Cudowne rozmnożenie

grudnia 21, 2014

Przyszedł w końcu czas na spakowanie dorobku życia po raz kolejny, mimo iż przed nami tylko godzinny lot do Dżeddy. W sumie to następnego dnia możemy zarówno wrócić do bazy, jak również lecieć za Wielką Wodę. Uwielbiam tą niewiadomą, a jeszcze bardziej fakt, że opuszczam mury osiedla. Najwyższa pora zmienić miejsce – i jak ja mam zostać matką i żoną, skoro tydzień w jednym miejscu i ja fiksuję ?! ?! ?! ?!

Odkąd wróciłam z wolnego, jestem na Boeingu, który (już pewnie wspominałam tysiąc razy) nie za bardzo mi podchodzi! Chyba to przyczyna tego, że całe życie latałam na dużych samolotach. Zasmakowałam kameralnego Airbusa i w tym momencie może go pobić jedynie Gulfstream, Falcon czy któryś z ich braci. To jest właściwie to wzbogacanie doświadczenia, o które mi chodzi, a ja tymczasem tkwię w martwym punkcie. W każdym razie lot zapowiadał się sympatycznie. Tylko kilku pasażerów, świetna i zorganizowana załoga. Seryjnie nie ma się do czego przyczepić. Do tego jeszcze dostałam pozycję na tyle samolotu, a że wieziemy minimum załogi, tym samym byłam odpowiedzialna za drzwi po obu stronach i całą kabinę ekonomiczną. Luzik jeszcze większy, bo catering mam tylko na cztery osoby. Zatem uporam się ze swoją pracą i śmigam do biznesowej pomóc dziewczynom, tam się pewnie będzie działo! W ich kabinie, dla ułatwienia, pojawiły się na siedzeniach nazwiska pasażerów, więc powoli organizujemy się z serwisem.

Po kilku minutach zaczęli przybywać pierwsi pasażerowie – służba naszego głównego gościa. Świetnie, mam już przygotowane drinki na powitanie i ręczniczki dla odświeżenia. Chwilę później zaczynam kombinować, bo w mojej kabinie siedzi już jakieś osiem ludzi, a ja mam tylko trochę sałatki i w piekarniku cztery szałarmy, to arabski odpowiednik kebaba w cieście. Dobra, są na tyle duże, że jeśli podzielę każdego na pół, to wystarczy dla wszystkich, a poza tym to tylko godzina lotu, z głodu nie umrą 😉 W pewnym momencie muszę jednak wykonać telefon do naszej głównej: „ No słuchaj, chyba jest mały problem. Na tą chwilę mam już szesnaście pasażerów i cztery szałarmy...”. Jest to stresująca sytuacja, ponieważ jedzenie zamówione dla kabiny VIP i biznesowej, jest przeznaczone tylko dla wskazanych gości. Bywa, że nie chcą jeść zaraz po starcie, ale w ciągu lotu proszą o przekąskę. Zostaje mi w takim razie czekanie na jakieś pozostałości, ale co w międzyczasie?!

Po starcie ja pocisnęłam z tacą z drinkami, a dziewczyny zebrały z całego pokładu wszystkie możliwe kanapki przeznaczone dla załogi. Dwadzieścia dwie nieśmiałe pary oczu. Mam nadzieję, że zdawali sobie sprawę, iż stajemy na rzęsach tylko po to, żeby im dogodzić. Na koniec zapchałam ich cukierkami i owocową gumą do żucia – tym nigdy nikt nie pogardzi 😀

Kolejny dowód na to, że w każdej chwili wszystko się może zmienić i nigdy nie można polegać na oficjalnej informacji z bazy. Trzeba być bardzo elastycznym w podejściu do pracy i czasem kombinować jak koń pod górkę, żeby ostatecznie każdy opuścił pokład zadowolony. My, z kolei, mamy świetną historię do wspominania przy arabskiej herbacie – ja blednąca za każdym razem, jak widziałam kolejny podjeżdżający samochód z pasażerami, a dziewczyny tak szybko jak się pojawiały w mojej kabinie, tak szybko uciekały z przerażeniem w oczach na widok tylu twarzy 😂😂😂😂😂😂 Było super 😎

Teraz dni zadumy nad sobą i swoim planem życiowym w moim ulubionym saudyjskim mieście, które jest tak otwarte na zmiany, jak chyba ja...

Uwielbiam jak mnie budzą promienie słońca. Pomyślałam, że tym hotelu to będzie niemożiwe...

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga