15 czerwca 2015

Ja - zabawka


Myślałam, że opanowałam pakowanie do perfekcji (wcześniejszy post), a jednak znowu mi wlepili mandat Będę musiała kupić nową wagę do domu, bo pokazywała 4 kg mniej, jak ważyłam walizkę. Jakim cudem, nie wiem, ale tym samym oznacza to, że ja też muszę być cięższa <!!!> Co gorsze, nadbagaż przekroczyłam tylko o 2 kg, za które wciąż zapłaciłam tyle samo jak za przekroczone 8 kg w zeszłym miesiącu! Gdybym wiedziała, nie rozpakowałabym tych wszystkich średnio-potrzebnych rzeczy! 70 € poszło w las.

Dodatkowa opłata nie była jedyną sytuacją, która wyprowadziła mnie z równowagi na dobry początek ośmiu tygodni pracy. Taksówkarz klął pod nosem przez całą drogę z lotniska do hotelu – wywnioskowałam, że był to dla niego za mały dystans, ale nie wiedział jak mi odmówić, VIVE LA FRANCE !!! Jak dojechałam mój pokój nie był jeszcze gotowy – przysypiałam w niezgrabnej pozycji na kanapie w holu, gdzie zwykle zbiera się załoga z poszczególnych prywatnych samolotów. Z kolei już w pokoju, po rozpakowaniu walizki, dostałam wiadomość od dziewczyn, że za chwilę zmieniamy hotel. Ależ tęskniłam za pracą!

Praktycznie w ciągu pięciu dni, zmieniliśmy hotel cztery razy. Dla jednych z nas (jest nowa dziewczyna w zespole, bardzo fajna z resztą ) wycieczka krajoznawcza, dla innych powrót do cygańskiego życia. W tym całym zamieszaniu były jednak i chwile radości! Jednego dnia mieliśmy rezerwację w hotelu, w którym zatrzymuje się załoga z mojej starej dubajskiej firmy. Prosiłam nawet moją psiapsiółę, żeby przesłała listę ludzi – kto wie, może uda mi się spotkać znajome twarze? Lista nigdy nie dotarła, a ja wpadłam w holu na kolesia, z którym robiłam pamiętnego tripa do granicy z Koreą Północną. Poznał mnie...

  • Kurcze, jestem w szoku, że na siebie wpadliśmy... - zaczęłam rozmowę,
  • No ja też, chociaż w sumie to normalne.
  • No nie bardzo, nie pracuję już dla tej firmy od ponad roku!
  • No co Tyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy...   Dawaj numer, musimy być w kontakcie...

Nie mieliśmy okazji dłużej porozmawiać, bo... zmienialiśmy hotel.

Parę dni później przyszedł e-mail o locie do Arabii Saudyjskiej. Serio się cieszę! Tęsknię za piaskiem, upałami i moją pustynną rutyną. Choć tym razem będzie inaczej, bo za parę dni zaczyna się Ramadan. Dla mnie podwójny powód do radości. Ten okres w Dubaju wspominam najlepiej. Mam nadzieję, że na saudyjskim kontynencie też doświadczę czegoś szczególnego.

Zatem przed nami szybki lot do Anglii, żeby odebrać pasażerów i dalej na Bliski Wschód. Godzina 23:00, potwierdzam catering, dostaję pozycję w galley, pakuję walizki, przygotowuję uniform... Kolejny e-mail: „ Dla Waszej informacji, Agnieszka zostaje usunięta z lotu, żeby zająć pozycję na drugim samolocie, który przyleci za kilka dni”. PoWaGa? To za dwa dni ląduje Boeing z piętnastoma dziewczynami (nie pytajcie czemu tak dużo, wiele mnie ominęło na wolnym), gdzie spokojnie, któraś z nich mogłaby pokryć lot, a tymczasem moje dziewczyny polecą tylko w trójkę? No cóż, przez te kilka miesięcy nauczyłam się jednej rzeczy – logika w ich działaniu nie istnieje. Ktoś albo nie chce, żebym się przemęczała w pracy, albo to okazja, żebym jutro pojechała na pokaz lotniczy na Le Bourget?

Dziewczyny już dawno gdzieś w przestworzach, a ja w zawieszeniu czekam na przylot mojego samolotu...


Grande Arche w promieniach zachodzącego słońca



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...