Jak złamałam zasady...

lutego 01, 2015


„Kurde Aga!” - odczytuję wiadomość od mamy, popijając drina sześćdziesiąt kilometrów od bazy. Śmieję się, bo oczami wyobraźni widzę jej przerażoną minę, ale jak zwykle wszystko jest pod kontrolą. Luzik Mamula! 😉

Jesteśmy w Saudi już od ponad tygodnia. W odróżnieniu od innych dziewczyn, nigdy nie miałam problemu z pobytem na naszym osiedlu. Mamy w końcu basen, siłownię, możliwość dojechania do centrum handlowego, Internet, mój angielski serial w TV i święty spokój 😉 Po powrocie z ostatniego tripa do USA każda zaszyła się w swojej willi i na swój sposób walczyła z jet lagiem. Osiedle totalnie wymarło. W ciągu dnia żywej duszy nie można było uraczyć. Nikogo nie było na siłowni, nikt nie odpisywał na moje wiadomości, dopiero wieczorami biedaczki zaczęły się wylęgać ze swoich kryjówek. Pełna zazdrocha w kierunku mojej współlokatorki, której w międzyczasie udało się zorganizować wyjazd do Bahrajnu. Znajomi, imprezy, drinki, zero abaji... Bahrajn = Wolność 😍 Za późno mi powiedziała o swoich planach, więc nie było szansy, żebym się załapała na wyjazd. W czwartek za to postanowiłam zmobilizować małą grupkę do wyjścia na kolację. To jedyny dzień w tygodniu, kiedy jest otwarty azjatycki bufet w restauracji na pobliskim osiedlu. Chociaż ciągle nie można uraczyć lampki wina, jedzenie jest niesamowite, większość klientów to Europejczycy, to także okazja do legalnego spotkania męskiej części naszej firmy i MOŻNA ŚCIĄGNĄĆ ABAJĘ! Wszystko w odległości zaledwie kilku metrów.

Podczas kolacji szalona Amerykanka rzuciła hasło, że powinniśmy się wybrać do Bahrajnu. W najbliższym czasie nie ma żadnych planowanych lotów, więc to jest najlepsza okazja, żeby pojechać. Nie wiem, czy wiedziała o mojej Włoszce tam szalejącej (ja trzymałam język za zębami!), czy to właściwie zbieg okoliczności, a wypady za granicę są dość powszechnym działaniem tutaj. Czemu ja o niczym wcześniej nie wiedziałam?! ?! ?!

JESTEM ZA!!!! Męczyłam Amerykankę wiadomościami nawet w nocy po powrocie do domu. Wygląda na to, że jesteśmy jedyne (łącznie z naszym mechanikiem), bo reszta stołu niechętnie przyjęła tą propozycję. Tak naprawdę wezwanie na lot może się pojawić w każdej chwili, nawet kiedy żadne oficjalne info nie istnieje w systemie, no i w ogóle cała ta idea podróżowania samotnych kobiet z obcym kierowcą... Kiedyś pytałam wśród męskiej części naszej załogi, jak się dostać do Bahrajnu, bo słyszałam, że panowie dość często tam wybywają. Ich niechętne próby tłumaczenia, że nie powinnam i nie jest to takie łatwe dla mnie, bo jestem kobietą... zabili we mnie ducha.

Następnego dnia wiadomość od mechanika: „Transport załatwiony, jedziemy na obiad, potem do klubu, o której chcesz wyjechać?”. Super!!! Czyli jest szansa. Na nim można polegać. W życiu nie poznałam bardziej zorganizowanej i opiekuńczej osoby, więc jeśli on pyta, czy jestem za... JESTEM ciągle ZA 😁😁😁 Kilka godzin później byliśmy już w drodze. Szalona Amerykanka odpuściła, ciężko ją było dobudzić, najwyraźniej jet lag ją ciągle trzyma.

Trasa od nas do Manamy jest dość szybka. Tak naprawdę więcej czasu spędza się na samej granicy, tam panuje istny kocioł! Każdy chce przejechać jak najszybciej, nikt nie respektuje prawa drogowego i kolejek. Prawo buszu – kto kieruje większym pojazdem, ten ma wszędzie pierwszeństwo 😉 Z Saudi wyjechałam bez problemu, do Bahrajnu musiałam dać 50 riali opłaty wizowej. Nikt się nie czepia, że nie mam przykrytych włosów, podobnie nikt się nie czepia, że jestem jedyną kobietą w samochodzie i jeszcze bez obrączki. Co jest grane?! Pieczątka jest! Kilka metrów dalej ściągam abaję, zakładam obcasy. Niech żyje życie!!! 💙


Widok na Manamę

Dwadzieścia drinków, dwie imprezy, śniadanie, zwiedzanie i dwie kolacje później piszę do mamy co jest grane...”Piję od rana, myślę, że mnie wpuszczą do Saudi...” Odpowiedź już znacie 😊

Za odwagę i rozwagę – zdrowie kubkiem zielonej herbaty! 

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga