23 marca 2015

Nowe miejscówki i stare śmieci


Bez wątpienia kocham swoją pracę

To już prawie trzy tygodnie po powrocie, a ja zrobiłam tylko dwa loty. Najwyraźniej sprawdza się to, co mówiły niektóre dziewczyny. W zależności od tego, do którego samolotu się jest przypisaną, pracuje się jak mały osiołek, albo leni równo.

W Szwajcarii utknęłam na tydzień, zatem pośmigałam po okolicy ze znajomymi. Zaliczyliśmy kilka nowych miast, między innymi Lucernę i bajeczny, alzacki Colmar, podobno jeszcze piękniejszy wiosną, kiedy zakwitną wszystkie kwiaty. Dotarliśmy także do Liechtensteinu, który poza inspirującymi widokami górskimi, nie ma wiele do zaoferowania. Zdecydowanie dobrze było się wyrwać z hotelu i odwiedzić nowe miejscówki! Mimo, iż ta praca daje możliwość ciągłego przemieszczania się po świecie, to nie jest to samo, co założenie trampek, wrzucenie aparatu do plecaka i strzałka przed siebie! Odżyłam. Podróżowanie daje mi wolność...


Lucerna




 Liechtenstein




Colmar





Zostałam też znowu wysłana do Bahrajnu, żeby wyrobić wizę saudyjską. O wylocie dowiedziałyśmy się 4 godziny przed praktycznym startem samolotu! Pomijając fakt, że akurat sprzątałyśmy nasz samolot i musiałyśmy wrócić do willi po niespakowane z resztą walizki, czekała nas jeszcze 40-minutowa podróż na lotnisko. Jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę Żeby dodać trochę więcej emocji i stresu, w Saudi padało od kilku dni. Mokre drogi są czymś niebywałym w tym rejonie i podobnie jak nagły śnieg wprowadza chaos chociażby w Anglii, tak tutaj podobnie kilka kropli deszczu. Wypadki samochodowe co kilka metrów! Na samym lotnisku już z kartami pokładowymi w ręce, zostałyśmy poinformowane, że z racji, iż nasza wiza się skończyła, musimy mieć specjalnego agenta, który nas odprowadzi do samolotu. Siedziałyśmy na ławce jak skazane, otoczone grupą mężczyzn w mundurach, krzyczących do siebie i przez telefon po arabsku. Na koniec przybiegł jakiś zdyszany pan, wszyscy się do nas uśmiechnęli i puścili nas na samolot, którego boarding już dawno się skończył. Jaka jazda w ogóle! Byliście kiedyś na locie, gdzie załoga nawet nie odpina swoich pasów? Samolot się wzbija i momentalnie ląduje... nie dostaliśmy nawet orzeszków Czego się w sumie spodziewać po dwudziestominutowym locie? Biorąc pod uwagę dojazd, odprawę i sam lot, samochodem zapewne obróciłybyśmy milion razy. Niestety musiałyśmy opuścić kraj tą samą drogą, którą przybyłyśmy. Mimo tych całych niezrozumiałych formalności i wiecznego biegania, pobyt w Bahrajnie był lepszy, niż zazwyczaj. W końcu udało mi się spotkać ze znajomym z japońskich linii, który też od dłuższego czasu pracuje dla prywatnych. Pomyśleć, że kiedyś marzyłam o jego firmie, a dzisiaj dziękuję, że nic z tego nie wyszło!


Deszcz w Saudi 



 


Przed powrotem do Saudi, kolejny e-mail o tym, że następnego dnia jedziemy samochodem do Rijadu, a tam przejmujemy airbusa na lot do Singapuru. Ha! Powaga? Odwiedziłam ten kraj kilka razy. Po raz pierwszy z mamą podczas tripa na Borneo, później już tylko dubajskie linie mnie tam zabierały. Teraz nie dość, że wracam do Azji, to jeszcze będę na małym samolocie! Nie może być lepiej A jednak... Jak tylko postawiłam stopę na pokładzie, wpadłam w paniczny śmiech. Przecież tu się nie może pomieścić więcej niż dziesięć osób! Gdzie ja byłam przez te wszystkie miesiące?! Czemu mnie nigdy nie przepisali na tego maleńkiego airbusa? Po harówce na boeingu, lot do Singapuru był jak marzenie! Wracamy za kilka dni... nie mogę się doczekać


Singapur - widok z Marina Bay Sands



Wydarzenia ostatnich dni to kolejny dowód na to, że w tym przemyśle wszystko jest nieprzewidywalne! Są tygodnie bez żadnej informacji, a potem jak się posypią e-maile to jeden za drugim. Niebawem mają dołączyć do naszego zespołu nowe dziewczyny (jedno nazwisko brzmi bardzo polsko ). Mam nadzieję, że to trochę rozluźni obecną sytuację, a ja jednak wrócę na 777, bo szykuje się długi trip do USA. 

Trzymajcie kciuki



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...