienia tego
  • spełnić się w roli cioci, która jest wiecznie nieobecna – wstydź się ciociu!
  • wybrać się do kina jak za starych dobrych czasów – na Bliskim Wschodzie wszelkie sceny romantyczne są wycinane, a w TV zastępowane reklamami proszka
  • wziąć się za organizację wypadu w lutym – jak do tego dojdzie, to będzie bomba, tam mnie jeszcze nie widzieli
  • zdecydowanie poprawić moją średnią roczną w bieganiu – kółka wokół saudyjskiego osiedla zaczęły mi wychodzić bokiem
  • zajrzeć tu od czasu do czasu – choć z góry przepraszam za brak aktywności!
  • spędzić jak najwięcej czasu z rodziną, przyjaciółmi i moim mężczyznom

To będzie najdłuższy pobyt w Polsce odkąd wyjechałam w 2006, więc nie ma wymówek tym razem, że się nie wyrabiam. Ściskam Was wszystkich razem i każdego z osobna.

DO ZOBACZENIA!






11 listopada 2014

Cenni pasażerowie

Wczorajszy lot do Abu Dhabi totalnie wyprowadził nas z równowagi. Nas – mnie i Barbie, która również zaczyna swoje wolne. Niby bilety do domu mamy, upominki też, jesteśmy totalnie nastawione na ostatnie dni w Rijadzie, a tu lot?! Kto? Jak? Czemu? Poważnie? Aha, to nie jest żart.

Biedna blondi miała jeszcze większą stresówę, bo jej transport z hotelu na lotnisko miał być pięć godzin po naszym przylocie. Pięć godzin może się wydawać dużo, w momencie, kiedy wszystko jest gwarantowane na 100%. Niestety nie w liniach prywatnych, gdzie decyzje zmieniają się w ostatniej chwili.
  • „ Co jeszcze może się zdarzyć zanim wyjedziemy do domu?!” zażartowałam już na locie do Abu Dhabi.
  • „ Nie zrelaksuję się dopóki nie postawię stopy na pokładzie samolotu do domu!!!” - zdeterminowana Barbie

Po lądowaniu w Abu Dhabi, gdzie czekaliśmy kilka godzin na powrót naszego VIP, podchodzi do nas jeden z pilotów: „Dziewczyny, wracamy do bazy”.

Nie no, teraz to już poważnie. Przecież mamy bilety z Rijadu... ZONK. Ja praktycznie nie jestem w złej sytuacji, bo mam cały kolejny dzień na dojazd skądkolwiek, ale co z biedną Barbie?!

Tymczasem na pokładzie zaczęły się pojawiać paczki, paczuszki, skrzynki i sokoły! Niesamowite. Sokoły są ściśle związane z krajami Bliskiego Wschodu. To symbol zamożności i arystokracji. Sam drapieżnik od wieków był wykorzystywany w zdobywaniu pokarmu przez koczownicze plemiona krajów arabskich. Każdy z naszych „pasażerów” kosztuje około półtora miliona $, a to jeszcze nie są ptaki z najwyższej półki! Ich hodowla znajduje się w jednym z europejskich krajów. Natomiast kiedy nadchodzi zima, ptaki sprowadzane są na Bliski Wschód – Pakistan, Iran, kraje Zatoki Perskiej. Ich ulubioną zdobyczą jest hubara, którą również gościliśmy na pokładzie w owych skrzynkach. Te ptaki, z kolei, wykorzystywane są w trenowaniu drapieżników. Komercyjne linie lotnicze mają dość rygorystyczne przepisy, jeśli chodzi o transport zwierząt. Na pokładach arabskich przewoźników normalką jest natomiast obecność sokołow w klasie ekonomicznej, zwlaszcza podczas sezonu. Słyszałam kiedyś, że pewna linia prywatna przewoziła ptaki i cała kabina była zawalona odchodami. Jakoś nie umiałam sobie wtedy tego wyobrazić My na szczęście przewozimy tylko cztery, z którymi i tak jest dużo zamieszania i całe szczęście, że jestem odpowiedzialna za galley!


















Odstawiliśmy sokoły bezpiecznie w Dammam, a sami pustym lotem udaliśmy się do stolicy. Stąd nasz Airbus z nową załogą będzie leciał kolejnego dnia do Maroko, a my z Barbie do domu. Wstępny plan był, żeby pojechała z nami do hotelu, przygotowała się porządnie do podróży w jednym z pokoi i wróciła na lotnisko. Niestety w ostatniej chwili zorganizowali jej oddzielny transport na terminal. Szkoda, bo hotel w jakim się tym razem zatrzymaliśmy (tutaj gorące podziękowania dla wszystkich przyjezdnych, zajmujących nasze standardowe pokoje hotelowe) jest mega wypasiony. Dzisiaj rano na śniadaniu okazało się, że wszystkie dziewczyny z pozostałych samolotów też tutaj są, ponieważ nastąpi ogólna zamiana załogi. Udało mi się nareszcie usiąść przy jednym stole z moimi współlokatorkami! Uwielbiam te dziewczyny i cieszę się, że moje ostatnie chwile na tej rotacji spędziłam w tak niesamowitym towarzystwie i magicznym miejscu. Traktuję to jako nagrodę za wytrwałość. Dziołszki, będę tęsknić!

Lecę się pakować!

09 listopada 2014

Powoli wsiąkam

Dostałam bilet do domu

95 dni temu myślałam, że jak dożyję tego dnia, to z radości będę skakać do nieba. Nie no, jasne, cieszę się, że po tak długim czasie w końcu odetchnę od dźwięku przychodzących e-maili, kombinowania jak się spakować, targania walizek po całym świecie, zasypiania w przypadkowych łóżkach, wiecznego oczekiwania na transport, hotelowego jedzenia, itd. Hmmm... jakoś nie ma we mnie przypływu wielkiej radości. Jak to skomentował dziś jeden z naszych pilotów w odniesieniu do siebie – jest tutaj szczęśliwy. Bingo! Jedziemy na tym samym wózku najwyraźniej. Jeszcze niedawno myślałam, że działa we mnie tak silny instynkt przetrwania, że wypchałam ze swojej podświadomości jakiekolwiek uczucia związane z domem po to, by nie tęsknić. To nie jest to jednak. Odkrywam w sobie całkiem inne emocje! Mam wrażenie, że gdziekolwiek by mnie nie wysłano, stworzyłabym swój własny świat i byłabym szczęśliwa. Pewnie brzmi to dziwacznie dla wielu z Was. W końcu człowiek podświadomie dąży do stabilizacji, potrzebuje bliskości rodziny i miejsca, które nazywa domem. Czy naprawdę musi tak być? Ja jestem niewiarygodnie wolna w swoim istnieniu!

Kiedy wspominałam znajomym i napotkanym ludziom o moich planach związanych z Arabią Saudyjską, zdecydowana większość z nich wywracała oczami i zniechęcała mnie w jakiś sposób do podjęcia tej pracy. Nie żebym w ogóle kiedykolwiek, nawet przez sekundę, rozważała ich sugestie (to nie ja), ale przyznam, że nie było łatwo mi tkwić w tej decyzji samej. Kilka dni temu wróciłam myślami do tych momentów i nic z tego, co mi wmawiano nie ma pokrycia z rzeczywistością. Zapewne to kwestia tego, jak patrzymy na życie i otaczający nas świat. Jasne, Arabia Saudyjska jest zasyfiona, grasuje tu niby wielbłądzi wirus, kobiety muszą się zakrywać, nie ma alkoholu, za spojrzenie na obcego faceta można iść do wiezienia (serio?!). Dodajcie, co chcecie z listy rzeczy strasznych i zakazanych...

Nie chodzę zakryta, choć w torebce zawsze mam chustę (hidżab), w razie gdyby policja religijna (muttawa) kazała mi zakryć włosy - co nigdy się jeszcze nie zdarzyło Abaję uwielbiam nosić, bo rozwiązuje dylematy, jeśli chodzi o ubiór, a czasem po prostu nie chce mi się wyskakiwać z wygodnej piżamy Kobiety nie mogą prowadzić samochodów, co mnie w ogóle nie dotyczy, bo sama wolę mieć szofera (nie, to nie próżność, to zdecydowanie bezpieczniejsza opcja przy moich zdolnościach). Jest brudno, bo to w końcu pustynia! O wirusie więcej słyszałam za granicą, niż tutaj w samej Arabii Saudyjskiej. Tak przy okazji, moja Włoszka poszła wczoraj na kolację z... Włochem, i wróciła dopiero dziś w południe do hotelu. Dowód na to, że jak się chce mieć dobrą zabawę, to okazja zawsze się znajdzie Kobiety nie są szanowane? Nie zauważyłam. Ja za każdym razem jak wejdę do urzędu, sklepu czy jakiegokolwiek innego punktu serwisowego, mimo długiej męskiej kolejki, zostaję obsłużona pierwsza. Nie wspomnę już o otwieraniu drzwi, pomaganiu z bagażem czy pozdrawianiu na każdym kroku. Mam taki nawyk, że jak widzę faceta w dishdasha, tutaj thobe (ta biała sukienka), to od razu czuję się jak zwierzyna. To wszystko wina Dubaju, gdzie kręci się kasa i ruskie panny na rurze, dlatego patrzą na nas, jak na towar (wybaczacie moja bezpośredniość). Tutaj odkrywam całkiem inne nastawienie.

Przedwczoraj wyszłam z Włoszką na kolację do włoskiej restauracji, gdzie z resztą poznałyśmy wspomnianego wyżej Włocha – szefa kuchni. Mamma mia, robi się za włosko Po kolacji poszłyśmy na zakupy. Ona, podobnie jak ja, wraca do domu za parę dni, więc polujemy na upominki. W sklepie z biżuterią wystarczyło, że się uśmiechnęłyśmy, dostała 100 riali zniżki, przy płaceniu odjęli jej kolejne 100. Powód? Bo pierwszy raz u nich kupowałyśmy. Jak miło Ja chwilę później znalazłam się w znanym markowym sklepie, którego specjalnością jest lokalny wyrób – daktyle. Tak jak nigdy ich nie lubiłam, odkąd jestem w Saudi, wsuwam je równo! Wdałam się w rozmowę z jednym klientem, który jak się z resztą później okazało, pochodził z Dubaju. Poza daktylami, łączyło nas zatem dużo więcej. Grzecznie się pożegnał i poszedł. Przy płaceniu dostałam prezent, nowo poznany znajomy z Dubaju zostawił dla mnie lokalny trunek „za miłą rozmowę i pozytywne nastawienie”. Słyszałam, że arabski męski świat jest dość hojny, ale też zawsze myślałam, że są bardziej w tym natrętni. Hej! Mały prezent nie zmieni mojego podejścia! Jestem wierna białej skórze KROPKA.

Daktyle z Bateel - niebo w gębie!


Zatem do tych wszystkich (głównie dziewczyn), rozważających Arabię Saudyjską – tak jak wszędzie na świecie, dostaniecie to, na co innym pozwolicie. Ostatecznie wszystko opiera się o szacunek dla innej kultury i samego siebie...



Do diaska! Przyszedł e-mail. Jutro jeszcze szybki lot do Abu Dhabi, a myślałam, że mogę się już konkretnie relaksować przed wyjazdem, buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...