Jesteśmy wolni, możemy iść...

czerwca 15, 2016


Nie wierzę, że przez cały maj byłam nieaktywna!

Ale jak miałam być, skoro życie prywatne z całym impetem zaczęło kwitnąć na nowo?? Ha! 😁 Spędziłam fantastyczny czas na francuskiej ziemi, odkrywając lokalne, kulinarne cuda, gdzie przy okazji myślałam, że nauka języka pójdzie mi dużo łatwiej, ale niestety – nauczyciel jest do bani 😂 Szukam zatem jakiegoś płci żeńskiej! 😜

Poza tym to był maj, tak, MAJ – mój ulubiony miesiąc, w którym zawsze mam mnóstwo pomysłów i staram się świadomie przeżyć każdą minutę, aż do ostatniego dnia. Z Francji jechaliśmy do Polski, gdzie po raz pierwszy od wyjazdu (10 lat temu za kilka tygodni) spędziłam własne urodziny w towarzystwie najbliższej rodzinki. Wielu z Was pomyśli pewnie, że sfiksowałam, ale dla kogoś, kto jest wiecznie (i nigdy) wszędzie (i nigdzie), w taki szczególny dzień najlepszym prezentem jest bliskość własnej rodziny. A poza tym chyba się starzeje, skoro clubbing nawet nie przyszedł mi do głowy (?!). Później szaleliśmy z Francuzikiem od Warszawy, przez Śląsk, po Tatry. Dawno już nie widziałam nikogo tak podekscytowanego pobytem w Polsce 😁 Dziękuję wszystkim już po raz ostatni (do momentu, aż znowu się pojawimy 😉) za okazaną niesamowitą gościnność i wszystkie dobre słowa. Naładowaliśmy się pozytywną energią i mamy zamiar ją utrzymać między nami, aż do kolejnego przyjazdu.

Coś jeszcze skonsumowało naszą energię? No BA! Weselicho przyjaciół 😍 I nie skłamie tu, jak przyznam, że to najlepsze na jakim się kiedykolwiek bawiłam. Może to przez mieszankę stresu świadkowania – dość późno zaliczyłam pierwszego kielonka; właściwego partnera – Francuzik dalej skakał jak szczeniak; wspaniałego towarzystwa – obie rodziny rozbrajają i dobrej zabawy – zamykaliśmy imprezę 😉 Cieszę się, że dni/tygodnie przygotowań i poświeceń – tak, Kochana, załatwienie pistoletu na bańki mydlane w Polsce graniczyło z cudem 😉 zaowocowały udaną imprezą. Dzięki za zaproszenie.

Poza tym starałam się nie myśleć o pracy. Przed samym wyjazdem na wolne z USA miałam dość niemiłą sytuację z dziewczyną, która szkoliła się na moim locie na Główną. Krótko mówiąc, zaczęła mi rzucać kłody pod nogi od momentu fantastycznego lotu z Londynu do Nowego Jorku. Wszystkie dziewczyny wykazały się świetną pracą, zatem pochwały się posypały (jak często z resztą, kiedy załoga daje z siebie wszystko) 😉 Po tym locie się zaczęło jej krytykowanie mojej pracy – narzekanie na wczesnej zbiórki, zmiany godzin transportu za moimi plecami, podburzanie dziewczyn, faworyzowanie i stawanie po stronie tych, co racji nie mają, bezczelne wciskanie się pomiędzy mnie i głównego VIP-a podczas serwisu... lista się nie kończy. Między innymi ode mnie zależało, czy dostanie promocję, czy nie. Ja z kolei postawiona w sytuacji patowej, musiałam się zgodzić, bo inaczej nie wysłaliby mnie na wolne i weekend panieński, który organizowałam. Zatem pod koniec kwietnia ona przejęła samolot, ja pożegnałam amerykańską ziemię i mam wolne do dzisiaj 😀

Teraz do Was wszystkich, którzy mnie znają prywatnie lub stworzyli sobie jakiś obraz mojej osoby poprzez wpisy na tym blogu (zwłaszcza z ostatnich dwóch lat saudyjskiego życia)... 
Pracowałam jak króliczek Duracell? 
Szanowałam innych? 
Stawałam zawsze na wysokości zadania? 
Była moja praca doceniana wśród załogi? 
Ogarniałam loty za każdym razem? 
Szkoliłam nowe dziewczyny? 
Dzieliłam się moją pasją?
Wstawałam o każdej porze dnia i nocy, żeby wesprzeć potrzebujących członków załogi?  
I to wszystko cholernie BEZINTERESOWNIE, bo taka jestem. Uwielbiam, co robię 😉

Jeśli przynajmniej na trzy pytania odpowiedzieliście TAK, czytajcie dalej...

Kilka dni temu dostałam wiadomość z firmy, że na ostatnim locie w USA, wykazałam się nagannym zachowaniem i pracą poniżej standardu, w związku z czym zostaję zdegradowana do pozycji zwykłej załogi... (żaden emotikon nie przedstawia miny, którą zapodałam w momencie czytania tego maila 😳). W mailu zwrotnym poprosiłam o wytłumaczenie sytuacji, bo jeśli któryś z naszych VIP-ów złożył zażalenie, to powinnam pierwsza o tym wiedzieć. Poza tym musi to być coś grubego, skoro usuwają mnie z pozycji Głównej. Jedna z naszej ekipy nawaliła na locie z prezydentem firmy, miała być zwolniona i ciągle lata jako Główna, więc o co łapki? Po dwóch latach wkładania całej energii w tą firmę – degradacja? W natychmiastowej odpowiedzi usłyszałam, że załoga się skarży na moje zachowanie, obrażam i krzyczę po nich. Jak nie poprawię zachowania to zerwą ze mną umowę. Mój kolejny mail do nich: „Byłaby możliwość przedyskutowania tej sytuacji telefonicznie?". Wielogodzinny brak odpowiedzi z ich strony. Zatem wypowiedzenie z mojej. PAAACH! 💥

Folder Głównej, jak widać, pozytywnie ogarnięty

Jeśli ta cała szopka była po to, żeby mnie ukarać za bliski kontakt z naszym mechanikiem, to wkopali się w niezły syf, bo Francuzik (najcenniejszy pracownik w firmie) zaskoczył oponenta i dowalił im swoim wypowiedzeniem 😀Nieskromnie przyznam, że w momencie stracili dwóch z najlepszych ludzi w firmie. Właściwie nie zostało nam nic innego, jak serdecznie im podziękować, bo dali nam kopniaka do podjęcia decyzji, z którą już od wielu tygodni się zanosiliśmy 😉

Jedno jest pewne brzydzę się zazdrości, chamstwa, fałszu, braku szacunku i lizania dupy. Zbieram zatem swoje zabawki 😉

Dziś dostałam przypadkową wiadomość od poprzedniego Dyrektora ds. Operacyjnych (jego następca mnie zdegradował)...



                                                                                                  ...zdecydujcie się panowie 😳



Oficjalnie rzucam Bliski Wschód. Jak to Francuzik powiedział mi dwa lata temu przy poznaniu: "Ty do tej firmy nie pasujesz". Czas zatem zacząć nowe życie, bo już nawet blog się robił nudny... 😂

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga