W emocjonalnej rozsypce

listopada 15, 2015


Dziś rano miałam w końcu spotkanie o wizę. Dokumenty złożone, teraz trzymam kciuki, żeby mi wszystko wydali jak najszybciej. Kolejny krok, to lot do Europy i jakimś cudem nie mam nawet siły się z tego cieszyć. Masakra.

Razem ze mną po wizę jechała nasza superwizor. Tak szczerze, chyba ją bardziej toleruję, niż lubię. Jest dużo starsza i jak na mój gust w sferze prywatnej za mało doświadczona. Poza tym jest Angielką. Z góry przepraszam, ale w moim odczuciu Angielki są bardzo powierzchowne. Jakoś nie umiem ogarnąć ich toku myślenia i nie potrafię dosięgnąć ich wnętrza (co innego ich rodacy 😉). Założę się, że są wyjątki, niestety moja superwizorka do nich nie należy. W każdym razie muszę przyznać, że już dawno rozmowa z drugą osobą nie miała na mnie takiego wpływu i pomogła zrozumieć pewne rzeczy. Nasza 20-minutowa wymiana poglądów w samochodzie była jak oczyszczenie, światełko w tunelu, czy jakkolwiek inaczej nazwać to mentalne oświecenie. Osiągnięcie emocjonalnego dna, to najwyraźniej normalka tutaj i jestem uleczalna! Musi mieć to związek z długą rotacją. Dwa miesiące poza domem to jednak lekkie przegięcie.

Nie należę do osób słabych psychicznie. Może poryczę się na reklamie (co bardziej świadczy o wrażliwości), ale na pewno nie poddam się przy pierwszej błahej okazji. Mimo tego ostatnie dwa miesiące były dla mnie prawdziwą emocjonalną huśtawką, a już totalnie dobił mnie zeszły miesiąc. Wyobraźcie sobie, że jesteście zamknięci w swoim pokoju, tylko z książką, kilkoma filmami i nie zawsze działającym Internetem. Możecie wyjść tylko do kuchni rano na śniadanie, a wieczorem spędzić dwie godziny na siłowni. Praktycznie macie możliwość wyjścia na zewnątrz, kiedy tylko chcecie, ale niestety w okolicy niczego nie ma i jest na tyle gorąco, że spacer w czarnej szmacie to czysta mordęga. A! Zapomniałam dodać, że cztery razy dostajecie wiadomość o wylocie kolejnego dnia. Pakujecie się, przygotowujecie psychicznie, a rano wszystko jest odwołane. Jedyne co stymuluje wasz mózg to częste wypady do samolotu w towarzystwie tego samego człowieka, z którym z czasem już nie ma o czym dyskutować i z resztą na samym samolocie po jakimś czasie już nie ma co robić. Jestem ciekawa, w jakim stanie byłaby wasza psychika po miesiącu w tak ograniczonej i pseudo-zorganizowanej przestrzeni życiowej 😏 (bo może faktycznie jestem słaba?)

Z zewnątrz może się wydawać, że jest to do przetrwania i im bardziej jesteście kreatywni i aktywni, zadanie będzie dużo łatwiejsze. Też tak myślałam, dopóki mnie nie „zamknięto”. Zaczęłam mniej rozmawiać ze znajomymi, nie miałam siły włączać Skype, czy nawet odbierać telefonów. Zaczęłam planować wakacje na nadchodzący okres wolnego, ale szybko działanie porzuciłam, bo zaczął mnie dołować fakt, że muszę wziąć pod uwagę ludzi w moim życiu – dopasować się do grafiku mojego mężczyzny, wziąć pod uwagę odwiedziny rodziny, itd. Ja mówię – Frustracja, ktoś powie – Egoizm! Zaczęłam nawet myśleć nad miejscem przeprowadzki i nowym startem w życiu. Marzenia o wolności, wolności wyboru, ale i wolności od podejmowania decyzji, wolności od dopasowywania się i powrocie kontroli nad własnym życiem.

Superwizorka otworzyła mi oczy swoimi powierzchownymi komentarzami. Jesteśmy tutaj tak długo, z dala od naszych codziennych obowiązków, znajomych i rodziny, że zaczynamy się oswajać ze swoją samotnością, a kiedy wracamy na miesiąc wolnego, te cztery tygodnie nie wystarczą na powrócenie do starego JA i nadrobienie wszystkich zaległości. To by właściwie tłumaczyło moje wieczne tułanie się na wolnym, tylko 40 dni spędzone we własnym domu w tym roku i wracanie do pracy jeszcze bardziej przemęczoną. Sprawa wygląda poważniej, kiedy sytuacja zmusza nas do dłuższego pobytu na nie-ludzkiej ziemi arabskiej. Ileż można spędzać czas w centrum handlowym przy kawie, na basenie w compoundzie, czytając czy śpiąc, a przy tym być zarzynanym świadomością tego, że życie nam ucieka między palcami, a my nie robimy nic produktywnego, czyli jedno, wielkie, śmierdzące NIC. Poza tym wszystkie zauważyłyśmy, że im bliżej końca rotacji, tym bardziej fiksujemy. Może w takich momentach łatwiej jest być taką pustą lalą, która nie wychodzi z salonu piękności, wydaje kasę na rzeczy, których w ogóle nie potrzebuje i buja się potajemnie z Arabami – przecież tutaj nie ma nic innego do robienia 😓

Kiedy tu wyjeżdżałam, wiele osób ostrzegało mnie przed chorymi zasadami Arabii, hahahaha!!! Trzeba chodzić zakrytą, nie można prowadzić samochodu, nie można się bujać z facetami, jak jest się niezamężną, itd. Nikt mi nie powiedział, jak bardzo trzeba być silnym psychicznie, żeby tu przetrwać. No jasne, kto miał o tym wiedzieć, nikt tu z moich znajomych nie był. Każdy tylko powtarza, co usłyszał w mediach czy z ust innych, a wiadomo, że chore egzekucje wzbudzają większe zainteresowanie, niż zdrowie psychiczne jednostki.



Zatem oficjalnie przepraszam wszystkich za ignorancję, brak zrozumienia, nieobecność, zwięzłość, i powierzchowność... już niebawem wracam do domu, do bycia sobą. 

FINGERS CROSSED! 😉

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga