01 lipca 2015

Moja osobista walka z chamstwem


Po jedenastu monotonnych dniach w Bahrajnie, wypełnionych francuskimi słówkami, lotniczymi katastrofami i lejącym się potem na nieklimatyzowanej siłowni, w końcu rzucam walizki w kąt swojego saudyjskiego pokoju

Powrót do bazy nie był jednak taki łatwy. Najpierw musiałyśmy odebrać nasze paszporty z gotową wizą. Dotychczasowe doświadczenia trzymały mnie w niepewności i jednocześnie pełnej gotowości do akcji. Jeśli by się okazało, że z moim paszportem znowu są jakieś problemy, pojechałabym z walizkami prosto na lotnisko i wskoczyła na pierwszy lepszy lot do domu. Bo w końcu ileż można?! Dojechałyśmy do biura wizowego – zamknięte, „Z powodu Ramadanu biuro będzie czynne do godziny 15”. Seeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeerrriooooooo?! Choćbym miała odstawić szopkę właśnie tutaj na samiutkim środku, NIE MA OPCJI, ŻE WRACAM BEZ MOJEGO PASZPORTU! Jak zwykle braki w komunikacji. My zostałyśmy poinformowane, żeby przyjechać po odbiór w poniedziałek po godzinie 14:00. Firma załatwiła nam transport z hotelu o godzinie 15:00. Wszystko gra. Szkoda tylko, że nikt nas nie poinformował o zmianach w godzinach urzędowania! Zatem ja na skraju nerwów, próbująca wytłumaczyć cierpliwie i grzecznie, że wracamy do Arabii Saudyjskiej i MUSIMY dostać paszporty, moja znajoma gotowa do sceny z płaczem i brania wszystkich na litość Pół godziny później byłyśmy w drodze „na drugą stronę mostu”. Na granicy kolejne milion wątpliwości odnośnie tego, że wjeżdżałam na jednym, a wyjeżdżam na drugim paszporcie, ale spoko, już jedną nogą jesteśmy w domu.

W willi miła niespodzianka! Rozwalona walizka z ciuchami na samym środku salonu, świadczy tylko i wyłącznie o tym, że moja grecka współlokatorka też tu jest Po jedenastu dniach samotni, fajnie będzie z kimś normalnie pogadać! Ostatecznie okazało się, że wszystkie dziewczyny siedzą w bazie, bo w Ramadanie rodzina mało podróżuje, więc wszystkie samoloty wróciły. Tylko 777 jest na przeglądzie w Turcji i zaraz tylko jak skończą nad nim pracować, lecimy na tripa z afrykańskim prezydentem. Przed nami Rzym (spotykam się z Nico! ), Madryt (kolejny znajomy, którego poznałam w Cancun) i Malaga (moi świetni znajomi z japońskich linii!). Mega czad Może jeszcze gdzieś uda mi się rodziców ściągnąć. To już w ogóle byłby odlot!  

Wczoraj lekkie zamieszanie odnośnie afrykańskiego tripa. Okazało się, że 777 ma jakieś usterki, nad którym mechanicy od kilku dni pracują, więc załoga zostaje w bazie. Początkowo miałyśmy lecieć do Dżeddy, skąd samolot nas miał zabrać do Afryki.

Pierwszy mail: Agnieszka, pozostajesz w bazie, Dżedda odwołana, czekaj na dalsze informacje...

Drugi mail: Dziewczyny, nagła zmiana planów, przepozycjonowanie załogi odwołane, wszyscy zostają na swoich miejscach i czekają na dalsze instrukcje...

Trzeci mail: Agnieszka, z powodu braku załogi i problemów z wizą jednej z dziewczyn, zostaniesz tymczasową Główną na Airbusie. Masz nasze całkowite wsparcie...

To znaczy, że zostaję usunięta z tripa na 777?

Czwarty mail: Tak

Pfffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff NO COMMENTS

Poproszę o chwilę ciszy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.


Rozmawiałam z jednym z naszych mechaników, z którym planowałam kilka akcji na tym tripie:
  • To wszystko moja wina! Powinienem był bardziej przypilnować zespół, który naprawiał 777. To przez nich przegląd się przedłużył...
  • Wyluzuj. To nie jest twoja wina. Rzeczy się dzieją zawsze z jakiejś przyczyny. Pozwól, że poczekamy i zobaczymy, o co chodzi tym razem. Szkoda, że będziecie się bawić beze mnie, ale najwyraźniej tak musi być...

Dziś rano dostaję od niego zdjęcie rozmowy SMS-owej z jedną z naszych Głównych. Kłamała firmę w żywe oczy, że ma problemy ze zdobyciem wizy Schengen, a tak naprawdę siedzi w Paryżu i nie ma najmniejszej ochoty wracać do pracy. Wierzcie mi, 10 kilometrów na bieżni mi nie pomogło !!!
Jak nigdy w życiu nie wciskam nosa w czyjeś sprawy i jestem ostatnią do kablowania, tak tym razem nie mogłam siedzieć bezczynnie. Z chęcią poleciałabym do Paryża, żeby dać pannie liścia w gębę! Zadzwoniłam do menadżerki... Tak jak przypuszczałam, nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, w co Ukrainka gra. Zgodziłam się z ciężkim sercem na przyjęcie pozycji Głównej tylko i wyłącznie z racji na szacunek dla naszego zespołu i ze względu na własną etykę pracy, NIE PO TO, ŻEBY CHRONIĆ KOGOŚ PARSZYWIE LENIWY TYŁEK!!!!!

Pozostaje mi basen i wiara, że jeśli do jakiegoś lotu dojdzie, będzie to jeden z łatwiejszych

A! I piję własne zdrowie  


Żelowe alkoholowe szoty zwędzone z imprezy w Amerykańskiej bazie



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...