Firmowa karta kredytowa w moich rękach ?!

lipca 07, 2015


Do obowiązków Głównej należy między innymi kontrola zaopatrzenia samolotu. Chodzi tutaj zarówno o podstawowe produkty spożywcze, które można przetrzymywać przez długi czas w wysokich temperaturach – przyprawy, przekąski (suszone owoce, orzeszki), konserwy, napoje, jak i produkty do czyszczenia czy akcesoria w kabinie.

Co parę dni załoga zbiera się na wizytę samolotu. Wtedy nie tylko każda z nas sprząta wyznaczoną strefę, ale także notuje wszystkie potrzebne produkty. Zwykle po każdym locie, jest kilka rzeczy, które należy uzupełnić, a jeśli wydzielona załoga nie zajmie się tym na bieżąco, z czasem cała praca przechodzi na kolejną ekipę. Tą listę artykułów kiedyś przekazywaliśmy odpowiednim osobom, odpowiedzialnym za tzw. dry store. Oni wówczas zaopatrywali nas w potrzebne rzeczy. Ostatnimi czasy, zwłaszcza odkąd Główne mają do dyspozycji firmową kartę kredytową, wymaga się robienia mniejszych zakupów od samej załogi. Pytam się – czy jest coś przyjemniejszego, niż wydawanie czyjejś kasy?????? 🙊 (jeszcze za przyzwoleniem!). Po kilku wizytach na naszym kochanym Airbusie, w końcu udało mi się sporządzić konkretną listę. Pierwszego dnia powierzyłam zadanie dziewczynom, które niestety odwaliły swoją pracę bardzo powierzchownie. Później sama musiałam wszystko raz jeszcze sprawdzać, żeby dopisać braki (dlatego nie chcę być Główną w tej firmie, bo wiem jakie podejście do pracy mają moje koleżanki!).

Dziewczyny z innych samolotów dziwią się, że chce mi się iść co drugi dzień do samolotu i bawić w organizatorkę. Nie mam z tym najmniejszego problemu z trzech głównych powodów. Po pierwsze, jak będę musiała oddać samolot innej Głównej, nie będzie się czepiać, że na pokładzie panuje chaos. Po drugie, mam okazję doświadczyć czegoś, co w europejskich firmach jest na porządku dziennym – dziewczyny często pracują w pojedynkę i same są odpowiedzialne za samolot. Po trzecie, UWIELBIAM TĄ MASZYNĘ! I nie znajduję w niczym większej przyjemności (poza opalaniem! 😊), niż wypad na samolot. Mechanik, z którym zawsze jadę – bo to on otwiera i zamyka naszą brykę, przez parę godzin w skupieniu robi swoje rzeczy, ja zajmuję się wtedy swoją działką. Co nas łączy? Szacunek do naszego maleństwa 😉 (wiem, pocharatany mam mózg, ale co zrobić, to chyba jest pasja, co nie?) Powiedział mi ostatnio, że nigdzie się nie czuje tak zrelaksowany i wolny jak na pokładzie naszego Airbusa. Doskonale go rozumiem.

Wczoraj przeszłam się do centrum handlowego po owoce dla siebie na kolejne dni, bo ciągle ani słychu odnośnie przyszłych lotów. Przy okazji postanowiłam kupić kilka najpotrzebniejszych rzeczy do samolotu, zanim będę mieć dostęp do firmowego zaplecza, żeby wziać, co potrzebuję. Z kilku soków, oliwy z oliwek i suszonych owoców, zrobiły się cztery ciężkie torby. 



Wracanie z buta w tej sytuacji odpadło, pozostała mi tylko opcja taksówki. Oczywiście w momencie, kiedy coś jest najbardziej potrzebne... dokładnie! Nie jest dostępne! 🙈 Chciałam poprosić ochroniarza, żeby mi pomógł w znalezieniu jednej, ale jego ubogi angielski albo bardziej angielski nieistniejący, nie ułatwiał w ogóle sprawy. W pewnym momencie podszedł do mnie mały, gruby chłopaczek, wyglądający na 20-kilka lat i z super angielskim zaproponował, że mnie zawiezie, gdzie chcę:

- Zapłacisz mi jak taksówce - wypalił, jąkający się, z rozpromienioną pucatą buźką,
- To ile chcesz?
- Dwadzieścia
- Dziesięć - postanowiłam wypróbować targowanie z Saudyjczykiem
- Piętnaście
- Dziesięć - ja twardo, przecież to za rogiem,
- Ok, dziesięć

W drodze do samochodu zauważyłam mały czołgający się za mną Strach, ale mimo wszystko, czułam, że będzie ok. Na wszelki wypadek zaczęłam grać z typkiem, kiedy pomagał pakować mi torby do swojego bagażnika...

„Jak będziesz MEGA szybki, dostajesz te swoje piętnaście!” - wyglądał mi na kolesia, którego dodatkowe pięć wystarczająco zmobilizuje, żeby mnie dowieść do hotelu w jednej całości 🙊
Moją prośbę musiał sobie wziąć porządnie do serca. Staliśmy w poprzek trzy-pasowej, jednokierunkowej bardzo ruchliwej drogi. Mój nowy kierowca zatrzymał wszystkie samochody, żeby przejechać drogę w poprzek i wziąć najszybszą opcję uliczkami do hotelu. Do tej pory się śmieję z tej akcji. Nie dziwię się w ogóle jego zdolnościom, bo właśnie tak tutaj mężczyźni jeżdżą (kobiety nie mają pozwolenia na kierowanie), wymuszają pierwszeństwo na każdym kroku. Moja obawa natomiast nie była tyle spowodowana jazdą z szaleńcem, ile jazdą z całkiem obcym, męskim przedstawicielem tutejszego społeczeństwa! W końcu jestem w Arabii!!! Przypomniała mi się zaraz sytuacja, jak podczas mojego pierwszego pobytu w Dżedda, poszłam na zwiedzanie ze zwariowaną Czeszką (pamiętny trip). Miałam wtedy okazję porozmawiać z przypadkowym koleżką na zakazane tematy... „Jesteś w Dżedda, to jest wolne miasto, pamiętaj!”.

Dojechaliśmy w końcu do hotelu:

- Jesteś na Facebooku może?
- Nie, sorrki. Jutro już wracam do Berlina. Jestem z Niemiec
- Ale super!!! Ja mam wielu przyjaciół z Niemiec. Gramy razem na PlayStation! 😁 Miło cię było poznać!
Pomijając politykę i dziwne zasady społeczne w tym kraju, uwielbiam jego mieszkańców 😍

 

A teraz zasługuję na... oczywiście bezalkoholowe o smaku jabłkowym 🙈😂


Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga