21 maja 2015

Latałam z arabskimi księżniczkami


Kilka miesięcy temu podczas pobytu w Polsce, wpadła mi w ręce książka, której tytuł sugerował ścisłe związki z arabskim światem. Początkowo odstawiłam ją na półkę, myśląc że to pewnie kolejna przedramatyzowana opowieść o Europejce, przechodzącej trudności z zaakceptowaniem kultury Bliskiego Wschodu. Nie osądzam. Każdy ma prawo do swoich opinii, wypowiedzi i każdy ma inny poziom tolerancji, który przekłada się na odmienność naszych doświadczeń. Pracując w tym rejonie świata, wolałabym jednak przeczytać coś bardziej pozytywnego, lekkiego, ale ciągle szczerego. Przejadłam się historiami dziewczyn, które dały się sprzedać za markową torebkę, makabrycznie drogi zegarek czy wystrzałowe, egzotyczne wakacje, po czym doszły do wniosku, że ten współczesny rodzaj niewolnictwa im jednak nie odpowiada i cudem unikają życiowej tragedii. Zrobiłam fotkę okładki na wszelki wypadek. Może przekonam się do jej zakupu po przeczytaniu recenzji?

Kupiłam ją przez przypadek, całkiem nieświadomie, bo akurat zamawiałam kilka konkretnych tytułów. Jednej nocy przed lotem przeczytałam parę stron i wkręciłam się na dobre! Przez kolejne dni pracowałam, marząc o chwili wolnego, aby móc powrócić do nowo nabytej książki. Jednocześnie miałam obawy, że zauroczenie minie po kilku kolejnych rozdziałach.




„Woziłam Arabskie Księżniczki”, napisana przez Jayne Larson, jest niesamowitą historią, przedstawiającą starcie dwóch kultur – amerykańskiej i arabskiej. Autorka książki, absolwentka szkoły aktorskiej, która po licznych zawodowych niewypałach i zmaganiach w branży filmowej, postanawia dorabiać na szoferce. Pewnego dnia trafia się jej kilkutygodniowe zlecenie, które polega na wożeniu saudyjskiej rodziny królewskiej, przebywającej w Los Angeles na wakacjach.

Janni jest świetna! Uwielbiam jej poczucie humoru, krytyczne spojrzenie na własną osobę i próby zachowania twarzy za wszelką cenę. Poza tym pisze o rzeczach tak bardzo mi znanych. Wiem dokładnie, co odczuwała w kontaktach z księżniczkami, jak może działać na nerwy królewska służba i ile kosztuje spełnienie zachcianek z kosmosu. Człowiek się dwoi i troi tylko po to, żeby na koniec usłyszeć, że to nie o to chodziło, albo jest za późno Nigdy nic nie jest przekazane w szczegółach, trzeba praktycznie wyrobić w sobie zdolność czytania w myślach i być dość kreatywnym w zaspokajaniu ich potrzeb. Dopóki na ich twarzy widnieje uśmiech, wszystko inne nie ma znaczenia. Mam takiego młodego gościa, który za każdym razem, jak przechodzę przez kabinę, o coś mnie prosi. Specjalnie przy tym szepce pod nosem, bo sprawia mu radość zdezorientowanie wymalowane na mojej twarzy. Kiedyś przy piątym zapytaniu, po którym ciągle nie rozumiałam polecenia, poddałam się, dziś już mam na niego sposób Praca nie tyle męcząca fizycznie, ale dająca maksymalny wycisk mentalny.

Z ogromnym zaciekawieniem czytałam fragment, w którym Janni opisuje przylot rodziny. Już na kilka godzin przed ich lądowaniem na prywatnym lotnisku, ustawia się równy szereg SUV-ów, gotowych do akcji, jak tylko pojawią się goście. Kiedy drzwi samolotu zostają otwarte, na płycie panuje „zorganizowany chaos”. Niby nikt z kierowców nie wie co ma robić i kogo wypatrywać, prawdziwa nerwówka, ale samochody ciągle poruszają się elegancko w szyku. Członkowie rodziny z całym sztabem ludzi – ochroną, lekarzami, nianiami i służbą, wychodzą z samolotu i pakują się do pierwszego lepszego samochodu. Na twarzach kierowców pojawia się konsternacja, bo niby każdy ma przypisanego konkretnego gościa, którego praktycznie nie zna. Nie można protestować i zadawać pytań, bo w oczach Arabów świadczy to o braku profesjonalizmu i w niektórych przypadkach grozi wyrzuceniem z pracy. Dokładnie taki sam obraz miałam przed oczami pewnego dnia, kiedy miałam dołączyć w Rijadzie na 777. Czekałam ukryta na płycie lotniska, obserwując, co się dzieje po wylądowaniu samolotu i w jaki sposób VIP-owie zostają witani. Byłam pod wrażeniem

Skąd tyle ochrony, gdziekolwiek członek rodziny się udaje? Też myślałam, że to głównie z powodu możliwego uprowadzenia i żądania okupu, a okazuje się, że to jednak czysta metoda zwrócenia na siebie uwagi i demonstracja ważności. Oni lubią być podziwiani i rozpieszczani. Z resztą kto by nie lubił, mając wszystko, czego dusza zapragnie?

Czytając historię Janni, próbowałam zrozumieć czy przypadkiem nie pisze o naszej rodzinie, bowiem pewne sytuacje wydawały mi się znajome. To byłby zbieg okoliczności, powalający na łopatki z prędkością światła! Prawo cywilne w Arabii Saudyjskiej pozwala na poligamię i tym samym książąt i księżniczek jest więcej, niż Kowalskich w naszej ojczyźnie. Nie zmienia to faktu, że książkowa rodzina podąża znanymi ścieżkami – Uniwersytet Kalifornijski, Malibu, Rodeo Drive w Beverly Hills, Wilshire i Sunset Boulevard, zachodni Hollywood, itd.

Z serca polecam książkę wszystkim tym, którym los daje szansę pracy dla najbogatszych mieszkańców Arabii Saudyjskiej, jak również tym, którzy chcieliby się dowidzieć, jak tacy ludzie praktycznie żyją (powiedzcie mi, jak ktoś może wykupić wszystkie możliwe biustonosze z okolicy, bo ma taką właśnie zachciankę?)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...