18 grudnia 2014

Letargicznie !!!!

Hmmm... czy naładowałam baterie na kolejne osiem tygodni? 

A-n-i T-r-o-c-h-ę !

Moja mała lista rzeczy do zrobienia, okazała się w stu procentach niewykonalna w tak krótkim czasie. No niby faktycznie były to cztery tygodnie wolnego, ale śmignęły niczym spłoszony koliber! Przez pierwsze kilka dni mój organizm stawiał zdecydowany opór w przystosowaniu do nowych warunków klimatycznych. Aby wygramolić się z łóżka, musiałam mieć naprawdę dobry powód. Późnej usunięta ósemka, komplikacje, nieznanego pochodzenia wysypka na twarzy. Jak się zaczyna walić, to z reguły wszystko naraz. Ostatnie dni w Polsce przejechałam seryjnie na oparach. Tutaj wysyłam przeprosiny w stronę tych, do których mój autobus, pociąg czy samochód nigdy nie dotarł. Niczego właściwie nie straciliście! Trzymałam się tylko wiecznie za szczękę i drapałam po twarzy Po powrocie do domu wcale nie było lepiej. Zostały mi ostatnie punkty z listy do wykonania, które totalnie ścięły mnie z nóg. CHCĘ DO PRACY, żeby odpocząć!

Z wylotem do Arabii Saudyjskiej również były cyrki. Tak jakby ktoś nie chciał, żebym tam dotarła. Powrotny bilet z firmy otrzymałam z opóźnieniem, co zapewne wpłynie na przeciągnięcie kolejnej rotacji. Podobno chcieli mnie wysłać z Londynu, a ja jestem prawie 400km dalej! W końcu kupili mi bilet z pobliskiego lotniska, z przesiadką w Amsterdamie. Pierwszy lot opóźniony prawie dwie godziny – Super. Zatem piętnaście minut na odnalezienie bramki na holenderskim lotnisku, którego moje oczy jeszcze nie widziały – Super 2. To miała być kwestia przejścia kilku metrów. Ale niestety na moją bramkę wrzucili Nowy Jork, a Dammam zaczęli odprawiać na drugiej stronie lotniska. Bieg przez przeszkody z obciążeniem i na obcasach – Super 3. Padłam zdyszana na 35F, znajdujące się zaraz za... ryczącym BOBASEM – Mega Serio Super 4! Właściwie jestem tak wytegowana, że już mi dynda ta cała ironia losu.

Mimo pewnego rodzaju obycia z arabską kulturą i warunkami panującymi w Arabii, po wyjściu z samolotu dostałam niewidzialnego liścia w twarz. Ten specyficzny odór, dziwaczno–ciekawskie spojrzenia, grupka obskurnych mężczyzn przeciska się, żeby pomóc przyjezdnym z bagażami i wysępić tym samym kilka riali. W strefie przylotów, oczywiście nigdzie nie widzę swojego imienia, nazwy firmy czy naszego osiedla. Zapomnieli o mnie – Super 100. Zadzwoniłam do menadżerki. Niby kierowca jest w drodze, powinien być do pół godziny. Kiedy pojawił się na lotnisku po godzinie, znalazł mnie gdzieś w kącie, kiwającą się jak przy chorobie sierocej. Mentalnie skonana.

Chyba dalej do siebie dochodzę po tym wszystkim, bo jestem w bazie już od tygodnia i nic tylko śpię, jem i patrzę się tępo w TV. Siłownia i tenis od czasu do czasu podniosą mi poziom endorfiny, niestety po kilku minutach wracam do letargicznego stanu. Pierwszy raz czuję się tutaj jak uwięziona, ale nie z racji siedzenia w domu, ale jakiegoś dziwnego otępienia mózgu. Może to znowu faza wkręcania się w lokalny klimat, a mój organizm im starszy, tym coraz mniej znosi wybryki swojej pani. I jeszcze ten nadmiar myśli! Kiedy człowiek ma za dużo czasu wolnego, zaczyna dogłębnie analizować swoją egzystencję. Oj, niedobrze się dzieje! Na szczęście jutro w końcu mamy lot! Może jakieś nowe bodźce zewnętrzne sprawią, że wrócę do starej JA


W pracy - regenerowanie sił po wakacjach  


Mimo odreagowywania teraz po wolnym miesiącu, cieszę się niezmiernie, że mogłam jednak spędzić niesamowite chwile z rodzinką i znajomymi. Tego mi brakowało  

Buziak!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...