31 grudnia 2015

2015 / 2016

Rok 2015 przyniósł ciekawe zmiany, a ostatnie miesiące dostarczyły seryjnie zaskakujących zwrotów akcji. Czym jednak byłoby życie bez podejmowania wyzwań i otwartości na zmiany?


Przed świętami postanowiłam sobie, że 2016 będzie rokiem czerwieni (!!!) 
                                                     - wolności wyborów, pasji, podróżowania i odkrywania

Jednym słowem powrót do poprzedniego życia, choć bardziej świadomego  
Myślałam, że spadnę z krzesła, jak przypadkowo u fryzjera wpadł mi w ręce horoskop na rok 2016, który według kalendarza chińskiego będzie rokiem Małpy:


„ Małpa symbolizuje nieokiełznaną ciekawość świata oraz kreatywną energię. Energia Małpy pojawia się zawsze tam, gdzie może ona sama o sobie decydować i ustanawiać własne prawa. Małpa nie lubi czuć się skrepowana, uwielbia za to tworzyć nowe możliwości...”



Nie chcę, aby Nowy Rok walczył ze starym o to, który jest lepszy. 2015 był, mimo wszystko, bogaty w nowe doświadczenia i wspaniałe chwile. Chcę jedynie siły i odwagi do podążania za swoim wewnętrznym głosem, czego z całego serca życzę sobie i Wam!!!❤️






04 grudnia 2015

Kurs Pierwszej Pomocy




PRESERVE life
PREVENT from getting worse
PROMOTE recovery



Mimo, iż co roku od ośmiu lat wałkuję zakładanie bandaża, podawanie lekarstwa astmatykom, czy przeprowadzanie reanimacji, brakuje mi ciągle wiary w swoje możliwości. Jeśli dochodzi do sytuacji, wymagających interwencji medycznej, totalnie mi odbija – PANIKA z dużymi oczami, trzęsącą portkami. Rodzona matka się śmieje, że może nie nadawałabym się do ratowania, ale na bank dałabym radę ściągnąć połowę miasta do pomocy. Parę lat temu ojciec bawił się szlifierką. Niefortunnie zjechała mu na udo... To nie widok krwi i mięcha wychodzącego na zewnątrz, ale blada twarz i jęk wprowadziły mnie we wspomnianą wyżej panikę. Lekarz, który przyjechał w przeciągu kilku minut, wyśmiał mnie perfidnie, twierdząc, że właśnie zabiłabym trzy osoby - „Do takiego czegoś? PAAAni!”. Wzięłam sobie tą akcję do serca i obiecałam, że już nigdy się nie dam tej z dużymi oczami!

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić...

Jeśli ktoś nie ma zajawki do krwi, czy zapachu sterylności i na co dzień nie ociera się o śmierć (albo przynajmniej o rany ), a w pracy najgorszym przypadkiem medycznym był zwrot marchewki, to jak w sobie wyrobić to opanowanie? Mówią, że praktyka czyni mistrza Dlatego niedawno postanowiłam poświecić trzy pełne dni z życiorysu na konkretne szkolenie, które nie tylko miało zapewnić mi certyfikat, ale i w jakiś sposób sprawdzić poziom mojej wiedzy. W duchu liczyłam na potężną dawkę nowych informacji, bo przecież trochę inaczej podchodzi się do sytuacji tych na 11000 metrów, więc te osiem lat niczego ostatecznie nie gwarantuje. No nie zupełnie... Bandaż zakłada się tak samo, lekarstwa na astmę dawkuje w identyczny sposób i masaż serca też niczym się nie różni Chociaż...

Z racji, że kurs skierowany był głównie na udzielanie pomocy w miejscu pracy, ciekawym było słuchanie od współuczestników o wypadkach na budowie, w szkole, na farmie, itd. Pojawiło się też kilka informacji, z których wcześniej nie zdawałam sobie właściwie sprawy:

  • w apteczce pierwszej pomocy nie powinny się znajdować lekarstwa, a wyłącznie materiały opatrunkowe. Według prawa nie możemy podawać doustnie żadnego leku. Jeśli udzielamy pomocy przypadkowej osobie, nie znamy jej historii medycznej, a dodatkowo podanie leku może utrudnić przyszłą diagnozę,
  • jeśli ofiara jest przytomna, powinno się najpierw uzyskać od niej pozwolenie na udzielenie pomocy. W obecnych czasach trzeba się niestety zabezpieczyć w każdy możliwy sposób, nasze dobre intencje mogą być mylnie odebrane. Słyszałam wiele historii, gdzie człowiek, udzielając pomocy, uratował życie, po czym został oskarżony przez ofiarę o np. molestowanie. Sick!
  • ofiara w pozycji bezpiecznej powinna być obracana co 30 minut, a kobiety ciężarne należy układać na lewym boku. Leżąc na prawym, ciężar dziecka wywiera ucisk na żyłę główną, zwracającą odtlenioną krew do serca,
  • w końcu ogarnęłam wszystkie pozycje w zależności od urazu


  • w przypadku poparzenia, z racji, że może pojawić się obrzęk, należy natychmiast ściągnąć biżuterię i uciskające części ubrania, schłodzić miejsce pod zimną bieżącą wodą przez co najmniej 10 minut. Na ranę można nałożyć wyłącznie żelowe woreczki, które nie przyklejają się do ciała lub folię spożywczą, która podobnie się nie przykleja i chroni przed infekcją, a przez nią doktor może bez problemu ocenić stopień poparzenia,
  • wpojenie (przez oko), to jedna z dróg dostania się trucizny do organizmu. Podobno wódka, wprowadzona tą drogą, pozwala na szybsze wchłonienie do systemu i tym samym szybsze efekty. Nie wiem – nie próbowałam, dzielę się tylko wskazówkami doświadczonego instruktora pierwszej pomocy
  • przy spożytej żrącej truciźnie szybko pomoże mleko. Ponieważ chroni ono błonę śluzową żołądka, spowalnia tym samym wchłanianie trucizny. Podobno działa także przed drinkowaniem!!
  • jeśli poszkodowany został zmiażdżony w wypadku, można go podnieść, tylko wtedy, kiedy nie minęło więcej niż 15 minut. W przeciwnym razie należy go zostawić na miejscu, aby zapobiec wystąpieniu objawów tzw. zespołu zmiażdżenia.
  • ktoś wiedział, że plaster powinno się zmienić po czterech godzinach? Z dzieciństwa pamiętam, że zawsze był wyjątkowo brudny
  • zwichnięcie dotyczy stawów, a nadwyrężenie mięśni – w końcu to załapałam
  • w przypadku urazu klatki piersiowej, poszkodowanego powinno się położyć po stronie rany, by umożliwić odpływ krwi i płynów ustrojowych,
  • osoba agresywna i wyglądająca na pijaną, może najzwyczajniej w świecie, wykazywać objawy hipoglikemii, niskiego poziomu cukru we krwi – to też dużo tłumaczy, ha!
  • w przypadku udaru mózgu, jeśli do uszkodzenia doszło w prawej półkuli, prawa strona twarzy opadnie, natomiast paraliż ciała wystąpi po przeciwnej stronie. Jak określić udar mózgu? Dzięki testowi FAST...

FACE – jedna strona twarzy opadnięta
ARMS – brak możliwości uniesienia jednej z rąk
SPEECH – problem z mówieniem
TIME – należy bezzwłocznie wezwać pogotowie, jeśli występują powyższe symptomy

  • w przypadku urazu głowy, pogotowie należy wezwać jak najszybciej, jeśli: stan się pogarsza, poszkodowany jest powyżej 65 roku życia, w przeszłości miał miejsce uraz mózgu, osoba jest pod wpływem narkotyków albo alkoholu lub zażywa leki przeciwzakrzepowe,
  • zawsze po zastosowaniu uścisku Heimlicha (na osobie dławiącej się), poszkodowany powinien udać się do szpitala i przebadać pod kątem możliwych wewnętrznych obrażeń,
  • jeśli atak padaczkowy trwa dłużej niż pięć minut, należy wezwać pogotowie. A! I nie wkłada się niczego do ust!
  • wtórne utonięcie może się wydarzyć do 72 godzin od pierwotnego topienia i być śmiertelne w skutkach. Poszkodowany został uratowany, ale w jego płucach może się wciąż znajdować woda, która ogranicza zdolność wymiany powietrza i tym samym prowadzi do niedotlenienia mózgu,
  • reanimacja na dziecku powinna się zacząć od pięciu wdechów, gdyż jest większe prawdopodobieństwo, iż utrata przytomności została spowodowana zadławieniem, niż problemem z sercem (bardziej oczywiste u dorosłych).




Po zakończeniu kursu byłam tak pozytywnie naładowana, że nawet zaopatrzyłam się w profesjonalną apteczkę, w portfelu zaczęłam nosić maseczkę do resuscytacji i wybiegłam na ulicę ratować ludzi. Co tu dużo mówić, pewność siebie przychodzi z nabytą wiedzą. Zatem nie pozostaje nic innego, jak odświeżyć ją od czasu do czasu – nie tylko dla samej siebie, ale i żeby zacząć męczyć dziewczyny na pokładzie, hahahahaha!!!





15 listopada 2015

W emocjonalnej rozsypce


Dziś rano miałam w końcu spotkanie o wizę. Dokumenty złożone, teraz trzymam kciuki, żeby mi wszystko wydali jak najszybciej. Kolejny krok, to lot do Europy i jakimś cudem nie mam nawet siły się z tego cieszyć. Masakra.

Razem ze mną po wizę jechała nasza superwizor. Tak szczerze, chyba ją bardziej toleruję, niż lubię. Jest dużo starsza i jak na mój gust w sferze prywatnej za mało doświadczona. Poza tym jest Angielką. Z góry przepraszam, ale w moim odczuciu Angielki są bardzo powierzchowne. Jakoś nie umiem ogarnąć ich toku myślenia i nie potrafię dosięgnąć ich wnętrza (co innego ich rodacy ). Założę się, że są wyjątki, niestety moja superwizorka do nich nie należy. W każdym razie muszę przyznać, że już dawno rozmowa z drugą osobą nie miała na mnie takiego wpływu i pomogła zrozumieć pewne rzeczy. Nasza 20-minutowa wymiana poglądów w samochodzie była jak oczyszczenie, światełko w tunelu, czy jakkolwiek inaczej nazwać to mentalne oświecenie. Osiągnięcie emocjonalnego dna, to najwyraźniej normalka tutaj i jestem uleczalna! Musi mieć to związek z długą rotacją. Dwa miesiące poza domem to jednak lekkie przegięcie.

Nie należę do osób słabych psychicznie. Może poryczę się na reklamie (co bardziej świadczy o wrażliwości), ale na pewno nie poddam się przy pierwszej błahej okazji. Mimo tego ostatnie dwa miesiące były dla mnie prawdziwą emocjonalną huśtawką, a już totalnie dobił mnie zeszły miesiąc. Wyobraźcie sobie, że jesteście zamknięci w swoim pokoju, tylko z książką, kilkoma filmami i nie zawsze działającym Internetem. Możecie wyjść tylko do kuchni rano na śniadanie, a wieczorem spędzić dwie godziny na siłowni. Praktycznie macie możliwość wyjścia na zewnątrz, kiedy tylko chcecie, ale niestety w okolicy niczego nie ma i jest na tyle gorąco, że spacer w czarnej szmacie to czysta mordęga. A! Zapomniałam dodać, że cztery razy dostajecie wiadomość o wylocie kolejnego dnia. Pakujecie się, przygotowujecie psychicznie, a rano wszystko jest odwołane. Jedyne co stymuluje wasz mózg to częste wypady do samolotu w towarzystwie tego samego człowieka, z którym z czasem już nie ma o czym dyskutować i z resztą na samym samolocie po jakimś czasie już nie ma co robić. Jestem ciekawa, w jakim stanie byłaby wasza psychika po miesiącu w tak ograniczonej i pseudo-zorganizowanej przestrzeni życiowej (bo może faktycznie jestem słaba?)

Z zewnątrz może się wydawać, że jest to do przetrwania i im bardziej jesteście kreatywni i aktywni, zadanie będzie dużo łatwiejsze. Też tak myślałam, dopóki mnie nie „zamknięto”. Zaczęłam mniej rozmawiać ze znajomymi, nie miałam siły włączać Skype, czy nawet odbierać telefonów. Zaczęłam planować wakacje na nadchodzący okres wolnego, ale szybko działanie porzuciłam, bo zaczął mnie dołować fakt, że muszę wziąć pod uwagę ludzi w moim życiu – dopasować się do grafiku mojego mężczyzny, wziąć pod uwagę odwiedziny rodziny, itd. Ja mówię – Frustracja, ktoś powie – Egoizm! Zaczęłam nawet myśleć nad miejscem przeprowadzki i nowym startem w życiu. Marzenia o wolności, wolności wyboru, ale i wolności od podejmowania decyzji, wolności od dopasowywania się i powrocie kontroli nad własnym życiem.

Superwizorka otworzyła mi oczy swoimi powierzchownymi komentarzami. Jesteśmy tutaj tak długo, z dala od naszych codziennych obowiązków, znajomych i rodziny, że zaczynamy się oswajać ze swoją samotnością, a kiedy wracamy na miesiąc wolnego, te cztery tygodnie nie wystarczą na powrócenie do starego JA i nadrobienie wszystkich zaległości. To by właściwie tłumaczyło moje wieczne tułanie się na wolnym, tylko 40 dni spędzone we własnym domu w tym roku i wracanie do pracy jeszcze bardziej przemęczoną. Sprawa wygląda poważniej, kiedy sytuacja zmusza nas do dłuższego pobytu na nie-ludzkiej ziemi arabskiej. Ileż można spędzać czas w centrum handlowym przy kawie, na basenie w compoundzie, czytając czy śpiąc, a przy tym być zarzynanym świadomością tego, że życie nam ucieka między palcami, a my nie robimy nic produktywnego, czyli jedno, wielkie, śmierdzące NIC. Poza tym wszystkie zauważyłyśmy, że im bliżej końca rotacji, tym bardziej fiksujemy. Może w takich momentach łatwiej jest być taką pustą lalą, która nie wychodzi z salonu piękności, wydaje kasę na rzeczy, których w ogóle nie potrzebuje i buja się potajemnie z Arabami – przecież tutaj nie ma nic innego do robienia

Kiedy tu wyjeżdżałam, wiele osób ostrzegało mnie przed chorymi zasadami Arabii, hahahaha!!! Trzeba chodzić zakrytą, nie można prowadzić samochodu, nie można się bujać z facetami, jak jest się niezamężną, itd. Nikt mi nie powiedział, jak bardzo trzeba być silnym psychicznie, żeby tu przetrwać. No jasne, kto miał o tym wiedzieć, nikt tu z moich znajomych nie był. Każdy tylko powtarza, co usłyszał w mediach czy z ust innych, a wiadomo, że chore egzekucje wzbudzają większe zainteresowanie, niż zdrowie psychiczne jednostki.





Zatem oficjalnie przepraszam wszystkich za ignorancję, brak zrozumienia, nieobecność, zwięzłość, i powierzchowność... już niebawem wracam do domu, do bycia sobą. 
FINGERS CROSSED!



07 listopada 2015

Kilka hotelowych trików

Pomyśleć, że kiedyś w hotelu doceniałam tylko istnienie łóżka i prysznica (był to zapewne wpływ mojego podróżowania z plecakiem i spania po hostelach). Dziś, po tylu latach bujania się po świecie, z lekkim rumieńcem na twarzy, przyznam, że niestety standard poszedł w górę. To już nie tylko łóżko, ale łóżko tak wygodne, że nie chce się z niego wychodzić; łazienka nie byle jaka, ale czysta i dobrze wyposażona, a poza tym czajnik bezprzewodowy (bez zielonej herbaty ani rusz!), mini-barek najlepiej pusty (żeby go wypełnić swoimi produktami), idealnie działający Internet (żeby być w kontakcie ze światem), zdrowe produkty na śniadaniu, siłownia, ewentualnie brytyjska telewizja i... pudełko chusteczek higienicznych Nie ma się czemu się dziwić – kiedyś podróżowanie było wyrwaniem się ze środowiska domowego, dziś robię wszystko, żeby stworzyć swój własny „dom”, gdziekolwiek mnie wywieje. Tak już jest, że większość życia cabin crew to tułaczka po hotelach.

Dla jednych pobyt w hotelu to jak kanapka na śniadanie, nie wzbudzająca żadnych emocji, dla innych symbol wolności i odpoczynku wakacyjnego. Bez względu na to do jakiej grupy należycie, jest wiele trików i rad, których zastosowanie z pewnością uprzyjemni nie jeden taki pobyt.
Oto KILKA z nich...

  1. Numer naszego pokoju jest tajemnicą
    Często jestem świadkiem tego, jak załoga wymienia się numerami własnych pokoi jeszcze na recepcji, przekrzykując się nieraz przez całe lobby. Seryjnie?! Nigdy nie wiemy, kto nas obserwuje! Jeśli sam personel na recepcji nie może podać numeru pokoju naszej znajomej/znajomego, bo w końcu istnieje święta zasada ochrony danych osobowych, czemu serwować go nieświadomie nieznajomym w naszym otoczeniu?
  1. Lokalizacja pokoju ma wpływ na nasz komfort
    Dam sobie rękę uciąć, że w każdym hotelu znajdują się pokoje, które niechętnie są wydawane uznanym gościom i stałym klientom. Znajdują się one blisko windy, przy pomieszczeniach gospodarczych, nad restauracją czy salą bankietową, na parterze, pokojowe okno wychodzi na główną ulicę, itd. itd. Może na krótszą metę i z odpowiednim nastawieniem, taką noc można spokojnie przeżyć. Niestety dłuższy pobyt w takich warunkach zdecydowanie wpłynie na naszą psychikę. Czemu zatem nie wspomnieć na recepcji, że zależy nam na cichym pokoju, bo za nami długa podróż, albo przed nami ważne spotkanie
  1. Wato sprawdzić pokój zaraz po wejściu
    Mam tu bardziej na myśli kraje o wysokiej przestępczości. Chyba każdy z nas w Dubaju słyszał o tripie do Nigerii, gdzie dziewczyna została brutalnie potraktowana przez mężczyznę, który chował się pod jej łóżkiem i czekał na okazję. Zanim zamkniemy za nami drzwi do pokoju, wystarczy szybko sprawdzić „podejrzane” miejsca - łazienkę, szafę, okolice łóżka.
  1. Korzystanie z łańcucha do drzwi i innych blokad
    Warto się zawsze zabezpieczyć przed personelem sprzątającym, który nieraz wejdzie do pokoju zanim zdarzymy odpowiedzieć na pukanie, czy przed innym gościem hotelowym, któremu przez przypadek został wydany klucz do naszego pokoju – tak! zdarzyło się nieraz
  1. DND (Do Not Disturb) i telewizor
    Powszechne Di En Di to rodzaj zawieszki na drzwi „Nie przeszkadzać” lub, jak ostatnio zauważyłam, coraz bardziej stosowane w hotelach lampki przy drzwiach, kontrolowane z pokoju gościa. Niech się wam nie wydaje, że takie DND wystarczy, żeby nam nikt nie wszedł do pokoju podczas naszej nieobecności. Często zostawiam wywieszkę na kilka dni, bo szkoda mi jest sprzątaczek, które dziennie przychodzą zmienić ręcznik czy opróżnić kosz. Przecież ja w domu robię to dużo rzadziej, czemu w hotelu sytuacja miałaby być inna? Dopiero ostatnio znajoma mnie uświadomiła, że czasem personel sprzątający jest wysyłany przez zewnętrzną firmę, która narzuca określony target i jeśli pracownik się nie wywiąże z umowy, rzutuje to wtedy na jego wynagrodzeniu. Z kolei mój mężczyzna doradził mi, żeby zawsze zostawić włączony na głos telewizor (program w lokalnym języku), co nie tylko powstrzyma pokojówkę, ale również potencjalnego złodzieja, czyhającego na zagranicznych klientów.
  1. Korzystanie z hotelowego sejfu, albo bardziej tradycyjnie – własnej walizki
    Jeśli DND i włączony telewizor ciągle was nie przekonują, wartościowe przedmioty zabierajcie ze sobą, albo umieszczajcie w pokojowym sejfie (przetestujcie system zanim coś do niego włożycie! ). Jak zapamiętać, że coś tam włożyliśmy? Fajna rada z Dubaju – włóżcie do niego jednego buta. Podczas opuszczania hotelu, przypomni wam się, że jeszcze trzeba opróżnić sejf W przypadku braku takiego cacka, korzystajcie z tego co macie – własna walizka na szyfr czy kłódkę.
  1. Wiedzieć jak zadzwonić na recepcje, czy do innego pokoju
    Przydaje się w momencie, jak trzeba się szybko z kimś skontaktować. Hotele na lepszym poziomie mają w pokoju specjalny katalog z usługami i wskazówkami, w innych trzeba się główkować
  1. Korzystanie z pokojowego minibaru
    Większość takich barków ma w ofercie napoje i drobne przekąski. Niestety ceny są dużo wyższe, bo gość płaci za dostępność produktu. Minibarki posiadają system podczerwieni, który pomaga rejestrować wyjmowane z nich artykuły. Jeśli usunęliśmy coś przez przypadek i nie skonsumowaliśmy, warto się upewnić przy płaceniu rachunku, że minibarek nie został wliczony. Słyszałam wiele historii, gdzie mini butelka wódki wypełniona była wodą, puszka chipsów pusta, itd. Czy warte kombinowania, nie wiem, ale na pewno jest to brak szacunku dla właściciela hotelu i następnego gościa.
  1. Znajomość planu ewakuacyjnego
    Może tsunami w Japonii i ewakuacja z hotelu moich znajomych w ciemnościach, to ekstremalny przypadek, ale jeśli chodzi o bezpieczeństwo, tutaj nie ma miejsca na kompromis. Nigdy nie wiadomo, kiedy taka informacja będzie przydatna.
  1. Znajomość okolicy
    Jeśli pobyt zajmuje więcej niż jedną noc, warto się rozeznać w okolicy. Wiedzieć, których miejsc należy unikać, a gdzie dobrze byłoby zajrzeć. Większość hoteli ma usługi concierge, gdzie pracownicy z chęcią przekażą wszelkie informacje, a nawet rozdają lokalne mapki. Dla mnie punkt obowiązkowy zaraz po recepcji!
  1. Korzystanie z przechowalni
    Przychodzi pora opuszczenia pokoju, albo jest on jeszcze nie gotowy jak się pojawiamy. My nie chcemy tracić czasu, więc idziemy zwiedzać okolicę, ale co z bagażem? Wiekszość hoteli i hosteli ma usługę przechowalni. Niestety nigdy nie wiemy, kto ma dostęp do takiej przechowalni, a hotel przeważnie nie ponosi za bagaż odpowiedzialności. Po raz kolejny - wartościowe przedmioty wędrują zawsze z nami!
  1. Korzystanie z hotelowych ofert i umów z innymi firmami
    Zamawianie taksówki z hotelu w Paryżu na pewno będzie dużo droższe, niż złapanie jednej bezpośrednio z ulicy, ale w krajach rozwijających się, gdzie możliwości są ograniczone, a język może stanowić barierę, takie posuniecie może się okazać mądrym rozwiązaniem. W takich sytuacjach często budzi się we mnie polski instynkt – czuję, że każdy chce mnie wykorzystać i zgarnia za mnie mega profit, ale kiedy klepie mnie po ramieniu i patrzy się na mnie wielkimi oczami moje bezpieczeństwo, wymiękam
  1. Sprawdzenie łóżka!!!
    Tego nauczyłam się po ostatnim wypadzie do Amsterdamu ze znajomą (). Dziesięć lat podróżowania z plecakiem po sześciu kontynentach i nie trafiłam na ani jedną, a śmigam na dwie noce do stolicy Holandii i tygodniami leczę paskudną wysypkę po pluskwach. Zauważalne gołym okiem drobne czarne punkty lub ślady krwi na pościeli, powinny być wystarczającym sygnałem alarmowym. Właśnie zgooglowałam ich zdjęcia – bleeee!!!!!
  1. Korzystanie z pokojowego wyposażenia
    Jeży mi się skóra na samą myśl o historii, którą słyszałam od znajomej... obserwowała kiedyś człowieka, sprzątającego jej pokój, w jednym z arabskich krajów. Zamarła, kiedy mężczyzna zaczął wycierać jej kubek do kawy szmatką, którą minutę wcześniej wycierał toaletę. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! Od tego dnia za każdym razem myję kubek czy szklankę zanim je użyję.
  1. Kopertę po kluczu najlepiej zostawić w pokoju
    Klucz-karta, wydawany jest często małej kopercie, która zawiera numer pokoju i adres hotelu. Teraz sobie wyobraźcie zgubić to gdzieś w mieście, albo w najgorszym przypadku zostać okradzionym. Adres hotelu czy telefon lepiej zapisać we własnym telefonie, czy nawet zrobić zdjęcie. Ja zawsze zapisuję numer pokoju na ręce – zwłaszcza jak idę na jednego drinka Jest milion sposobów! Trzeba tylko ruszyć wyobraźnią.
  1. Klucz i telefon się nie lubią!
    Telefon trzymany w pobliżu naszego pokojowego klucza po prostu go rozmagnetyzuje. Zaoszczędza nam to schodzenia na recepcję, zwłaszcza jak pokój znajduje się w odległości kilku kilometrów Mój pokój jest czasem tak daleko, że czuję się, jak podczas wędrówki na Marsa, hahaha!
  1. Hotelowa pralnia
    Warto wiedzieć, iż niektóre hotele korzystają z oddzielnych firm pralniczych. W tym przypadku, jeśli zależy nam na nagłym odebraniu ubrań, możemy mieć małe problemy Usługi ekspresowe lub skorzystanie z lokalnej pralni mogą być dobrym rozwiązaniem na nasze krótkie pobyty.
  1. Zatyczki do uszu i opaska na oczy
    Nieraz uratowały mi życie! Hotele z reguły są bardzo głośne. Jak już uda nam się wywalczyć pokój w cichej części hotelu, pojawia się inny problem – rodzina z dzieciakami za ścianą, sprzątaczki zaczynające pracę we wczesnych godzinach porannych, późne biesiadowanie innych gości na piętrze, głośno chodząca klimatyzacja albo chrapiący partner (buahahahaha!!! ). Każdy z nas ma inny poziom tolerancji hałasu. Zestaw taki zawsze warto mieć pod ręką.
  1. Zamelduj się!
    W dobie powszechnie dostępnych portali społecznościowych i potrzebie dzielenia się naszym życiem ze wszystkimi istotami stąpającymi po tym świecie, jeszcze bardziej musimy być rozsądni, jeśli chodzi o nasze bezpieczeństwo. Może oznaczenie się na Facebook'u w mieście czy nawet lokalnym hotelu, nie niesie za sobą jeszcze tak poważnych konsekwencji, jak informowanie o numerze pokoju i dokładniej dacie pobytu. Znajoma chwaliła się pewnego razu, jak poznała kogoś online. Narzekała w rozmowie z nim na ubogie w hotelu warunki – pokój, jedzenie, itd. Na pytanie, odpowiedziała w jakim jest pokoju, następnego dnia otrzymała terapeutyczną poduszkę i sushi. Historia może niewinna, ale czy warto tak ryzykować?
  1. Dobrze jest się zaprzyjaźnić z personelem i dawać napiwki za szczere usługi
    To w końcu też ludzie, którzy żyją między nami i ich praca zasługuje na szacunek. Jakby nie było, w ich rękach spoczywa nasz komfort Ta zasada, w moim przypadku, ma mniejsze zastosowanie w USA, nie ogarniam tej mentalności. Tam napiwek i szacunek jest żądany od gościa na same dzień dobry. Pułapka, na którą też trzeba uważać!
  1. Warto zbierać punkty za pobyt
    Ma to oczywiście sens, jeśli często korzystamy z hotelowych usług. Dzięki takiemu członkostwu, dostajemy wiele dodatkowych usług, od darmowego Internetu po późny check-out


Hotel to jedna wielka zbieranina przypadkowych ludzi i wierzcie mi, przez te wszystkie lata widziałam tyle, że na chwilę obecną, to jest ostatnie miejsce, w którym potrafię się zrelaksować. To ja z reguły jestem tą, która dostaje pokój z dzieciakiem za ścianą, zepsutym prysznicem, nad restauracją i z dala od znajomych, ale odpowiednie podejście, kontakty i chwile OMMMMMM pozwalają wyjść na prostą  



Autorem tego zdjęcia musi być cabin crew!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...