22 kwietnia 2016

Jak firma nieświadomie spełniła moje marzenie


Podczas zeszłorocznych wakacji, marzyłam o całkowicie innej wyprawie. Za wszelką cenę chciałam przekonać mojego wówczas partnera na zwiedzenie któregoś ze „-stan” krajów.

  • „ Jesteś niepoważna... Nikt tam nie jeździ. Czemu Ciebie właśnie tam ciągnie?” - próbował mnie dość konkretnie odwieść od pomysłu
  • „ Właśnie dlatego, że tam nikt nie jeździ Chcę zobaczyć tamten zakątek świata i duża kropka” - zaczął przemawiać przeze mnie duch podróżnika, który już bardzo dawno temu zastąpił ducha turysty.

Do najbardziej egzotycznie brzmiącego (z mojej perspektywy) Tadżykistanu nigdy nie pojechaliśmy, za to ocieraliśmy się o ciała podekscytowanych turystów na wąskich uliczkach Dubrownika i Splitu – cześć z was pewnie widzi oczami wyobraźni wyraz ogromnego zadowolenie na mojej twarzy. Chyba już nawet nie warto dodać, że Chorwacja była w ostatniej piątce krajów do zwiedzenia na liście

Kilka miesięcy później, na mojej siódmej rotacji, dostaję pierwsze powiadomienie odnośnie lotu – kilku saudyjskich dyplomatów udaje się do Duszanbe, TADŻYKISTAN ?!!!!!!!!!

Nie wiem jak to tłumaczyć, nie pytajcie też jak to działa i czy mam jakieś układy z kimś o wielkiej mocy, sama bym chciała poznać ten sekret. Tadżykistan? SERYJNIE????!!!!!!!!!!!!!! Jak to jest możliwe, że ze wszystkich krajów na świecie, moi klienci lecą do tego najbardziej egzotycznego (może już nie tylko z mojej perspektywy). Niesamowite!

Na locie byłam tak nakręcona, że mój nastrój wszystkim dookoła się udzielił. Mamy praktycznie 16 godzin layovera i opcja spania, czy siedzenia w hotelu totalnie odpada! Po przylocie dorwałam przedstawicielkę firmy cateringowej i jedyne, co mnie interesowało, to czy działają całą dobę i kiedy najpóźniej możemy wysłać zamówienie. Tak na marginesie, dałyśmy ciała później, bo zwiedzanie i degustacja lokalnego piwa trochę się przeciągnęły, a dodatkowo pojawiły się problemy z zapłatą. Wiem, bardzo nieodpowiedzialnie – tak bardzo nie w moim stylu Także Tadżykistan nie chce już zapewne widzieć naszego samolotu na swoim pasie startowym, ale ja na bank wracam jako podróżnik  





Długo się zastanawiałam, jak znajomym opisać klimat tego kraju i dalej nie wiem. Nie mogę go porównać do żadnego innego miejsca, które do tej pory odwiedziłam. To niezwykła kombinacja klimatu czasów sowieckich i wielkiego perskiego stylu. Trafiliśmy akurat na Navruz – Perski Nowy Rok, który trwa przez trzy dni. Jest to bardzo ważne narodowe święto, a mieszkańcy wszystkich miast i wiosek przygotowują się na tą okazję od dłuższego czasu. Spożywane są wówczas tradycyjne potrawy, gotowane tylko w tym czasie (jak nasza wigilia). Ludzie chodzą po ulicy ubrani w swoje najlepsze stroje – w jednej dzielnicy byliśmy pewni, że trafiliśmy na obóz cyganów, w drugiej, z kolei, myśleliśmy, że odbywa się właśnie uroczystość I Komunii Św., bo dziewczynki śmigały w typowych dla tej okazji białych sukienkach. Wszyscy wzajemnie pozdrawiają się na ulicy i uczestniczą w licznych koncertach oraz ulicznych paradach.

Kiedy dostałam potwierdzenie lotu, zanim wziąć się od razu za pracę nad cateringiem, zaczęłam najpierw googlować Tadżykistan. Wiedziałam, że nie będziemy mieć za dużo czasu na zwiedzanie, a za wszelką cenę chciałam liznąć lokalnej kultury. Cała załoga (poza jednym zmęczonym pilotem, który zawsze wymięka) chętnie do mnie dołączyła. Zaczęliśmy od pobliskiego wzgórza, z którego roztaczała się przepiękna panorama na okolicę, z ośnieżonymi szczytami Gór Ałajskich w oddali. Później dotarliśmy do centrum miasta, pod maszt flagi narodowej, który tak w ogóle był najwyższym na świecie przez długi czas. Został pobity przez masz w Dżedda (którego też często mijamy ). Zdecydowanie wyróżnialiśmy się w tłumie naszymi blond włosami i niebieskimi oczami od ciemnych Tadżyków. Wielu z nich chętnie zagadywało, ale niestety nikt z nas nie rozumiał perskiego czy rosyjskiego, a ich angielski ograniczał się do „good morning”. Całe szczęście, że mieliśmy ze sobą Litwinkę w załodze. Gdyby nie ona, w restauracji nikt by nie wiedział co zamówić z menu dostępnego tylko w cyrylicy

Wracam! Życzliwość napotkanych ludzi (znajoma została zaprowadzona do prywatnego domu, kiedy zapytała o dostępność toalety w sklepie ), poczucie bezpieczeństwa na ulicach i natura, zasiały we mnie ziarenko sympatii do Tadżykistanu. Teraz wiem, dlaczego tak bardzo mnie ciągnęło w te rejony!

 

Pierwszy widok na Tadżykistan - umarłam!


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...