Pracoholiczki, humory i armagedon

stycznia 17, 2015


Przepraszam za dość długą nieobecność! Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że już minęła połowa pierwszego miesiąca Nowego Roku! Na tym etapie chyba już nikt nie pamięta o swoich postanowieniach noworocznych. Emocje i motywacja opadły. Ale nie u mnie! Coraz bardziej się przekonuję, że w tym roku muszę wziąć życie w swoje ręce (nie żebym tego nigdy wcześniej nie robiła), tym razem jednak bardziej świadomie.



Odkąd wróciłam do pracy na początku grudnia, do końca roku nic się nie działo. Samolot, na który zostałam przypisana, zarósł pajęczyną. Kiedy cały świat wokół wariuje od przygotowywań świątecznych i tętni życiem, nasza rodzinka królewska zaszywa się w kątach swojego pałacu. Ze snu zimowego budzą się dopiero pierwszego stycznia, kiedy reszta świata leczy akurat kaca. I tak właśnie NON STOPER, od początku nowego roku, jesteśmy w trasie. Dwa tygodnie między Londynem, Paryżem, Los Angeles i Saudi. Korzystam właśnie z pięciogodzinnej przerwy na ponownym locie do LA i nadrabiam zaległości w pisaniu. Jedyne co mnie nakręca, to jutrzejszy lot do Las Vegas. Serio??? Myślałam, że polecę tam wyłącznie, jak powiem TAK mojemu mężczyźnie, bo z jakiegoś powodu ubzdurał sobie tą miejscówkę na nasz wielki dzień, a tymczasem lecę jutro bez żadnych zobowiązań 😉 Party Party Babe!

Ale zejdźmy na ziemię... hmmm, nie, muszę jeszcze pobyć w chmurach parę godzin, zatem przejdźmy do rzeczy! Ostatnie kilka tygodni dało się nam wszystkim we znaki. Wieczne latanie z tą samą załogą ma swoje plusy i minusy. Człowiek w jakiś sposób się zżyje i bardziej pozna, ale z drugiej strony rodzi się ta potrzeba przestrzeni i odmiany. Po jakimś czasie nawet mała rzecz potrafi nas wyprowadzić z równowagi, a w babskim świecie przeważnie kończy się to wielkim dramatem, żeby już nie wspomnieć o możliwym armagedonie! Dochodzę do wniosku, że jednak obecność testosteronu w zespole jest jak najbardziej konieczna. Nasza firma niestety nie rekrutuje mężczyzn na stanowisko cabin crew. Myślę, że wprowadziłoby to u nas jakąś równowagę w kabinie. Jedne z nas potrzebują zagłaskania, inne po prostu trzeźwego spojrzenia na problem (czy ja właśnie stanęłam po stronie mężczyzn?!). Tymczasem walka na plotki i złe spojrzenia trwa. Niebawem część z nas wyjeżdża na wolne i pojawi się świeża, wypoczęta krew, może wtedy sytuacja zostanie opanowana. Jak na razie PODDAJĘ SIĘ.

Moje kolejne wolne, w przyszłym miesiącu, rozpoczynam od szkolenia w Szwajcarii, dla załogi zatrudnionej w liniach prywatnych. Są to dwudniowe warsztaty z wszystkiego, co nasza rola tak naprawdę obejmuje. Kilka lat temu trafiłam na reklamę tego kursu, ale najwyraźniej nie byłam wtedy jeszcze gotowa na karierę w lotnictwie korporacyjnym. Praktycznie oferta mnie w ogóle nie zachęciła. Dziś, z perspektywy czasu, pozycji i przyszłych ambicji, wierzę, że muszę wziąć tą opcję jak najbardziej pod uwagę. Jeżeli planuję powrót do Europy, muszę poszerzyć wiedzę z zagadnień, uwzględniających naszą kulturę. Środowisko, w którym obecnie przebywam, jest bardzo specyficznie. Nie dość, że obowiązują nas zasady świata muzułmańskiego, to jeszcze pracujemy dla rodziny królewskiej, która narzuca nam swoje własne wymagania. Zatem odliczam dni do szkolenia, bo poza potężną dawką konkretnej wiedzy, przyjdzie mi pewnie ogarnąć nowe kontakty i kto wie, może wrócę do domu znacznie szybciej, niż planuję 😊

Śmigam spać, chcę mieć energię na...


                                                                                            ...uroki Zachodniego Wybrzeża 😍

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga