Mój pierwszy lot na B787

stycznia 26, 2016


Fotka samolotu – z prawego profilu i jeszcze lewego...

Potem zdjęcie kabiny, foteli, oświetlenia, a nawet okien z nowoczesnym systemem przyciemniania i rozjaśniania. Załoga pewnie patrzyła na mnie spod byka, stukając się w myślach w głowę. Tak samo, jak ja reagowałam, kiedy podekscytowany Japończyk skakał po całym samolocie z aparatem, robiąc zdjęcia nawet drzwi od toalety.

Niech się patrzą! Oto stawiam stopę, pierwszy raz, na pokładzie Dreamlinera 😍





Pamiętam, jak mi żal ściskał serce, kiedy odchodziłam z japońskich linii i dowiedziałam się wówczas, że firma oczekuje na przyjęcie 787 do swojej floty. Miały one obsługiwać między innymi trasę Europa-Japonia, a londyńskiej bazie przypadł zaszczyt na nich pracować. Dreamliner do użytku komercyjnego wszedł w 2011, cztery lata później od ujawnienia pierwszego modelu. Początkowo miał słynne problemy z akumulatorem litowo-jonowym, który w efekcie przegrzewania, zapalał się. Samoloty zostały uziemione do rozwiązania sprawy i naprawy usterek, a na niebie pojawiły się ponownie w 2013.

Z założenia samolot miał być bardziej ekonomiczny i nowoczesny. To pierwszy większy samolot pasażerski, zbudowany w większości z materiałów kompozytowych (kadłub, skrzydła, ogon, drzwi i wnętrze), co czyni go zdecydowanie lżejszym od tradycyjnych samolotów. Wnętrze 787 jest zbudowane tak, aby ułatwić podróż również osobom niepełnosprawnym. Okna to prawdziwy czad i miałam szczęście, że samolot był pusty, bo zaraz po ogłoszeniu przez załogę, że boarding został zakończony, zmieniłam siedzenie na wolne pod oknem. Są dużo większe niż w pozostałych samolotach i umieszczone nieco wyżej. Poza tym, zamiast plastikowych zasłonek, okna te kontrolowane są elektrycznie. Przycisk pod oknem pozwala na dostosowanie pięciu poziomów przyciemnienia szyby, co chroni przed blaskiem słońca, a jednocześnie ciągle zapewnia dobrą widoczność. 

Przycisk do regulacji zasłony

Poziom 1

Poziom 5

Podróż 787 jest dużo bardziej komfortowa i korzystaniejsza dla zdrowia pasażera. Ciśnienie kabiny zostało zwiększone i równa się temu na wysokości 1800m, a nie 2400m, jak w tradycyjnych samolotach. Podniesiony został także poziom wilgotności w kabinie, co jest możliwe dzięki zastosowaniu materiałów kompozytowych, które nie ulegają korozji – zapomnijcie o wysuszonej śluzówce nosa! 😉 Warto też podkreślić, że zaawansowany system klimatyzacyjny, zaopatruje kabinę w powietrze o dużo lepszej jakości. Specjalne filtry usuwają bakterie, wirusy i grzyby, a do tego niwelują złe zapachy i substancje drażniące układ oddechowy.
Bajka, co nie? Tak latać można 😍

Zatem na ostatnim locie, z Europy (gdzie zostawiliśmy nasz samolot na przeglądzie) na Bliski Wschód, byłam jedną z niewielu pasażerów na pokładzie. To nie tylko mój pierwszy lot na 787, ale też pierwszy lot daną linią lotniczą, której standard mnie mile zaskoczył. Muszę przyznać, że ten trip mimo, iż trwał tysiąclecia (bo firmie zawsze zależy, żeby nas przetransportować jak najtaniej, a nie jak najszybciej), należał do jednego z lepszych w moim powietrznym życiu. Świetny serwis, bardzo przyjazna załoga i wysoka jakość oferowanych na pokładzie produktów, do tego wolny rząd na rozprostowanie kości – czego chcieć więcej? Miałam przesiadkę w Katarze. Dobrze, że na wcześniejszym locie mogłam spać, bo dzięki temu wytrwałam kolejne siedem godzin na lotniskowej ławce. Przede mną jeszcze tylko jeden godzinny lot do Arabii...

- Pani należy do programu lojalnościowego XY linii, a to nasz partner, więc następnym razem proszę skorzystać z tej kolejki - uprzejmie zagaił do mnie pan z obsługi, wpuszczając mnie do małej poczekalni przy naszej bramce
- Ale to tylko podstawowy poziom, więc pewnie mnie jeszcze do niczego nie upoważnia... - próbowałam wyjaśnić moje obawy (większość programów ma kilka poziomów i dopiero na etapie srebrnego można liczyć na jakieś przywileje, no ba!!)
- Nie, nie, my akceptujemy pani członkostwo i tak właściwie przy okazji, zmienimy pani bilet na klasę biznes
- Jak miło, dziękuję bardzo! Za mną naprawdę długi dzień

Usiadłam w poczekalni z bananem na gębie, bo dopiero teraz do mnie dotarło, jaką przysługę mi wyświadczył pan z bramki. Dookoła mnie ten sam widok, co zawsze na tej trasie – mnóstwo męskich grupek w dziwnie przyjętych pozycjach. Większość z nich w brudnych, zarzuconych niedbale szmatach, z rozpadającymi się walizkami w ręce, albo małym dobytkiem zapakowanym w gazetę. Nie, żebym miała coś przeciwko nim. To przeważnie mieszkańcy ubogich krajów, wysyłani do pracy w Arabii przez różnego rodzaju agencje. Większość z nich nigdy wcześniej nie podróżowała samolotem. Nie przeraża mnie ich obecność, ale ich nieprzewidywalność i ignorancja na pokładzie – gapienie się prosto w moją twarz, wbijanie się łokciami i nogami w moją osobistą przestrzeń, ciężkie bagaże, źle umieszczane, często lądują na głowach innych pasażerów, a na koniec wyścig do wyjścia, ścisk, smród i ZMĘCZENIE!

Po chwili słyszę swoje nazwisko wzywane przez megafon. Mam się zgłosić do agenta na bramce...

„Przepraszam, ale musimy pani zmienić bilet, chcemy panią dać do innej klasy”

No przecież już mi tym zawracali głowę, sklerozę ma? A z resztą, niech robią co chcą...


Będzie pani podróżować w pierwszej klasie”

Że co??!!! hahahahahhahahaha, no jasne, czemu nie!

Oczekując na wejście do samolotu, wyczaiłam na rezerwacji mailowej, że kolejny lot też będzie na Siedem Osiem Siedem. To jak wygrana w totka! 😁




 
 


Okej... 787 to jednak nie był, ale siedzenie 1B i przepyszne krewetki, tak!

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga