28 czerwca 2015

Idealny partner dla Cabin Crew ?


Znalezienie tej bratniej duszy nie jest łatwym zadaniem, a tym bardziej skomplikowanym, kiedy żyje się na walizkach!

Przez te wszystkie lata śmigania w chmurach, nasłuchałam się wielu ciekawych historii, jeśli chodzi o związki. Pamiętam dokładnie moje pierwsze miesiące w japońskich liniach i rady (wówczas myślałam, że pomocne) starszych koleżanek – „Jeśli jesteś singlem, zapomnij, że kiedyś się ustatkujesz, a jeśli jesteś w związku, przygotuj się na porażkę. Sorry, taka jest nasza rzeczywistość!”. Dobry klaps w twarz na dzień dobry! Faktycznie długo nie musiałam czekać i przepowiednie koleżanek-wróżek się spełniły. Dziś wiem, że to nie tylko moja praca miała wpływ na rozpad tego związku, ale i nasze odmienne charaktery, nad którymi nie mieliśmy zapewne chęci i czasu popracować. Ale ciągle latanie ma jednak swój wpływ. Pan T był bardzo cierpliwy przez długi czas i nie wiem, czy kiedykolwiek mu za to podziękowałam. Mega szacun, proszę Pana!

W lotnictwie nie ma jednak zasady, jak to niefortunne panny próbowały mi uświadomić. Wszystko zależy od tego, czego człowiek szuka – przygody, czy stabilizacji. Do tego drugiego wszyscy w pewnym momencie dążymy!


Zatem jaki powinien być partner, który ładuje się w związek z cabin crew???
To kilka opinii moich i znajomych z pracy:


Powinien opanować sztukę ufania 
 
Czemu ja o tym w ogóle wspominam, przecież to żelazna zasada każdego związku! W tej pracy niestety element podstawowy do jakiegokolwiek rozwoju. Biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie jesteśmy częściej poza domem, a czas ten spędzamy na layoverach w różnych częściach świata z mieszanką ciekawych ludzi i atrakcji, partner czekający na nas w domu nie może być podejrzliwy. Jego brak świadomości w jakich warunkach przebywamy oczywiście nie pomaga, a wyobraźnia zwykle w takich sytuacjach jest bujna. Dzięki komunikacji problem ten jest możliwy do opanowania. Z resztą tak samo jak my mamy okazję do łamania zasad i prawo do bujnej wyobraźni, tak samo ma nasz partner. Zaufanie jest potrzebne z dwóch stron. Amen


 
Nigdy nie powinien kończyć rozmowy kłótnią, zwłaszcza przed lotem
 
Nasze prywatne problemy mają wielki wpływ na życie zawodowe. Kiedy pracownik biura ma zły dzień, spowodowany niejasnościami w życiu prywatnym, zawsze ma opcję wcześniejszego wyjścia do domu czy dojścia do siebie gdzieś w kącie. Ostatecznie może też podnieść słuchawkę i próbować rozwiązać sytuację. Na pokładzie nie jest to takie łatwe. Po pierwsze z racji na ograniczoną przestrzeń, po drugie każdy członek załogi ma swoje wyznaczone zadania. Jeśli musi wziąć chwilę wolnego, jego praca automatycznie przechodzi na barki kolegów. Tak było w przypadku mojej znajomej, która podczas serwisu, co chwilę uciekała do toalety ryczeć, bo zerwała z chłopakiem poprzedniej nocy przez telefon. Zwłaszcza jak jesteśmy na layoverach, wszelkie poważne rozmowy powinny poczekać, aż zobaczymy się twarzą w twarz. Nie ma nic gorszego, niż pozostawienie nas w zawieszeniu.



Jak już musi się skontaktować, niech bierze pod uwagę RÓŻNICE CZASOWE!

Nocne SMSy typu: „Co tam?” sprawiają, że ręce opadają. Latanie totalnie przestawia nam zegar biologiczny, przez co wielu z nas ma poważne problemy ze spaniem. Przy jet lagu, można przespać wiele godzin po locie, ale kolejnej nocy nawet liczenie baranów z rodzinkami nie pomaga. Jedna wiadomość jest w stanie zaburzyć cały wewnętrzny porządek. Poza tym, jeśli ona nie odpowiada, a w TV nie ma informacji z ostatniej chwili o katastrofie lotniczej, daj jej spokój, najwyraźniej śpi  



Dobrze, jakby opanował Skype, FaceTime czy jakieś inne platformy komunikacyjne

Nie sądzę, żeby w obecnej dobie technologii ktokolwiek miał jeszcze z tym problem. Ale prawda jest taka, że bez nich ani rusz! To dużo dogodniejszy sposób komunikacji od tradycyjnego telefonu, bowiem mimika twarzy jeszcze bardziej ułatwia komunikację. Bywa niestety, że w pewnych krajach dostęp do Internetu jest ograniczony, jeśli w ogóle możliwy. Wtedy stary poczciwy telefon jest na miarę złota. No i niech ten partner nie będzie podstępny w swoich zamiarach: „Kochanie, to co, sesja Skype o 21:00 Twojego czasu?”. Tylko po to, żeby się upewnić, że dziewczyna będzie w swoim pokoju? Moje oczy za dużo widziały! Jeśli propozycja wychodzi z jej strony, super, pewnie nie ma i tak z kim wyjść, ale twardo sugerować samemu? Daj jej żyć! Właśnie się użerała z 200 innymi ludźmi na pokładzie, zasługuje na porządnego drina!

 

Tak samo jak rozumie PMS, tak samo powinien zrozumieć PFS (post-flight syndrome)

Zmęczenie, frustracje i przede wszystkim jet lag zaraz po powrocie są największym naszym wrogiem. Poważne rozmowy, kłótnie czy podejmowanie decyzji, to ostatnia rzecz, na którą mamy w tym momencie ochotę. Dzień po tripie (zwłaszcza po tym długim), jest jak dzień z życia. Wiele z nas nie umie się nawet ruszyć z łóżka i zapada w zimowy sen. To nie znaczy, że jesteśmy źli, nie zależy nam już czy planujemy zerwanie. To wcale nie znaczy, że nasze uczucia zmalały po tym tripie. To najzwyklejsze w życiu przemęczenie organizmu i potrzeba czasu dla siebie. Ciągle was kochamy  



Nie powinien się czepiać, że partnerka nie ma ochoty udzielać się towarzysko

W zależności od lotu, jak i samej konfiguracji samolotu średnio na dzień mamy do czynienia z przynajmniej setką ludzi. Do tego dochodzą nowe twarze w zespole, personel hoteli, w których przebywamy i restauracji, w których chcemy zregenerować siły po locie. Powrót do domu zatem jest dla nas ucieczką od ludzi! Nie zawsze tak musi być, bo w samotności za długo też nie potrafimy wytrzymać. Ważne, że nie jest to na nas wymuszane. Czasem potrzebujemy czasu, żeby dojść do momentu, gdzie samotność nam zaczyna doskwierać. Pewnego razu na wakacjach mój obecny partner (dusza towarzystwa, któremu gęba się nie zamyka przy znajomych, a przede wszystkim obcych ludziach) zdobył moje serce jeszcze bardziej. Pierwszego dnia przy śniadaniu powiedział: „Nie rób z nikim żadnego kontaktu wzrokowego, my tutaj odpoczywamy, nie szukamy przyjaciół ” hahahahahhahahahahhahahahhahahahahahhahahahahahhahahahahhahahah!


  
Niech też zrozumie, jak partnerka nie chce nigdzie lecieć

Dopiero wykonując tą pracę, widzę jak wielka jest różnica pomiędzy lataniem jako cabin crew, a jako pasażer. Wierzcie mi, że z całego serca wolałabym zrobić pięćdziesiąt serwisów, niż siedzieć ściśnięta w tym niewygodny siedzeniu. Kiedyś na pokładzie pasażer zapytał mnie ile nam zostało godzin do lądowania. „Siedem” - odpowiedziałam. Przewrócił oczami, jakbym mu kazała przebiec się przez pokład. Co za niewdzięczny typ! To ja powinnam narzekać, w końcu zasuwam jak na miotle. Dopiero kiedy firma wysłała mnie jako pasażera na tej samej trasie, zrozumiałam jaką mordęgą potrafi być te dwanaście godzin! Hej, ciągle kocham latać! Ale zależy w jakich warunkach  



Fajnie, jak zna grafik i ma pod ręką dane kontaktowe wszystkich hoteli

Nieraz zajmuje nam wieki odnalezienie się w czasoprzestrzeni! Wiec fajnie, jak ktoś nas w tym wspiera. Lista numerów hotelowych jest użyteczna, jak na przykład nie działa Internet, a kontakt jest ciągle potrzebny. W dobie obecnych konfliktów politycznych i religijnych dobrze jak partner się interesuje, gdzie dziewczyna przebywa i czy jest w ogóle bezpieczna. Nie umiem się powstrzymać, więc wspomnę też, że czasem nawet miło jest zastać jakąś niespodziankę po przyjeździe do hotelu. W jedne pamiętne Walentynki dotarłam w końcu do swojego pokoju gdzieś na drugim końcu świata, rozpaczając, że to kolejny raz z rzędu, kiedy nie możemy tego dnia spędzić jak każda normalna para. Na stole znalazłam bukiet z ponad trzydziestu róż Czułam, że jest ze mną. Oczywiście to był tylko jeden raz przez te wszystkie lata (hahahahahha!), ale takie rzeczy się jeszcze bardziej wtedy docenia!


  
Fajnie jak umie gotować i jest... osobistym trenerem!

No może ten trener to lekka przesada i nie każdy jest takim szczęściarzem, jak moja psiapsióła, ale zdecydowanie ją rozumiem! Bycie z aktywnym fizycznie partnerem jest wielgachnym plusem, zwłaszcza dlatego, że same musimy być aktywne, by sprostać zadaniom w tej pracy. Taki partner to czysta motywacja dla nas Dobrze zatem, jak ma pojęcie o zdrowym stylu życia (BARDZO promowany z resztą wśród cabin crew, w ostatnich latach) i potrafi nas zaskoczyć dobrym posiłkiem, zwłaszcza po powrocie z tripa (ciągle duży szacun w stronę Pana T! )



Powinien wiedzieć, że czas który spędzają razem, służy nadrobieniu tego straconego, a nie marnowaniu na kłótnie

Mówią, że rozłąka łączy. To prawda tylko wtedy, kiedy oboje wiedzą jak darowany czas razem pozytywnie wykorzystać. Poznałam osoby, dla których wyjazd był ucieczką od problemów. Niestety na dłuższą metę taki system nie działa. 


  
Zapytany o czas, podaje go co do sekundy!

Hahahahaha! W tym coś jest, bo dla nas i kilka dodatkowych minut spania ma wielkie znaczenie! Praca ta zaprogramowuje nasze umysły w ciekawy sposób. Spóźnienie grozi naganą, bądź nawet dyscyplinarką, z racji, że w pewnych przypadkach może kosztować to linie lotnicze bardzo wiele. Zatem wszystko rozbiega się tutaj o czas – dzień dłużej z rodziną, godzinę krótszy lot, za pół godziny zbiórka czy pięciominutowa drzemka. Bądź dokładny i na czas!  



Niech nie podważa zdolności pakowania walizki

Ona ma wszystko zorganizowane w sposób jaki jej odpowiada, w końcu testowała go tysiące razy Czy według niego znajduje się tam za dużo butów czy kosmetyków, nie zna się! Latanie po świecie, to często wożenie ze sobą całej garderoby, na wszystkie możliwe pory roku. Pod uwagę musimy też wziąć te nieprzewidywalne przymusowe lądowania, czy przeciągające się pobyty poza bazą. Ta torebka też jest potrzebna! wszYYYYYYYYstko pod kontrolą


 
Fajnie, jak interesuje się trochę jej pracą i ma pojęcie o geografii

Często w naszych opowieściach i streszczeniach dnia używamy lotniczej terminologii. Jest ona przede wszystkim trudna do wytłumaczenia w naszych ojczystych językach, ale także i w angielskim, powszechnie przyjętym. To pojęcia, które używamy między sobą dla łatwiejszej komunikacji i prawdopodobnie będziemy rzucać tymi hasłami w rozmowach z resztą świata. No i nie ma nic bardziej kompromitującego, jak: „ To lecisz jutro do RPA? A gdzie to jest?”.



Nie powinien oskarżać o kłamstwa kiedy mówiła, że była w Paryżu, a tak naprawdę była w Genewie

To najczęstsza bolączka cabin crew! My nawet zacinamy się na lotnisku przy odprawie paszportowej, kiedy nas pytają, skąd lecimy. Na te wszystkie loty, które robimy, ciężko jest pamiętać każdy z osobna. Z czasem i miejsca wydają nam się podobne, bo bywa, że zatrzymujemy się w tych samych hotelach. Wiele razy byłam świadkiem (i sama popełniłam ten błąd), kiedy znajomi w ogłoszeniu do pasażerów użyli mylnego miejsca docelowego. Po prostu się zdarza



Niech się nie waży dzwonić do niej, jak jest na standby !!!

Chyba nie ma prostszego sposobu na zawał serca. Standby, czyli oczekiwanie na lot, równa się z najgorszą karą. Już w ogóle jest porażką, kiedy na jakiś lot zostaje się wywołanym. Wyobraź sobie, że wieczorem są urodziny jej przyjaciółki, a ona do ostatniej chwili nie wie, czy poleci, czy nie. Dzwonek telefonu stawia na równe nogi w tym momencie



I najważniejsze – NIECH JEJ DA SPAĆ!

Nawet jeśli to trawa dziesięć, osiemnaście godzin, czy dwa dni. Tylko ten, kto lata, wie, że najlepszym odreagowaniem organizmu na przemęczenie, stres i jet lag, jest sen. Poza tym, nie należy oceniać drugiej osoby z punktu widzenia własnych możliwości. Każdy z nas ma inny system. Jedna osoba nie będzie umiała spać, jak utnie drzemkę w ciągu dnia, druga potrafi spać w każdej pozycji o każdej porze. Jak zgłodnieje, sama się obudzi!


Źródło: 9crew


Zapewne możecie dołączyć wiele swoich przykładów do powyższej listy. Każdy z nas jest inny, więc tym samym ma inne oczekiwania wobec ludzi i związków. Jedno jest pewne, bez zaufania i odpowiedniej komunikacji, ludzie po porostu egzystują i mają małe szanse na prawdziwą radość z dzielenia życia razem. Związki na odległość, występujące tak często w naszej pracy, wymagają jeszcze większego nakładu pracy. Świadomość tego i szacunek dla partnera są złotym środkiem do przetrwania.

Wszystkim cabin crew w związku, życzę bezproblemowej komunikacji, a naszym latającym singlom – powodzenia w znalezieniu tego, co przyniesie Wam szczęście!  


26 czerwca 2015

Jak latanie wpływa nam na psychę?


“Żaden z moich bliskich znajomych nigdy nie rozumie dlaczego jestem zawsze zmęczona, samotna czy pod wpływem jet laga. Według nich jestem przecież ciągle na wakacjach”


To słowa jednej z cabin crew, które niestety dokładnie przedstawiają prawdę o naszej pracy. Firmy lotnicze w swoich ofertach często promują zalety niezwykłego stylu życia, przepełnionego egzotycznymi podróżami, poznawaniem nowych kultur i ciekawych ludzi. Praca, która w znacznej mierze pozwala oderwać się od codziennej rutyny i daje poczucie wolności. Niestety rzadko kiedy mówią prawdę o konieczności dostarczenia pierwszorzędnego serwisu we wszystkich możliwych warunkach – od turbulencji po konfliktowych pasażerów, stresie i wpływie efektów pracy na nasze zdrowie psychiczne. Na tym łapie się wiele niedoświadczonych ludzi, kierowanych pasją podróżowania, których wrażliwa osobowość jest daleka od pożądanych, do tej roli, cech. Konfrontacja z rzeczywistością, przejawiająca się w pewnym stopniu utratą kontroli nad własnym życiem, brakiem możliwości planowania przyszłości, bycia z dala od rodziny i przyjaciół, powodują, że nadmuchana przez reklamy i oferty bańka prędzej czy później pęka.

To po co jest zatem ta wieloetapowa rozmowa kwalifikacyjna i tysiące testów (także psychometrycznych) przeprowadzonych na kandydatach? Czy dzięki temu firmy nie widzą, kto się nadaje, a kto nie?
 
Tak samo jak ktoś z doświadczeniem wydaje się być odpowiedni i zostaje odrzucony, tak samo ktoś, komu daleko jest do zostania znakomitym cabin crew, udaje się przebrnąć przez pierwszą selekcję. Jakikolwiek system rekrutacyjny firmy przyjmują, żaden nie jest w stu procentach idealny. Może i łatwo jest określić wstępnie charakter i predyspozycje kandydata, ale jakże wielu z nas potrafi grać, tylko po to, aby dostać wymarzoną pracę. Niestety latanie okazuje się być tą ostatnią i decydującą selekcją.

Fizyczne skutki uboczne naszej pracy, do których między innymi należą:
  • narastający niedobór snu, bądź jego uboga jakość,
  • jet lag, spowodowany zmianą stref czasowych,
  • mały stopień odwodnienia i wysuszona skóra, śluzówki nosa i oczu, wynikające z niskiej wilgotności na pokładzie (poniżej 20%, gdzie w normalnych warunkach środowiskowych jej poziom utrzymuje się powyżej 30%),
prowadzą do przemęczenia i pośrednio mają negatywny wpływ na zdrowie psychiczne, a niestety istnieją jeszcze emocjonalne skutki uboczne, które też zbierają swoje żniwo.

Konieczność pracy w różnych zespołach wymaga zdolności szybkiego dostosowywania się do potrzeb grupy, która ostatecznie ma ten sam cel – wylądować bezpiecznie. W tych warunkach pojawia się problem nawiązywania stałych, prawdziwych znajomości i brak możliwości rozwoju relacji w środowisku pracy. Doskonale odczuwałam to na własnej skórze w Dubaju. Wiele razy robiłam świetnego tripa z naprawdę wyjątkowymi osobami, a niestety kilka tygodni później, kiedy kogoś z nich witałam, osoba nie poznawała mnie. Ważne jest, jak wiele dajemy z siebie w utrzymaniu kontaktów, ale wiadomo, że do tanga trzeba dwojga. Zobowiązania zawodowe i dyspozycyjność mają ogromny wpływ na nasze relacje rodzinne czy partnerskie. Dość powszechne i spotykane wśród moich kolegów są zarówno problemy z rozpadem związków, jak również problemy z nawiązaniem i utrzymaniem tych nowych. Dobra, może opalamy się na Karaibach, robimy zakupy w Nowym Jorku, wsuwamy bagietkę w Paryżu i dajemy masować się w Tajlandii, ale wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, ile tak naprawdę z tych rzeczy robimy w pojedynkę lub z kolei w grupie, która była i zostanie dla nas kompletnie anonimowa. Stąd też ta samotność, którą ciężko jest sobie wyobrazić naszym znajomym spoza lotnictwa.

Innym ciekawym zagadnieniem w tej kwestii jest tzw. emotional labour (po naszemu dosłownie tłumaczone - praca emocjonalna), której ideę świetnie przedstawia Arlie Hochschild. W środowisku, w którym firmie zależy na dobrym wizerunku i dostarczeniu najlepszego serwisu swoim klientom, bądź kiedy w grę wchodzi dobro i bezpieczeństwo drugiego człowieka, pracownik niejednokrotnie jest zobowiązany do wyrażania emocji wymaganych w danej sytuacji. Tym samym jest odseparowany od swoich własnych. Z problemem tym nie tylko spotykamy się my na pokładzie (uśmiechać się, kiedy samolotem trzęsie), ale także pracownicy wielu innych branż – pielęgniarki, opiekunowie socjalni, pracownicy hoteli i restauracji, czy nawet komornik, odzyskujący zaległe długi. Taki dysonans emocjonalny może prowadzić do wyczerpania psychicznego i tym samym wypalenia zawodowego. Kilka lat temu w jednej z międzynarodowych linii lotniczych, znanych zresztą na całym świecie, przeprowadzono badania, które miały pomóc w zrozumieniu, dlaczego tak wiele cabin crew odchodzi z firmy. Wyniki były dość interesujące. Wskazywały bowiem, iż tęsknota za domem i akceptacja zasad firmy nie są tak trudne do pokonania, jak problemy z kontrolowaniem emocji na pokładzie, w kontaktach zarówno z pasażerami jak i kolegami.


Skąd w ogóle taki temat na dzisiejszy post?

Kiedy wróciłam do domu w maju, na cztery tygodnie wolnego, pierwsze dni były dla mnie mordęgą! Nie wiedziałam co mi jest. Nigdy nie czułam się tak podle fizycznie i psychicznie. Nie miałam ochoty wychodzić z domu, drażniły mnie małe rzeczy, wybuchałam płaczem przy każdej możliwej okazji. Kiedy zmusiłam się do joggingu i z trudem przebiegłam 2 km (a w marcu przecież pobiłam swój rekord - 22 km), było jeszcze gorzej. Nie pomagały żadne rozmowy zarówno z rodziną, przyjaciółmi jak i moim mężczyzną. Wiedziałam, że to nie jest normalne, bo nigdy wcześniej nie byłam w takim stanie. Poza tym, im bardziej sobie z tego zdawałam sprawę, tym bardziej mnie to irytowało i popadałam w większy dół. Bałam się, że to nie minie, a jednocześnie nie miałam siły, żeby stawić temu wszystkiemu czoła. Zapewne każdy z nas ma chwile, kiedy mu siły opadają i świadomie daje na wsteczny, bo przecież ileż można w tym życiu walczyć?! To uczucie pochodziło jednak z czegoś innego...

Dopiero dziś zagłębiając się bardziej w tematykę psychiki cabin crew i skutków latania, podejrzewam, że osiągnęłam stan tak zwanego fatigue. Tłumaczone na polski jako zmęczenie, nie jest tym typowym po długim dniu pracy, gdzie kilka godzin snu czy relaksacja, pozwalają zregenerować siły. Fatigue z reguły pojawia się stopniowo i osoba może sobie nie zdawać sprawy z tego, jak dużo energii straciła, dopiero aż porówna swoją sprawność z niedawnego okresu. To nie choroba, ale stan zwykle stwierdzany medycznie i w zależności od tego jakie ma podłoże, jest odpowiednie traktowany. Fatigue przez pacjenta jest określany najłatwiej jako zmęczenie, letarg i brak chęci do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Towarzyszącymi objawami są również utrata wagi, problemy z żołądkiem, osłabienie mięśni, pogorszenie kondycji skóry, włosów i paznokci oraz depresja.

Byłam zawsze świadoma istnienia tego stanu, ale nie sądziłam, że mnie kiedyś może dotyczyć. W końcu prowadzę dość zdrowy i aktywny tryb życia. O swoją psychikę też raczej dbam (eliminacja toksycznych ludzi! ). Ostatnia rotacja była jednak bardzo intensywna emocjonalnie i szalona pod każdym względem – nowe miejsca, wieczne pomysły na zwiedzanie, nieregularne godziny spania, złe odżywianie (amerykańskie w końcu ), konieczność znalezienia czasu dla wszystkich znajomych w odwiedzanych miejscach, ekstremalne sporty, użeranie się z dziewczynami na pokładzie (ekipa nie należała do najlepszych tym razem!), presja pracy przy samym VIP na wielu lotach (powinnyśmy być zmieniane, ale niestety mało było tych dobrych wśród nas) i jet lag zabójca, jako wisienka na torcie. Ktoś by pomyślał, że byłam trzy tygodnie w USA na wakacjach. Chyba wolałabym jednak sama sobie za takie wakacje zapłacić, no i pojechać tam gdzie chcę i z kim chcę

To, jak sobie radzimy z wyżej opisanymi problemami, zależy nie tylko od nas samych, bo jak widać, nie zawsze jest się silnym, jeśli w grę wchodzi zmęczona psychika, ważne jest natomiast nasze środowisko. Wiele linii lotniczych stwarza wewnątrz firmy małą grupę wsparcia (peer support), której prowadzącymi są przeważnie osoby także latające, bo kto nas lepiej zrozumie, jak osoba, która wie, przez co przechodzimy? To one dają wsparcie i pomagają w zaufaniu przy wielu problemach od tych osobistych, wpływających na wydajność naszej pracy, po te związane z wydarzeniami na pokładzie – awarie, śmierć pasażera, molestowanie seksualne, itd.

Bez względu na to, jakie wymagania stawia przede mną latanie, dalej kocham to, co robię i nie zamieniłabym tej pracy na żądną inną! Prawdziwa pasja, szanowanie swojego organizmu, odpowiednie nastawienie psychiczne i przede wszystkim wsparcie najbliższych, pozwolą przejść niejedną przeszkodę stawianą na naszej drodze






23 czerwca 2015

Ramadan Kareem


Nadszedł czas duchowej refleksji, osobistej poprawy i wzrostu pobożności. Po raz kolejny mam okazję uczestniczyć pośrednio w muzułmańskiej tradycji świętego miesiąca Ramadan.To okres, kiedy wierzący nie tylko wstrzymują się od spożywania jedzenia i napojów od wschodu słońca do jego zachodu, ale także unikają wszelkich kontaktów seksualnych, palenia papierosów czy grzesznych zachowań – przekleństw i kłótni. Prawdę mówiąc, myślałam, że ramadan w Arabii Saudyjskiej niewiele będzie się różnić od tego w Emiratach. O jakże się myliłam!

Wylądowaliśmy w Dżedda kilka godzin przed wschodem słońca 18 czerwca, pierwszego dnia ramadanu. Na biurku w pokoju znalazłam powitalny list od menadżera hotelu, który dyskretnie przypominał o zasadach ważnych podczas kolejnego miesiąca...

  • post obowiązuje od 4:00 rano do około 19:30
  • radzimy noszenie konserwatywnego ubioru, dla kobiet – abaja (tutaj się raczej nic nie zmienia )
  • wszystkie lokale z jedzeniem i piciem będą zamknięte w godzinach postu
  • sklepy otwarte jedynie w godzinach 14:00 – 15:30 oraz od 21:30 do 2:00 rano
  • śniadanie będzie dostępne tylko za pośrednictwem room service (szkoda, bo śniadania hotelowe to czasem jedyna okazja, żebyśmy się spotkali całą załogą).

Śniadanie do łóżka?


Na locie byłam ze starą znajomą, której niestety nie mam okazji często spotykać. Poza faktem, że mamy przeciwne rotacje, ona ma to szczęście latania na Airbusie. Przespałam cały dzień, więc umówiłyśmy się na godzinę 19:00, żeby zrobić małe zakupy w centrum handlowym i nadrobić wszystkie plotki i nowiny (zaręczyła się!!! ). Mimo informacji zawartych w liście, ciężko mi było uwierzyć, że sklepy są pozamykane. W końcu w Dubaju nawet restauracje były pootwierane. Fakt, że pozasłaniane, ale można było coś zjeść o każdej porze dnia. No jasne – Dubaj, a Dżedda


Nagłe uczucie głodu i niesamowite zapachy zmusiły nas do pozostania w hotelu na Iftar (z arabskiego oznacza śniadanie), posiłek, którym muzułmanie przerywają post. Rozpoczyna się go od spożycia nieparzystej liczby daktyli i arabskiej kawy. Dla mnie w tym momencie najważniejsza była zawartość bufetu, w który to sposób większość restauracji podczas ramadanu organizuje Iftar. W Dubaju było to dla mnie jedno z najbardziej niesamowitych przeżyć kulinarnych! W tym okresie przygotowywanych jest wiele unikatowych potraw. Pierwszy mój Iftar w Arabii Saudyjskiej niestety był bardzo przeciętny. Poza faktem, że wiele potraw znanych nam było z życia codziennego, brakowało mojego zwycięskiego deseru – om ali. To wywodzący się z Egiptu, serwowany powszechnie na Bliskim Wschodzie deser, zrobiony na bazie chleba z bakaliami, podawany zawsze na ciepło (z reguły nie lubię rodzynek w cieście, a om ali to niebo w gębie!!)


Iftar w Dżedda

 

Następnego dnia wysłano mnie do Bahrajnu po wizę saudyjską (od rządów nowego króla nasze wizy wydawane są tylko na trzy miesiące, o połowę krócej niż poprzednie). Siedzę tutaj do dnia dzisiejszego... Chodzę po suficie, liczę kafelki na ścianie, obserwuję z okna pracowników na budowie (pewnie dokończą ten budynek zanim stąd wyjadę!), codziennie zamieniam dwa wyrazy z męską pokojówką, która chce się zająć moim pokojem, a tu przecież poza odciśniętym od siedzenia śladem na pościeli, nic się nie dzieje
Właściwie to mogłoby być gorzej. Tutaj przynajmniej mam dużą siłownię z konkretnym sprzętem, za rogiem jest otwarty supermarket przez cały dzień, mogę ściągać filmy, śniadanie jest serwowane na sali w mieszanym towarzystwie (choć widuję tylko siebie i siebie) i nie trzeba nosić abaji Pierwsze kilka dni spędziłam także z moim starym znajomym z japońskich linii. Powoził mnie po okolicy i zaliczyliśmy razem Iftar. Z racji, że sam jest muzułmaninem i pości, rozwiał kilka z moich wątpliwości odnośnie tego miesiąca. Teraz zabawia rodziców, a ja...


… siedzę, leżę, skaczę i czekam na rozwój akcji. Przeszło mi nawet przez myśl, żeby spróbować pościć przez jeden dzień... może jutro


17 czerwca 2015

Salon du Bourget 2015 – prawdziwa uczta dla miłośników lotnictwa

„16 czerwca Merkury w kwadraturze do Neptuna przyniesie najlepszą wiadomość, jaką słyszałaś od miesięcy. Wykorzystaj tą okazję, żeby stworzyć strategiczny plan na kolejne sześć miesięcy pod kątem zawodowym i prywatnym...” - przeczytałam z głupot horoskop w babskim magazynie. O czym w sumie mogłabym się dowiedzieć w Saudi, bo akurat tam wtedy będę?

Plany jak zwykle uległy zmianie, więc zostałam dłużej w Paryżu (dla niewtajemniczonych ostatni post). W tym samym hotelu zatrzymał się jeden z naszych mechaników pokładowych, który czekał na przylot 777, żeby dołączyć do załogi. 16go zatem spotkaliśmy się na śniadaniu:
  • Słuchaj, jak chcesz, zapytam FBO, czy dają nam wejściówki na pokaz lotniczy na Le Bourget... - wypalił ni stąd ni zowąd,
  • Nie chcę się nakręcać, ale to by była ZARĄBISTA AKCJA!!! Jestem za!!!

Od kilku dni z żalem śledziłam zapowiedzi imprezy w wiadomościach. Później nie umiałam przeboleć faktu, że jednemu z naszych pilotów udało się załapać na pokaz krótko przed ich wylotem do Saudi (na który zresztą sama byłam początkowo przypisana!).

Międzynarodowy pokaz lotniczy w Paryżu odbywa się w nieparzyste lata i trwa kilka dni. Salon du Bourget, bo taką nosi nazwę, to największe i najdłużej trwające targi lotnicze na świecie. Pierwsze dni otwarte są wyłącznie dla ludzi z branży lub zaproszonych, z kolei w weekend wstęp jest dla wszystkich. Cel imprezy to przede wszystkim demonstracja samolotów wojskowych i komercyjnych dla potencjalnych klientów. To podczas tych kilku dni podpisywane są najważniejsze kontrakty. Salon du Bourget przez lata był ważnym wydarzeniem nie tylko dla czołowych producentów w lotnictwie, ale także pasjonatów latających maszyn.






Pierwsze targi odbyły się w 1909 roku, w Grand Palais na Champs-Elysees, w centrum Paryża. Ich ogromny sukces spowodował, że imprezę zaczęto organizować rocznie. Dopiero po zakończeniu II wojny światowej targi wypadały w lata nieparzyste. 1953 rok okazał się szczęśliwy dla paryskiego lotniska Le Bourget, gdzie imprezę przeniesiono na stałe. W roku 2005 odbyła się pierwsza demonstracja Airbusa A380. W tym czasie targi pobiły wszystkie dotychczasowe rekordy pod względem liczby publiczności. Podczas trzech dni na pokazach pojawiło się prawie 230 000 ludzi. Dwa lata później został pobity kolejny rekord w liczbie zaproszonych ludzi z branży – 153 920 fachowców zaszczyciło Le Bourget swoją obecnością. W 2011 roku na targach przedstawiało swoje oferty ponad 2000 wystawców, ustalając tym samym nowy rekord.

Tegoroczna impreza była już 51-szą edycją. Podczas paryskich targów można nie tylko podziwiać nowe modele samolotów, których pokazy na niebie są prawdziwą ucztą dla oczu. Demonstrowane bowiem są manewry niepraktykowane w normalnych warunkach, np. A350 startujący prawie w pionie. Można tutaj także znaleźć wiele wystaw związanych z najnowszą technologią lotniczą – nowości w konstrukcji samolotu, nawigacji, wyposażenia wnętrz czy też produktów stosowanych w konserwacji i utrzymaniu.





Zatem horoskop się sprawdził. 16go rano dostałam fantastyczną wiadomość – wejściówki czekają na nas w biurze!  




Byłam pod wrażeniem niesamowitej atmosfery. To mój pierwszy pokaz lotniczy od strony profesjonalnej. Na kogo bym nie spojrzała, wiedziałam jedno – dzielimy tą samą pasję, bezgraniczną miłość do tych latających maszyn. Na ziemi i na niebie znajdowało się łącznie ponad 150 samolotów różnego typu, od myśliwców przez komercyjne kolosy do prywatnych odrzutowców. Krzątałam się między wystawami z wybałuszonymi oczami, jak dzieciak w sklepie z zabawkami. Z pełnym przekonaniem stwierdzam, że znalazłam się w odpowiedniej branży. Prędzej widzę siebie ubabraną po łokcie od smaru lotniczego, niż wytężającą wzrok przy komputerze w jakimś klimatyzowanym biurze



Oto kilka perełek z pokazu:

CS300 – zaprojektowany przez kanadyjskiego producenta Bombardier, rywalizuje z mniejszymi modelami Boeinga i Airbusa pod kątem wydajności paliwa i materiału kompozytowego, z którego zbudowany jest samolot




A350 – najnowszy w rodzinie Airbusa, europejskiego producenta. Dzięki wykorzystaniu nowoczesnych materiałów, lata on znacznie wyżej i szybciej. Ma bardziej ekonomiczne zużycie paliwa i jest łagodniejszy dla środowiska. Pasażerowie zapewne docenią więcej światła w kabinie, wpadające przez większe okna i lepszy system ciśnienia, który stwarza w kabinie warunki podobne do tych na 2000 metrów, co korzystniej wpływa na samopoczucie pasażerów





A380 – wiecznie wzbudzający podziw, a odgłos silników przyprawia mnie o ciarki (SuperJumbo)


RAFALE – francuski myśliwiec wielozadaniowy, którego prędkość maksymalna dochodzi do ponad 2000k/h!




EXTRA 330 z Catherine Maunoury – Catherine jest francuskim pilotem akrobacyjnym i kilkukrotną Mistrzyni Świata w tej dyscyplinie. Swojego czasu latała dla Air France, a obecnie jest dyrektorem Muzeum Lotnictwa i Astronautyki przy samym Le Bourget





B787– wypuszczony z rąk amerykańskiego producenta w 2011 roku, choć z powodu wielu nieprzewidywanych problemów związanych z akumulatorem litowo-jonowym, uziemiony w styczniu 2013 roku. Do użytku wrócił kilka miesięcy później. Przepiękny mimo wszystko




Dodatkową atrakcją targów, była możliwość zwiedzenia wspomnianego wyżej muzeum lotnictwa, które z resztą planowałam zaliczyć parę dni wcześniej. Warte zwiedzenia są tutaj Boeing 747 Air France, rozłożony na części pierwsze, przybliża zwiedzającym ideę systemów pokładowych i Concorde, francusko-brytyjski naddźwiękowy samolot pasażerski, wycofany w 2003 roku z powodu wysokich kosztów utrzymania i spadku liczby pasażerów po katastrofie Concorde w lipcu 2000 roku i atakach z 11 września 2001. Uznawany za wielu ikoną lotnictwa. Ile bym dała, żeby się nim przelecieć! Tymczasem pozostało mi rozkoszowanie się zapachem kabiny tego muzealnego



Concorde



Widok na kokpit



Kabina pasażerska



Przekrój przez B747 - u góry kabina pasażerska, na dole luk bagażowy


I trochę więcej:









  

Już w przyszłym roku podobna impreza na angielskiej ziemi. Pokaz na lotnisku Farnborough odbywa się w lata parzyste!  

Zainteresowanych odsyłam do stronki



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...