06 kwietnia 2015

Przygoda w Dubaju


Kiedy dojechaliśmy do hotelu musiało być coś po trzeciej nad ranem, bo ludzie dopiero zaczęli opuszczać kluby, śmiesznie wcześnie tutaj zamykane, tak na marginesie... „Ehhh... oni wszyscy imprezowo odwaleni, a my śmierdzimy ciężką pracą, gdzie ta nasza atrakcyjność?” - narzekała jedna z nas. To miejsce daje mi tyle energii, że gdyby pobliski klub był ciągle otwarty, zapodaję równo na parkiet w tej chwili! Tymczasem pozostaje mi kilka godzin snu i zregenerowanie energii na długi dzień. Mimo, że większość moich bliskich znajomych AKURAT było poza Dubajem, ciągle miałam kilka spraw do załatwienia - niepopłacone rachunki za internet, zamknięcie konta bankowego, itd.

Myślicie, że umiałam zasnąć? Leżąc, w myślach odszukiwałam imiona znajomych, z którymi chciałabym się jeszcze skontaktować przed wylotem. Planowałam cały dzień co do minuty, biorąc pod uwagę, że wieczorem już wracamy do Saudi. Kiedy tak dumałam, zaczęło robić się widno i wtedy już w ogóle odpuściłam sobie spanie. Jako osoba, która śpi strasznie długo, rzadko kiedy mam okazję podziwiać wschód słońca. Pamiętam, jak prosiłam mamę w dzieciństwie, żeby mnie budziła na wschód, nie pamiętam z kolei, żebym kiedykolwiek dotrwała do pojawienia się pierwszych promieni. Za każdym razem po kilku sekundach czekania, wracałam do łóżka niczym lunatyk, hehehe! Może teraz wychodzi ze mnie to niespełnione pragnienie. Tak jak kocham zachody słońca, wschody są równie magiczne! Zasnęłam w końcu na jakieś trzy godziny.

Pierwszy na liście był bank. Po wyprowadzce z Dubaju, czekałam jeszcze na przelew ostatniej wypłaty, więc nie miałam szans zamknąć za sobą porządnie drzwi. Nie chcę mieć już żadnych finansowych związków z tym miejscem, zatem zlikwidowanie konta było priorytetem. Dwie godziny czekania na swój numerek i spóźniona na lunch ze znajomym, tłumaczą zapewne moją frustrację i chęć zmiecenia banku z powierzchni ziemi! W okienku ostatecznie dowiedziałam się, że potrzebuję przedstawić swój paszport, żeby dokonać jakiejkolwiek transakcji w tej sytuacji. Bomba tika! Dobrze, że kumpel-anioł był przy mnie, bo trzeźwo spojrzał na sytuację i mimo moim naleganiom, żeby najpierw COŚ ZJEŚĆ, a potem zająć się sprawami, stanowczo stwierdził, że jedziemy do hotelu po paszport.

Po wejściu do pokoju włączyło mi się Wi-Fi na firmowym telefonie:
  • Dziewczyny! Mamy lot o 17:00!
    Nie, to się nie dzieje naprawdę?! Znowu?????
  • O której zbiórka?
  • Nie wiem jeszcze, czekam na potwierdzenie od kapitana...
  • Ja śmigam szybko do banku, jak coś dzwońcie do mnie!
  • Ok, masz godzinę, potwierdzone, zbiórka o 15:30

Wskoczyłam do samochodu, „JEDŹ!”, i zaczęłam się panicznie śmiać! Dopiero mu opowiadałam sytuację sprzed paru dni jak dostałam telefon "Masz piętnaście minut", seryjnie??!!! W banku, mimo iż nie musiałam czekać w kolejce, wszystko szło jak krew z nosa. Ile papierów trzeba wypełnić, wydrukować i podpisać, żeby po prostu oddać książeczkę czekową?
    „Powód zamknięcia konta...”
    „Niezadowolenie z serwisu” - nie umiałam się powstrzymać już na sam koniec!

Kumpel wyrzucił mnie pod hotelem pół godziny przed zbiórką. W porównaniu z ostatnią akcją, wiedziałam, że jestem piętnaście minut do przodu i mam czas na przygotowanie Zatem dostaliśmy niespodziewany lot do Saudi, po czym wracaliśmy do Dubaju, żeby odebrać naszych początkowych klientów. Harówka nie z tej ziemi, ale przy tym dużo ubawu i śmiechu, pewnie efekt uboczny skrajnego wyczerpania! Ten dzień dał mi naprawdę dużo do myślenia! Po pierwsze, teraz już wiem, że faktycznie w każdej minucie coś może się pojawić, to nie tylko teoria czy gadanina szefostwa. Airbus lata zdecydowanie częściej niż boeing, który z kolei ma bardziej wyszczególniony i łatwy do przewidzenia plan lotów. Po drugie, ktoś naprawdę nade mną czuwa, cały bieg niesamowitych wydarzeń – od wczesnego wstania (gdzie rozpatrywałam opcję przełożenia banku na inną godzinę), do nalegania na lunch (gdzie kumpel stanowczo stwierdził, że najpierw załatwiamy moje sprawy). Jestem niesamowicie wdzięczna za wsparcie i pomoc ludzi mnie otaczających. Obiecuje, że będę jeszcze lepszym człowiekiem!  

Wschód słońca - jedyne zdjęcie, które udało mi się zrobić w Dubaju



Dziś przechodzę na boeinga, za co tak bardzo trzymałam kciuki Będę jednak tęsknić za moją małą rodzinką – świetnymi pilotami, wsuwającymi bez przerwy orzeszki, mechanikiem buddystą z sercem na dłoni i Główną, która udowodniła przez ostatnie kilka lotów, że nawet jak się ma nóż na gardle i rzeczy idą nie po naszej myśli, można dokonać rzeczy niemożliwych, tym samym powodując, że pasażer opuszcza pokład z równie dużym bananem na gębie, jak nasz. Nie wspomnę już o tym, iż praca z nią wiele mnie nauczyła. Myślę, że zaczynam nabierać tej pewności w prywatnym lotnictwie, której mi od samego początku brakowało.


Dzięki serdeczne ekipce, a Wam wszystkim... spóźnione, ale wesołe Alleluja


PS. Tak sobie myślę, że mojej psiapsióły specjalnie nie było akurat w Dubaju, bo jakby była, to zapewne zrobiłybyśmy skydiving, a wtedy nigdy by się do mnie nie dodzwonili z informacją o locie!!! Każdy nasz ruch jest tam gdzieś zaplanowany?


03 kwietnia 2015

Spontan jest najlepszy!


Leżę rozwalona na łóżku, oglądam już setny film, przy którym niechcący mi się przysypia – moja rutyna przez ostatnie pięć dni. Nagle dzwoni telefon: „Zbieraj się! Za piętnaście minut, JEDEN PIĘĆ, jedziemy na lotnisko, mamy niespodziewany lot do Dubaju!”... ding ding ding ding... rozłączyła się. Stół z powyłamywanymi do diaska nogami! Od czego mam się zabrać?! Aga, uratuje Cię tylko spokój, zacznij pakować walizkę, a w międzyczasie Twój umysł ogarnie co dalej! - dziwnie spokojny głos dobiegł z mojego wnętrza. Przecież JEDEN PIĘĆ minut to wystarczająco dużo czasu, walizka już prawie spakowana, tylko wrzucić na siebie uniform, do tego wystarczy maskara i szminka, włosy w kucyk, paszport, ID, buty na zmianę, abaja i wio!

W windzie spotykam spoconych pilotów, obmawiających plan lotu i zestresowaną Główną: „Nie umiem się dodzwonić do reszty dziewczyn, sprzątają inny samolot, chyba będziemy musiały operować ten lot tylko we dwójkę!”. Wygląda na to, że jestem w tej windzie jedyna opanowana, z bananem na gębie. Bo co mi innego pozostało?!

Buahahahhahahahahahahhahahahhahahhahahahhahahahhahahhahahahhahahahahhahahahahahahha!!! 

W liniach komercyjnych załoga jest ściągana ze standby minimum godzinę przed lotem, chyba, że odbywa standby na lotnisku! A my? Nie dość, że tylko JEDEN PIĘĆ minut do zbiórki, to jeszcze żadnego konkretnego info! Kto? Gdzie? Jak? „Mamy piętnastu pasażerów. Jeśli dziewczyny nie dojadą, ty weźmiesz tył, ja będę z przodu, dajemy im wszystko, co mamy w szafkach do jedzenia i picia, bo żadnego dodatkowego jedzenia nie mieliśmy czasu zamówić. Kupimy tylko mleko na lotnisku na ewentualne cappuccino” - ciągle z bananem na gębie, trawiłam wszystkie instrukcje Głównej. Chyba moje nastawienie się jej udzieliło, bo sama zaczęła parskać śmiechem

  • Skąd taki nagły lot? O co kaman?
  • VIP przyjechał na lotnisko, jego samolot miał jakiś problem, spojrzał na nasz i sobie go zażyczył... Uprzedziliśmy go, że załoga nie jest gotowa i będą musieli poczekać, zgodzili się bez problemu...
  • Skoro tak, to będzie to lot marzenie!

Dziesięć paczek chipsów, miskę orzeszków, osiem cappuccino i dwanaście espresso później, żegnałyśmy naszych dostojnych gości, z jeszcze większymi bananami na gębach. Atmosfera na pokładzie była iście rozrywkowa, a nasza praca została odpowiednio nagrodzona



Seryjnie??? Wiało nudą przez ostatnie dni jak na biegunie, a od wczorajszej burzy piaskowej miesza się równo! Za kilka godzin wracamy do Emiratów i zostajemy tam na krótki czas. Jupi!!!!!!!!!!!!!!!!! Kochana, jestem w drodze! Rezerwuj SkyDiving, może się uda go w końcu zaliczyć!

A! O mało bym zapomniała! Na powrotnym locie ferry, startowałam i lądowałam w kokpicie. Wspominałam już, że nasi piloci z Airbusa są po prostu mega?  






01 kwietnia 2015

Moja pierwsza burza piaskowa


Teraz z pełną świadomością mogę powiedzieć, że doświadczyłam na Bliskim Wschodzie wszystkiego, czego chciałam! Zatem czas wracać do Europy

Działo się dzisiaj w Rijadzie...

video



Oglądałam filmy cały dzień w łóżku i nadrabiałam pisanie. W pewnym momencie zrobiło się jakoś tak żółtawo za oknem. Pomyślałam, że zbiera się na deszcz, ta pogoda jest jakaś taka pokręcona tutaj od kilku tygodni. 





W drodze na siłownię z kolei zdziwił mnie zadymiony korytarz – spanikowałam, myślałam, że się gdzieś pali. Dopiero personel hotelu, chodzący w maskach ochronnych na twarzy i zakurzony pokój, po moim powrocie, uzmysłowił mi skutki burzy piaskowej. Niesamowite przeżycie. Lot znajomych na drugim samolocie został odwołany. Może wznowią go jutro, choć prognozy ciągle zapowiadają burze. Wszystkie szkoły w stolicy będą jutro zamknięte.








Zdjęcie przesłane od dziewczyn z pokładu odwołanego później lotu


Musiałam poprosić na recepcji o podobną maskę, bo jednak ciężko się oddycha w takich warunkach. Mimo, iż okna są pozamykane i klimatyzacja wyłączona, wszędzie unosi się kurz.




Mam tylko nadzieje, że rano nie wstanę zasypana piaskiem!  




Jak latać i nie oszaleć?


To mieszane uczucie podekscytowania i lęku znane jest nie tylko tym, którzy po raz pierwszy stawiają nogę na pokładzie samolotu, ale i nam, starym wyjadaczom. Przez te wszystkie lata podróżowania, przyznam, że dalej mam problem z pakowaniem walizki i przyspieszone tętno, jak wchodzę na terminal lotniska. Ten niepokój nie tylko wiąże się z faktem, że nie wiemy co nas czeka podczas lotu, ale też, w przypadku doświadczonych pasażerów, liczymy na łatwą i przyjemną podróż.

Podstawową zasadą jest nasze nastawienie! Świadomość tego, że jesteśmy w stanie przemieścić się z jednego punktu do drugiego dość szybko (w porównaniu z podróżą pociągiem czy samochodem) i w miarę tanio (możliwość wielu promocji, dostępność nisko-kosztowych linii, wykorzystanie zbieranych punktów lotniczych, itd.), powinno wzbudzać w nas poczucie wdzięczności i docenienie tego sposobu podróżowania. Ponadto nasze nastawienie ma ogromny wpływ w relacjach z napotkanymi ludźmi, od których tak naprawdę zależy nasz los przez kolejne kilka godzin. Pewnego razu mój znajomy narzekał na strasznie nieprzyjemny lot. Dostał bowiem siedzenie pomiędzy dwiema otyłymi osobami, z dala od swojej dziewczyny. „Kłóciłeś się przy check-inie?” zapytałam przekonana, że to mała zemsta pracownika lotniska przy odprawie. „Tak, skąd wiedziałaś?”. To jest jasne, jak sukienki facetów w Saudi, że każdy z nas chce mieć do czynienia z zarąbistymi, bezproblemowymi, kulturalnymi ludźmi, czyż nie? A jako osoba siedząca po drugiej stronie, powiem Wam, że im przyjemniejszy pasażer, tym więcej dostanie bez żadnego pytania

Zatem pierwsza rzecz, którą powinniśmy spakować na wyprawę samolotem to WDZIĘCZNOŚĆ  


Przed startem

  • Odprawa przez Internet

    Świetna opcja, którą oferują nam wszystkie linie lotnicze. Nie tylko dobra ze względu na zredukowanie czasu oczekiwania do odprawy biletowej, ale (w przypadku linii lotniczych z przydziałem siedzeń) dobra okazja do wyboru własnego miejsca   Zawsze sprawdzajcie rozmieszczenie aktualnych pasażerów i starajcie się wybierać własne w pustej części kabiny. Odprawy przez internet najlepiej dokonać najbliżej godziny odlotu (ciągle w sugerowanym limicie), wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że strefa pozostanie pustą. Jeśli chodzi o wybór samego miejsca, zawsze szukajcie siedzenia przy alejce w wolnym rzędzie – w sytuacji kiedy ktoś musi się dosiąść, albo ominie rząd, bo już tam siedzicie i wtedy jest cały Wasz do dyspozycji, albo usiądzie koło okna, co ciągle daje Wam przestrzeń pomiędzy. Fakt, że możemy sami sobie wybrać miejsce, podświadomie pomaga nam zwalczyć frustracje z ewentualnymi komplikacjami później na pokładzie. W końcu możemy tylko siebie winić za jego wybór   Ostatecznie, zawsze istnieje zamiana siedzenia, jeśli lot nie jest pełny.

  • Wejście na pokład

    Podobnie jak kontakt z personelem na lotnisku, tak samo na pokładzie liczy się pierwsze wrażenie. Może Wam się wydawać, że załoga podczas witania, traktuje wszystkich tym samym wyuczonym uśmiechem i skupia się tylko na karcie pokładowej. Prawda natomiast jest taka, że każdy z Was w sekundę jest skanowany pod kątem stanu zdrowia, spożycia wcześniejszego alkoholu, podejrzanego zachowania czy po prostu czystej sympatii. To jedyny moment kiedy można wyeliminować możliwe zagrożenie przed zamknięciem drzwi.
    Szczery, życzliwy uśmiech zawsze wygrywa! Jeśli pomyślicie, że poza Wami jest jeszcze ponad sto, dwieście czy trzysta innych ludzi podobnie wyglądających, warto się czymś wyróżnić. Załoga zawsze zapamięta życzliwego i wyluzowanego pasażera, który wnosi na pokład świetną aurę. Tu nie ma miejsca i czasu na wstyd, pokazówkę czy ignorancję. Traktujmy się tak, jak byśmy chcieli być traktowani!

  • Organizowanie swojego terytorium 

    To najbardziej stresujący i irytujący moment od wejścia na pokład do samego startu samolotu, zarówno dla pasażerów jak i załogi. Panuje wtedy straszny chaos, masowe nakręcanie się, jeden zaczyna kopiować drugiego, ludzie po prostu tracą głowę – Gdzie jest moje siedzenie? Gdzie włożyć bagaż? Gdzie jest mój koc? Gdzie są toalety? Ile polecimy? A my chcemy siedzieć razem! A ja chcę wodę! itd.
    Starajcie się wejść na pokład w miarę wcześnie, żeby znaleźć miejsce na bagaż, zwłaszcza na mniejszych samolotach. Dobrym nawykiem jest zorganizowanie walizki jeszcze na lotnisku. Oddzielenie tego, co damy do schowka od tego, co będziemy trzymać przy sobie – nie ma niczego bardziej drażniącego, niż pasażer tysiąc razy wstający po to, żeby coś jeszcze wyciągnąć z walizki, a już w ogóle jak siedzi przy oknie! Dużo wtedy nie potrzeba, aby go sąsiedzi żywcem zjedli Pamiętajcie, żeby nie blokować alejki. To pomaga w sprawnym przeprowadzeniu boardingu. Pasażer z wypiętym tyłem na środku i wielce dumną miną (przecież to jego alejka!), góruje zdecydowanie na naszej czarnej liście – taki długo poczeka na swój posiłek i niech zapomni o dodatkowej butelce wina. No i wyłączcie już te telefony! Kogo interesuje, że siedzicie wygodnie na swoim miejscu, pozostali podróżni też by chcieli, więc skończcie rozmawiać przez telefon. Ktokolwiek na Was czeka, może śledzić cały lot przez Internet. Chwała współczesnej technologii! Jeśli to jednak ważny telefon, kulturalnie byłoby go załatwić zanim się wejdzie na pokład  


Podczas lotu

  • Dzielenie rzędu 

    Według Edwarda Halla istnieją cztery wymiary dystansów społecznych. Osobniczy rozciąga się od 45 – 120 cm. To nasza osobista strefa, do której dopuszczamy ludzi bardzo dobrze nam znanych: rodzinę czy przyjaciół. Ograniczona przestrzeń w samolocie niestety powoduje zmniejszenie dystansu pomiędzy nami i współpodróżnymi. Przymusowo wchodzimy we własną strefę intymną, do której normalnie dopuszczalibyśmy tylko własne dziecko, partnera czy członków rodziny. Ta sytuacja wzbudza wiele frustracji, ale zrozumienie, utrzymanie dobrego kontaktu i wzajemnego szacunku zdecydowanie pomaga w przetrwaniu kolejnych kilku – kilkunastu godzin. 
    Kiedy lecę liniami bez przypisanych siedzeń, staram się zawsze wybrać rząd, gdzie tylko siedzenie przy oknie jest zajęte. Daje nam to więcej przestrzeni, a z reguły nikt nie chce się pchać do środka, więc tym samym nikt nam nie przeszkadza. Trzymajcie ręce i nogi w swoim siedzeniu – nie zakładajcie, że sąsiad nie zauważy, iż brutalnie kradniecie jego, już i tak ograniczoną, przestrzeń. Walka o podłokietnik też może być bardzo irytująca, zwłaszcza jak siedzicie w środku! Chamstwo prowadzi do cichej wojny. Co jakiś czas pozwólcie sąsiadowi skorzystać z podłokietnika. Ale też bądźcie asertywni. Kiedy mój sąsiad za długo go zajmuje, wsuwam łokieć między jego i oparcie siedzenia, później lekko przesuwam do przodu. Jeśli jest kumaty, odstąpi miejsce na jakiś czas. To w końcu strefa, którą w jakiś sposób musimy się podzielić. Czemu nie nawiązać rozmowy z podróżującymi obok nas? Każdy ma inny cel podroży, za którym kryje się ciekawa historia. To okazja do nawiązania nowych przyjaźni, a nawet znalezienia przyszłego partnera, jak w przypadku jednej mojej znajomej   Mnie też kiedyś starsza kobieta próbowała zeswatać z siedzącym obok synem, dlatego teraz ucinam rozmowę po dziesięciu minutach i wracam do czytania magazynu  


  • Rozkładanie fotela 

    To jeden z powodów wielu kłótni na pokładach samolotu, które czasem prowadziły nawet do przymusowego lądowania! Każdy z nas ma prawo do rozłożenia oparcia, ale tym samym każdy z nas ma prawo do własnej przestrzeni, racja? Słyszałam o śmiesznym wynalazku, który założony na stolik, uniemożliwia przesunięcie oparcia w siedzeniu przed nami, czaicie?

 



    Żelazna zasada podczas lotu, to wyprostowane oparcia za każdym razem, kiedy podawany jest posiłek. Rozłożone siedzenie zdecydowanie ogranicza przestrzeń pasażera podróżującego za nami. Podczas lotu zwykłe, kulturalne uprzedzenie o odsunięciu oparcia powinno wystarczyć. Z doświadczenia wiem, że nie warto pytać o pozwolenie – umierałam raz na locie ze zmęczenia, a grubiańskie babsko za mną zakazało mi przesuwania oparcia, mimo iż nic nie robiła, głowa dyndała mi na wszystkie strony! Innym razem pasażer przede mną gwałtownie odsunął oparcie, wylewając na mnie moje czerwone wino... Wracamy do punktu wyjścia – wzajemny szacunek i zrozumienie drugiego. Ja zawsze staram się znaleźć siedzenie, za którym nikogo nie ma, daje mi to wtedy całkowitą swobodę podróżowania. Bo istnieje jeszcze problem indywidualnych monitorków z systemem dotykowym – jak system jest mniej czuły, pasażer z reguły uderza paluchami najmocniej jak może. Powodzenia, jak właśnie zasypiacie...

Ponadto...
  • rzeczy umieszczajcie pod siedzeniem z przodu, a nie pod własnym, bo tym samym znowu zabieracie przestrzeń pasażerowi, siedzącemu za Wami,
  • szczytem egoizmu jest wspieranie się na oparciu przed nami w momencie wstawania!
  • na nocnym locie zawsze jest dobrze zasłonić okno, bo na zewnątrz nie zawsze jest ciemno. Podczas lotu pokonujemy czasem kilka stref czasowych i żeby przyzwyczaić organizm do tej zmiany, na pokładzie jest stwarzana sztuczna noc. Są tacy, którzy chcą podziwiać chmury... no okej, drzwi na tyle samolotu też mają okna
  • stopery do uszu, dmuchana poduszka podróżna i maska na oczy zawsze się przydają!
  • spożywanie alkoholu na 11000 metrów przynosi całkiem inne rezultaty, niż spożywanie tego samego napoju na ziemi. Mówi się, że jeden drink jest odpowiednikiem dwóch w powietrzu. Prawda natomiast wiąże się z warunkami panującymi na pokładzie – sprężone powietrze w kabinie i mniejsza zdolność przyswajania tlenu przez nasz organizm. Zatem ważnym jest nie tylko znać swój limit, ale i mieć świadomość czynników panujących w górze. Kto chce podróżować w takich warunkach...






  • higiena osobista!!!!!! I tak już jesteśmy wszyscy ściśnięci do jednej puszki i zmuszeni do dzielenia przestrzeni. Czy można przynajmniej zadbać o przyjemne dla zmysłów otoczenie? Jedno z najbardziej żenujących doświadczeń w mojej karierze – poproszenie pasażerki o założenie z powrotem swoich butów! Dyskretne pryskanie odświeżaczem, maski na twarz i przesadzanie pasażerów, w tym przypadku, nie pomogły.


Po lądowaniu

  • Samolot ciągle w ruchu

    Za każdym razem jest ten jeden cwaniak, który wstanie po bagaż, jeszcze jak samolot jedzie. I gdzie z nim pójdziesz?? Po pierwsze sygnalizacja zapiąć pasy jest ciągle włączona. Po drugie, samolot musi dojechać do swojego miejsca parkingowego, co czasem może zająć wieczność, jeśli miejsce nie jest przygotowane. Po trzecie, trzeba jeszcze poczekać na rękaw albo schody. Zatem? Relax   W moich pierwszych liniach był pilot, który kazał do siebie dzwonić zawsze, jak pasażerowie wstawali podczas jazdy. Wtedy niespodziewanie zapodawał hamulce  

  •  Nie zapomnijcie zabrać swoich rzeczy! 

    To jest niesamowite, ile rzeczy ludzie potrafią zostawić za sobą na pokładzie, mimo, iż mieli za sobą kilku – kilkunastogodzinny lot i dodatkowe kilka minut na ziemi. Nie oceniam, bo sama zostawiłam za sobą i aparat, i iPod (pierwsze loty w życiu, jakieś 12 lat temu), których zresztą nigdy nie odzyskałam, ale nauczyło mnie to dokładnego sprawdzania siedzenia, schowka i kieszeni fotela, albo natychmiastowego chowania rzeczy, jeśli ich podczas lotu nie używam

Wierzę, że latanie może zafundować wiele stresu, ale z doświadczenia i obserwacji wiem, że dobre przygotowanie (przede wszystkim te mentalne!) jest pierwszym krokiem do przyjemnej podróży.



Enjoy Flying!!!






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...