15 sierpnia 2015

Mój 50-ty kraj


Za mną genialny tydzień w Polsce z rodziną i znajomymi. Szkoda tylko, że trafiłam na mega upały, przy których o wypoczynku można było zapomnieć, zwłaszcza jak się mieszka na Śląsku... Z resztą jak regenerować siły w kraju ojczystym, kiedy każdą wolną chwilę chce się poświęcić znajomymi?

Siedząc w Polsce marzyłam o deszczu i wewnętrznej energii do spędzenia czasu bardziej aktywnie. Wróciłam do Anglii i co? Mam dość deszczu, jutro lecimy do Chorwacji Tutaj widzę dyskretne uśmieszki i potężne wybuchy śmiechu znajomych, bo zarzekałam się, że na tamtej ziemi moja stopa nie postanie, dopóki nie strzeli mi wiek emerytalny (to tak na przekór mojemu mężczyźnie). No, dokładnie, NIGDY nie mów NIGDY (buahaha!!!). Ale to wszystko moja wina. Przez długie tygodnie stawiałam Airbusa na pierwszym miejscu, potem na oparach czekałam na wolne w Polsce, gdzie totalnie mi mózg zwędziło i organizację własnych wakacji zostawiłam na ostatnią chwilę. Dziś pod presją czasu znaleźliśmy w miarę tani bilet na jutrzejszy lot, poza tym już nie miałam siły go przekonywać, że Kirgistan, Tadżykistan czy Uzbekistan brzmi zdecydowanie lepiej (w moich kryteriach). Miało być zresztą jakieś totalne odludzie, w którym umarlibyśmy z nudów. On ma zaległe książki do przeczytania, ja zaległe książki, magazyny, pisanie własnej książki, odpisanie na maile, edytowanie zdjęć, zrobienie paznokci i zaległe spanie... Tymczasem czuję, że skończy się na setkach nabitych kilometrów, bo w końcu tam nas jeszcze nie było

Po powrocie mam noc na przepakowanie i śmigam ze znajomymi na festiwal elektro do Amsterdamu. Tydzień później wracam do domu tylko po to, żeby zabrać firmową walizkę i wyruszyć ponownie na kolejne osiem tygodni... Ktoś mi kiedyś wyciągnie te baterie??






07 sierpnia 2015

Miesiąc utraconej wolności


Gdyby mi ktoś na początku lipca powiedział: przed Tobą mega wyczerpujący miesiąc, prawie dwadzieścia lotów do przygotowania, tony papierkowej roboty, zero czasu na rozmowy z rodziną i przyjaciółmi, już nie wspominając o wolnym czasie na porządny prysznic, nieprzespane noce, stawanie na głowie, żeby dogodzić pasażerom i na rzęsach, żeby ubłagać firmy cateringowe o dostarczenie cudów, zmiany godziny zbiorki i lotów w ostatniej chwili, otrzymywanie dwa razy więcej pasażerów niż początkowo oczekiwanych, jedzenie w biegu i mordowanie się z zakupami na pokład (taszczenie litrów wody, poszukiwania odpowiedniego żelazka i obrusów o określonych wymiarach czy chociażby podejmowanie decyzji przed stoiskiem ze szczoteczkami do zębów), spakowałabym walizkę i wróciła do Europy zapewne!!! Sytuacje, którym przyszło mi stawić czoła przez ostatnie tygodnie przeszły moje najśmielsze oczekiwania.

Przyznam, że nigdy do końca nie widziałam, co tak naprawdę się wiąże z pozycją Głównej. Z obserwacji wnioskowałam, że musi to być dość stresująca rola, bo większość wcześniejszych Głównych biegała po pokładzie jak szalona, krzycząc na załogę, wymagając cudów i karcąc za obojętnie co. Niektóre z nich wyglądały upiornie w momencie zbiórki, ewidentnie miały za sobą nieprzespaną noc. Ich podejście zawsze mnie dziwiło, bo przecież to one powinny dawać wzór pozostałym. Jedne sprawiały wrażenie, że im już nie zależy, drugie przyjmowały postawę niedostępnych. Dziś już wiem, że ten cały obłęd ma swoje wytłumaczenie. Pozycja Głównej w tej firmie wymaga wiecznego podejmowania decyzji, gotowości do zmiany planów i działania, zapewnienia wsparcia i zrozumienia dla załogi, która niestety nie zawsze jest bystra i pomocna.

Kilka tygodni temu miałam spotkanie z menadżerką w sprawie przyjęcia awansu. Powiedziała mi, że otrzymała wiele pozytywnych opinii na mój temat, że nie wie co ja robię na pokładzie z ludźmi, ale jestem jedyną osobą w firmie, na którą nikt nie może powiedzieć złego słowa, nawet menadżer bazy w Rijadzie pozytywnie o mnie mówi, gdzie z reguły wszystkich się czepia. Ponadto była w szoku, że ktoś z tak krótkim stażem w firmie, jak ja potrafi na tym stanowisku ogarnąć wszystko dużo lepiej, sprawniej i bardziej efektownie, niż wiele Głównych, pracujących w tej firmie od lat. Nie ukrywam, że jest miło usłyszeć dobre komentarze na swój temat, niestety to nie wystarczy do efektywnej pracy. Kwestia finansowa ma tutaj ogromne znaczenie. Przyjęcie tej pozycji wiąże się z minimalnie większym wynagrodzeniem, ale niestety nieadekwatnym do ogromu wykonywanych zadań. Jeśli mam chodzić jak ZOMBI, chcę mieć z tego korzyści. Dlatego zgodziłam się na podjęcie miesiąca próbnego, który mam nadzieje pomoże mi w podjęciu ostatecznej decyzji. Może jednego dnia się obudzę i stwierdzę, że taka szansa w życiu jest warta każdego grosza (pfffffffff!)



Tymczasem migawka z zeszłych tygodni:

  • robienie zakupów na samolot w Arabowie, przeplatane krótkimi wypadami na basen (w naszym hotelu w Jeddah basen dla kobiet jest dostępny codziennie tylko w godzinach 11-14)




  • ser i wino z dziewczynami z japońskich linii w paryskim parku ❤️



  • widok na Etnę z VIP-owskiej toalety




  • układanie pokładowych puzzli po nocnym locie o 6:00 nad ranem w hotelu, tylko po to, żeby sprawdzić, czy jakiegoś brakuje (możliwe, jak się przekroczy granicę zmęczenia!). Jak ogranizuję samolot, to pod każdym względem!




  • szalone kolacje i słynne APERITIVO – VINO – DIGESTIVO z przewspaniałą załogą



  • jedyne sześć godzin na Seszelach, błyskawiczny drin z kapitanem w barze, a rano po śniadaniu szybkie zanurzenie stopy w oceanie, no i zdjęcie pokojowego obrazu




  • osobiste inwencje twórcze na pokładzie






  • lot z klientem i jego rodziną, który nigdy wcześniej nie był na pokładzie prywatnego samolotu




  • ponowne „samolotowe zakupy” w Paryżu, gdzie z resztą karta firmowa nie działała i musiałam pokryć koszta z własnej kieszeni (spokojnie! Firma mi odda – za jakieś dziesięć lat ). Dobrze, że znajomy był samochodem!



  • lot nad „Drogą Whisky” - droga wolności, pomiędzy Arabią Saudyjską i Bahrajnem



  • pięć godzin snu w wypasionym hotelu w Abu Dhabi i śniadanie w towarzystwie przyjaciół, dzięki Moni za przyjazd! (cMMMMMMok)




  • pokładowe party, pasażerowie wysiedli, a my w oczekiwaniu na godzinę kolejnego odlotu nakryliśmy sobie do stołu



  • obowiązkowy kącik pracy w każdym z moich hotelowych pokoi przez ostatnie kilka tygodni, do wczoraj jeszcze pracowałam kończąc dokumentację ostatniego lotu



  •   odwiedziny u przyjaciół pomiędzy pisaniem raportów  







Dzisiaj rano dostałam wiadomość od menadżerki:




Miesiąc totalnego zasuwania, doceniony w każdym calu. Klienci zadowoleni, firma usatysfakcjonowana, menadżerka wdzięczna, załoga zrozpaczona  






Od dzisiaj koniec z podejmowaniem decyzji, wyłączam służbowy telefon!

Za dwie godziny mam transport na lotnisko.....Polska





Ten widok mi się nigdy nie znudzi !!! ❤️





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...