Jak to jest z tym cateringiem?

września 19, 2015


Zamawianie cateringu jest jednym z obowiązków Głównej w naszej firmie. Nie jest to jednak standardowa praktyka, bowiem są linie, które mają specjalny od tego departament. Szukałam kiedyś dobrej firmy cateringowej w Mediolanie. Napisałam do kilku znajomych z prywatnych linii w Europie o sugestie, każdy z nich odpisał, że nie ma pojęcia, bowiem oni cateringiem nie zajmują się. Szczęściarze? 😌

Catering jest oczywiście jednym z najważniejszych aspektów lotu. Zaraz po otrzymaniu maila z detalami kolejnego tripa, Główna zabiera się za jego przygotowanie. 


Robiąc catering, pod uwagę należy wziąć:



  • Miejsce wylotu
    Do dyspozycji mamy dość wiele firm w każdym mieście, ale dobrze jest korzystać z tych sprawdzonych. Są takie, które zapewniają znakomite potrawy i wysokiej jakości produkty, są niestety i takie, które nie mają zielonego pojęcia, o co prosimy w zamówieniu. Dlatego zawsze staramy się wymieniać opiniami między sobą (Głównymi).

    W Szwajcarii, pewnego razu, zamówiłam ciasto Pavlova, które było tak nieziemsko pyszne, że wyrwało nas wszystkich (łącznie z pasażerami) z butów. Ani okruszek nie został po locie. Niestety były i takie sytuacje, że musiałam odesłać zamówione potrawy, bo zostały całkowicie zniszczone podczas transportu albo nie pozostało nam nic innego jak improwizacja, bo to co otrzymałyśmy było dalekie od pożądanego. Dołączenie zdjęcia potrawy do zamówienia jest dobrym rozwiązaniem, co stwierdziłam po ostatnim locie. Zamiast szaszłyków z cukinią i grillowanym serem halloumi, otrzymaliśmy ser nabity na wykałaczkę i małe panierowane kulki ziemniaczane 😂 Bywa, że produkty można odesłać, czasem jednak mamy nóż na gardle i jakakolwiek forma jedzenia jest mile widziana. To wtedy jest pole do popisu dla wspomnianej improwizacji 😉


  • Godzinę wylotu
    Ma to oczywiście duży wpływ na typ serwisu przeprowadzanego na locie. Jeśli startujemy wcześnie rano, podawane będzie śniadanie. W porach popołudniowych lunch, wieczorem obiad.

    Miałam ciekawy lot do Paryża ostatniego dnia Ramadanu. Godzinę odlotu ustalono na 17:00, a że było to ciągle przed zachodem słońca, trwał jeszcze post. Pasażerowie mieli go przerwać w pewnym momencie podczas lotu, dlatego starałam się zamówić wszystko to, co w tej sytuacji tradycja nakazuje spożywać.


  • Ile lot trwa
    Też jest bardzo ważnym elementem. Na krótkich lotach krajowych w Arabii Saudyjskiej, czy między miastami europejskimi z reguły jest czas tylko na podanie gorącego napoju z małą przekąską. Na lotach do sześciu godzin, to będzie pełny jeden serwis z przystawką, daniem głównym i deserem. Lot do US albo Azji, to nie tylko lunch czy obiad, ale i z reguły jeszcze śniadanie czy przekąski, w kolejności zależnej od godziny odlotu. 

    Loty do Ameryki na A320, stanowią duże wyzwanie. Na trasie trzeba się przynajmniej raz zatrzymać, żeby zatankować. Maksymalny czas dla tego samolotu w powietrzu, to około dziewięciu godzin. Jeśli przystanek wyznaczony jest na jakieś lotnisko już w Stanach, wtedy według lokalnych reguł celnych, trzeba pozbyć się całego jedzenia z pokładu i zamówić nowy catering. No dokładnie, niekończąca się praca 😓


  • Profil VIP
    To praktycznie najważniejszy element, od którego wszystko się zaczyna. Budując zamówienie należy wziąć pod uwagę profil głównego pasażera – jego kulinarne upodobania, alergie i inne problemy zdrowotne, potrawy nietolerowane. Mamy bazę danych osób, z którymi zazwyczaj latamy i na bieżąco tworzymy nowe profile, aby ułatwić sobie wzajemnie pracę. 

    Członków rodziny królewskiej znamy na wylot, zatem przygotowanie takiego lotu jest banalne. Schody się zaczynają w momencie, kiedy dostajemy tak zwanego czartera (dany klient wynajmuje nasz samolot) i nie mamy żadnych danych o gościach. Kilka razy udało mi się dotrzeć do osobistych asystentów różnych CEO firm, z którymi przypadło nam latać. Im więcej informacji uzyskamy na samym początku, tym łatwiej jest zapewnić znakomity serwis, dostosowany do osobistych potrzeb.


  • Liczbę gości 
    Rzecz jasna catering zamówiony dla trzech osób nie może się równać temu na trzydzieści. Jeszcze lepiej jak wiemy, jakie jest rozmieszczenie klientów po kabinach. Potrawy dla członków rodziny królewskiej i szejków będą zdecydowanie inne, niż dla ich służby. 

    Wiele razy zdarzyło mi się, że oficjalna liczba gości podana w mailu była dużo mniejsza, niż ostateczna ludzi na pokładzie. Największe wyzwanie chyba do tej pory miałam na Boeingu, na 40-minutowym locie między stanami, kiedy przypadła mi pozycja pracy w kabinie dla służby, jeszcze jako regularna załoga. Oczekiwałam tylko czterech gości, dla których miałam zamówione, rzecz jasna, cztery szałarmy. Ostatecznie naliczyłam 22 osoby. Nie dość, że zasuwałam jak struś pędziwiatr między galley i kabiną, to jeszcze wciskałam im wszystko od chipsów i orzeszków, po cokolwiek zostało z jedzenia w kabinie VIP. Do dzisiaj jak wspominamy ten lot, na którym doszło do cudownego rozmnożenia 😂

Istnieje oczywiście budżet, przeznaczony na każdy lot, który w miarę pomaga przy tworzeniu zamówienia. Nic jednak tak nie zawodzi jak dobra praktyka i zdrowy rozsądek. Nie znoszę wyrzucać jedzenia! Jeśli już trafi się lot, na którym goście nie mają ochoty jeść, wtedy cały zapas ląduje w torbach dla personelu naziemnego, który zajmuje się naszymi samolotami, albo sami sobie organizujemy ucztę.

Dobrze, że szalona Czeszka od samego początku mojej pracy w tej firmie, wykorzystywała mnie do pomocy przy zamówieniach, bo tym samym ogarnęłam się dość szybko, kiedy sama zaczęłam latać jako Główna. Dla tych, którzy dają z siebie minimum wysiłku, wszystkie firmy cateringowe mają swoje menu, na podstawie którego łatwo jest dokonać wyboru. Ja znowu traktuję catering jak świetną zabawę. Z jednej strony chcę zaoferować gościom zdrową żywność i jeśli możliwe, różnorodność wymyślnych potraw, z drugiej sama uczę się dla siebie i szukam nowych pomysłów. Kotleciki z komosy ryżowej i czarnych oliwek z sosem z pieczonej czerwonej papryki stały się kulinarnym hitem na moich lotach zaraz po Pavlovej 😀

Zrobienie zamówienia na lot, to dla mnie przeważnie jedna do trzech godzin pracy. Później jeszcze tysiące telefonów z firmy cateringowej z prośbami o wyjaśnienie dania, czy potwierdzenie zamienników. Zatem niekończąca się praca. Innym wyzwaniem jest także to, że w niektórych miejscach firmy nie pracują 24 godziny na dobę. Kiedy lecieliśmy na Seszele, żeby następnego dnia zabrać klientów do Europy, musiałam robić zamówienie podczas lotu i jak najszybciej wysłać, bo po lądowaniu nikt by już zamówienia nie przyjął. I tak pamiętam, że zamówienie dotarło dość późno i pewnych produktów nie mogli nam dostarczyć na kolejny lot (który z resztą był za jakieś osiem godzin). Podczas Ramadanu dobra organizacja pracy też była na wagę złota. Większość lotów odbywała się po godzinie 22:00 wieczorem, kiedy to dopiero otwierane były wszelkie sklepy. Zatem jeśli w zamówieniu była prośba o pączki z ulubionego KK albo lody z dość powszechnie znanego HD, ich zdobycie graniczyło z cudem. 

 

Po każdym locie musimy sporządzić raport odnośnie jakości dostarczonego cateringu, uwagi gości i ogólnej oceny współpracy z firmą. Pozwala nam to na wybieranie tylko tych najlepszych, na co rzecz jasna, zasługują nasi klienci.

To co, praca w europejskich liniach jest dużo łatwiejsza? 😜

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga