Wyprawa do Belize

marca 26, 2016


Jak wam idzie spełnianie noworocznych postanowień??? Ja się w końcu wzięłam do pracy i zaczęłam brać na serio moje własne 😉

Na ostatnim wolnym udało mi się kupić bilet w jedno z bardziej obcych mi miejsc i jak zwykle totalnie w ostatniej chwili. Znajomy, z którym wybrałam się na wyprawę proponował objazdówkę po Florydzie. Poszłam zatem jednego dnia do księgarni kupić przewodnik (to jedyne fizyczne książki, które kiedyś zagoszczą na półkach w moim domu, teraz jeszcze się cisną w walizce). Pięć minut później zadzwoniłam do niego z zapytaniem, czy bardziej egzotyczna opcja wchodzi w grę. Zgodził się, mimo, iż należał do tego grona ludzi (jakieś 80% moich znajomych), którzy nigdy o Belize nie słyszeli. Wyszłam z przewodnikiem, dwa dni później spotkaliśmy się na lotnisku. Zakupiony tylko bilet lotniczy w dwie strony, reszta się okaże na miejscu – jak mi brakowało takiej wolności 😍W samolocie mniej więcej ogarnęliśmy plan naszej podróży. Pierwszy tydzień pod znakiem dżungli, drugi na wyspach pod znakiem sportów wodnych.

Jeden dzień poświęciliśmy też na Gwatemalę, a mianowicie Tikal, który zachował się jako największe i najcenniejsze miasto Majów. Nakręciłam się na wschód słońca obserwowany z jednej ze świątyń, dlatego też do Gwatemali musieliśmy się wybrać dzień wcześniej. Formalności na granicy zajęły nam bardzo dużo czasu, więc praktycznie naszego noclegu szukaliśmy z latarką w ręce. Po przekroczeniu granicy znajomy prowadził samochód dość wolno omijając tysiące dziur i uciążliwe wyboje, ja obczajałam nasz cenny przewodnik. W pewnym momencie trafiłam na wzmiankę, mówiącą o tym, żeby pod żadnym pozorem nie poruszać się na tej trasie po zmroku. Nakręciliśmy się totalnie – on przygazował, a ja dorwałam z plecaka mój nóż szwajcarski – tak na wszelki wypadek 😊
Ostatecznie wschodu słońca nie widzieliśmy. Nasz przewodnik przyznał się, że w przeciągu pięciu lat widział go tylko jakieś cztery razy. Ale podobno i tak mieliśmy szczęście, bo widzieliśmy przynajmniej świątynie. Normalnie turyści wpatrują się w mgłę, unoszącą się nad dżunglą.

"wschód słońca" nad dżunglą

Tikal

Belize jest niesamowitym miejscem: egzotyczne okazy roślin i zwierząt, najpiękniejsze rafy koralowe na świecie, potomkowie Majów, zamieszkujący południowy region kraju – Toledo. Żyją oni w charakterystycznych drewnianych chatkach i uprawiają kakaowce, a ich życzliwość i otwartość zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Produkują przepyszną czekoladę, którą nie tylko się wykorzystuje w przemyśle spożywczym, ale i kosmetycznym. Północ kraju, poza osadą Majów – Lamanai, ma bardzo mało do zaoferowania. Tutaj z kolei osiedlili się mennonici, których wyroby i uprawy stanowią 80% produkcji kraju. Centrum Belize – Cayo, to dżungla, góry i jaskinie. Dotarliśmy do kolejnych ruin Majów, przepięknych wodospadów i zaliczyliśmy chodzenie po jaskini ATM, w której z jednej z komór znajdują się szkielety majańskich przodków. Niesamowite doświadczenie. Szkoda, że nie mogliśmy wziąć aparatów. Ich obecność w jaskini została zakazana odkąd jeden z turystów, próbując zrobić zdjęcie, upuścił aparat i zrobił dziurę w czaszce jednego ze szkieletów. Wschodnie wybrzeże to głównie plaże i turystyczne nadmorskie miasteczka. Plaże tutaj niestety do pięknych nie należą, co nas bardzo zdziwiło. Przy brzegach gromadzi się dużo wodorostów, dlatego najlepiej jest skorzystać z jednego z licznych, rzędami ustawionych, pomostów.

Tapir jest symbolem Belize

Najpiękniejsza tęcza jaką kiedykolwiek widziałam, szkoda, że nie mogłam ująć całej

Tukan - kolejny symbol Belize i to tylko jeden z naprawdę wielu ciekawych odmian ptaków

Na targu w stolicy Belmopan

Jedna z wielu jaskiń w regionie Cayo

Thousand Foot Falls - w księdze gości na jakieś 50 stron widnieję jako jedyna Polka 😜

Scenki niczym z filmów Indiana Jones - tutaj przeprawa przez dżunglę do Lamanai

W mieście Majów

Wschód słońca w nadmorskim miasteczku Hopkins

Drugi tydzień spędziliśmy na Caye Caulker, najbardziej wyluzowanej wyspie Belize, znanej ze sloganu „Go Slow”. Jako nowo przyjezdni, łatwo się wyróżnialiśmy. Pewnego dnia spieszyliśmy się do restauracji. Miejscowy mężczyzna zaczął za nami wołać, żebyśmy zwolnili, bo wyglądamy jakby nas ktoś gonił. Przyznam, że klimat mi się udzielił dopiero po kilku dniach i dobrze było trochę spuścić z tonu, bo dużo więcej się dostrzega w zwolnionym tempie 😀
Był to zatem tydzień relaksu po podbojach głównego lądu – jogging, rowery, plażowanie, delektowanie się lokalnymi przysmakami, ciekawe rozmowy z napotkaną polską parą, która właśnie kończyła podróż dookoła świata (M&A, to był zaszczyt! Mamy nadzieję, że już wkręciliście się w życie PO 😉). Spróbowałam też w końcu nurkowania!!! Zajęło mi może z pięćdziesiąt godzin zanim się przechyliłam ze sprzętem do wody, ale dałam radę i pianki też nie posikałam ze strachu 😂 Warto było i na bank jeszcze nie raz podbiję podwodny świat.

Wyluzowane Caye Caulker

Typowe wybrzeże Belize

Zachód słońca na Caye Caulker

Great Blue Hole - rozpadlina w rafie koralowej, którą widać nawet z kosmosu, znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO







Wróciłam do Europy zmordowana fizycznie, ale totalnie odprężona psychicznie. Takiego wypadu mi potrzeba było – blisko natury z prawdziwymi ludźmi, spotykanymi na drodze. Przejeżdżaliśmy przez wioski, gdzie rodziny zamieszkiwały trzy deski zbite na krzyż, a radośnie się gromadzili na ganku, gotując, rozmawiając i ciesząc się po prostu życiem. Patrzyłam na nich z lekką zazdrością 😊

Przeczytaj również

2 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga