31 marca 2015

Świat jest ironicznie mały


Dowiedziałam się właśnie, że dwie dziewczyny z naszej trójki dołączą jutro na 777. Ja oczywiście zostaję w Rijadzie, co znaczy, że nici ze świąt wielkanocnych w Londynie, bo tam podobno Boeing ma się udać przed wylotem do USA. Wkurzona poszłam na siłownię wypompować negatywne emocje. Czekam na windę z przypadkowym mężczyzną...

  • Ale denne jest to miasto, co nie? Nie ma co robić! - zagaił
  • Ty narzekasz! A co my, kobiety, mamy powiedzieć?
  • Fakt, masakra jakaś. Ja mieszkam w Londynie, więc to jest mega odmiana dla mnie...

    W tym momencie szczęką obiłam sobie palce u stóp!

Przy wychodzeniu z windy:

  • Dasz się zaprosić na kawę?

         To ma być rekompensata za stracony lot, czy dobicie gwoździa do trumny, pytam!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


W tym samym hotelu kilka dni wcześniej:

  • Przepraszam, mój klucz nie działa – podbiłam do przypadkowego kolesia na recepcji
  • Pokój?
  • 347
  • Pani Agnieszka...
  • Powaga?! Skąd wiesz, jak wymówić moje imię?
  • Mam znajomych Polaków... i moja dziewczyna nazywa się tak samo jak Ty
  • O kurcze, no nieźle! A skąd jest z Polski?
  • Napiszę, bo nie umiem wymówić... Ś-W-I-E-R-K-L-A-N-I-E-C
  • Buahahahahhahahahahhahahahahahah!!!!!! Nie żartuj!!! To przecież niedaleko mnie!



Takie akcje mnie zawsze rozwalają!



Co jednak nie zmienia faktu, że jestem ciągle zawiedziona...





30 marca 2015

Szkolenie dla korporacyjnej załogi



  • serwetka powinna być dotykana jak najmniej, więc złożona w bardzo prosty sposób (zapomnijcie o kształcie kwiatu, łódki czy słonia!)
  • zupę krem podaje się na talerzu, rzadką w misce
  • kawior serwuje się perłowymi sztućcami, czasem nawet złotymi, utlenianie metalu i srebra negatywnie wpływają na jego delikatny smak
  • filiżanka powinna być podawana z uchwytem na godzinę 4:00
  • w szklance źle wypolerowanej szampan nie będzie się pienić
  • whisky single malt podaje się z wodą
  • jedzenie może być przetrzymywane w temperaturze 5-60 stopni C tylko do dwóch godzin, później zaczyna się mnożyć bakteria
  • kiedy klienci dużo piją na pokładzie, należy podwyższyć temperaturę
  • stanowcze NIE sztucznym kwiatom...

W lutym miałam okazję wziąć udział w kilkudniowym szkoleniu w Genewie. Były to fantastyczne dwa dni wypełnione konkretną wiedzą, cennym doświadczeniem, potrzebnymi wskazówkami i ogromną dawką dobrego humoru.

Kilka lat temu trafiłam na reklamę tego szkolenia, ale przyznam, że wtedy jeszcze nie myślałam o zmianie kariery. Oferta po raz kolejny trafiła w moje ręce pod koniec ubiegłego roku. Tym razem dała mi dużo do myślenia i w rzeczywistości była odpowiedzią na moje rozterki zawodowe. Im dłużej jestem na Bliskim Wschodzie, tym bardziej dochodzę do wniosku, że ta praca tutaj tak naprawdę nie daje mi doświadczenia, na które liczyłam. Chociażby wziąć pod uwagę serwowanie alkoholu, które oczywiście nie wchodzi w grę na naszych pokładach. Był przypadek, że klient zażyczył sobie wino, ale to był jedyny raz. Oferta genewskiego szkolenia przedstawiała wszelkie możliwe zagadnienia związane z korporacyjnym lataniem, które mnie, jako początkującą stewardessę prywatnych linii, bardzo interesowały. Spotkałam się z różnymi opiniami, jeśli chodzi o ideę tego kursu. Chociaż zauważyłam również, że negatywnie wyrażały się raczej osoby, które nigdy nie miały okazji bardziej zagłębić się w jego treść, albo nie były w stanie w siebie zainwestować. Zazdrocha?

Corporate Flight Attendant Training jest organizowany przez Austriaka, który z wieloletnim doświadczeniem w hotelarstwie i obsłudze klienta, został poproszony pewnego razu o przeszkolenie załogi dla jednej z bardziej znanych europejskich linii lotniczych. Szkolenie, skupiające się głównie na serwisie, było pomocne i owocne do tego stopnia, że instruktor postanowił z czasem założyć własną firmę, która miałaby na celu przygotowanie dziewczyn do przyszłej roli w korporacyjnym lotnictwie. Do tej pory ponad 800 zainteresowanych wzięło odział łącznie w ponad 125 szkoleniach na świecie.

Zatem były to dwa intensywne dni, podczas których nie tylko poruszaliśmy wiele interesujących zagadnień, ale też z racji, że byłyśmy tylko trzy, otrzymałyśmy bardzo indywidualne podejście. Każda z nas pracuje w innym regionie – Europa, Afryka i Bliski Wschód. Z tego względu wymiana doświadczenia między dziewczynami była bezcenna! Każdy obszar ma swoje specyficzne zasady i utrudnienia. Do tej pory myślałam, że tam gdzie wieje piaskiem jest najtrudniej. Głównie ze względu na dziwne żądania klientów, ciągłe zmiany planów, zwłaszcza w ostatniej chwili i specyficzną kulturę muzułmańską. Afryka ma dużo więcej wyzwań! Poczynając od trudności związanych z cateringiem (ubogi transport i dostęp do zdrowej, świeżej żywności), a kończąc na bezpieczeństwie załogi, chociażby w hotelach.




Pierwszego dnia zaczęliśmy od nakrycia stołu. Każda z nas miała zaprezentować sposób w jaki tego dokonuje na własnym pokładzie. Tutaj z buraczanym kolorem na własnej skromnej twarzy muszę przyznać, że mój wyglądał najmniej atrakcyjnie, a w końcu latamy z rodziną królewską! Wynika to przede wszystkim z faktu, że na Bliskim Wschodzie panuje całkiem inna kultura jedzenia. Do stołu podjeżdża się wózkiem, na którym zaprezentowane jest jedzenie i klient z reguły prosi o wszystko z każdej miski. Dopóki ich żołądek jest pełny, wszystko gra. Odchodzą też ze stołu, z wiadomych przyczyn, kieliszki. W Europie zwykle zbierane jest zamówienie z zaprezentowanego wcześniej menu i serwowane na indywidualnych talerzach. Totalnie inne podejście, bardziej eleganckie i profesjonalne. Zwróciliśmy również uwagę na etykietę serwowania gości przy stole w zależności od kultury, nakrywanie stołu w momencie kiedy w grę wchodzi więcej posiłków (tym samym sztućców), technika trzymania talerzy zarówno podczas podawania, jak i późniejszego sprzątania stołu, przygotowywanie napojów gorących, zwłaszcza herbaty. Ciekawym było również omówienie sposobów przygotowywania drogich produktowy, jak kawior, sushi, łosoś czy foie gras. Na sam koniec przestudiowaliśmy protokół serwowania szampana, wina białego i czerwonego. Mimo, iż pierwszy dzień zaczął się już o 8:00 rano, z radością siedziałyśmy do późnych godzin wieczornych, popijając otwarty alkohol i próbując wspomnianych wyżej przekąsek. Prawdziwa uczta!  





Drugi dzień zaczęłyśmy od bezpieczeństwa żywności i zagadnień związanych z cateringiem – jak wybierać wiarygodnych dostawców i jak ważne jest tworzenie z nimi dobrych stosunków oraz niebezpieczeństwa związane ze złym przechowywaniem żywności. Następnie przeszliśmy do problemów związanych z bezpieczeństwem hotelowym, ochroną danych osobistych naszych i klientów oraz wizerunku firmy, radzeniem sobie na pokładzie w niezręcznych sytuacjach – narkotyki, kochanki, molestowanie seksualne, nadmiar alkoholu, itd. Po lunchu zobaczyliśmy prezentację na temat dekoracji wnętrza samolotu, poczynając od głównego salonu, przez biuro, do sypialni i łazienki. Niewiarygodna liczba pomysłów, które znowu w naszej firmie nie miałyby zastosowania, ponieważ rodzina ma swoje przyzwyczajenia i standardy. Na koniec zostały nam przedstawione nowoczesne trendy w prywatnym lotnictwie. Wiecie, że powstała nawet specjalna pozycja cabin crew dla zwierząt? Taka załoga jest specjalnie szkolona pod kątem psychologii zwierzęcej i zajmuje się pupilkami podczas całego lotu. Świetna odmiana dla tych, których praca z ludźmi doprowadza do ostateczności Poza tym dość powszechnym trendem staje się dostępność gazet i magazynów online oraz zdrowa żywność – sałatki, zielona herbata. Po zakończonym kursie dostałyśmy cenne wskazówki pisania CV i dyplomik ze szwajcarskimi czekoladkami

Cieszę się z każdego wydanego grosza na to szkolenie, bo zrozumiałam jak niesamowicie ważnym jest świadomość różnic w świecie nawet jeśli chodzi o prywatne latanie! Wiem teraz, które zagadnienia muszę dopracować, a które umiejętności muszę zacząć od podstaw, aby w przyszłości trafić tam, gdzie od pewnego czasu mnie ciągnie. Jak na razie moje życie zawodowe jest niesamowicie interesującą przygodą, które pewnie z czasem będzie musiało osiągnąć inny wymiar, bardziej realny



Zainteresowanych odsyłam do stronki Corporate Flight Attendant Training





Jak miałam być Główną


Jakiś czas temu przyszedł mail od bosiska z rozpiską załogi na kolejne dni. Nasza mała ekipka wraca na A319 do Singapuru, odebrać pasażerów, których tam wcześniej zawoziliśmy. Zatem ferry do Azji i powrót następnego dnia. Wszystko fajnie, tylko zostałam wybrana na główną na nasz lot bez pasażerów (o tyle dobrze!).

Z jednej strony ciężko jest mi zrozumieć dlaczego na to stanowisko przypisują kogoś z małym doświadczeniem (bez konkretnego szkolenia w tym kierunku), z drugiej natomiast rozumiem, że jestem najdłużej w firmie z dziewczyn w mojej załodze, a szefostwo ma serio nóż na gardle. Główna Ukrainka, która leciała z nami początkowo do Singapuru, musi się udać po wizę do Bahrajnu, później wysyłają ją liniami komercyjnymi, żeby tam do nas dołączyła na lot powrotny. Dobra, jakoś damy radę!

Kilka dni przed Singapurem dostałyśmy lot do Paryża (po pasażerów) i z powrotem. Starałam się obserwować każdy ruch Głównej z Bałkanów i wypytywałam o wszystko, co tylko przyszło mi do głowy. Najbardziej zależało mi na poznaniu zasad komunikacji z firmą cateringową i pilotami. Przeważnie jestem wrzucana na galley, gdzie trzeba być zorganizowanym i szybkim, albo na tył samolotu, gdzie jest się odpowiedzialnym za kabinę gości i służby, więc nie miałam raczej okazji obserwować, co się dzieje na przodzie. Pamiętam, ze pierwsze dni w firmie spędzałam przy mojej ulubionej Głównej Czeszce, ale kiedy to było! Wtedy bardziej martwiłam się serwisem i kontaktem z VIP-ami.

Jednego ranka DING - przyszedł mail z firmy ze szczegółami tripa, od którego zaczyna się cała organizacja lotu. Zaraz po nim DING - wiadomość od kapitana odnośnie zbiórki z hotelu i prośba o przekazanie informacji pozostałym dziewczynom. Za każdym razem trzeba wszystko potwierdzić w mailu zwrotnym. Poprzedni Paryż tak nas wymęczył, że tego dnia chodziłam jak zombie. Przysnęło mi się na chwilę. Kolejny DING - mail od kapitana: „Proszę o zorganizowanie transportu z hotelu na lotnisko o godzinie 5:00”. Po wysłaniu maila: „Potwierdzam”, zaczaiłam dopiero bazę, że mail nie był do mnie skierowany. Ale siarsko, Aga! Wysyłam wiadomość do kapitana na Whatsapp:
  • „ Przepraszam, dopiero teraz zauważyłam, że to nie było do mnie. Właśnie się obudziłam
  • „ Nic nie szkodzi. Załączyłem cię w mailu, żebyś widziała, co się dzieje. Wracaj spać, bo jutro nas czeka długi dzień ”.
Ufff, przynajmniej są wyluzowani

Skontaktowałam się z Ukrainką, która jeszcze raz w szczegółach wszystko ze mną przerobiła i dodatkowo pomogła w organizacji cateringu na nasz lot. Co prawda wymagaliśmy tylko jedzenia dla załogi. Myślę, że raczej dałabym radę zrobić to sama, biorąc pod uwagę dni spędzone nad cateringiem z Czeszką, ale jeśli zostaje mi zaoferowana pomoc eksperta, czemu nie skorzystać DING - przesłała mi gotowe zamówienie, ja jedynie naniosłam kilka poprawek (dziewczyny są wegetariankami) i wysłałam do firmy cateringowej. DING - po zatwierdzeniu, zostało mi jedynie przesłać wszystko razem do dziewczyn – listę z zamówionymi produktami, godzina zbiórki i pozycje na samolocie. DING - „Potwierdzam”, DING - „Potwierdzam”.

Chwilę później... DING od Ukrainki - „Wygląda na to, że spotkamy się w Kuala Lumpur, prześlę Ci więcej info, jak dostaniemy potwierdzenie”. Ja cię kręcę! Co teraz wymyślają? DING od Ukrainki - „Wysyłaj catering, cokolwiek będzie, to tak samo długi lot”. Już dawno zrobione, hellou! DING - mail z firmy, potwierdzający lot do Malezji. Wysyłam wiadomość do dziewczyn ze zmianą destynacji, zwłaszcza, że jedna z nich umówiła się ze swoim chłopakiem w Singapurze, może uda się biedakowi zmienić bilet!

Śmigam spać, bo pęka mi głowa! Niby nic stresującego, a jednak każdy dźwięk maila albo firmowego Whatsappa, stawia na równe nogi. DING - od głównej z Bałkanów: „Przychodź do mnie szybko!” ????????????????????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czy ten dzień się kiedyś skończy?

Okazało się, że w ostatniej chwili firma pozmieniała załogę. Ukrainka została wysłana na inny samolot, który miał odlot za trzy godziny, a ta druga śmiga z nami. Musimy teraz tylko szybko zrobić zamówienie dla dziewczyn, które za chwilę odlatują i poprawić nasze, w końcu dochodzi kolejna osoba... „Napisz im, żeby do zamówienia dołączyli dodatkowy omlet i stek z ziemniakami. Sorry, że ciebie o to proszę, ale wiesz jacy oni są, zobaczą zmianę nazwiska w korespondencji i pomieszają całe zamówienie.”

Wysłane

DING - „Potwierdzamy”

O, i poproś jeszcze o dodatkowe mleko”

Wysłane

DING - „Potwierdzamy”

…................................................................................Mogę już iść spać?



Zatem Kuala Lumpur, ponieważ nie dostaliśmy pozwolenia na zaparkowanie samolotu w Singapurze. Z racji śmierci Lee Kuan Yew, jego założyciela, prywatny terminal był w stanie przyjąć tylko określoną liczbę samolotów i podejrzewam, że głównie tych, przybywających na pogrzeb. Nasz lot ostatecznie został opóźniony. Na samym pokładzie spałam może z trzy godziny, tylko po to, żeby zregenerować siły, ale też nie chciałam spać za długo, żeby móc spać w nocy. Pozostałe dziewczyny padły jak zabite. Tylko ja i Główna czuwałyśmy nad pilotami (zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach z Germanwings). Zanim wylądowaliśmy, przeszliśmy odprawę paszportową i dotarliśmy do hotelu, była godzina 3:00 na ranem. Zbiórkę mieliśmy o 8:00. Daleki dojazd na lotnisko. Oczywiście zawsze jak mamy krótki pobyt, dostajemy hotel w centrum miasta, na długim layoverze, zatrzymujemy się przy lotnisku – pytam się, gdzie jest logika?

40-minutowy lot z Kuala Lumpur do Singapuru, po czym następny 8-godzinny z pasażerami do Dubaju (to jest minus małych samolotów, na długich trasach zawsze musimy się gdzieś zatrzymać, żeby zatankować) i kolejny, ponad godzinny do Arabii Saudyjskiej. Dotarłam do hotelowego pokoju i myślałam, że wyzionę ducha. Ból koniuszków palców u dłoni, był dowodem na to, że na locie było dużo pracy. Na samą myśl o robieniu cappuccino, espresso i zmywania wszystkich filiżanek co piętnaście minut, robiło mi się niedobrze. Ostatnio chyba tak zasuwałam w japońskich liniach, gdzie dochodził jeszcze jetlag morderca! Czy możemy teraz dość kilka dni wolnego?



Tymczasem dziś rano rozbawił mnie filmik na necie.
Do wszystkich nieposłusznych... !!!











26 marca 2015

4U 9525

Łączę się w smutku z najbliższymi ofiar...
I chylę czoła kolegom, którzy latają teraz jeszcze wyżej...



Kolejna niespodziewana katastrofa lotnicza, która wszystkimi wstrząsnęła. Nie dość, że do wypadku doszło "w sąsiedztwie", tym razem ofiarą padły (bezwypadkowe do tej pory) niemieckie linie lotnicze, ostatnie informacje donoszą, że przyczyną był faktor ludzki... 

Airbus A320 linii Germanwings rozbił się na trasie Barcelona - Dusseldorf, tragicznie kończąc życie 144 pasażerów i 6 członków załogi. Wieża kontrolna straciła kontakt z samolotem pół godziny po starcie. Raporty śledcze wskazują, że pierwszy oficer zamknął się w kokpicie, po wyjściu kapitana i umyślnie sprowadził maszynę do lądowania, w efekcie rozbijając się w Alpach.
 
 
Każdy nasz lot to powierzanie swojego życia w obce ręce...


23 marca 2015

Nowe miejscówki i stare śmieci


Bez wątpienia kocham swoją pracę

To już prawie trzy tygodnie po powrocie, a ja zrobiłam tylko dwa loty. Najwyraźniej sprawdza się to, co mówiły niektóre dziewczyny. W zależności od tego, do którego samolotu się jest przypisaną, pracuje się jak mały osiołek, albo leni równo.

W Szwajcarii utknęłam na tydzień, zatem pośmigałam po okolicy ze znajomymi. Zaliczyliśmy kilka nowych miast, między innymi Lucernę i bajeczny, alzacki Colmar, podobno jeszcze piękniejszy wiosną, kiedy zakwitną wszystkie kwiaty. Dotarliśmy także do Liechtensteinu, który poza inspirującymi widokami górskimi, nie ma wiele do zaoferowania. Zdecydowanie dobrze było się wyrwać z hotelu i odwiedzić nowe miejscówki! Mimo, iż ta praca daje możliwość ciągłego przemieszczania się po świecie, to nie jest to samo, co założenie trampek, wrzucenie aparatu do plecaka i strzałka przed siebie! Odżyłam. Podróżowanie daje mi wolność...


Lucerna




 Liechtenstein




Colmar





Zostałam też znowu wysłana do Bahrajnu, żeby wyrobić wizę saudyjską. O wylocie dowiedziałyśmy się 4 godziny przed praktycznym startem samolotu! Pomijając fakt, że akurat sprzątałyśmy nasz samolot i musiałyśmy wrócić do willi po niespakowane z resztą walizki, czekała nas jeszcze 40-minutowa podróż na lotnisko. Jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę Żeby dodać trochę więcej emocji i stresu, w Saudi padało od kilku dni. Mokre drogi są czymś niebywałym w tym rejonie i podobnie jak nagły śnieg wprowadza chaos chociażby w Anglii, tak tutaj podobnie kilka kropli deszczu. Wypadki samochodowe co kilka metrów! Na samym lotnisku już z kartami pokładowymi w ręce, zostałyśmy poinformowane, że z racji, iż nasza wiza się skończyła, musimy mieć specjalnego agenta, który nas odprowadzi do samolotu. Siedziałyśmy na ławce jak skazane, otoczone grupą mężczyzn w mundurach, krzyczących do siebie i przez telefon po arabsku. Na koniec przybiegł jakiś zdyszany pan, wszyscy się do nas uśmiechnęli i puścili nas na samolot, którego boarding już dawno się skończył. Jaka jazda w ogóle! Byliście kiedyś na locie, gdzie załoga nawet nie odpina swoich pasów? Samolot się wzbija i momentalnie ląduje... nie dostaliśmy nawet orzeszków Czego się w sumie spodziewać po dwudziestominutowym locie? Biorąc pod uwagę dojazd, odprawę i sam lot, samochodem zapewne obróciłybyśmy milion razy. Niestety musiałyśmy opuścić kraj tą samą drogą, którą przybyłyśmy. Mimo tych całych niezrozumiałych formalności i wiecznego biegania, pobyt w Bahrajnie był lepszy, niż zazwyczaj. W końcu udało mi się spotkać ze znajomym z japońskich linii, który też od dłuższego czasu pracuje dla prywatnych. Pomyśleć, że kiedyś marzyłam o jego firmie, a dzisiaj dziękuję, że nic z tego nie wyszło!


Deszcz w Saudi 



 


Przed powrotem do Saudi, kolejny e-mail o tym, że następnego dnia jedziemy samochodem do Rijadu, a tam przejmujemy airbusa na lot do Singapuru. Ha! Powaga? Odwiedziłam ten kraj kilka razy. Po raz pierwszy z mamą podczas tripa na Borneo, później już tylko dubajskie linie mnie tam zabierały. Teraz nie dość, że wracam do Azji, to jeszcze będę na małym samolocie! Nie może być lepiej A jednak... Jak tylko postawiłam stopę na pokładzie, wpadłam w paniczny śmiech. Przecież tu się nie może pomieścić więcej niż dziesięć osób! Gdzie ja byłam przez te wszystkie miesiące?! Czemu mnie nigdy nie przepisali na tego maleńkiego airbusa? Po harówce na boeingu, lot do Singapuru był jak marzenie! Wracamy za kilka dni... nie mogę się doczekać


Singapur - widok z Marina Bay Sands



Wydarzenia ostatnich dni to kolejny dowód na to, że w tym przemyśle wszystko jest nieprzewidywalne! Są tygodnie bez żadnej informacji, a potem jak się posypią e-maile to jeden za drugim. Niebawem mają dołączyć do naszego zespołu nowe dziewczyny (jedno nazwisko brzmi bardzo polsko ). Mam nadzieję, że to trochę rozluźni obecną sytuację, a ja jednak wrócę na 777, bo szykuje się długi trip do USA. 

Trzymajcie kciuki



08 marca 2015

Trzecia rotacja


I oto jestem, po miesięcznym „odpoczynku”, otwieram znowu laptopa jakieś 10000 metrów nad ziemią. Aby byłoby śmieszniej, wracam znowu do Szwajcarii. Boeing najwyraźniej potrzebuje więcej dziewczyn, bo wszystkie, które kończymy wolne, zaczynamy rotację w Europie. Bardzo lipnie. Jeszcze kilka dni temu miałam lecieć do Bahrajnu po saudyjską wizę. To oznaczałoby przydzielenie na małego Airbusa i totalny luz. Się mówi trudno?

Zeszły miesiąc znowu przeleciał mi przez palce, jak woda! Choć nie mogę zaprzeczyć, że potrzebny był mi bardzo i tym samym myślę, że wykorzystałam każdy dzień maksymalnie...

  • Bardzo pomocne szkolenie w Genewie (ze szczegółami wracam niebawem) i nowe kontakty




  • Wyjątkowy 14.02 (doczekałam się w końcu, po pięciu latach, wykwintnej, domowej roboty kolacji, buahaha!)





  • Kilka dni na desce z rodzinką (mega zabawnie i boleśnie! Dzięki Robaczki)




  • Tydzień z mamą w Anglii (takie mini spotkanie zamiast naszych typowych eskapad, na które zresztą czas niebawem nadejdzie)





  • Imprezownia ze znajomymi (dziewuchy, fajnie było z Wami znowu zaliczyć wiśniówkę!)


Wracam do pracy zdecydowanie pełna sił, ale i otwarta na cokolwiek te tygodnie ze sobą przyniosą. Powrót do domu i dłuższe wolne pozwala zawsze spojrzeć na sprawy z innej perspektywy. Będę znowu przez kilka tygodni na dużym samolocie z dziewczynami, które ostro potrafią dać w kość, ale hej, czym byłoby życie bez wyzwań i problemów. Laski, nie złamiecie mnie Szkolenie w Genewie i nowe kontakty pomogły mi w podjęciu ostatecznej decyzji o powrocie do Europy w tym roku. Bliski Wschód jest dobrym doświadczeniem, ale nie daje stabilizacji w życiu. A ktoś tu się starzeje w tempie przyspieszonym





Buźka z nieba!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...