29 października 2015

Królewskie Saudyjskie Siły Powietrzne


Dziś 19-ty dzień odkąd siedzę w stolicy Arabii...

Nie, nie będę narzekać i wywalać smutów, jak to głupieję i jestem bliska załamaniu. Tą fazę już chyba przeszłam Pewnie kolejna fala przyjdzie za parę dni, ale do tej pory chcę się cieszyć tym, co mam.

Kilka dni temu próbowałam się dostać do muzeum Królewskich Saudyjskich Sił Powietrznych (RSAF – Royal Saudi Air Force), który wyczaiłam w drodze z lotniska jednego dnia. Zdziwił mnie wówczas widok starego Lockheed'a TriStar w środku miasta.

Lockheed L-1011 TriStar

Oficjalny napis na budynku sił powietrznych wszystko tłumaczył, choć dopiero jak minęliśmy bramę muzeum, zaświeciła się żarówa nad moją głową Planowałam wypad w to miejsce przez kolejne kilka dni, ale lenistwo, letarg, brak motywacji (czy jak to jeszcze nazwać?!), brały zawsze górę. Dwa dni temu podjęłam solidną decyzję i mimo, iż sprawdzałam godziny otwarcia na necie, pocałowałam klamkę. Nie, to nie ich wina – to MOJA! Mój biorytm intelektualny musi się równo tarzać po ziemi ostatnio, bo normalnie daję ciała przy prostych zadaniach.



Dziś nadeszła ta ekscytująca chwila – dwie godziny radości To jest niesamowite, jak mała odskocznia od rutyny, może nam tutaj dodać energii do życia. Chciałam się wybrać sama, żeby nie ściągać na siebie jakiś niepotrzebnych kłopotów, ale ostatecznie dołączyli do mnie moi piloci. Jeden wygląda jak mój brat, drugi jak nasz dziadek – idealna kombinacja! Tutaj w Arabii, są miejsca, gdzie grupy męskie mogą nie mieć wstępu, bo wejście jest tylko dla rodzin („Family only”), czyli jednym słowem... musi być w ekipie obecna KOBIETA Nie jesteśmy jednak takie zbędne tutaj 10 riali później, znaleźliśmy się na terenie muzeum. W samym środku ciągle próbowałam zachować dystans, w razie jakby ktoś się miał czepiać, ale obsługa mile nas przywitała i traktowała jak rodzinę Dobrze, że się udało, bo nie ma nic lepszego, jak zwiedzanie muzeum lotnictwa w towarzystwie pilotów z długoletnim stażem – byłam przez chwilę w innym świecie.

Muzeum przedstawia historię RSAF od czasu założenia w latach 20-tych do chwili obecnej. Składa się z bogatej kolekcji samolotów, porozstawianych na otwartym terenie, jak i ciekawej wystawy w oddzielnym budynku. RSAF powstał przy pomocy brytyjskiej, a od lat 50-tych zaangażowały się także Stany Zjednoczone. Baza lotnicza w Dhahranie, gdzie przez jakiś czas mieściło się nasze osiedle, używana jest obecnie przez Amerykańskie Siły Powietrzne (to z ich pilotami spędzałam zeszłoroczne Halloween ha!) Nie dziwi mnie zatem fakt, że większość samolotów wojskowych tutaj wystawionych zostało wyprodukowanych w USA lub Anglii. Jednym z ciekawszych był Boeing 707 "Seven Oh Seven" – pierwszy pasażerski samolot, który odniósł sukces komercyjny i zapoczątkował renomę firmy Boeing, producenta samolotów pasażerskich.
 
Inne ciekawostki to:

BAC Lightening (UK): odrzutowy-ponaddźwiękowy myśliwiec, zarąbista jest u niego ta rurka Pitota



Vampire (UK): odrzutowy myśliwiec, to drewno wymiata

 

 

Lockheed C-130 Hercules (USA): wojskowy samolot transportowy, kolos!



Poznałam też pierwszego Araba w kosmosie – szkoda, że nie osobiście, ale kto wie, może kiedyś będzie naszym gościem Sultan bin Salman bin Abdulaziz al Saud, jest pierwszym z saudyjskiej rodziny królewskiej, który został astronautą. W 1985 roku był członkiem załogi na statku kosmicznym Discovery.


Sultan bin Salman bin Abdulaziz al Saud



Po wyjściu z muzeum ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę hotelu, oczekując jakiejś przypadkowej taksówki po drodze. Jak na złość, nic się nie pojawiało. W pewnym momencie zatrzymał się koło nas samochód...
„ No to szit, będą się czepiać, że idziemy razem” - pomyślałam od razu wrogo nastawiona.
„Wyglądacie, jakbyście potrzebowali podwózki. Dokąd zatem?”

Dla mnie to kolejny dowód na to, że zachowanie i postępowanie wielu mieszkańców tego kraju nie mają niczego wspólnego z powszechnie przyjętą negatywną opinią.

Jutro idziemy rodzinnie na rijadzki obiad w rekomendowanej przez kierowcę restauracji... już zacieram ręce














14 października 2015

Początki stewardess-owania


Wielki bzik na punkcie latania i życiowe ambicje zmusiły ją do szukania pracy jako pilot. Ellen Church, bo to o niej mowa, nie zasiadła ostatecznie za sterami, ale została pierwszą w historii stewardessą.


Ellen Church



Zanim praca na pokładzie została zdominowana przez kobiety, do obsługi pasażerów byli zatrudniani tylko mężczyźni – kurierzy. Taki steward miał pomagać przy bagażach, serwować przekąski i trzymać oko na palących pasażerów (wtedy palenie na pokładzie było normą). Pierwszym stewardem, w roku 1912, był Niemiec – Heinrich Kubis. Latał on wówczas na sterowcu Zeppelin LZ 10 Schwaben, uznanym za pierwszy, odnoszący sukces, samolot komercyjny.


Heinrich Kubis


Zeppelin LZ10 Shwaben


Rok 1930 przyniósł ciekawe zmiany. 
Ellen Church, pielęgniarka z wykształcenia, nie otrzymała pozycji pilota w BAT (Boeing Air Transport), ale menadżerowi oddziału w San Francisco spodobała się jej sugestia zatrudniania pielęgniarek na pokładzie. Miały one nie tylko przejąć zadania swoich poprzedników, ale także swoją obecnością i umiejętnościami wpłynąć na komfort lotu – udzielanie pomocy pasażerom, którzy nie radzili sobie zarówno z chorobą powietrzną, jak i obawą przed lataniem. Należy tu wspomnieć, iż do późnych lat 30-tych, samoloty nie miały systemu ciśnieniowego w kabinie. Latanie na dużych wysokościach było dość niekomfortowe, a rzucie gumy dla wyrównania ciśnienia (podobno rozdawana tuż przy wejściu), było jedynym sposobem na przetrwanie podróży. 
Skumajcie te wszystkie krzyczące dzieciaki podczas lądowania, w obecnych czasach to pikuś!!!  
Boeing 307, zbudowany w 1938 roku, był pierwszym komercyjnym samolotem z systemem presuryzacji. 




Ellen została zatem przyjęta przez BAT jako główna stewardessa. Pierwszym jej zadaniem była rekrutacja kolejnych siedmiu kobiet, które poza obowiązkowym dyplomem z pielęgniarstwa, musiały jeszcze spełnić dodatkowe wymagania:
  • być stanu wolnego
  • poniżej 25go roku życia
  • waga: do 52 kg
  • wzrost: do 1.63 m
Cztery dziewczyny z Chicago i trzy z San Francisco razem z Church, znane później jako Sky Girls lub Original Eight, zostały początkowo przyjęte na trzymiesięczny okres próbny. Ich pierwszy lot odbył się 15 maja 1930 roku. Boeing 80A wraz z załogą i czternastoma pasażerami odbył 20-godzinną podróż z San Francisco do Chicago, robiąc po drodze trzynaście postojów (na samą myśl padam z nóg!!! )

Pionierka stewardess pracowała tylko niecałe dwa lata na pokładzie. Po wypadku samochodowym, została przeniesiona na ziemię i wróciła do pielęgniarstwa, podobnie jak jej towarzyszki. W 1995 roku umarła ostatnia z Oryginalnej Ósemki.





Skakałabym do nieba, gdybym mogła któregoś dnia zobaczyć film, przedstawiający losy pierwszych stewardess. To w końcu dzięki Ellen robię dzisiaj to, co robię



Żródło zdjęć: Images
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...