Przygoda w Dubaju

kwietnia 06, 2015


Kiedy dojechaliśmy do hotelu musiało być coś po trzeciej nad ranem, bo ludzie dopiero zaczęli opuszczać kluby, śmiesznie wcześnie tutaj zamykane, tak na marginesie... „Ehhh... oni wszyscy imprezowo odwaleni, a my śmierdzimy ciężką pracą, gdzie ta nasza atrakcyjność?” - narzekała jedna z nas. To miejsce daje mi tyle energii, że gdyby pobliski klub był ciągle otwarty, zapodaję równo na parkiet w tej chwili! Tymczasem pozostaje mi kilka godzin snu i zregenerowanie energii na długi dzień. Mimo, że większość moich bliskich znajomych AKURAT było poza Dubajem, ciągle miałam kilka spraw do załatwienia - niepopłacone rachunki za internet, zamknięcie konta bankowego, itd.

Myślicie, że umiałam zasnąć? 😜 Leżąc, w myślach odszukiwałam imiona znajomych, z którymi chciałabym się jeszcze skontaktować przed wylotem. Planowałam cały dzień co do minuty, biorąc pod uwagę, że wieczorem już wracamy do Saudi. Kiedy tak dumałam, zaczęło robić się widno i wtedy już w ogóle odpuściłam sobie spanie. Jako osoba, która śpi strasznie długo, rzadko kiedy mam okazję podziwiać wschód słońca. Pamiętam, jak prosiłam mamę w dzieciństwie, żeby mnie budziła na wschód, nie pamiętam z kolei, żebym kiedykolwiek dotrwała do pojawienia się pierwszych promieni. Za każdym razem po kilku sekundach czekania, wracałam do łóżka niczym lunatyk, hehehe! Może teraz wychodzi ze mnie to niespełnione pragnienie. Tak jak kocham zachody słońca, wschody są równie magiczne! Zasnęłam w końcu na jakieś trzy godziny.

Pierwszy na liście był bank. Po wyprowadzce z Dubaju, czekałam jeszcze na przelew ostatniej wypłaty, więc nie miałam szans zamknąć za sobą porządnie drzwi. Nie chcę mieć już żadnych finansowych związków z tym miejscem, zatem zlikwidowanie konta było priorytetem. Dwie godziny czekania na swój numerek i spóźniona na lunch ze znajomym, tłumaczą zapewne moją frustrację i chęć zmiecenia banku z powierzchni ziemi! W okienku ostatecznie dowiedziałam się, że potrzebuję przedstawić swój paszport, żeby dokonać jakiejkolwiek transakcji w tej sytuacji. Bomba tika! Dobrze, że kumpel-anioł był przy mnie, bo trzeźwo spojrzał na sytuację i mimo moim naleganiom, żeby najpierw COŚ ZJEŚĆ, a potem zająć się sprawami, stanowczo stwierdził, że jedziemy do hotelu po paszport.

Po wejściu do pokoju włączyło mi się Wi-Fi na firmowym telefonie:

- Dziewczyny! Mamy lot o 17:00!

Nie, to się nie dzieje naprawdę?! Znowu?????

- O której zbiórka?
- Nie wiem jeszcze, czekam na potwierdzenie od kapitana...
- Ja śmigam szybko do banku, jak coś dzwońcie do mnie!
- Ok, masz godzinę, potwierdzone, zbiórka o 15:30

Wskoczyłam do samochodu, „JEDŹ!”, i zaczęłam się panicznie śmiać! Dopiero mu opowiadałam sytuację sprzed paru dni jak dostałam telefon "Masz piętnaście minut", seryjnie??!!! W banku, mimo iż nie musiałam czekać w kolejce, wszystko szło jak krew z nosa. Ile papierów trzeba wypełnić, wydrukować i podpisać, żeby po prostu oddać książeczkę czekową?

„Powód zamknięcia konta...”
„Niezadowolenie z serwisu” - nie umiałam się powstrzymać już na sam koniec!

Kumpel wyrzucił mnie pod hotelem pół godziny przed zbiórką. W porównaniu z ostatnią akcją, wiedziałam, że jestem piętnaście minut do przodu i mam czas na przygotowanie 😊 Zatem dostaliśmy niespodziewany lot do Saudi, po czym wracaliśmy do Dubaju, żeby odebrać naszych początkowych klientów. Harówka nie z tej ziemi, ale przy tym dużo ubawu i śmiechu, pewnie efekt uboczny skrajnego wyczerpania! Ten dzień dał mi naprawdę dużo do myślenia! Po pierwsze, teraz już wiem, że faktycznie w każdej minucie coś może się pojawić, to nie tylko teoria czy gadanina szefostwa. Airbus lata zdecydowanie częściej niż boeing, który z kolei ma bardziej wyszczególniony i łatwy do przewidzenia plan lotów. Po drugie, ktoś naprawdę nade mną czuwa, cały bieg niesamowitych wydarzeń – od wczesnego wstania (gdzie rozpatrywałam opcję przełożenia banku na inną godzinę), do nalegania na lunch (gdzie kumpel stanowczo stwierdził, że najpierw załatwiamy moje sprawy). Jestem niesamowicie wdzięczna za wsparcie i pomoc ludzi mnie otaczających. Obiecuje, że będę jeszcze lepszym człowiekiem! 😁

Wschód słońca - jedyne zdjęcie, które udało mi się zrobić w Dubaju 🙈

Dziś przechodzę na boeinga, za co tak bardzo trzymałam kciuki 😌 Będę jednak tęsknić za moją małą rodzinką – świetnymi pilotami, wsuwającymi bez przerwy orzeszki, mechanikiem buddystą z sercem na dłoni i Główną, która udowodniła przez ostatnie kilka lotów, że nawet jak się ma nóż na gardle i rzeczy idą nie po naszej myśli, można dokonać rzeczy niemożliwych, tym samym powodując, że pasażer opuszcza pokład z równie dużym bananem na gębie, jak nasz. Nie wspomnę już o tym, iż praca z nią wiele mnie nauczyła. Myślę, że zaczynam nabierać tej pewności w prywatnym lotnictwie, której mi od samego początku brakowało.

Dzięki serdeczne ekipce, a Wam wszystkim... spóźnione, ale wesołe Alleluja 😍

PS. Tak sobie myślę, że mojej psiapsióły specjalnie nie było akurat w Dubaju, bo jakby była, to zapewne zrobiłybyśmy skydiving, a wtedy nigdy by się do mnie nie dodzwonili z informacją o locie!!! Każdy nasz ruch jest tam gdzieś zaplanowany? 😉

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga