26 czerwca 2015

Jak latanie wpływa nam na psychę?


“Żaden z moich bliskich znajomych nigdy nie rozumie dlaczego jestem zawsze zmęczona, samotna czy pod wpływem jet laga. Według nich jestem przecież ciągle na wakacjach”


To słowa jednej z cabin crew, które niestety dokładnie przedstawiają prawdę o naszej pracy. Firmy lotnicze w swoich ofertach często promują zalety niezwykłego stylu życia, przepełnionego egzotycznymi podróżami, poznawaniem nowych kultur i ciekawych ludzi. Praca, która w znacznej mierze pozwala oderwać się od codziennej rutyny i daje poczucie wolności. Niestety rzadko kiedy mówią prawdę o konieczności dostarczenia pierwszorzędnego serwisu we wszystkich możliwych warunkach – od turbulencji po konfliktowych pasażerów, stresie i wpływie efektów pracy na nasze zdrowie psychiczne. Na tym łapie się wiele niedoświadczonych ludzi, kierowanych pasją podróżowania, których wrażliwa osobowość jest daleka od pożądanych, do tej roli, cech. Konfrontacja z rzeczywistością, przejawiająca się w pewnym stopniu utratą kontroli nad własnym życiem, brakiem możliwości planowania przyszłości, bycia z dala od rodziny i przyjaciół, powodują, że nadmuchana przez reklamy i oferty bańka prędzej czy później pęka.

To po co jest zatem ta wieloetapowa rozmowa kwalifikacyjna i tysiące testów (także psychometrycznych) przeprowadzonych na kandydatach? Czy dzięki temu firmy nie widzą, kto się nadaje, a kto nie?
 
Tak samo jak ktoś z doświadczeniem wydaje się być odpowiedni i zostaje odrzucony, tak samo ktoś, komu daleko jest do zostania znakomitym cabin crew, udaje się przebrnąć przez pierwszą selekcję. Jakikolwiek system rekrutacyjny firmy przyjmują, żaden nie jest w stu procentach idealny. Może i łatwo jest określić wstępnie charakter i predyspozycje kandydata, ale jakże wielu z nas potrafi grać, tylko po to, aby dostać wymarzoną pracę. Niestety latanie okazuje się być tą ostatnią i decydującą selekcją.

Fizyczne skutki uboczne naszej pracy, do których między innymi należą:
  • narastający niedobór snu, bądź jego uboga jakość,
  • jet lag, spowodowany zmianą stref czasowych,
  • mały stopień odwodnienia i wysuszona skóra, śluzówki nosa i oczu, wynikające z niskiej wilgotności na pokładzie (poniżej 20%, gdzie w normalnych warunkach środowiskowych jej poziom utrzymuje się powyżej 30%),
prowadzą do przemęczenia i pośrednio mają negatywny wpływ na zdrowie psychiczne, a niestety istnieją jeszcze emocjonalne skutki uboczne, które też zbierają swoje żniwo.

Konieczność pracy w różnych zespołach wymaga zdolności szybkiego dostosowywania się do potrzeb grupy, która ostatecznie ma ten sam cel – wylądować bezpiecznie. W tych warunkach pojawia się problem nawiązywania stałych, prawdziwych znajomości i brak możliwości rozwoju relacji w środowisku pracy. Doskonale odczuwałam to na własnej skórze w Dubaju. Wiele razy robiłam świetnego tripa z naprawdę wyjątkowymi osobami, a niestety kilka tygodni później, kiedy kogoś z nich witałam, osoba nie poznawała mnie. Ważne jest, jak wiele dajemy z siebie w utrzymaniu kontaktów, ale wiadomo, że do tanga trzeba dwojga. Zobowiązania zawodowe i dyspozycyjność mają ogromny wpływ na nasze relacje rodzinne czy partnerskie. Dość powszechne i spotykane wśród moich kolegów są zarówno problemy z rozpadem związków, jak również problemy z nawiązaniem i utrzymaniem tych nowych. Dobra, może opalamy się na Karaibach, robimy zakupy w Nowym Jorku, wsuwamy bagietkę w Paryżu i dajemy masować się w Tajlandii, ale wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, ile tak naprawdę z tych rzeczy robimy w pojedynkę lub z kolei w grupie, która była i zostanie dla nas kompletnie anonimowa. Stąd też ta samotność, którą ciężko jest sobie wyobrazić naszym znajomym spoza lotnictwa.

Innym ciekawym zagadnieniem w tej kwestii jest tzw. emotional labour (po naszemu dosłownie tłumaczone - praca emocjonalna), której ideę świetnie przedstawia Arlie Hochschild. W środowisku, w którym firmie zależy na dobrym wizerunku i dostarczeniu najlepszego serwisu swoim klientom, bądź kiedy w grę wchodzi dobro i bezpieczeństwo drugiego człowieka, pracownik niejednokrotnie jest zobowiązany do wyrażania emocji wymaganych w danej sytuacji. Tym samym jest odseparowany od swoich własnych. Z problemem tym nie tylko spotykamy się my na pokładzie (uśmiechać się, kiedy samolotem trzęsie), ale także pracownicy wielu innych branż – pielęgniarki, opiekunowie socjalni, pracownicy hoteli i restauracji, czy nawet komornik, odzyskujący zaległe długi. Taki dysonans emocjonalny może prowadzić do wyczerpania psychicznego i tym samym wypalenia zawodowego. Kilka lat temu w jednej z międzynarodowych linii lotniczych, znanych zresztą na całym świecie, przeprowadzono badania, które miały pomóc w zrozumieniu, dlaczego tak wiele cabin crew odchodzi z firmy. Wyniki były dość interesujące. Wskazywały bowiem, iż tęsknota za domem i akceptacja zasad firmy nie są tak trudne do pokonania, jak problemy z kontrolowaniem emocji na pokładzie, w kontaktach zarówno z pasażerami jak i kolegami.


Skąd w ogóle taki temat na dzisiejszy post?

Kiedy wróciłam do domu w maju, na cztery tygodnie wolnego, pierwsze dni były dla mnie mordęgą! Nie wiedziałam co mi jest. Nigdy nie czułam się tak podle fizycznie i psychicznie. Nie miałam ochoty wychodzić z domu, drażniły mnie małe rzeczy, wybuchałam płaczem przy każdej możliwej okazji. Kiedy zmusiłam się do joggingu i z trudem przebiegłam 2 km (a w marcu przecież pobiłam swój rekord - 22 km), było jeszcze gorzej. Nie pomagały żadne rozmowy zarówno z rodziną, przyjaciółmi jak i moim mężczyzną. Wiedziałam, że to nie jest normalne, bo nigdy wcześniej nie byłam w takim stanie. Poza tym, im bardziej sobie z tego zdawałam sprawę, tym bardziej mnie to irytowało i popadałam w większy dół. Bałam się, że to nie minie, a jednocześnie nie miałam siły, żeby stawić temu wszystkiemu czoła. Zapewne każdy z nas ma chwile, kiedy mu siły opadają i świadomie daje na wsteczny, bo przecież ileż można w tym życiu walczyć?! To uczucie pochodziło jednak z czegoś innego...

Dopiero dziś zagłębiając się bardziej w tematykę psychiki cabin crew i skutków latania, podejrzewam, że osiągnęłam stan tak zwanego fatigue. Tłumaczone na polski jako zmęczenie, nie jest tym typowym po długim dniu pracy, gdzie kilka godzin snu czy relaksacja, pozwalają zregenerować siły. Fatigue z reguły pojawia się stopniowo i osoba może sobie nie zdawać sprawy z tego, jak dużo energii straciła, dopiero aż porówna swoją sprawność z niedawnego okresu. To nie choroba, ale stan zwykle stwierdzany medycznie i w zależności od tego jakie ma podłoże, jest odpowiednie traktowany. Fatigue przez pacjenta jest określany najłatwiej jako zmęczenie, letarg i brak chęci do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Towarzyszącymi objawami są również utrata wagi, problemy z żołądkiem, osłabienie mięśni, pogorszenie kondycji skóry, włosów i paznokci oraz depresja.

Byłam zawsze świadoma istnienia tego stanu, ale nie sądziłam, że mnie kiedyś może dotyczyć. W końcu prowadzę dość zdrowy i aktywny tryb życia. O swoją psychikę też raczej dbam (eliminacja toksycznych ludzi! ). Ostatnia rotacja była jednak bardzo intensywna emocjonalnie i szalona pod każdym względem – nowe miejsca, wieczne pomysły na zwiedzanie, nieregularne godziny spania, złe odżywianie (amerykańskie w końcu ), konieczność znalezienia czasu dla wszystkich znajomych w odwiedzanych miejscach, ekstremalne sporty, użeranie się z dziewczynami na pokładzie (ekipa nie należała do najlepszych tym razem!), presja pracy przy samym VIP na wielu lotach (powinnyśmy być zmieniane, ale niestety mało było tych dobrych wśród nas) i jet lag zabójca, jako wisienka na torcie. Ktoś by pomyślał, że byłam trzy tygodnie w USA na wakacjach. Chyba wolałabym jednak sama sobie za takie wakacje zapłacić, no i pojechać tam gdzie chcę i z kim chcę

To, jak sobie radzimy z wyżej opisanymi problemami, zależy nie tylko od nas samych, bo jak widać, nie zawsze jest się silnym, jeśli w grę wchodzi zmęczona psychika, ważne jest natomiast nasze środowisko. Wiele linii lotniczych stwarza wewnątrz firmy małą grupę wsparcia (peer support), której prowadzącymi są przeważnie osoby także latające, bo kto nas lepiej zrozumie, jak osoba, która wie, przez co przechodzimy? To one dają wsparcie i pomagają w zaufaniu przy wielu problemach od tych osobistych, wpływających na wydajność naszej pracy, po te związane z wydarzeniami na pokładzie – awarie, śmierć pasażera, molestowanie seksualne, itd.

Bez względu na to, jakie wymagania stawia przede mną latanie, dalej kocham to, co robię i nie zamieniłabym tej pracy na żądną inną! Prawdziwa pasja, szanowanie swojego organizmu, odpowiednie nastawienie psychiczne i przede wszystkim wsparcie najbliższych, pozwolą przejść niejedną przeszkodę stawianą na naszej drodze






2 komentarze:

  1. Ja kiedyś nie miałam problemów z lataniem, a teraz normalnie zaczyna mi się kręcić w głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam taki okres w życiu, że przy każdym lądowaniu mnie tragicznie mdliło - stewardessa, ktoś by pomyślał ;)
      Organizm nie jest z żelaza i możemy też miewać gorsze dni, czy okresy, gdzie ciężko jest dane warunki zaakceptować. Jeśli objawy nie mijają, myślę, że warto skonsultować się z lekarzem.
      Powodzenia!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...